wtorek, 8 kwietnia 2014

Part 16

8 komentarzy:
(Leon) Ahh. Wczorajszy dzień był cudowny. Położyłem się dość późno, ale nie mogłem spać. Kiedy tylko zamykałem oczy miałem ją przed oczami. Na początku nie doceniałem Violetty, ale może urzekła mnie swoim wdziękiem? Ewentualnie cyckami. Jeszcze tańczę z  nią na próbach w parze. Jesteśmy blisko i może się zakochałem? U mnie to dziwne, ponieważ nie potrafię przywiązać się do jednej rzeczy na długo, no ale popróbować zawsze wolno (XD). Rano nie wiem jak, ale usnąłem. Śniło mi się, że Violetta pocałowała Diego, a ja wtedy podszedłem i rozwaliłem mu nos. Lubię mieć super moc w moich snach. Ten sen przerwała moja mama zwalając mnie z łóżka.
-Leon! Żyj! - krzyczała mi jakieś rzeczy do ucha
-Mamo, mamo, mamooooooooo! Spokojnie, przecież żyję. - na pół śpiąco powiedziałem.
-Wstań dziecko.
- Już wstaję. Jestem wypoczęty jak nigdy. -na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Wstałem i wyszedłem z pokoju w piżamach. Moja  mama siedząc na moim łóżku patrzała się na mnie jak na debila. Wróciłem się
-Zapomniałem się ubrać. - moja twarz niczym poker-face patrzała się na mamę.
-Leonn...- przeciągnęła moja mama.
-A teraz wyjdź kobieto. Chcę się ubrać jak cywilizowany człowiek, a Ty mi w tym przeszkadzasz. - mój wygląd twarzy zmienił się na wygląd tego kota "NIE"
Mama wyszła, a ja się ubrałem. Następnie zeszedłem na dół złapałem jakiegoś batona i wyszedłem. W parku spotkałem...

(Camilla) Wyglądam jak zombie. No może zombie jest ładniejsze. Nienawidzę poranków podczas których nie mam na nic energii a muszę żyć jak człowiek. Są takie bezsensowne. Ogólnie poranki są bezsensowne jakby nie można było w nocy żyć a w dzień spać. Wstałam, umyłam się i ubrałam. Dalej nie wyglądałam jakoś super (no na pewno nie wzięli by mnie na super modelkę albo coś w tym rodzaju) ale zawsze jakiś postęp jest nie ? Pod oczami miałam tak zwane "wory" a wyraz twarzy niemrawy ale trochę makijażu i prawie nic nie było widać.
(...) Po zjedzonym śniadaniu zgarnęłam torebkę, klucze i potrzebne nuty. Musiałam iść żwawym krokiem choć totalnie nie miałam ochoty się śpieszyć ale ogarnięcie się zajęło mi za dużo czasu przez co zostało mi mało czasu a spóźnić się nie chcę. Akurat gdy szłam przez park spotkałam Leona. Lubię go choć wydaje się czasami dziwny. No i dalej mi go żal po tym jak go Maxi niesłusznie pobił. Kocham Maxi'ego jak brata ale nie zawsze podejmuje dobre decyzje. W oddali zabrzmiał dzwonek oznajmiający że w Studio zaczyna się lekcja. Napięłam wszystkie mięśnie i ruszyłam do szkoły biegiem. Na szczęście znajdowałam się blisko niej i nie musiałam pokonywać strasznie długiego dystansu. Na wejściu zderzyłam się z...

(Tomas) Ehh. Kolejne rano, kolejny raz nie wyspany. Cóż.. Może pora zachorować znowu? Ale tym razem na coś innego. Albo... Hmm, no nie raczej nie chce chorować. Po ostatnich zmaganiach mam dosyć. Budzik mi dzwonił? Skoro nie śpię chyba już dzwonił, albo obudziłem się sam z siebie. Dobra, chyba pora wstawać. Dzień jest piękny, ptaszki ćwierkają,słoneczko świeci. Czego chcieć więcej? Wstałem, ubrałem się, poszedłem do łazienki, ogarnąłem się i git. Trzeba iść dzisiaj obowiązkowo do Stud!o. To znaczy, ja muszę obowiązkowo iść. Nagle do pokoju weszła mój tata.
-Tomas, kiedy będziesz schodził na dół uważaj na mamę. - powiedział zmieszany tata
-Ale co się stało? -zapytałem z uśmieszkiem
-Zbiłem jej ulubiony kubek. - wtedy zacząłem śmiać się na cały pokój tak, że aż położyłem się na ziemię. Brzuch zaczął mnie boleć od śmiechu i łzy płynęły.

-Tomas przycisz się trochę!- powiedział przyciszonym głosem tata zaczynając śmiać się razem ze mną.
-Okej okej. Już już - przestawałem się śmiać.
Wstałem i zeszedłem do kuchni. Mama rzeczywiście była trochę zła. Nie chciałem jej bardziej denerwować więc wziąłem jakąś kanapkę z czymś w rękę i wyszedłem. Idąc do Stud!o myślałem Gdzie może być Diego, bo musimy w końcu zacząć te próby. W drzwiach spotkałem Camille.
-O cześć - powiedziałem
- Cześć - odpowiedziała ruda dziewczyna.
-Widziałaś może Diego?
-Wiesz co, jeszcze nie.
-Ok, dzięki - uśmiechnąłem się i poszedłem dalej. Na korytarzu spotkałem...

(Violetta) -Wyjdź.-Powiedziałem do ojca gdy przyszedł mi zrobić wykład że nie powinnam się tak odzywać od Angie. Oczywiście musiała mu powiedzieć bo jakże by inaczej. Nie mogła siedzieć cicho. Obu nam byłoby łatwiej.
-Violetta co się z Tobą dzieje ? Nie możesz się tak zwracać ani do mnie ani do Angie. Musisz zaakceptować to że jesteśmy razem i już. Nie zapomnę o niej bo masz teki widzimisię.-Odezwał się. A może to On ma takie "widzimisię" bycia z Angie ? Nie mógłby sobie znaleźć kobiety w jego wieku nie pracującą w mojej szkole i najlepiej nie związaną z żadną osobą  którą znam. Przestałam słuchać tego co do mnie mówi, wzięłam sweter który wisiał na wieszaku i wyszłam z domu. oczywiście wołał za mną że mam wracać ale nie posłuchałam się go. Poszłam do Studio zdając sobie sprawę że Angeles dalej tam jest i musi mnie uczyć. A ja muszę się jej przyporządkowywać. Denerwująca myśl.
Na korytarzu spotykam Tomasa choć nie mam ochoty rozmawiać. Z nikim nie mam ochoty rozmawiać. Mam ochotę posiedzieć sama i postukać w klawisze. Pięściami. Z całej siły.
 Dam radę. Nie dam rady. Wytrzymam. Nie wytrzymam. Pokażę swoją siłę. Pokażę swoją słabość.
Nic już nie wiem. Boję się że zauważą moją niepewność skrywaną głęboko w sercu pod płaszczem widocznym dla innych.
Wyszłam z Studio przewietrzyć się. Ale widok który ukazał mi się przed oczami nieźle mną wstrząsnął. Maxi całował się z...

(Maxi) -Cami mówię Ci że wyglądasz dobrze.-Próbowałem przekonać przyjaciółkę która tylko siebie krytykowała. Nie wiem czy tego nie zauważała ale jest piękna.
-Ty siedź cicho nie znasz się. Poza tym jak tylko dobrze to nie bardzo dobrze. Rozumiesz różnicę ? -W końcu podniosła wzrok znad małego lustereczka i spojrzała na mnie. -No i co się gapisz ?-Powiedziała przez śmiech.
-Nie, nie rozumiem różnicy. Nie wystarczy Ci zapewnienie że ładnie wyglądasz ? Jesteś jedną z najładniejszych dziewczyn jakie znam jak nie najładniejszą. Nie masz nawet prawa mówić że jesteś brzydka rozumiesz ?-Spojrzałem jej w oczy aby dodać jej pewności siebie i pokazać że nie kłamię i nie rzucam słów na wiatr.
-Dalej nie przekonują mnie twoje słowa.-Odwróciła spłoszona wzrok w inną stronę.-W każdym razie znasz dużo więcej dziewczyn ładniejszych ode mnie. Spójrz tylko na Francescę, Naty, Violettę nawet Ana jest ładniejsza ode mnie. Nie można mnie nawet do nich porównać.
-Nie wiem jak mam Ci to wybić z głowy. Chcesz dowód ?-Nie wiem czemu ale pod wpływem emocji przysunąłem się do niej szybko pokonując dzielącą nas odległość i złączam nasze usta w pocałunku. Wyczułem że Camilla nie wie co robić. Z początku nie zareagowała ale po kilku sekundach oddała go. Myślałem że odepchnie mnie i powie że ogłupiałem ale takiej reakcji się nie spodziewałem.  Dopiero po kilkunastu sekundach poczułem się dziwnie. Nie powinienem tego robić. Jestem dla niej bratem i tak powinno zostać bo nie chcę psuć tego wszystkiego co utworzyło się między nami podczas tych kilku lat przyjaźni.
Dopiero gdy delikatnie ją od siebie odepchnąłem zobaczyłem że całą sytuację obserwowała Violetta. Cami też to zauważyła. Viola z łzami w oczach odwróciła się i pobiegła w nieznaną stronę. Dziewczyna z którą przed chwilą się całowałem chciała za nią pobiec ale zatrzymał/a ją... pytając:
-Co jej zrobiliście ? ...

(Lara) Piach wchodzący w oczy. Charakterystczny odgłos silnika. Adrenalina rozchodząca się w żyłach. To jest to co kocham.
Zeszłam w motoru, który przejął ode mnie jeden z mechaników. Ściągnęłam w głowy kask i delikatnie przeczesałam palcami włosy, by równomiernie ułożyły się na ramionach. Po chwili, gdy się przebrałam zgarnęłam w dłoń torbę i wyszłam z toru. Chciałam udać się w stronę domu, bo zmęczenie brało nade mną górą, ale wpadła na mnie pewna brunetka. Gdy się odsunęła zobaczyłam rozmazany tusz na jej policzkach, co mówiło, że płakała. Szybko mnie ominęła, a ja stałam tam przez chwilę, aż nie zauważyłam dwójkę ludzi, którzy również wgapiali się w dziewczynę z głębokim szokiem. Może nie powinnam się wtrącać w cudze życie, ale ciekawość mnie przezwyciężyła.
- Co jej zrobiliście? - wskazałam dłonią na miejsce, w którym zniknęła brunetka. W odpowiedzi ruda dziewczyna wstała i pobiegła w jej kierunku.
Nie mogąc tego pojąć odeszłam stąd, kręcąc głową.
Po chwili senność całkowicie mnie pokonała. W sumie mam nauczkę, by nie spędzać całej nocy na torze.
Mimowolnie ziewnęła, a wtedy wpadła na mnie jakiś chłopak, a lód, który trzymał w ręku wylądował na mojej bluzce ...

(Diego) Słońce świeci i jest strasznie ciepło, więc kto mi zabroni kupić sobie 4 gałki lodów? Życie jest tylko jedno i trzeba spróbować każdego, nawet takiej błahostki. Nie dane mi było jednak długo cieszyć się tą przyjemnością, bo przez swoją nieuwagę wpadłam na niską dziewczynę. Patrzyła szeroko otwartymi oczami, na wielką plamę widoczną na jej bluzce, zresztą ja musiałem wyglądać podobnie.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - rzuciłem się z przeprosinami, ale po chwili wybuchnąłem śmiechem, bo widok był tak komiczny, że inaczej nie mogłem.
- Śmieszy Cię to? - dziewczyna podniosła brew wyraźnie oburzona.
- No przepraszam, ale gdy jesteś taka czerwona z plamami lodów na twarzy ... - nie dokończyłem, a mój śmiech znów poniósł się w powietrzu.
Szatynka znowu chciała coś powiedzieć, ale po prostu odszedłem od niej, nie mogąc się opanować. Musiałem wyglądać jak człowiek na prochach, zwyczajnie nie mogłem się uspokoić.
Muszę jednak przyznać, że tamta dziewczyna była całkiem ładna. Ale nawet nie znasz jej imienia - przypomniałem sobie w myślach.
Wróciłem w tamto miejsce z cichą nadzieją, że ją tam zastanę, ale spotkałem kogoś innego...

( Federico ) - Włącz się! Włącz się! Włącz się ! - krzyczałem do swojego telefonu, wychodząc z domu. Kilka dni temu wylałem na komórkę szklankę z wodą, co spowodowało, że teraz nie działa i widać, że nie ma takiego zamiaru. Po raz kolejny zakląłem w duchu. Nie mogłem skontaktować się z Ludmiłą, bo albo nie przychodziła do Studia, albo jestem tak ślepy, nie mogłem jej ani razu spostrzec.
Zacisnąłem mocniej palce na futerale od gitary, zatrzasnąłem drzwi od mieszkania i udałem się w stronę szkoły.
Dziś Słońce delikatnie prażyło każdego kto postanowił wyjść z domu. Na pobliskich drzewach ptaki wygrywały cicho melodię przyjemną dla ucha.
Trudno mi było przyzwyczaić się do szarej rzeczywistości po wyjeździe Xeni, ale kiedyś trzeba się w końcu otrząsnąć i ruszyć dalej, nawet jeśli jest to bardzo trudne, a każdy kolejny krok boli niemiłosiernie.
W drodze do Studia spotkałem Diego, który tak się śmiał, że mógłby obudzić z grobu zmarłego. Wytrzeszczałem oczy na jego widok i odszedłem od niego, bo nie chciałem patrzeć na człowieka, który tarza się po ziemi.
Wszedłem do Studia, ale nim wkroczyłem do sali muzycznej, rozległ się za mną huk ...

(Ludmila) - Nigdzie nie wychodzę !!!! - krzyknęłam ze swojego pokoju.
- Ludmila musimy iść do tego lekarza, to wszystko trzeba wyjaśnić to nam daje jakąś nadzieję. - tłumaczyła mi matka przez zamknięte drzwi.
- Nie, Never. Never, nie wiem czy Ty nie rozumiesz, nie chcę zmieniać swoje życia, wyjdź spod tych drzwi. - krzyknęłam i położyłam głowę na poduszkę. Znowu dopadła mnie depresja. Powinnam się wziąć w garść, ale nawet mi się nie chcę. Wiem, że muszę się jakoś wymknąć do Studio, żeby nie być zauważoną. OKNO genialny pomysł, mało niebezpieczny najwyżej rozwalę nogę, lub coś w tym stylu, wyjątkowo założyłam dziś trampki i spodnie, zupełnie nie wyglądałam jak Ludmila. Ehh muszę to jakoś przeżyć. Otworzyłam okno. Usiadłam na parapet. Zamknęłam oczy.
- Raz, Dwa, Trzy - i po chwili byłam już na dole, obeszło się bez bólu. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam żwawym krokiem do szkoły. Jak zobaczą, że mnie nie ma to będę miała nieprzyjemną rozmowę, ale to dopiero wieczorem, dobrze że na razie mam spokój. Federico nie odbiera telefonu ma non stop wyłączony. Nie wiem może nie chce już się ze mną zadawać. Spoko nie będę się nikomu wpychała w tyłek. Szybko dotarłam do Studio, musiałam z kimś pogadać. Naty jak zawsze ciężko było znaleźć bo zamiast być przy mnie to gdzieś się szlaja. Miałam teraz zajęcia z Beto, chciałam sobie spokojnie pójść do sali muzycznej, ale nauczyciel wybiegł wprost na mnie z instrumentami, zderzyliśmy się i zaraz potem oboje leżeliśmy na ziemi.
- Betoooo !! - wstałam i otrzepałam się.
- Oj no przepraszam to był przypadek. - odparł nauczyciel, poprawiając swoje okulary.
- Zawsze musisz wpadać na mnie ? - spojrzałam na niego pytające, ale on szybko się odwrócił i udał do sali.
- Ludmila - usłyszałam jak ktoś wypowiada moje imię, odwróciłam się i zobaczyłam Federico.
- Spadaj. - rzuciłam do niego i chciałam sobie wejść do sali.
- O co Ci chodzi. ? - zapytał zdziwiony
- O to, że nie odbierasz telefonu, sorry nie będę Cię prosiła, żebyś się ze mną zadawał nie chcesz, wystarczyło powiedzieć. (...) Potem na zajęciach wytłumaczył mi, że zalał telefon, a mnie nigdzie nie mógł znaleźć. Wyszliśmy z sali ...

(Andres) Szalałem na rolkach w zawrotnym tempie, pokonując kolejne kilometry. Fede nie odbierał i nie miałem jak się z nim umówić. No pech. On będzie miał zaliczone, ja się wytłumaczę że lekarz nie pozwolił mi na stres. Phi. Wjeżdżając do szkoły zderzam się z kimś. Papiery zaczęły latać jak oszalałe a ja zdziwiony w kogo walnąłem powiedziałem; - Uważaj bo Hero Andi cię zabije. - Zaśmiałem się.
- Ale śmieszne. Ha. Ha. Ha. - Udawała Ana. - Nie masz co robić ? - Mówiła "oburzona".
- Oj, nie bądź taka poważna. - Podałem jej rękę choć sam jeszcze siedziałem. Podniosła brew i sama się uniosła. Oh królowo! Pomogła mi wstać i otrzepała się z kurzu. - Opalałaś się ? Masz jakąś ciemniejszą karnację niż zazwyczaj. - Zauważyłem.
- Jak to mówił Gregorio, nie chciałam wyglądać jak "ściana". - Już cisnęło mi się na ustach. "Jak ściana ? Taka blada czy taka płaska" ? Ej no. Zauważyłem że jestem chamski . Ale w myślach ! Chyba nikt mi nie zabroni ? - Nie pacz się jak tłumok, odjedź bo zgniatasz moją partyturę ! - Otrząsnąłem się i odjechałem lekko. Jak Hero Andi, pomogłem jej zbierać papiery. Gdy wcisnąłem jej je do ręki zapytałem;
- Dasz radę wyjść ze mną na koktajl ? - Zrobiłem dzióbek czekając na reakcję dziewczyny.

(Ana) Tak brawo Andres ! Idiota wjechał mi w brzuch z wielką siłą i myśli że jest mi do śmiechu. Udawałam oburzoną. No bo jak nie być ? Nie wiem. Pierwszy raz byłam jakoś poważna. To dziwne ! Łaskawy pan pomógł mi zbierać teksty i nuty, gdy zapytał czy pójdę z nim na koktajl. Jak miło. Chyba się zgodzę aby go oblać i się zrekompensować. Zachichotałam i się zgodziłam tylko odłożyłam wcześniej wszystko do szafki która i tak była zapchana planami na kawały. Poszłam z nim do Resto i nie było chwili ciszy. Nie no żebym się skarżyła ale On był bardziej rozgadany niż jakakolwiek kobieta, lub człowiek ! Miał do powiedzenia chyba całą Biblię. Aż od
słuchania wepchnęłam go na drzewo i zaczęłam się chichrać. Wyglądało to komicznie, tym bardziej że dotknął ustami korę. - Haha, nie masz kogo całować to zabierasz się za drzewa ?
- Jak chcesz to mogę zabrać się za ciebie. - Dodał patrząc podejrzanie.
- O nie, nie, nie! Ty lepiej ode mnie odejdź ! - Powiedziałem lecz chłopak zaczął powoli podjeżdżać. - Andres ! Won ! - Mówiłam i w końcu zaczęłam uciekać przed nim. Przelotnie zauważyłam twarz która uśmiechała się widząc nas ... Był/a to ...

(Pablo) Jak miło czuć smak jej ust nie martwiąc się że mnie odepchnie. Obudziłem się z optymizmem i tak przez cały dzień aż zachodziło słońce. Ambar się zdrzemnęłą a ja poszedłem do sklepu kupić relaksującą mnie rzecz. (...) Wracając widzę jak Anę goni Andres na rolkach, uśmiechnąłem się na widok ich rozweselonych twarzy i poszedłem dalej. Wracając dziewczynka nadal spała a ja robiłem powoli kolację. Zrobiłem gyrosa i zajrzałem do blondynki. Nadal smacznie spała. Ma jakiś twardy sen, gdyż wczoraj co pięć minut się budziła i chciała coś robić. Zdziwiony najadłem się nim i ległem na kanapę. Patrzyłem bezczynnie w sufit i zastanawiałem się co zrobić. Mając na wyciągnięciu ręki telefon pomyślałem czy czasem do niej nie zadzwonić. Może będę zbyt nachalny ? Eh . You Only Live Once. Wybrałem numer i zadzwoniłem ...

(Esme) Już zapomniałam jak to jest być szczęśliwa, a teraz ? Teraz czuje się jak zakochana szesnastolatka. Po wczorajszym dniu po prostu cale moje życie wywróciło się o 180 stopni. Nawet Stefek zauwazyl, że cos się ze mną dzieje. No tak tylko tez zapomnialam o tym, jak ciężko jest znaleźć prace. Szukając jakiegoś najnowszego CV usłyszam dźwięk komórki. Okeeej gdzie jest mój telefon ? O mój Boże, nawet nie wiem kiedy w moim domu zrobił się taki burdel. Dobra złapałam telefon w ostatnim momencie i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak slucham ? - powiedziałam do mikrofonu.
- No Hej - uslyszalam glos Pablo i usmiechnelam się pod nosem.
- Coś się stało ?? - spytałam zdziwiona
- Nie po prostu chciałem sprawdzić czy to co było wczoraj to nie sen. - powiedział niewinnie. Ojej jakie to suoooodkie. Aż się zarumieniłam, dobrze że on tego nie widział. Rozmowa jeszcze trochę trwała, niestety musiałam mu odmówić z wielkim bólem serca zjedzenie z nim i Ambar obiadu. Musiałam ogarnąć dom, ten cały syf i zanieść CV w kilka miejsc, ale umówiłam się na jutro. I powiem szczerze już nie mogę się doczekać. Jestem cała w skowronkach, zupełnie jak nie ja. Facet to potrafi zmienić kobietę. (...) Wróciłam do domu wkurzona i wykończona, wszędzie powiedzieli, że oddzwonią, przecież wiem, że i tak tego nie zrobią. Normalnie szlak mnie trafi, albo grom z jasnego nieba. Zjadłam kolację, wyszłam na wieczorny spacer z psem. Położyłam się przed TV i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

End. Czekamy na wasze reakcje. EKIPA VNH :)

niedziela, 6 kwietnia 2014

Part 15

8 komentarzy:
(German) Obudziło mnie słoneczko wdzierające się przez rolety w oknach. Pogoda zapowiadała wspaniały dzień. Wychodząc z pokoju potykam się o torby, a na drzwiach zauważam kartkę "Nie przekupisz mnie. V". Super teraz uważa, ze chce ją przekupić. Zły ma siebie zszedłem na dol, a już od progu zaatakowała mnie Olga.
- Czy pan myśli !? - złapała się pod biodra. - Umawiać się z nauczycielką własnej córki. - oznajmiła mi.
- Olga proszę. - przewróciłem oczami i chciałem wejść do kuchni, ale zastawiła mi drogę.
- Czy pan ma mózg ? - zaczęła pukać mnie w czoło. - To dla niej straszne i jeszcze próbuje pan ją przekupić. Wstyd. - pomachała głową.
- Chciałbym zjeść. - powiedziałem i wszedłem do kuchni.
- Proszę bardzo, proszę bardzo ! Zjedzą kiedyś pana wyrzuty sumienia, jak takie małe robaki będą pana dręczyć, - zaczęła przebierać palcami jakby udawała robaka. Zdenerwowałem się i opuściłem mieszkanie. Dzwoniłem do Violetty, nagrałem się jej na sekretarkę, musimy w końcu porozmawiać bo tak się nie da żyć. Chciałem wpaść do Angie i gdy dochodziłem do jej domu, usłyszałem ciche łkanie...

(Angie) Mam dość ! Wszystkiego po kolei. Naprawdę wszystko mnie drażni. Wyłączyłam telefon, żeby nikt do mnie nie dzwonił, nie miałam ochoty, rozmawiać ani z rodzicami ani z Germanem. Probowałam rozmawiać z Veronicą, ale ona jest jak w transie, w ogóle do nikogo się nie odzywa, myśli że mi jest łatwo ? Śnią mi się koszmary, jakieś dziwne rzeczy. Chce się dowiedzieć kto podmienił dzieci, co za konował !!! Kto w tych szpitalach pracuje, chce się dowiedzieć kto jest moją biologiczną siostrą. Tłumaczyłam jej, że ona zawsze będzie moją siostrą, kocham ja nad życie, ale do niej nie dociera. Zamknęła się w pokoju i jak dzwoniła matka to mówiła, ze nie wychodzi z pokoju. Nie mogę o tym myśleć, mam zajęcia, pracę, obowiązki. Wyszłam z domu bez śniadania, ubrałam się byle jak. Zaczęłam cicho płakać pod nosem, i nie zauwazyłam Germana, który stał pod moją furtką.

- Co się stało ? - zapytał zdziwiony.
- Nieee niccc - zaczęłam odpowiadać łykając łzy.
- Kochanie, co się dzieje. - wziął chusteczkę i zaczął wycierać mi policzki.
- Proszę Cię porozmawiamy potem, muszę iść. - dałam mu całusa i pobiegłam w stronę szkoły. Dotarłam tam najszybciej jak potrafiłam. Nie wchodząc do pokoju nauczycielskiego, od razu udałam się do mojej sali. Uczniowie już się zbierali. Po chwili weszła Violetta nawet na mnie nie spojrzała. Po chwili do klasy wbiegł spóźniony ...

(Tomas) -Tomas! -od rana słyszałem to już 6 razy.

-Zejdź na śniadanie. W tej chwili! - a to tekst powtórzony w przeciągu 10 minut, który padł już 3 razy.
-Momoo, jest  jeszcze wcześnie. - zaspany krzyczałem w stronę drzwi.
-Jakie wcześnie?! Co Ty budzika nie słyszałeś pół godziny temu? - i wtedy zapaliła mi się jakaś czerwona lampeczka w głowię.
-Budzik?! To on już dzwonił?! Jak to? - nie wiem, dlaczego mówiłem to zbulwersowany leżąc nadal w łóżku.
Wstałem szybko, rzuciłem wzrokiem na zegarek wiszący na ścianie i w ułamku sekundy w mojej głowie pojawiło się jedno pytanie...
-Dlaczego kurde?!
Znowu się spóźnię na zajęcia. Ojj, co nauczyciele sobie o mnie pomyślą? Ale z jednej strony... Pieprzę. Niech dadzą mi się w końcu wyspać. No wiec ubrałem się w lekkim pośpiechu i całkiem zapomniałem, aby uważać na schodach. Moja nieuwaga zamieniła się w tragedię. A przynajmniej dla mnie.
-Tomasku, dziecino nic Ci nie jest? - mówiła mama pomagając mi wstać.
Popatrzałem się na nią moim specjalnym wzrokiem.
-Jak mogłaś mi to zrobić matko? Nie kochasz mnie! Przyznaj się! - krzyczałem, a matka patrzała się na mnie jakbym co najmniej uciekł z psychiatryka.
-Znowu ten dywan na schodach! Upadłem na rękę. Mogłem zginąć, albo co gorsza złamać mojego ulubionego palca! Zamontujcie z tatą windę zamiast tych przeklętych schodów. - nadal mówiłem unosząc się, a moja mama stała i z zaciekawieniem się na mnie patrzała. Dokładnie jakbym tłumaczył jej co to jest twierdzenie Pitagorasa czego sam nie wiem. Minąłem schody, mamę, kuchnię (ponieważ straciłem ochotę na jedzenie), złapałem bluzę i wyszedłem z domu w napięciu. Przypomniało mi się, że przecież mam zajęcia. Zacząłem biec. Biegłem, biegłem, aż w końcu dobiegłem do Stud!o.
Idąc przez hol do klasy potknąłem się i spadłem na rękę która mnie potwornie bolała po upadku ze schodów. Mało co się nie posikałem z bólu. Glebłem na ziemię. Cudem dopełzłem  do klasy Angie.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. Rodzice planowali na mnie kolejny zamach. - powiedziałem jako wytłumaczenie. Cała klasa zaczęła się po cichu śmiać.
-Siadaj Tomas. - jedyne co udało się wydusić Angie.
-Oczywiście prze panią. - ponieważ byłem w dobrym nastroju zażartowałem sobie, a nauczycielka się wtedy uśmiechnęła.
Usiadłem na krześle i po chwili usłyszałem głos obok mnie mówiący "Hej Tomas" to był/a...

(Violetta) Zajęcia z Angie, niegdyś moje ulubione. A teraz? Teraz nie mogę na nich spokojnie wysiedzieć, cały czas mam obraz mojego ojca i mojej nauczycielki, razem, to jest okropne. Rozumiem, że uczuć się nie wybiera. Ale jak to będzie wyglądać jak się wszyscy o tym dowiedzą? Wtedy Ludmiła dopiero będzie miała większe powody by mnie gnębić, sądząc, że dostaje fory, przez znajomości, a tak nie jest, ciężko pracuję na to miejsce.

Tomas, wszyscy są oprócz niego. O wilku mowa.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. Rodzice planowali na mnie kolejny zamach- zaśmiałam się pod nosem.
-Siadaj Tomas- Powiedziała Angie, brak humoru, ehhhh.
-Oczywiście prze panią- dodał z uśmiechem, a ona lekko podniosła kąciku ust. Chłopak usiadł przede mną.
-Hej Tomas- szepczę mu do ucha, a on podskakuje, przez co chichoczę. -Co tam powiesz?
Kiedy chłopak chciał odpowiedzieć, Angie nam przerwała, krzycząc -Czy ja wam przeszkadzam?
Wstałam. -Tak, tak mi przeszkadzasz. Przeszkadzasz prowadzeniem się z moim ojcem, wiesz?- Przewróciłam oczami i z trzaskiem wyszłam ze Stud!io, a za mną wybiegł/a..

(Maxi) Violetta dziś zrobiła scenę Angie. Nie podobne to do niej. Zawsze była spokojna i cicha. A teraz co ? Zaczęła chodzić za wszystkimi chłopakami, odstawiać szopki w środku lekcji i strzelać fochy. Nie żebym był zazdrosny o tych chłopaków życzę jej szczęścia ale jeśli tak dalej pójdzie sama zapewni sobie miano "łatwej" a takie dziewczyny nie są szanowane przez swoich facetów.  Jako że uważam ją za moją przyjaciółkę (w końcu dobrze się dogadywaliśmy i jakbyśmy nie byli parą to bylibyśmy przyjaciółmi) postanowiłem że pogadam z nią. Nie spodziewałem się że przytuli się do mnie i wypłacze w ramię ale rozmowa pomogłaby jej na pewno.

  Po około minucie od jej wyjścia z sali ja też się podniosłem i wyszedłem przepraszając pierw nauczycielkę ponieważ kultura najważniejsza. Dogoniłem dziewczynę która hardo brnęła przed siebie z zaciętą miną. Położyłem swoją dłoń na jej ramieniu aby się zatrzymała i odwróciła w moją stronę. Gdy mnie ujrzała jej wyraz twarzy stał się jeszcze bardziej "wściekły" ? Tak to chyba dobre  określenie.
-No czego chcesz?!-Warczy na mnie. Miło. Ja tylko chcę pomóc. W sumie zazwyczaj pomoc od osoby która z tobą zerwała nie jest mile widziana ale... Liczyłem że będzie choć trochę mniej nabuzowana emocjami niż ją widzę. Może okres ma ?
-Pomóc ?-Pytam trochę zmieszany. No w końcu nie wiem jak mam pomóc. Może lecieć po tampony ? Albo podpaski jak woli...
-Nie. -Odwraca się i znów idzie przed siebie.
Wracam zrezygnowany na zajęcia...

(Ludmila) Akcja Violki przekracza ludzkie pojęcie. Dobra to ja jestem ta zła w Studio, ale co jej zrobiła Angie to taka nieogarnięta nauczycielka, nie musiała oznajmiać wszystkim, że ona spotyka się z jej ojcem. Totalna porażka. Plus dla mnie, przynajmniej mam kolejny powód dokuczania Violce. To sprawia, że przynajmniej zapominam o swoich problemach. Z rodzicami nie rozmawiam, nawet nie wiem czy powinnam ich tak nazywać. Ja dobrze wiem, że to nie jest ich wina, ta cała "zamiana", ale kiedy chcę coś im powiedzieć, kiedy oni mówią do mnie, no wszystko mi się przypomina i dochodzę do wniosku, że mieszkam pod dachem z obcymi ludźmi. Tak się

zamyśliłam, że nie usłyszałam jak Angie do mnie mówi.
- Ludmiła ? - zapytała chyba z piąty raz.
- Emmm zamyśliłam się. - odparłam. - To co chciałaś ? - zapytałam ją.
- Jak wasza praca z Cami ? Pamiętajcie, że niedługo będziecie się z tego rozliczać. - oznajmiła mi.
- Ta ruda ... - nie dokończyłam bo dostrzegłam jej wzrok. - Cami, nie umie śpiewać, tańczyć ani grać. - odrzekłam.
- Ludmila nie przeginaj Okej ? - popatrzyła na mnie, a w tym momencie do sali wszedł Maxi, który wcześniej wybiegł za Violką. Lekcja minęła dość szybko, usłyszeliśmy dzwonek i zaczęliśmy wychodzić z sali..

(Pablo) - Odbierz do cholery! - Warczałem do słuchawki próbując się dodzwonić do mojej kochanej siostrzyczki. Odkąd wyjechała śladu po niej nie ma! Nawet nie spyta czy wszystko w porządku. Albo ufa mi tak bardzo, albo ma wszystko gdzieś! Trudno to stwierdzić, Isabel jest kłopotliwą osobą dla mojego mózgu. Wzdychając wybrałem numer do Antonia i zawiadomiłem go że biorę urlop na 2 tygodnie, na co On się miło zgodził i stwierdził że dobrze mi to zrobi. Eh ? Mała blondynka bawiła się lalkami podśpiewując a ja nieśmiało wybrałem numer do Esme. Nic nie poradzę ! Mimo mówiąc jej że będzie lepiej i za późno na nasze uczucia, to nadal ją kocham ... Ale ... Jestem debilem! Odparła wtedy że zaczyna się we mnie zakochywać a ja stwierdziłem że za późno! Ygh! Pierwszy sygnał ... Drugi ... Trzeci ... Z każdą sekundą nie odbierania traciłem nadzieję. Aż w końcu postanowiłem się nagrać. - Esme ... Słuchaj ... Musimy się spotkać, muszę z tobą porozmawiać. Kocham Cię ... - Zamknąłem oczy niepewnie. - Tęsknie za tobą, choć minęło mało czasu. Proszę jeśli to odsłuchasz będę czekał na ciebie w parku. Pa ... - Rozłączyłem się i westchnąłem ciężko ponownie. - Ambar. Masz ochotę pobawić się w parku ? Na świeżym powietrzu ? Może poznamy jakieś nowe koleżanki ? - Spytałem. Pięciolatka zrobiła kwaśną minę.

- Nieee .... Wolę tu posiedzieć i pobawić się Kelly! - Rzekła ściskając w dłoniach plastikową lalkę.
- A jeśli weźmiemy Kelly ze sobą ? I Ona też znajdzie na dworze coś fajnego ? A jeśli stanie się tam coś ciekawego ? Będziecie miały co wspominać! - Mówiłem przekonywującą a po 10 minutach udało mi się namówić dziewczynkę. Chwała Bogu!. Zaśmiałem się w myślach ... (...) Siedziałem na ławce widząc jak Ambar bawi się z przyjaznym psem czuję silną woń perfum pewnej osoby...

(Esme) Jestem bezrobotna. Tak to prawda. Mój szef się w końcu wkurzył i wydalił mnie. Twierdził, ze jestem, dobrym pracownikiem nawet bardzo dobrym, ale co z tego jeżeli ostatnio dzieje się ze mną cos dziwnego, a on nie może pozwolić sobie na starty. Fajnie, w końcu nie będę narzekała, że nie mam czasu. Interesujące jest to skąd ja wezme pieniądze na życie. Dobra mniejsza o to, jakoś sobie poradze, nie pierwszy i nie ostatni raz jestem w takiej sytuacji. Wyspałam się jak nigdy, wstałam spokojnie bez pośpiechu, zjadłam normalne śniadanie. Z nudów zaczęłam sprzątać dom. Włączyłam głośno muzykę, i nic mnie nie interesowało dookoła. Dopiero po kilku minutach zobaczyłam, że ekran mojego telefonu się świeci. Nie zdążyłam odebrać. Może i dobrze bo dzwonił Pablo, ale zaraz po chwili kolejny sygnał tym razem poczty głosowej. Przyłożyłam telefon do ucha i słuchałam i mało nie padłam jak usłyszałam TL co tam powiedział. Wzięło mu się na wyznania, fajnie że dopiero po fakcie. Nie powinnam iść,  nie powinnam się z nim spotykać, ale tak czy siak musiałam wyjść na spacer ze Stefkiem. Ubrałam się jak człowiek, popsikałam jakimiś perfumami, założyłam smycz psu i wyszliśmy ma zewnątrz. Nogi same prowadziły mnie w stronę parku, pies był szczęśliwy, a ja obojętna. Kiedy spuściłam go ze smyczy, pobiegł do jakiejś małej dziewczynki, a zaraz potem obok niej ujrzałam jego.

- Przyszłaś. - powiedział, aż mu się oczy zaświeciły.
- Na spacer z psem. - odparłam obojętnie.
- Słuchałaś mojej wiadomości.? - zapytał
- Tak. - odpowiedziałam krótko, dziwna ta rozmowa, on pyta ja odpowiadam jak jakiś robot, no to bezsensu.
- Wszystko co powiedziałem to prawda, tesknie za Tobą, tesknie za naszymi glupimi wymiarami zdań, za Takimi oczami, za Twoim uśmiechem, za całą Tobą, w końcu zrozumiałem, że mogę Cię stracić. Kocham Cię. Spojrzał mi głęboko w oczy. Nagle przybiegła do nas mała dziewczynka, która jeszcze przed chwilą bawiła się ze Stefkiem. - To jest Ambar, - przedstawił mi dziecko, a ja zrobiłam wielkie oczy. - Moja siostrzenica. - dodał po chwili. - Idź się ponawia z pieskiem. - spojrzał na małą, a ona z uśmiechem pobiegła do wielkiego psiaka. Odwróciłam się by na nią spojrzeć, a gdy ponownie chciałam powrócić głową na poprzednie miejsce, Pablo był tak blisko, że nasze usta się złączyly. Nie oderwałam się, trwałam w tym tak długo jak było to tylko możliwe...

(Pablo) Serce szybciej biło gdy zlepiłem nasze usta w całość. W dodatku nie odepchnęła mnie, chętnie oddawała pocałunki. Zadowolony śmiało położyłem dłoń na jej policzku. Namiętność między nami, utrwaliła fakt że nie jestem jej obojętny. Wtopiła swoją rękę w moje włosy. Trwało by to dłużej póki nie przeszkodziłaby to moja komórka. Odczepiłem się delikatnie i odebrałem głupi telefon, nie tracąc z kobietą kontaktu wzrokowego. - Halo ? - Zacząłem.

- Pablo ? Em, hej. Wiesz co ? Jest taki problem ... - Usłyszałem po drugiej stronie moją siostrę.
- Pewnie znów chcesz abym coś zrobił dla ciebie, znam ten ton. Nie obchodzi mnie to... - Westchnąłem głaszcząc Esme po policzku. - Jestem zajęty, wyślij mi sms-a kiedy wracasz. - Dodałem i się rozłączyłem. Po chwili czułem jak kobieta o szmaragdowych oczach przytula się do mnie. Ucieszył mnie ten fakt informując że Ona również tęskniła. Odwzajemniłem uścisk przymykając oczy. Trwaliśmy w ciszy dopóki ...

(Violka) Każdy, naprawdę każdy, ale czemu on? Czemu Maxi musiał wybiec za mną?

-No czego chcesz?!- Warczę kiedy czuję dotyk jego dłoni na  moim lewym  przedramieniu. Nie wiem dlaczego tak reaguję, przecież moje serce nadal wariuje na jego widok, ale zranił mnie, bardzo mocno. Nie umiem zapomnieć, nie jestem taką osobą.
-Możemy porozmawiać?- Chłopak próbuję objąć mnie rękami, ale odpycham go.
-Nie mamy o czym- stwierdzam fakty i wzruszam ramionami.
Przygryzłam nerwowo wargę i odeszłam. Musiałam ochłonąć to wszystko mnie przytacza. Juz czuję ten wzrok Ludmiły, i tą awanturę w domu gdy Angie powie wszystko ojcu. Grrrr. Ja nie chciałam tego, no co po prostu to wszystko się we mnie skumulowało i było wielkie BUM. I jeszcze Maxi tylko jego brakowało. Muszę z kimś pogadac, a najgorzej, że świadkiem tego wszystkiego był Leon. I co on sobie pomyśli. Idąc przez park natrafiam na Pablo, z tą samą kobietką z którą widziałam go już nie pierwszy raz. Hmmmm wygląda na to, że coś ich łączy. Burknęłam tylko ciche "Dzień Dobry" i wróciłam w stronę Studia. Wzrok wodzi po chodniku, aż natrafia na męskie buty. Podnoszą głowę do gory i widzę ....

(Leon) Ohohohoo Violetta przegięła i to grubo. Mogła sobie tak wybuchać jakby była z Angie sam na sam, ale nie przy wszystkich, bo teraz każdy to wie, a to wyjdzie na gorsze dla niej. I jeszcze ten cały Maxi za nią wybiegł. Niech spada na drzewo małpy drażnić. Nie było go przy niej kiedy go potrzebowała.... Po skończonych zajęciach przeszukałem każdą salę, ale nigdzie jej nie było. Do jednego miejsca nie zaglądałem, ale raczej nie był bym mile widziany w damskiej toalecie. Miałem jeszcze chwilę przed zajęciami z Beto, wyszedłem na zewnątrz i zauważyłem jej fioletową sukienkę. Była zamyslona, smutna, zła, sam nie wiem podszedlem do niej, a ona podniosła twarz i spojrzala na mnie.

- Też będziesz mi prawił moraly - zapytała zezłoszczona.
- Nie, nie mam nawet takie zamiaru. Ja po prostu no em chciałem być przy Tobie. - zacząłem się plątac. Jednak taka była prawda, zależało mi na niej.
- Leon dziękuje Ci chyba tylko Ty mnie rozumiesz i umiesz mnie wesprzeć. - uśmiechnęła się.
- Idziemy do Beto, a potem coś wymyślony. - złapalem ją za rękę i poszliśmy na zajęcia. (...) Spędziłem z nią genialne popołudnie, byliśmy w wesołym miasteczku potem na obiedzie, odprowadziłem ją do domu, a ona obdarzyła mnie całusem, i już wiedziałem, że tej nocy spać nie będę ...



End


Czekamy na wasze reakcje, Ekipa VNH  :)

piątek, 4 kwietnia 2014

Part 14

4 komentarze:
(Angie) Dalej nie mogę pojąć tego co się wczoraj wydarzyło. Pół nocy rozmyślałam nad tym wszystkim.
Jakie to nie pojęte, za zarazem takie straszne. Nocowałam w domu rodzinnym, nie chciałam ich zostawiać, byłam im potrzebna, a najbardziej mojej siostrze. Ona ma dopiero 17 lat nie rozumie jeszcze takich rzeczy. Obudziłam się nad ranem, pomyślałam, że zrobię im śniadanie, przynajmniej z tego ich wyręczę. Upiekłam zapiekanki z serem i warzywami. Zapach roznosił się po całym domu.
- Ty jeszcze nie w pracy ? - zapytalam Veronica, miała spuchniete od płaczu oczy.
- Pomyślałam, że zrobię wam śniadanie na polepszenie humoru. - uśmiechnęła, się do niej.
- Nie jestem głodna. - rzuciła i poszła znowu do pokoju. Nie wiem jak mam jej pomóc, do mnie to nie dochodzi, a co dopiero do niej. Spakowałam swoje rzeczy, zostawiłam kartkę na stole i śniadanie oczywiście i opuściłam ich dom. Stąd do pracy, miałam kawałek drogi, wsiadłam w samochod. Przez całą drogę rozmyślałam o wszystkich możliwych alternatywach rozwiązania tego problemu, ale nie widziałam żadnej.
-  Angie jak Ty jezdzisz ??!!!!! - wysiadając z samochodu usłyszałam krzyk Gregorio. - Ochlapałas mi spodnie. !!! - oznajmił.
- Przestań udawać królewicza. - powiedziałam i skierowałam się w stronę drzwi.
- Oo to, że wstałaś lewą nogą to nie musisz się unosić ponad wszystkich. - powiedział kiedy weszliśmy do środka.
- O daj spokój, zamknij się w końcu i zajmij się swoimi sprawami. (...) Kłótnie z Gregorio przerwał...

(Pablo) U-mix nie dawał mi wytchnienia. Nie było Antonia, więc wszystkie sprawy dotyczące sprzętu, regulaminu i innych pierdół była na mojej głowie. Już zainstalowali komputery w pokoju nauczycielskim, robiąc z tego jakąś informatornie. Dziś miałem przedstawić dzieciakom to "show". Wracając do pokoju po dokumenty widzę tam kłótnie Angie i Gregoria. - No proszę was! - Zacząłem. - Nawet dziś nie możecie sobie darować? Mam dużo do roboty i nie mam zamiaru słuchać waszych pisków. - Wziąłem z blatu różową teczkę (xd) i wyszedłem. (...) Zrobiliśmy zebranie w sali prób gdzie przedstawiliśmy Marrotiego i konkurs. Który odbędzie się po skończeniu zadania, które wcześniej zadała Angelès. - Konkurs polega na solowym występie a jurorzy wybiorą 6 z was... - Zacząłem.
- Właśnie! A z tej 6 zrobicie zespoły. A potem,  właśnie. To potem. (...) po skończonych lekcjach wróciłem do domu Derp'a.
- Hejoo stary. Jak tam po robicie.
- Bez komentarza, - odparłem i od razu wyszedłem. Sam nie wiem, gdzie szedłem. Przed siebie po prostu... Znalazłem się w parku, który tętni życiem i endorfiną... Usiadłem na jedenej z ławek i spojrzałem przed siebie. - Dlaczego nie możesz być tak szczęśliwi jak Oni Pablo?  - Pytałem sam siebie i przetarłem dłońmi twarz. Co ja robię ze swoim życiem? Nie mam własnego mieszkania, pieniędzy, dumy, odpoczynku, kobiety z którą mógłbym dzielić swoje życie... Żaliłem się nad sobą w myślach póki...

(Leon) Jaki głupi dzień. Pokłociłem się z mamą, Violetta nie odbiera telefonu, a potrzebuje z nią pogadać. Ehhh w takich chwilach to mam ochotę żyć na jakiejś pustyni bez nikogo kto będzie mi gadał nad uchem. Szybko opuściłem swój dom. Nie chciałem po raz kolejny uświadamiać jej, że ojciec nie wróci, a ona non stop na niego czeka. Boli mnie to jak widzę ją ze spuchniętymi oczami od płaczu. Nie dam rady już kłamać, wiem że ojciec tam kogoś ma dlatego się z nami nie kontaktuje. Było jeszcze wcześnie, nie musiałem się spieszyć, zaszedłem po bułki do sklepu i jakiś sok. Wędrując w kierunku Studio zauwazam Pablo siedzącego na ławce. Hmm jakiś taki zamyślony, smutny, albo mi się tylko wydaje.
- Pablo ? - zapytalem podchodząc bliżej.
- Aaa to Ty Leon. - chyba nie mnie się spodziewał.
- Idziesz do Studio, słyszałem że jakaś impreza się szykuje. - rzucilem na rozluźnienie atmosfery.
- Idź inni uczniowie wytłumaczą Ci o co chodzi. - powiedział i wstał z ławki. Nie chciałem się narzucać, bo po co, nie lubię się wtrącać w sprawy innych. Wziąłem do ręki komórkę i po raz trzydziesty dzwoniłem do Violetty " abonament czasowo niedostępny" i po raz trzydziesty usłyszałem to samo zdanie. Odwracając się jeszcze do tyłu zauważam...

(Esme) Po ostatnim potraktowaniu mnie przez jego osobę - odpuszczam sobie definitywnie. Nie ma co przeżywać. Muszę być sama i tyle, ludzie ze mną nie wytrzymują, wiec nie będę się nikomu pchała na siłę. Dziękuję, do widzenia. Tak to już jest. Jedni maja szczęście inni nie. Dodatkowo mam przerypane, bo nie pojawiłam się w tym sądzie. Wczoraj byłam na dywaniku u dyrektora, jeszcze nigdy nie widziałam go strasznie wkurzonego. Dal mi ostatnią szansę inaczej tracę posadę. Dziś na szczęście mam wolny dzień, tylko potem przydałoby się posiedzieć nad aplikacjami do sądu. Zeszlam na dol i jak się okazało, lodówka pusta, wiec zostałam zmuszona do pójścia do sklepu. Stefek smacznie spał pod moim łóżkiem, a ja po cichu opuściłam dom. Powietrze było chłodne, orzezwiajace. Udałam się do pobliskiego marketu, kupilam chelb, masło, mleko, jakiś ser i jeszcze kilka innych produktów. Przy kasie siedziała pani Helenka, jak zawsze uśmiechnięta. Podziękowałam i wyszłam. Idąc sobie ulicą, podziwiałam wspaniałe monumenty, które znajdowały się po drugiej stronie ulicy. Zauwazylam jakiegoś chłopca, nawet go nie kojarze, ale patrzył na mnie, odwrociłam się i nie zauważając wpadlam na ...

(Pablo) Zmęczony swoim postępowaniem postanowiłem od rozmowy z Leonem coś zmienić w swoim życiu. Z lekkim uśmieszkiem na twarzy podążyłem w stronę znajomego mi domu. Gdy wpadam na... Nią. Eh? Pomogłem pozbierać jej produkty które przez mą nieuwagę spadły na ziemię. Milcząc oddałem jej zakupy nie patrząc w oczy. Jednak coś mnie zmusiło do tego i wydusiłem tylko; - Przepraszam. - Odchodząc od niej skierowałem się do Isabel. (...) stojąc przed jej willą zadzwoniłem do bramki. Którą łaskawie otworzyła.
- Witaj Pablo, co Cię do mnie sprowadza braciszku? - Zapytała ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
- Powiem prosto. Potrzebuje twojej pomocy.
- Mojej? Czy moich pieniądzy?
- Dobrze wiesz że to ja odziedziczyłem spadek po ojcu, a oddałem go tobie z dobrego serca.
- Nie przypominaj mi o nim. Nigdy nie umiał mnie docenić... Ale dobrze! Ile Ci potrzeba?
- Kilka tysięcy.
- Uu. Nieźle braciszku... Zadłużyłeś się?  - Zakpiła.
- Wiesz że jeśli przyszedłem to musi być coś poważnego.
- No dobrze, pożyczę Ci jeśli... Zaopiekujesz się Ambar przez kilka tygodni. Nie mam czasu dla niej, a Ona potrzebuje opieki jak wiesz...
- Tygodni ? Ja mam pracę i nie mogę zajmować się twoim dzieckiem!
- Aa, jeśli masz pracę to też i wypłatę tak? - odwróciłem wzrok czując złość, że znów dałem się wkręcić. - Nie martw się, wiem jak Ci marnie płacą... Więc opiekujesz się moim skarbem albo radź sobie sam. - Postawiła mi warunek a ja ciężko wzdychając zgodziłem się. - Świetnie! Wiedziałam że mogę ns ciebie liczyć! - Zaśmiała się i zawołała swoją córkę. - Skarbie, wujek Pablo przyszedł! I chcę abyś spędziła z nim miłe 2 tygodnie. - Posłała mi znaczące spojrzenie a ja uśmiechnąłem się w stronę małej blondyneczki która po chwili znalazła się w moich ramionach.
- Taaaaak! Wujek! - Ucieszona pięciolatka obdarowała mnie tym samym.
- To widzimy się niedługo. Ja będę lecieć, mam nadzieję że jak wrócę dom nie będzie w ruinach. - Warknęła. - Idę bo zaraz się spóźnię na samolot. - Odparła. - A!  I odwołaj nianię. - Dodała i trzasnęła drzwiami. Lekko podenerwowany jej fałszywym charakterem zwróciłem się do siostrzenicy.
- Idziemy na spacer? - Spytałem.
- Taak! Do parku! - Ucieszyła się. (...) chodząc z Ambar po parku napotykamy... Który/a. ...

(Ludmila)
- NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE - obudziłam się z krzykiem na ustach, cała spocona, z mocno bijącym sercem. Boże, to tylko sen, to był tylko sen. Niech mi ktoś powie, że to był tylko sen. Rozejrzałam się dookoła i przypomniałam sobie wszystko co działo się przez kilka ostatnich dni. To jednak nie był koszmar, to szczera prawda. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam cicho łkać. I co ja mam teraz zrobić, komu mam wierzyć, kto mówi mi prawdę. Gdzie są moi prawdziwi rodzice. Matka od kilku dni tłumaczy mi, że to pomyłka, że to oni są moimi rodzicami, że nie ważne co by się stało, oni byli, są i będą nimi non stop. Jednak jak ja mam żyć, myśląc, że tak gdzieś jest kobieta, która mnie urodziła, i może ona nawet o tym nie wie, i tam też jest ta dziewczyna, która powinna być tu. Jaki ja mam mętlik w głowie, ja w ogóle nie wiem co ja teraz mam robić. Wstałam z łóżka, nałożyłam swoje pluszowe kapcie i szlafrok. Nic mi się nie chciało, płakać, nienawidzić, żyć, sama już nie wiem. Kartka na dole : " Kochamy Cię M&T"  to smutne, ale nie wierzę w to. Zgniotłam kartkę i wyrzuciłam ją do kosza. Od godziny powinnam być w Studio. Może to trochę polepszy mi humor. Ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z domu. Potrzebuje rozmowy z kimś. Dzwoniłam do Federico, ale nie odbierał więc się poddałam. Upuściłam na ziemię torebkę i musiałam wszystko umieścić w niej z powrotem, ale dzięki temu zauważyłam kogoś na kim mogę się dziś wyżyć.
- Pablo, ja nie wiedziałam, że Ty masz dziecko. - oznajmiłam dyrektorowi mojej szkoły.
- Ludmila odpuść sobie. - ścisnął mocniej rękę dziewczynki.
- Jak się nazywasz młoda damo ? - skierowałam się do dziewczynki.
- Ambar. - powiedziała z uśmiechem od razu.
- Słodka. - rzuciłam. - Tak czy siak wiem, że to nie Twoje Ty nie nadajesz się na ojca, jesteś zbyt agresywny w stosunku do ludzi, dziwne że ktoś Ci powierzył opiekę nad tą słodką dziewczynką. - dodałam, dygnęłam przed nim i z uśmiechem triumfu udałam się do szkoły...

(Violka) Przechadzając się na przerwie po korytarzach Stud!o i rozmyślając nad moją sytuacją wpadam na jakąś dziewczynę, która koślawo upada na ziemię.
-Aj, przepraszam, nie zauważyłam Cię- mówię i podnoszę wzrok na moją ofiarę. Niestety dziewczyna okazała się być Ludmiłą, eh, ja to mam pecha. -Nie, właściwie to nie przepraszam. -Mogłaś uważać jak chodzisz- szybko się poprawiłam i posłałam jej uśmiech.
Blondynka odruchowo przygryzła wargi i przewróciła oczami.
-Aaaaaaaaa!- Zaczęła krzyczeć na cały głos. No ej, nic Ci nie jest tak? Nie kłam.
-Ludmiła, uspokój się!
-To ty uważaj jak chodzisz, koślawcu- Warknęła i podniosła się zgrabnie z ziemi. Zmierzyła mnie jeszcze wzorkiem i odeszła w stronę klasy. Uhm, co za dziewczyna. Położyłam ręce na głowię i swój wzrok skierowałam na....

(Diego)Siedziałem dzisiaj od rana w Studio. Moje pierwsze prawdziwe zaliczenie się zbliża więc chcę się porządnie przygotować. Zaliczenie jest u Ang... Angie? Tak, u Angie. Miałem napisać moją własną piosenkę, wszedłem do klasy, wziąłem moją gitarę i zacząłem grać. Po chwili usłyszałem kłótnię blondyny z jakąś inną dziewczyną. Odwróciła się i zobaczyłem Violettę, która skierowała swój wzrok na mnie. Uśmiechnąłem się do niej delikatnie, a ona odwzajemniła go również promiennym bananem na twarzy.
Wydaje mi się, że jest bardzo miła, przynajmniej takie jest moja pierwsze wrażenie na jej osobę. Zanim się obejrzałem stała w drzwiach sali i przyglądała mi się jeszcze bardziej. Wreszcie skończyłem, a ona do mnie zagadała.Było miło, jest urocza, heh. Pożegnałem się z nią i delikatnie przytuliłem, po czym wyszedłem na miasto. Przed zaliczeniem chciałem się odprężyć. Idąc ulicą spotykam...

(Pablo) Wróciłem zmęczony hajcami po placu zabaw i padłem na kanapę. - Wujuuu...! Nie śpij! - Rzekła mała dziewczynka wchodząc mi na kolana.
- Spokojnie, czuwam nad tobą. - Uśmiechnąłem się trzymając ją za rączki. - Idziemy coś zjeść, tak? Pewnie jesteś głodna. - Odparłem i zabierając ją na ręce poszliśmy do kuchni. - A cóż to? Czyżby jakiś stwór zjadł wszystko z lodówki? - Zaśmiałem się widząc prawie że puste półki. - Chyba trzeba będzie uzupełnić zapasy. - Dodałem wzdychając. - Chyba że nie jesteś aż tak głodna i możemy potem iść.
- Nieee... Mój brzusio mówi że chcę jeść! - Zachichotała a ja przecierając czoło zmusiłem się do jeszcze jednej wycieczki. (...) idąc spokojnym tempem do sklepu, zauważam po drugiej stronie ulicy Diego, jest jakiś rozmarzony nie wiem co się z tym chłopakiem ostatnio dzieje. Zauważając mnie nakłada kaptur na głowę.
- Diego ! - próbuję go zaczepić, ale chłopak znika mi z pola widzenia. Kiedy jesteśmy już w pomieszczeniu bierzemy koszyk i zaczynamy. .. Jakoś robienie zakupów nie było moją pasją, do której brnąłem. Bądźmy w tej sytuacji szczerzy. Nie lubię chodzić po jakichkolwiek marketach czy centrach... - I to! - Zawołała entuzjastycznie. Trzymając ją na rękach co bardzo w sumie lubiłem, dałem jej złapać z wysokiej półki jakieś płatki. Ambar biorąc je w swoje niezbyt jeszcze zwinne palce sprawiła że jakimś cudem pudełko się otworzyło a zawartość wyleciała na moje włosy. Nie mając sił na gniew parsknąłem śmiechem i dopiero potem zauważyłem że ktoś się nam przygląda...

(Gregorio)
- Pięć, Sześć, Siedem, Osiem. - wyliczałem coraz to nowe kroki. - Jeszcze raz. - powiedziałem dosadnie. Nowe układy choreograficzne dla U-Mixu spadły na mnie jak piorun z nieba. Zachciało się szanownemu państwu nowych piosenek, i nowych choreografii. Tłuczemy to od rana, ale ile można. Oni są zmęczeni ja jestem zmęczony. Tym bardziej, że niektórych uczniów dziś nie ma, a Gregorio dwa razy nigdy nie powtarza, niech sobie potem nagrają swoich "przyjaciół" i ich oglądają. Kiedy już wszyscy padli na ziemię ze zmęczenia, ogłosiłem pół godzinną przerwę mi się też przy okazji przyda, i wpadnę na lunch do Resto. Powiedziałem im, że zaczynamy równo wpół do dwunastej i nie toleruję spóźnień. Że też Pablo się na to zgodził, ja rozumiem, że pieniądze i w ogóle, ale oni znowu zaczynają się nami rządzić. Przychodzą obserwują. Nie znoszę jak ktoś gapi się na moją pracę. Ehhh. Zabrałem portfel z pokoju nauczycielskiego i wybrałem się do baru. Pogoda dopisywała, nie było co narzekać. Przed wejściem do Studio jak zawsze znajdowała się garstka małolatów, wygłupiających się lub plotkujących. Przywitałem się z nimi i udałem się w moją krótką podróż. Po drodze skoczyłem jeszcze do sklepu po sok pomidorowy, a tam dostrzegłem Pablo z jakąś małą dziewczynką jego głowa była posypana płatkami. Zaśmiałem się na cały sklep, a on spiorunowałam mnie wzrokiem więc szybko stamtąd uciekłem. Wszedłem do Resto i jak zwykle o tej porze niesamowity tłok. Zamówiłem sobie lunch, łososia w warzywach, do tego kompocik, zupa i deser. Usiadłem przy stoliku, czekając aż moje danie dotrze na stół...

(Leon)
O mamuniu, moje mięśnie, moje kości. Auuuuuć. Zaliczyłem dziś piękną glebę, ale to wszystko przez te nerwy. Po tej kłótni z mamą nie mam nawet ochoty iść na obiad do domu. Szukałem wszędzie Violetty, chciałem z nią podyskutować bo mam kilka nowych pomysłów, a ona chyba zapadła się pod ziemię. No cóż, mogłem ją jeszcze zabrać do Resto na obiadek, ale skoro jej nie ma pójdę sam. Akurat całe Studio miała przerwę, więc pewnie spotkam kilku znajomych w barze, może pomogą mi zapomnieć o dzisiejszym poranku. Ze Studio do Resto jest tak blisko, jakby rzucić beretem. Wchodząc do środka, zauważam Gregorio bawiącego się telefonem. Ten to ma rajskie życie, zero kobiet, zero zmartwień i nie przejmuje się tym, że ludzie gadają o tym jak się ubiera, albo wgapiają się w niego. Fajnie jest mieć taki dystans do siebie.
Tak jak myślałem, w barze tłum, ludzi full, ale ani jednej znajomej twarzy. Znowu pogrążyłem się w myśleniu, ale to trwało sekundę, gdyż zadzwonił telefon.
- Leon, musimy porozmawiać. - odezwał się głos mojej mamy.
- Mamo nie mogę teraz gadać, naprawdę mam zajęcia, może jak wrócę do domu. - rozłączyłem się, nie chciałem jej sprawiać przykrości, ale też nie chciałem ciągnąć tej dyskusji dalej.
- Kogo tak ładnie spławiłeś. ? - usłyszałem znajomy głos...

(Naty) Cisza... Cisza...Aż nagle dzwoni ktoś do drzwi. Mało zawału nie dostałam. Podniosłam się z miejsca i sprawdziłam kto to taki. Oczywiście mój pies szczekał jak głupi i skakał w około mnie.
-Ja z pocztą-Od razu "zaatakował" mnie listonosz. Nic nie mówiąc wzięłam od niego długopis i podpisałam karteczkę odbioru. Facet wręczył mi kilka listów i nie żegnając się ruszył z powrotem do swojego auta. Oczywiście gdyby nie to że zamknęłam psa w pokoju facet już by miał poszarpane nogawki spodni i pieniłby się. Nie wiem skąd przekonanie że psy nie lubią listonoszy... Mój pies nie lubi nikogo obcego. No heloł. Jakbyście się czuli nie mogąc nic zrobić w obronie własnego domu ? Też byście się wściekali...
Szłam, szłam i... Szłam ? No chyba logiczne jak chcę gdzieś dojść.  Postanowiłam pójść do RestoBaru może spotkam znajomą mordkę. Przepychałam się przez tłum osób które znajdowały się tam z niewiadomych przyczyn. No przynajmniej mi nie znanych. W końcu usłyszałam znajomy głos. Leon najwyraźniej kogoś olał choć mi wydawał się miłym chłopakiem który nie mógłby nic złego zrobić. Może to przez jego uśmiech ? A może przez te włosy w idealnym nieładzie ? Paradoks. Aby włosy ułożyć w nieład często chłopacy stylizowali fryzury po kilka godzin czasem dłużej niż Ich dziewczyny. Ale takie jest życie. Pełne paradoksów i sprzeczności. Gdy chcemy czegoś bardzo nie możemy tego osiągnąć ale gdy już przestaje nas interesować owa rzecz bez problemu ją dostajemy. To tak jakby Bóg się nami bawił.
- Kogo tak ładnie spławiłeś ?-Spytałam przyjaciela.
- Mamę. Czasami mnie denerwuje. Traktuje mnie jak małe dziecko.-Wytłumaczył mi chłopak.
-Nie dziw się. Od tego są matki. One Nas wychowały i One nie przestają otaczać Nas opieką mimo że jesteśmy już dorośli. Powinniśmy być im wdzięczni. Poczujemy że coś kochamy gdy coś stracimy. Ale wtedy gnębi Nas poczucie winy że nie zdążyliśmy im podziękować. -Wow. To było głębokie. Zastanawia mnie skąd się biorą takie myśli w Nas. To nasze serce nam podpowiada czy po prostu to jest w Nas tylko nie powalamy tym słowom ujrzeć światła dziennego ? Jeśli tak to znaczy że my Ich wcale nie chcemy mówić czy słyszeć. Poza filozofami i pisarzami. Oni potrafią zajrzeć wewnątrz siebie i wyciągnąć to nieopisane piękno.
Wyszłam na dwór zmęczona duchotą panującą w budynku. Nagle przewracam się o podstawioną przez kogoś nogę...

(German) Moja córka jest okropna. Ona nie rozumie tego, że ja chcę być szczęśliwy. Nie odzywa się do mnie, nawet na mnie nie spojrzy. Nie wiem o co jej chodzi, to że jestem nieoficjalnie z jej nauczycielką rozumiem, że to może być dla niej krepujace, ale bez przesady. Ona chce żebym ja traktował ją jak dorosłą, a zachowuje się jak dziecko. Juz sam nie wiem co robić. Siedzę w biurze przeglądając papiery i zupełnie na niczym nie mogę się skupić. Próbowałem dzwonić do Angie, potem do Violetty, ale najwyraźniej ani jedna ani druga nie miały ochoty ze mną rozmawiać. Rzuciłem swoją pracę w cholerę i postanowiłem wybrać się na zakupy. Może jej coś kupię, może to poprawi jej humor. Wlazłem do pierwszego lepszego sklepu z
ubraniami. I teraz pytanie sukienkę, bluzkę, spodnie, czy co ja mam jej kupic. W ogóle to kupię wszystko. Ja się nie znam ma tych babskich rzeczach. Wziąłem wszystko i podszedłem do kasy. Ekspedientka była bardzo mila, i oświadczyła mi że jeżeli ubrania nie będą pasowały będzie można je wymienić. Potem poszedłem na krotki spacer. Zamknałem oczu i rozkosxowałem się słońcem. Nagle o moje nogi potknęła się jakaś młoda dama.
- Matko nic Ci nie jest ? - poderwałem się z miejsca i pomogłem jej wstać.
- Nie. - otrzepała spodnie uśmiechnęła się i poszła dalej. (...) Do domu wróciłem dość późno, nie chciałem budzić córki dlatego prezent postawiłem pod drzwiami. Napisałem słodkiego SMS Angie i polozylem się spać..


The End. 


Czekamy na wsze reakcje! Ekipa VNH! :)
Każdy komentarz to jeden banan na twarzy Violetty xD

 (Twarzodłoń z głupoty autorki Diego XD)
layout by Sasame Ka