niedziela, 6 kwietnia 2014

Part 15

8 komentarzy:
(German) Obudziło mnie słoneczko wdzierające się przez rolety w oknach. Pogoda zapowiadała wspaniały dzień. Wychodząc z pokoju potykam się o torby, a na drzwiach zauważam kartkę "Nie przekupisz mnie. V". Super teraz uważa, ze chce ją przekupić. Zły ma siebie zszedłem na dol, a już od progu zaatakowała mnie Olga.
- Czy pan myśli !? - złapała się pod biodra. - Umawiać się z nauczycielką własnej córki. - oznajmiła mi.
- Olga proszę. - przewróciłem oczami i chciałem wejść do kuchni, ale zastawiła mi drogę.
- Czy pan ma mózg ? - zaczęła pukać mnie w czoło. - To dla niej straszne i jeszcze próbuje pan ją przekupić. Wstyd. - pomachała głową.
- Chciałbym zjeść. - powiedziałem i wszedłem do kuchni.
- Proszę bardzo, proszę bardzo ! Zjedzą kiedyś pana wyrzuty sumienia, jak takie małe robaki będą pana dręczyć, - zaczęła przebierać palcami jakby udawała robaka. Zdenerwowałem się i opuściłem mieszkanie. Dzwoniłem do Violetty, nagrałem się jej na sekretarkę, musimy w końcu porozmawiać bo tak się nie da żyć. Chciałem wpaść do Angie i gdy dochodziłem do jej domu, usłyszałem ciche łkanie...

(Angie) Mam dość ! Wszystkiego po kolei. Naprawdę wszystko mnie drażni. Wyłączyłam telefon, żeby nikt do mnie nie dzwonił, nie miałam ochoty, rozmawiać ani z rodzicami ani z Germanem. Probowałam rozmawiać z Veronicą, ale ona jest jak w transie, w ogóle do nikogo się nie odzywa, myśli że mi jest łatwo ? Śnią mi się koszmary, jakieś dziwne rzeczy. Chce się dowiedzieć kto podmienił dzieci, co za konował !!! Kto w tych szpitalach pracuje, chce się dowiedzieć kto jest moją biologiczną siostrą. Tłumaczyłam jej, że ona zawsze będzie moją siostrą, kocham ja nad życie, ale do niej nie dociera. Zamknęła się w pokoju i jak dzwoniła matka to mówiła, ze nie wychodzi z pokoju. Nie mogę o tym myśleć, mam zajęcia, pracę, obowiązki. Wyszłam z domu bez śniadania, ubrałam się byle jak. Zaczęłam cicho płakać pod nosem, i nie zauwazyłam Germana, który stał pod moją furtką.

- Co się stało ? - zapytał zdziwiony.
- Nieee niccc - zaczęłam odpowiadać łykając łzy.
- Kochanie, co się dzieje. - wziął chusteczkę i zaczął wycierać mi policzki.
- Proszę Cię porozmawiamy potem, muszę iść. - dałam mu całusa i pobiegłam w stronę szkoły. Dotarłam tam najszybciej jak potrafiłam. Nie wchodząc do pokoju nauczycielskiego, od razu udałam się do mojej sali. Uczniowie już się zbierali. Po chwili weszła Violetta nawet na mnie nie spojrzała. Po chwili do klasy wbiegł spóźniony ...

(Tomas) -Tomas! -od rana słyszałem to już 6 razy.

-Zejdź na śniadanie. W tej chwili! - a to tekst powtórzony w przeciągu 10 minut, który padł już 3 razy.
-Momoo, jest  jeszcze wcześnie. - zaspany krzyczałem w stronę drzwi.
-Jakie wcześnie?! Co Ty budzika nie słyszałeś pół godziny temu? - i wtedy zapaliła mi się jakaś czerwona lampeczka w głowię.
-Budzik?! To on już dzwonił?! Jak to? - nie wiem, dlaczego mówiłem to zbulwersowany leżąc nadal w łóżku.
Wstałem szybko, rzuciłem wzrokiem na zegarek wiszący na ścianie i w ułamku sekundy w mojej głowie pojawiło się jedno pytanie...
-Dlaczego kurde?!
Znowu się spóźnię na zajęcia. Ojj, co nauczyciele sobie o mnie pomyślą? Ale z jednej strony... Pieprzę. Niech dadzą mi się w końcu wyspać. No wiec ubrałem się w lekkim pośpiechu i całkiem zapomniałem, aby uważać na schodach. Moja nieuwaga zamieniła się w tragedię. A przynajmniej dla mnie.
-Tomasku, dziecino nic Ci nie jest? - mówiła mama pomagając mi wstać.
Popatrzałem się na nią moim specjalnym wzrokiem.
-Jak mogłaś mi to zrobić matko? Nie kochasz mnie! Przyznaj się! - krzyczałem, a matka patrzała się na mnie jakbym co najmniej uciekł z psychiatryka.
-Znowu ten dywan na schodach! Upadłem na rękę. Mogłem zginąć, albo co gorsza złamać mojego ulubionego palca! Zamontujcie z tatą windę zamiast tych przeklętych schodów. - nadal mówiłem unosząc się, a moja mama stała i z zaciekawieniem się na mnie patrzała. Dokładnie jakbym tłumaczył jej co to jest twierdzenie Pitagorasa czego sam nie wiem. Minąłem schody, mamę, kuchnię (ponieważ straciłem ochotę na jedzenie), złapałem bluzę i wyszedłem z domu w napięciu. Przypomniało mi się, że przecież mam zajęcia. Zacząłem biec. Biegłem, biegłem, aż w końcu dobiegłem do Stud!o.
Idąc przez hol do klasy potknąłem się i spadłem na rękę która mnie potwornie bolała po upadku ze schodów. Mało co się nie posikałem z bólu. Glebłem na ziemię. Cudem dopełzłem  do klasy Angie.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. Rodzice planowali na mnie kolejny zamach. - powiedziałem jako wytłumaczenie. Cała klasa zaczęła się po cichu śmiać.
-Siadaj Tomas. - jedyne co udało się wydusić Angie.
-Oczywiście prze panią. - ponieważ byłem w dobrym nastroju zażartowałem sobie, a nauczycielka się wtedy uśmiechnęła.
Usiadłem na krześle i po chwili usłyszałem głos obok mnie mówiący "Hej Tomas" to był/a...

(Violetta) Zajęcia z Angie, niegdyś moje ulubione. A teraz? Teraz nie mogę na nich spokojnie wysiedzieć, cały czas mam obraz mojego ojca i mojej nauczycielki, razem, to jest okropne. Rozumiem, że uczuć się nie wybiera. Ale jak to będzie wyglądać jak się wszyscy o tym dowiedzą? Wtedy Ludmiła dopiero będzie miała większe powody by mnie gnębić, sądząc, że dostaje fory, przez znajomości, a tak nie jest, ciężko pracuję na to miejsce.

Tomas, wszyscy są oprócz niego. O wilku mowa.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. Rodzice planowali na mnie kolejny zamach- zaśmiałam się pod nosem.
-Siadaj Tomas- Powiedziała Angie, brak humoru, ehhhh.
-Oczywiście prze panią- dodał z uśmiechem, a ona lekko podniosła kąciku ust. Chłopak usiadł przede mną.
-Hej Tomas- szepczę mu do ucha, a on podskakuje, przez co chichoczę. -Co tam powiesz?
Kiedy chłopak chciał odpowiedzieć, Angie nam przerwała, krzycząc -Czy ja wam przeszkadzam?
Wstałam. -Tak, tak mi przeszkadzasz. Przeszkadzasz prowadzeniem się z moim ojcem, wiesz?- Przewróciłam oczami i z trzaskiem wyszłam ze Stud!io, a za mną wybiegł/a..

(Maxi) Violetta dziś zrobiła scenę Angie. Nie podobne to do niej. Zawsze była spokojna i cicha. A teraz co ? Zaczęła chodzić za wszystkimi chłopakami, odstawiać szopki w środku lekcji i strzelać fochy. Nie żebym był zazdrosny o tych chłopaków życzę jej szczęścia ale jeśli tak dalej pójdzie sama zapewni sobie miano "łatwej" a takie dziewczyny nie są szanowane przez swoich facetów.  Jako że uważam ją za moją przyjaciółkę (w końcu dobrze się dogadywaliśmy i jakbyśmy nie byli parą to bylibyśmy przyjaciółmi) postanowiłem że pogadam z nią. Nie spodziewałem się że przytuli się do mnie i wypłacze w ramię ale rozmowa pomogłaby jej na pewno.

  Po około minucie od jej wyjścia z sali ja też się podniosłem i wyszedłem przepraszając pierw nauczycielkę ponieważ kultura najważniejsza. Dogoniłem dziewczynę która hardo brnęła przed siebie z zaciętą miną. Położyłem swoją dłoń na jej ramieniu aby się zatrzymała i odwróciła w moją stronę. Gdy mnie ujrzała jej wyraz twarzy stał się jeszcze bardziej "wściekły" ? Tak to chyba dobre  określenie.
-No czego chcesz?!-Warczy na mnie. Miło. Ja tylko chcę pomóc. W sumie zazwyczaj pomoc od osoby która z tobą zerwała nie jest mile widziana ale... Liczyłem że będzie choć trochę mniej nabuzowana emocjami niż ją widzę. Może okres ma ?
-Pomóc ?-Pytam trochę zmieszany. No w końcu nie wiem jak mam pomóc. Może lecieć po tampony ? Albo podpaski jak woli...
-Nie. -Odwraca się i znów idzie przed siebie.
Wracam zrezygnowany na zajęcia...

(Ludmila) Akcja Violki przekracza ludzkie pojęcie. Dobra to ja jestem ta zła w Studio, ale co jej zrobiła Angie to taka nieogarnięta nauczycielka, nie musiała oznajmiać wszystkim, że ona spotyka się z jej ojcem. Totalna porażka. Plus dla mnie, przynajmniej mam kolejny powód dokuczania Violce. To sprawia, że przynajmniej zapominam o swoich problemach. Z rodzicami nie rozmawiam, nawet nie wiem czy powinnam ich tak nazywać. Ja dobrze wiem, że to nie jest ich wina, ta cała "zamiana", ale kiedy chcę coś im powiedzieć, kiedy oni mówią do mnie, no wszystko mi się przypomina i dochodzę do wniosku, że mieszkam pod dachem z obcymi ludźmi. Tak się

zamyśliłam, że nie usłyszałam jak Angie do mnie mówi.
- Ludmiła ? - zapytała chyba z piąty raz.
- Emmm zamyśliłam się. - odparłam. - To co chciałaś ? - zapytałam ją.
- Jak wasza praca z Cami ? Pamiętajcie, że niedługo będziecie się z tego rozliczać. - oznajmiła mi.
- Ta ruda ... - nie dokończyłam bo dostrzegłam jej wzrok. - Cami, nie umie śpiewać, tańczyć ani grać. - odrzekłam.
- Ludmila nie przeginaj Okej ? - popatrzyła na mnie, a w tym momencie do sali wszedł Maxi, który wcześniej wybiegł za Violką. Lekcja minęła dość szybko, usłyszeliśmy dzwonek i zaczęliśmy wychodzić z sali..

(Pablo) - Odbierz do cholery! - Warczałem do słuchawki próbując się dodzwonić do mojej kochanej siostrzyczki. Odkąd wyjechała śladu po niej nie ma! Nawet nie spyta czy wszystko w porządku. Albo ufa mi tak bardzo, albo ma wszystko gdzieś! Trudno to stwierdzić, Isabel jest kłopotliwą osobą dla mojego mózgu. Wzdychając wybrałem numer do Antonia i zawiadomiłem go że biorę urlop na 2 tygodnie, na co On się miło zgodził i stwierdził że dobrze mi to zrobi. Eh ? Mała blondynka bawiła się lalkami podśpiewując a ja nieśmiało wybrałem numer do Esme. Nic nie poradzę ! Mimo mówiąc jej że będzie lepiej i za późno na nasze uczucia, to nadal ją kocham ... Ale ... Jestem debilem! Odparła wtedy że zaczyna się we mnie zakochywać a ja stwierdziłem że za późno! Ygh! Pierwszy sygnał ... Drugi ... Trzeci ... Z każdą sekundą nie odbierania traciłem nadzieję. Aż w końcu postanowiłem się nagrać. - Esme ... Słuchaj ... Musimy się spotkać, muszę z tobą porozmawiać. Kocham Cię ... - Zamknąłem oczy niepewnie. - Tęsknie za tobą, choć minęło mało czasu. Proszę jeśli to odsłuchasz będę czekał na ciebie w parku. Pa ... - Rozłączyłem się i westchnąłem ciężko ponownie. - Ambar. Masz ochotę pobawić się w parku ? Na świeżym powietrzu ? Może poznamy jakieś nowe koleżanki ? - Spytałem. Pięciolatka zrobiła kwaśną minę.

- Nieee .... Wolę tu posiedzieć i pobawić się Kelly! - Rzekła ściskając w dłoniach plastikową lalkę.
- A jeśli weźmiemy Kelly ze sobą ? I Ona też znajdzie na dworze coś fajnego ? A jeśli stanie się tam coś ciekawego ? Będziecie miały co wspominać! - Mówiłem przekonywującą a po 10 minutach udało mi się namówić dziewczynkę. Chwała Bogu!. Zaśmiałem się w myślach ... (...) Siedziałem na ławce widząc jak Ambar bawi się z przyjaznym psem czuję silną woń perfum pewnej osoby...

(Esme) Jestem bezrobotna. Tak to prawda. Mój szef się w końcu wkurzył i wydalił mnie. Twierdził, ze jestem, dobrym pracownikiem nawet bardzo dobrym, ale co z tego jeżeli ostatnio dzieje się ze mną cos dziwnego, a on nie może pozwolić sobie na starty. Fajnie, w końcu nie będę narzekała, że nie mam czasu. Interesujące jest to skąd ja wezme pieniądze na życie. Dobra mniejsza o to, jakoś sobie poradze, nie pierwszy i nie ostatni raz jestem w takiej sytuacji. Wyspałam się jak nigdy, wstałam spokojnie bez pośpiechu, zjadłam normalne śniadanie. Z nudów zaczęłam sprzątać dom. Włączyłam głośno muzykę, i nic mnie nie interesowało dookoła. Dopiero po kilku minutach zobaczyłam, że ekran mojego telefonu się świeci. Nie zdążyłam odebrać. Może i dobrze bo dzwonił Pablo, ale zaraz po chwili kolejny sygnał tym razem poczty głosowej. Przyłożyłam telefon do ucha i słuchałam i mało nie padłam jak usłyszałam TL co tam powiedział. Wzięło mu się na wyznania, fajnie że dopiero po fakcie. Nie powinnam iść,  nie powinnam się z nim spotykać, ale tak czy siak musiałam wyjść na spacer ze Stefkiem. Ubrałam się jak człowiek, popsikałam jakimiś perfumami, założyłam smycz psu i wyszliśmy ma zewnątrz. Nogi same prowadziły mnie w stronę parku, pies był szczęśliwy, a ja obojętna. Kiedy spuściłam go ze smyczy, pobiegł do jakiejś małej dziewczynki, a zaraz potem obok niej ujrzałam jego.

- Przyszłaś. - powiedział, aż mu się oczy zaświeciły.
- Na spacer z psem. - odparłam obojętnie.
- Słuchałaś mojej wiadomości.? - zapytał
- Tak. - odpowiedziałam krótko, dziwna ta rozmowa, on pyta ja odpowiadam jak jakiś robot, no to bezsensu.
- Wszystko co powiedziałem to prawda, tesknie za Tobą, tesknie za naszymi glupimi wymiarami zdań, za Takimi oczami, za Twoim uśmiechem, za całą Tobą, w końcu zrozumiałem, że mogę Cię stracić. Kocham Cię. Spojrzał mi głęboko w oczy. Nagle przybiegła do nas mała dziewczynka, która jeszcze przed chwilą bawiła się ze Stefkiem. - To jest Ambar, - przedstawił mi dziecko, a ja zrobiłam wielkie oczy. - Moja siostrzenica. - dodał po chwili. - Idź się ponawia z pieskiem. - spojrzał na małą, a ona z uśmiechem pobiegła do wielkiego psiaka. Odwróciłam się by na nią spojrzeć, a gdy ponownie chciałam powrócić głową na poprzednie miejsce, Pablo był tak blisko, że nasze usta się złączyly. Nie oderwałam się, trwałam w tym tak długo jak było to tylko możliwe...

(Pablo) Serce szybciej biło gdy zlepiłem nasze usta w całość. W dodatku nie odepchnęła mnie, chętnie oddawała pocałunki. Zadowolony śmiało położyłem dłoń na jej policzku. Namiętność między nami, utrwaliła fakt że nie jestem jej obojętny. Wtopiła swoją rękę w moje włosy. Trwało by to dłużej póki nie przeszkodziłaby to moja komórka. Odczepiłem się delikatnie i odebrałem głupi telefon, nie tracąc z kobietą kontaktu wzrokowego. - Halo ? - Zacząłem.

- Pablo ? Em, hej. Wiesz co ? Jest taki problem ... - Usłyszałem po drugiej stronie moją siostrę.
- Pewnie znów chcesz abym coś zrobił dla ciebie, znam ten ton. Nie obchodzi mnie to... - Westchnąłem głaszcząc Esme po policzku. - Jestem zajęty, wyślij mi sms-a kiedy wracasz. - Dodałem i się rozłączyłem. Po chwili czułem jak kobieta o szmaragdowych oczach przytula się do mnie. Ucieszył mnie ten fakt informując że Ona również tęskniła. Odwzajemniłem uścisk przymykając oczy. Trwaliśmy w ciszy dopóki ...

(Violka) Każdy, naprawdę każdy, ale czemu on? Czemu Maxi musiał wybiec za mną?

-No czego chcesz?!- Warczę kiedy czuję dotyk jego dłoni na  moim lewym  przedramieniu. Nie wiem dlaczego tak reaguję, przecież moje serce nadal wariuje na jego widok, ale zranił mnie, bardzo mocno. Nie umiem zapomnieć, nie jestem taką osobą.
-Możemy porozmawiać?- Chłopak próbuję objąć mnie rękami, ale odpycham go.
-Nie mamy o czym- stwierdzam fakty i wzruszam ramionami.
Przygryzłam nerwowo wargę i odeszłam. Musiałam ochłonąć to wszystko mnie przytacza. Juz czuję ten wzrok Ludmiły, i tą awanturę w domu gdy Angie powie wszystko ojcu. Grrrr. Ja nie chciałam tego, no co po prostu to wszystko się we mnie skumulowało i było wielkie BUM. I jeszcze Maxi tylko jego brakowało. Muszę z kimś pogadac, a najgorzej, że świadkiem tego wszystkiego był Leon. I co on sobie pomyśli. Idąc przez park natrafiam na Pablo, z tą samą kobietką z którą widziałam go już nie pierwszy raz. Hmmmm wygląda na to, że coś ich łączy. Burknęłam tylko ciche "Dzień Dobry" i wróciłam w stronę Studia. Wzrok wodzi po chodniku, aż natrafia na męskie buty. Podnoszą głowę do gory i widzę ....

(Leon) Ohohohoo Violetta przegięła i to grubo. Mogła sobie tak wybuchać jakby była z Angie sam na sam, ale nie przy wszystkich, bo teraz każdy to wie, a to wyjdzie na gorsze dla niej. I jeszcze ten cały Maxi za nią wybiegł. Niech spada na drzewo małpy drażnić. Nie było go przy niej kiedy go potrzebowała.... Po skończonych zajęciach przeszukałem każdą salę, ale nigdzie jej nie było. Do jednego miejsca nie zaglądałem, ale raczej nie był bym mile widziany w damskiej toalecie. Miałem jeszcze chwilę przed zajęciami z Beto, wyszedłem na zewnątrz i zauważyłem jej fioletową sukienkę. Była zamyslona, smutna, zła, sam nie wiem podszedlem do niej, a ona podniosła twarz i spojrzala na mnie.

- Też będziesz mi prawił moraly - zapytała zezłoszczona.
- Nie, nie mam nawet takie zamiaru. Ja po prostu no em chciałem być przy Tobie. - zacząłem się plątac. Jednak taka była prawda, zależało mi na niej.
- Leon dziękuje Ci chyba tylko Ty mnie rozumiesz i umiesz mnie wesprzeć. - uśmiechnęła się.
- Idziemy do Beto, a potem coś wymyślony. - złapalem ją za rękę i poszliśmy na zajęcia. (...) Spędziłem z nią genialne popołudnie, byliśmy w wesołym miasteczku potem na obiedzie, odprowadziłem ją do domu, a ona obdarzyła mnie całusem, i już wiedziałem, że tej nocy spać nie będę ...



End


Czekamy na wasze reakcje, Ekipa VNH  :)

piątek, 4 kwietnia 2014

Part 14

4 komentarze:
(Angie) Dalej nie mogę pojąć tego co się wczoraj wydarzyło. Pół nocy rozmyślałam nad tym wszystkim.
Jakie to nie pojęte, za zarazem takie straszne. Nocowałam w domu rodzinnym, nie chciałam ich zostawiać, byłam im potrzebna, a najbardziej mojej siostrze. Ona ma dopiero 17 lat nie rozumie jeszcze takich rzeczy. Obudziłam się nad ranem, pomyślałam, że zrobię im śniadanie, przynajmniej z tego ich wyręczę. Upiekłam zapiekanki z serem i warzywami. Zapach roznosił się po całym domu.
- Ty jeszcze nie w pracy ? - zapytalam Veronica, miała spuchniete od płaczu oczy.
- Pomyślałam, że zrobię wam śniadanie na polepszenie humoru. - uśmiechnęła, się do niej.
- Nie jestem głodna. - rzuciła i poszła znowu do pokoju. Nie wiem jak mam jej pomóc, do mnie to nie dochodzi, a co dopiero do niej. Spakowałam swoje rzeczy, zostawiłam kartkę na stole i śniadanie oczywiście i opuściłam ich dom. Stąd do pracy, miałam kawałek drogi, wsiadłam w samochod. Przez całą drogę rozmyślałam o wszystkich możliwych alternatywach rozwiązania tego problemu, ale nie widziałam żadnej.
-  Angie jak Ty jezdzisz ??!!!!! - wysiadając z samochodu usłyszałam krzyk Gregorio. - Ochlapałas mi spodnie. !!! - oznajmił.
- Przestań udawać królewicza. - powiedziałam i skierowałam się w stronę drzwi.
- Oo to, że wstałaś lewą nogą to nie musisz się unosić ponad wszystkich. - powiedział kiedy weszliśmy do środka.
- O daj spokój, zamknij się w końcu i zajmij się swoimi sprawami. (...) Kłótnie z Gregorio przerwał...

(Pablo) U-mix nie dawał mi wytchnienia. Nie było Antonia, więc wszystkie sprawy dotyczące sprzętu, regulaminu i innych pierdół była na mojej głowie. Już zainstalowali komputery w pokoju nauczycielskim, robiąc z tego jakąś informatornie. Dziś miałem przedstawić dzieciakom to "show". Wracając do pokoju po dokumenty widzę tam kłótnie Angie i Gregoria. - No proszę was! - Zacząłem. - Nawet dziś nie możecie sobie darować? Mam dużo do roboty i nie mam zamiaru słuchać waszych pisków. - Wziąłem z blatu różową teczkę (xd) i wyszedłem. (...) Zrobiliśmy zebranie w sali prób gdzie przedstawiliśmy Marrotiego i konkurs. Który odbędzie się po skończeniu zadania, które wcześniej zadała Angelès. - Konkurs polega na solowym występie a jurorzy wybiorą 6 z was... - Zacząłem.
- Właśnie! A z tej 6 zrobicie zespoły. A potem,  właśnie. To potem. (...) po skończonych lekcjach wróciłem do domu Derp'a.
- Hejoo stary. Jak tam po robicie.
- Bez komentarza, - odparłem i od razu wyszedłem. Sam nie wiem, gdzie szedłem. Przed siebie po prostu... Znalazłem się w parku, który tętni życiem i endorfiną... Usiadłem na jedenej z ławek i spojrzałem przed siebie. - Dlaczego nie możesz być tak szczęśliwi jak Oni Pablo?  - Pytałem sam siebie i przetarłem dłońmi twarz. Co ja robię ze swoim życiem? Nie mam własnego mieszkania, pieniędzy, dumy, odpoczynku, kobiety z którą mógłbym dzielić swoje życie... Żaliłem się nad sobą w myślach póki...

(Leon) Jaki głupi dzień. Pokłociłem się z mamą, Violetta nie odbiera telefonu, a potrzebuje z nią pogadać. Ehhh w takich chwilach to mam ochotę żyć na jakiejś pustyni bez nikogo kto będzie mi gadał nad uchem. Szybko opuściłem swój dom. Nie chciałem po raz kolejny uświadamiać jej, że ojciec nie wróci, a ona non stop na niego czeka. Boli mnie to jak widzę ją ze spuchniętymi oczami od płaczu. Nie dam rady już kłamać, wiem że ojciec tam kogoś ma dlatego się z nami nie kontaktuje. Było jeszcze wcześnie, nie musiałem się spieszyć, zaszedłem po bułki do sklepu i jakiś sok. Wędrując w kierunku Studio zauwazam Pablo siedzącego na ławce. Hmm jakiś taki zamyślony, smutny, albo mi się tylko wydaje.
- Pablo ? - zapytalem podchodząc bliżej.
- Aaa to Ty Leon. - chyba nie mnie się spodziewał.
- Idziesz do Studio, słyszałem że jakaś impreza się szykuje. - rzucilem na rozluźnienie atmosfery.
- Idź inni uczniowie wytłumaczą Ci o co chodzi. - powiedział i wstał z ławki. Nie chciałem się narzucać, bo po co, nie lubię się wtrącać w sprawy innych. Wziąłem do ręki komórkę i po raz trzydziesty dzwoniłem do Violetty " abonament czasowo niedostępny" i po raz trzydziesty usłyszałem to samo zdanie. Odwracając się jeszcze do tyłu zauważam...

(Esme) Po ostatnim potraktowaniu mnie przez jego osobę - odpuszczam sobie definitywnie. Nie ma co przeżywać. Muszę być sama i tyle, ludzie ze mną nie wytrzymują, wiec nie będę się nikomu pchała na siłę. Dziękuję, do widzenia. Tak to już jest. Jedni maja szczęście inni nie. Dodatkowo mam przerypane, bo nie pojawiłam się w tym sądzie. Wczoraj byłam na dywaniku u dyrektora, jeszcze nigdy nie widziałam go strasznie wkurzonego. Dal mi ostatnią szansę inaczej tracę posadę. Dziś na szczęście mam wolny dzień, tylko potem przydałoby się posiedzieć nad aplikacjami do sądu. Zeszlam na dol i jak się okazało, lodówka pusta, wiec zostałam zmuszona do pójścia do sklepu. Stefek smacznie spał pod moim łóżkiem, a ja po cichu opuściłam dom. Powietrze było chłodne, orzezwiajace. Udałam się do pobliskiego marketu, kupilam chelb, masło, mleko, jakiś ser i jeszcze kilka innych produktów. Przy kasie siedziała pani Helenka, jak zawsze uśmiechnięta. Podziękowałam i wyszłam. Idąc sobie ulicą, podziwiałam wspaniałe monumenty, które znajdowały się po drugiej stronie ulicy. Zauwazylam jakiegoś chłopca, nawet go nie kojarze, ale patrzył na mnie, odwrociłam się i nie zauważając wpadlam na ...

(Pablo) Zmęczony swoim postępowaniem postanowiłem od rozmowy z Leonem coś zmienić w swoim życiu. Z lekkim uśmieszkiem na twarzy podążyłem w stronę znajomego mi domu. Gdy wpadam na... Nią. Eh? Pomogłem pozbierać jej produkty które przez mą nieuwagę spadły na ziemię. Milcząc oddałem jej zakupy nie patrząc w oczy. Jednak coś mnie zmusiło do tego i wydusiłem tylko; - Przepraszam. - Odchodząc od niej skierowałem się do Isabel. (...) stojąc przed jej willą zadzwoniłem do bramki. Którą łaskawie otworzyła.
- Witaj Pablo, co Cię do mnie sprowadza braciszku? - Zapytała ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
- Powiem prosto. Potrzebuje twojej pomocy.
- Mojej? Czy moich pieniądzy?
- Dobrze wiesz że to ja odziedziczyłem spadek po ojcu, a oddałem go tobie z dobrego serca.
- Nie przypominaj mi o nim. Nigdy nie umiał mnie docenić... Ale dobrze! Ile Ci potrzeba?
- Kilka tysięcy.
- Uu. Nieźle braciszku... Zadłużyłeś się?  - Zakpiła.
- Wiesz że jeśli przyszedłem to musi być coś poważnego.
- No dobrze, pożyczę Ci jeśli... Zaopiekujesz się Ambar przez kilka tygodni. Nie mam czasu dla niej, a Ona potrzebuje opieki jak wiesz...
- Tygodni ? Ja mam pracę i nie mogę zajmować się twoim dzieckiem!
- Aa, jeśli masz pracę to też i wypłatę tak? - odwróciłem wzrok czując złość, że znów dałem się wkręcić. - Nie martw się, wiem jak Ci marnie płacą... Więc opiekujesz się moim skarbem albo radź sobie sam. - Postawiła mi warunek a ja ciężko wzdychając zgodziłem się. - Świetnie! Wiedziałam że mogę ns ciebie liczyć! - Zaśmiała się i zawołała swoją córkę. - Skarbie, wujek Pablo przyszedł! I chcę abyś spędziła z nim miłe 2 tygodnie. - Posłała mi znaczące spojrzenie a ja uśmiechnąłem się w stronę małej blondyneczki która po chwili znalazła się w moich ramionach.
- Taaaaak! Wujek! - Ucieszona pięciolatka obdarowała mnie tym samym.
- To widzimy się niedługo. Ja będę lecieć, mam nadzieję że jak wrócę dom nie będzie w ruinach. - Warknęła. - Idę bo zaraz się spóźnię na samolot. - Odparła. - A!  I odwołaj nianię. - Dodała i trzasnęła drzwiami. Lekko podenerwowany jej fałszywym charakterem zwróciłem się do siostrzenicy.
- Idziemy na spacer? - Spytałem.
- Taak! Do parku! - Ucieszyła się. (...) chodząc z Ambar po parku napotykamy... Który/a. ...

(Ludmila)
- NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE - obudziłam się z krzykiem na ustach, cała spocona, z mocno bijącym sercem. Boże, to tylko sen, to był tylko sen. Niech mi ktoś powie, że to był tylko sen. Rozejrzałam się dookoła i przypomniałam sobie wszystko co działo się przez kilka ostatnich dni. To jednak nie był koszmar, to szczera prawda. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam cicho łkać. I co ja mam teraz zrobić, komu mam wierzyć, kto mówi mi prawdę. Gdzie są moi prawdziwi rodzice. Matka od kilku dni tłumaczy mi, że to pomyłka, że to oni są moimi rodzicami, że nie ważne co by się stało, oni byli, są i będą nimi non stop. Jednak jak ja mam żyć, myśląc, że tak gdzieś jest kobieta, która mnie urodziła, i może ona nawet o tym nie wie, i tam też jest ta dziewczyna, która powinna być tu. Jaki ja mam mętlik w głowie, ja w ogóle nie wiem co ja teraz mam robić. Wstałam z łóżka, nałożyłam swoje pluszowe kapcie i szlafrok. Nic mi się nie chciało, płakać, nienawidzić, żyć, sama już nie wiem. Kartka na dole : " Kochamy Cię M&T"  to smutne, ale nie wierzę w to. Zgniotłam kartkę i wyrzuciłam ją do kosza. Od godziny powinnam być w Studio. Może to trochę polepszy mi humor. Ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z domu. Potrzebuje rozmowy z kimś. Dzwoniłam do Federico, ale nie odbierał więc się poddałam. Upuściłam na ziemię torebkę i musiałam wszystko umieścić w niej z powrotem, ale dzięki temu zauważyłam kogoś na kim mogę się dziś wyżyć.
- Pablo, ja nie wiedziałam, że Ty masz dziecko. - oznajmiłam dyrektorowi mojej szkoły.
- Ludmila odpuść sobie. - ścisnął mocniej rękę dziewczynki.
- Jak się nazywasz młoda damo ? - skierowałam się do dziewczynki.
- Ambar. - powiedziała z uśmiechem od razu.
- Słodka. - rzuciłam. - Tak czy siak wiem, że to nie Twoje Ty nie nadajesz się na ojca, jesteś zbyt agresywny w stosunku do ludzi, dziwne że ktoś Ci powierzył opiekę nad tą słodką dziewczynką. - dodałam, dygnęłam przed nim i z uśmiechem triumfu udałam się do szkoły...

(Violka) Przechadzając się na przerwie po korytarzach Stud!o i rozmyślając nad moją sytuacją wpadam na jakąś dziewczynę, która koślawo upada na ziemię.
-Aj, przepraszam, nie zauważyłam Cię- mówię i podnoszę wzrok na moją ofiarę. Niestety dziewczyna okazała się być Ludmiłą, eh, ja to mam pecha. -Nie, właściwie to nie przepraszam. -Mogłaś uważać jak chodzisz- szybko się poprawiłam i posłałam jej uśmiech.
Blondynka odruchowo przygryzła wargi i przewróciła oczami.
-Aaaaaaaaa!- Zaczęła krzyczeć na cały głos. No ej, nic Ci nie jest tak? Nie kłam.
-Ludmiła, uspokój się!
-To ty uważaj jak chodzisz, koślawcu- Warknęła i podniosła się zgrabnie z ziemi. Zmierzyła mnie jeszcze wzorkiem i odeszła w stronę klasy. Uhm, co za dziewczyna. Położyłam ręce na głowię i swój wzrok skierowałam na....

(Diego)Siedziałem dzisiaj od rana w Studio. Moje pierwsze prawdziwe zaliczenie się zbliża więc chcę się porządnie przygotować. Zaliczenie jest u Ang... Angie? Tak, u Angie. Miałem napisać moją własną piosenkę, wszedłem do klasy, wziąłem moją gitarę i zacząłem grać. Po chwili usłyszałem kłótnię blondyny z jakąś inną dziewczyną. Odwróciła się i zobaczyłem Violettę, która skierowała swój wzrok na mnie. Uśmiechnąłem się do niej delikatnie, a ona odwzajemniła go również promiennym bananem na twarzy.
Wydaje mi się, że jest bardzo miła, przynajmniej takie jest moja pierwsze wrażenie na jej osobę. Zanim się obejrzałem stała w drzwiach sali i przyglądała mi się jeszcze bardziej. Wreszcie skończyłem, a ona do mnie zagadała.Było miło, jest urocza, heh. Pożegnałem się z nią i delikatnie przytuliłem, po czym wyszedłem na miasto. Przed zaliczeniem chciałem się odprężyć. Idąc ulicą spotykam...

(Pablo) Wróciłem zmęczony hajcami po placu zabaw i padłem na kanapę. - Wujuuu...! Nie śpij! - Rzekła mała dziewczynka wchodząc mi na kolana.
- Spokojnie, czuwam nad tobą. - Uśmiechnąłem się trzymając ją za rączki. - Idziemy coś zjeść, tak? Pewnie jesteś głodna. - Odparłem i zabierając ją na ręce poszliśmy do kuchni. - A cóż to? Czyżby jakiś stwór zjadł wszystko z lodówki? - Zaśmiałem się widząc prawie że puste półki. - Chyba trzeba będzie uzupełnić zapasy. - Dodałem wzdychając. - Chyba że nie jesteś aż tak głodna i możemy potem iść.
- Nieee... Mój brzusio mówi że chcę jeść! - Zachichotała a ja przecierając czoło zmusiłem się do jeszcze jednej wycieczki. (...) idąc spokojnym tempem do sklepu, zauważam po drugiej stronie ulicy Diego, jest jakiś rozmarzony nie wiem co się z tym chłopakiem ostatnio dzieje. Zauważając mnie nakłada kaptur na głowę.
- Diego ! - próbuję go zaczepić, ale chłopak znika mi z pola widzenia. Kiedy jesteśmy już w pomieszczeniu bierzemy koszyk i zaczynamy. .. Jakoś robienie zakupów nie było moją pasją, do której brnąłem. Bądźmy w tej sytuacji szczerzy. Nie lubię chodzić po jakichkolwiek marketach czy centrach... - I to! - Zawołała entuzjastycznie. Trzymając ją na rękach co bardzo w sumie lubiłem, dałem jej złapać z wysokiej półki jakieś płatki. Ambar biorąc je w swoje niezbyt jeszcze zwinne palce sprawiła że jakimś cudem pudełko się otworzyło a zawartość wyleciała na moje włosy. Nie mając sił na gniew parsknąłem śmiechem i dopiero potem zauważyłem że ktoś się nam przygląda...

(Gregorio)
- Pięć, Sześć, Siedem, Osiem. - wyliczałem coraz to nowe kroki. - Jeszcze raz. - powiedziałem dosadnie. Nowe układy choreograficzne dla U-Mixu spadły na mnie jak piorun z nieba. Zachciało się szanownemu państwu nowych piosenek, i nowych choreografii. Tłuczemy to od rana, ale ile można. Oni są zmęczeni ja jestem zmęczony. Tym bardziej, że niektórych uczniów dziś nie ma, a Gregorio dwa razy nigdy nie powtarza, niech sobie potem nagrają swoich "przyjaciół" i ich oglądają. Kiedy już wszyscy padli na ziemię ze zmęczenia, ogłosiłem pół godzinną przerwę mi się też przy okazji przyda, i wpadnę na lunch do Resto. Powiedziałem im, że zaczynamy równo wpół do dwunastej i nie toleruję spóźnień. Że też Pablo się na to zgodził, ja rozumiem, że pieniądze i w ogóle, ale oni znowu zaczynają się nami rządzić. Przychodzą obserwują. Nie znoszę jak ktoś gapi się na moją pracę. Ehhh. Zabrałem portfel z pokoju nauczycielskiego i wybrałem się do baru. Pogoda dopisywała, nie było co narzekać. Przed wejściem do Studio jak zawsze znajdowała się garstka małolatów, wygłupiających się lub plotkujących. Przywitałem się z nimi i udałem się w moją krótką podróż. Po drodze skoczyłem jeszcze do sklepu po sok pomidorowy, a tam dostrzegłem Pablo z jakąś małą dziewczynką jego głowa była posypana płatkami. Zaśmiałem się na cały sklep, a on spiorunowałam mnie wzrokiem więc szybko stamtąd uciekłem. Wszedłem do Resto i jak zwykle o tej porze niesamowity tłok. Zamówiłem sobie lunch, łososia w warzywach, do tego kompocik, zupa i deser. Usiadłem przy stoliku, czekając aż moje danie dotrze na stół...

(Leon)
O mamuniu, moje mięśnie, moje kości. Auuuuuć. Zaliczyłem dziś piękną glebę, ale to wszystko przez te nerwy. Po tej kłótni z mamą nie mam nawet ochoty iść na obiad do domu. Szukałem wszędzie Violetty, chciałem z nią podyskutować bo mam kilka nowych pomysłów, a ona chyba zapadła się pod ziemię. No cóż, mogłem ją jeszcze zabrać do Resto na obiadek, ale skoro jej nie ma pójdę sam. Akurat całe Studio miała przerwę, więc pewnie spotkam kilku znajomych w barze, może pomogą mi zapomnieć o dzisiejszym poranku. Ze Studio do Resto jest tak blisko, jakby rzucić beretem. Wchodząc do środka, zauważam Gregorio bawiącego się telefonem. Ten to ma rajskie życie, zero kobiet, zero zmartwień i nie przejmuje się tym, że ludzie gadają o tym jak się ubiera, albo wgapiają się w niego. Fajnie jest mieć taki dystans do siebie.
Tak jak myślałem, w barze tłum, ludzi full, ale ani jednej znajomej twarzy. Znowu pogrążyłem się w myśleniu, ale to trwało sekundę, gdyż zadzwonił telefon.
- Leon, musimy porozmawiać. - odezwał się głos mojej mamy.
- Mamo nie mogę teraz gadać, naprawdę mam zajęcia, może jak wrócę do domu. - rozłączyłem się, nie chciałem jej sprawiać przykrości, ale też nie chciałem ciągnąć tej dyskusji dalej.
- Kogo tak ładnie spławiłeś. ? - usłyszałem znajomy głos...

(Naty) Cisza... Cisza...Aż nagle dzwoni ktoś do drzwi. Mało zawału nie dostałam. Podniosłam się z miejsca i sprawdziłam kto to taki. Oczywiście mój pies szczekał jak głupi i skakał w około mnie.
-Ja z pocztą-Od razu "zaatakował" mnie listonosz. Nic nie mówiąc wzięłam od niego długopis i podpisałam karteczkę odbioru. Facet wręczył mi kilka listów i nie żegnając się ruszył z powrotem do swojego auta. Oczywiście gdyby nie to że zamknęłam psa w pokoju facet już by miał poszarpane nogawki spodni i pieniłby się. Nie wiem skąd przekonanie że psy nie lubią listonoszy... Mój pies nie lubi nikogo obcego. No heloł. Jakbyście się czuli nie mogąc nic zrobić w obronie własnego domu ? Też byście się wściekali...
Szłam, szłam i... Szłam ? No chyba logiczne jak chcę gdzieś dojść.  Postanowiłam pójść do RestoBaru może spotkam znajomą mordkę. Przepychałam się przez tłum osób które znajdowały się tam z niewiadomych przyczyn. No przynajmniej mi nie znanych. W końcu usłyszałam znajomy głos. Leon najwyraźniej kogoś olał choć mi wydawał się miłym chłopakiem który nie mógłby nic złego zrobić. Może to przez jego uśmiech ? A może przez te włosy w idealnym nieładzie ? Paradoks. Aby włosy ułożyć w nieład często chłopacy stylizowali fryzury po kilka godzin czasem dłużej niż Ich dziewczyny. Ale takie jest życie. Pełne paradoksów i sprzeczności. Gdy chcemy czegoś bardzo nie możemy tego osiągnąć ale gdy już przestaje nas interesować owa rzecz bez problemu ją dostajemy. To tak jakby Bóg się nami bawił.
- Kogo tak ładnie spławiłeś ?-Spytałam przyjaciela.
- Mamę. Czasami mnie denerwuje. Traktuje mnie jak małe dziecko.-Wytłumaczył mi chłopak.
-Nie dziw się. Od tego są matki. One Nas wychowały i One nie przestają otaczać Nas opieką mimo że jesteśmy już dorośli. Powinniśmy być im wdzięczni. Poczujemy że coś kochamy gdy coś stracimy. Ale wtedy gnębi Nas poczucie winy że nie zdążyliśmy im podziękować. -Wow. To było głębokie. Zastanawia mnie skąd się biorą takie myśli w Nas. To nasze serce nam podpowiada czy po prostu to jest w Nas tylko nie powalamy tym słowom ujrzeć światła dziennego ? Jeśli tak to znaczy że my Ich wcale nie chcemy mówić czy słyszeć. Poza filozofami i pisarzami. Oni potrafią zajrzeć wewnątrz siebie i wyciągnąć to nieopisane piękno.
Wyszłam na dwór zmęczona duchotą panującą w budynku. Nagle przewracam się o podstawioną przez kogoś nogę...

(German) Moja córka jest okropna. Ona nie rozumie tego, że ja chcę być szczęśliwy. Nie odzywa się do mnie, nawet na mnie nie spojrzy. Nie wiem o co jej chodzi, to że jestem nieoficjalnie z jej nauczycielką rozumiem, że to może być dla niej krepujace, ale bez przesady. Ona chce żebym ja traktował ją jak dorosłą, a zachowuje się jak dziecko. Juz sam nie wiem co robić. Siedzę w biurze przeglądając papiery i zupełnie na niczym nie mogę się skupić. Próbowałem dzwonić do Angie, potem do Violetty, ale najwyraźniej ani jedna ani druga nie miały ochoty ze mną rozmawiać. Rzuciłem swoją pracę w cholerę i postanowiłem wybrać się na zakupy. Może jej coś kupię, może to poprawi jej humor. Wlazłem do pierwszego lepszego sklepu z
ubraniami. I teraz pytanie sukienkę, bluzkę, spodnie, czy co ja mam jej kupic. W ogóle to kupię wszystko. Ja się nie znam ma tych babskich rzeczach. Wziąłem wszystko i podszedłem do kasy. Ekspedientka była bardzo mila, i oświadczyła mi że jeżeli ubrania nie będą pasowały będzie można je wymienić. Potem poszedłem na krotki spacer. Zamknałem oczu i rozkosxowałem się słońcem. Nagle o moje nogi potknęła się jakaś młoda dama.
- Matko nic Ci nie jest ? - poderwałem się z miejsca i pomogłem jej wstać.
- Nie. - otrzepała spodnie uśmiechnęła się i poszła dalej. (...) Do domu wróciłem dość późno, nie chciałem budzić córki dlatego prezent postawiłem pod drzwiami. Napisałem słodkiego SMS Angie i polozylem się spać..


The End. 


Czekamy na wsze reakcje! Ekipa VNH! :)
Każdy komentarz to jeden banan na twarzy Violetty xD

 (Twarzodłoń z głupoty autorki Diego XD)

środa, 2 kwietnia 2014

Part 13

4 komentarze:
(Tomas) Jest kolejne  rano. Rodzice w domu, choroba minęła (chyba) i raczej powinno być dobrze. Wyrzuty sumienia, o ile można to było tak nazwać, już mnie nie męczą. Dziewczyna, która nosiła imię Violetta, nie jest na mnie zła. Co prawda nie dowiedziałem się dlaczego rozpaczała, ale chyba najważniejsze jest to, że już z nią lepiej. Ale zaraz... Dlaczego ja się przejmuję jakąś zupełnie
obcą dla mnie pierwszą lepszą dziewczyną z ławki z parku?!
-Tomas OGAR! - powiedziałem do siebie w myślach.
Jest ze mną  chyba coraz gorzej, bo zaczynam gadać sam do siebie. To dziwne zjawisko, bo kiedy jestem np. na ulicy i coś mi się przypomni krzyczę sam do siebie, a ludzie się gapią jakbym był co najmniej jakimś wariatem, albo był inny. Ale trudno. Bycie innym to zaleta w życiu. Ehh? Na dole coś mi pachnie jakąś jajecznicą. Mniamm.. Ubrałem się i tym razem powoli schodziłem po schodach. Chodnik był poprawiony i nie miałem szans na nagłą śmierć chociaż nie wiadomo kiedy Cię tir trzaśnie 
-Czeeść mamo. - powiedziałem
-Dzień dobry Tomasku -odpowiedziała z uśmiechem. - Zjesz trochę jajecznicy?
-Oczywiście! - mama nałożyła mi cały talerz smażonych jajek.
Szybko je zjadłem i wyszedłem do do Stud!o. Po drodze spotkałem...

(Gregorio) Oł jea oł jea wyjechała, tralalala, pojechała, siabadaba. Moja matula wyjechała, ojciec zadzwonił, że zabrała go karetka do szpitala, spakowała się pożegnała i wyjechała. No normalnie miałem łzy w oczach ze szczęścia. Dla uczczenia tego naloze dziś do pracy odświetny strój. Zbiegałem na dół w samych slipkach tańcząc taniec radości. Mój dom jest oszklony, a na dole podniesione były rolety, wiec moja sąsiadka patrzyła na mnie jak na wariata. Upsss w błyskawicznym tempie się ubrałem. Nalożyłem brokatowe leginsy, do tego świecące trampki i białą bluzkę ze wzorkami. Czułem się w końcu jak Gregorio. To wszystko co przywiozala mi matka schowalem głęboko w piwnicy. Czas na odzywczy shake i można iść do Studio. Zmiksowalem trochę owoców, dodalem śmietany, trochę musli, zero cukru. Wypilem do dna. Mniami Mniami. Która to godzina, aha okej czas wyruszać. Wylaczylem wszystko z prądu, zamknalem drzwi i ruszylem do pracy. Po drodze spotkałem Tomasa, nie przepadam za tym dzieciątkiem, jest jak cień nigdy nie wiadomo kiedy się pojawi.
- Dzień Dobry Gregorio - powiedział.
- Ty nie powinienes być już na zajęciach ? - spytalem.
- Dopiero zaczynam, fauny strój. -powiedzial i przyspieszył kroku. Dzieci, one nic nie rozumieją. Ale on nie poszedł do Studio, skręcił w jakaś uliczkę. Podejrzane, ale to nie moja sprawa nie będę się wtracal. Drzwi do szkoły były otwarte, a w środku słychać było niepokojące ożywienie. Wchodząc do środka zobaczyłem o co chodzi...

(Pablo) Wczoraj zaniosłem Esme do najbliższego lekarza. Nie chciałem od razu brać ją do szpitala bo to chyba nic poważnego ale... Co jeśli tak?! Została na kontrolę. A ja dziś z mizernym humorem ruszyłem do Stud!o, odstawiłem tam torbę i po chwili usłyszałem wesoły okrzyk. Niechętnie ruszyłem zobaczyć co się dzieję i kogo ujrzałem? - Marroti? - Co U-mix tutaj robi?
- Pablo, właśnie! Zapomniałem Cię poinformować że to nasi nowi sponsorzy. - Odrzekł Antonio pojawiąc mi się przed oczami.
- Co tu się dzieję? - Już ujrzałem Gregoria w swoich dawnych ciuchach. Czyli dawny nauczyciel tańca wrócił? Nagle poczułem wibrowanie w tylnej kieszeni spodni. Wyciągnąłem pospiesznie urządzenie i odebrałem unikając sprzętu tego nadętego programiku. Wyszedłem na świeże powietrze mówiąc;
- Słucham?
- Pablo Galindo?  To ja Dr. Dreefry,  pańska towarzyszka już czuję się lepiej. Na szczęście ten wypadek nie spowodał dużego uszczerbku na jej zdrowiu, zwykłe zwichnięcie nadgarstka. Mógłby pan przyjść ją odebrać? Boję się że mogłaby coś więcej sobie zrobić, gdyż teraz jest bardzo nerwowa.
- Tak, tak. Zaraz się zjawie i dziękuję za tą wiadomość. Dowidzenia. - Rozłączyłem się i szczęśliwy w pół, nie zwracając na to że za chwilę mam lekcję poszedłem po kobietę...

(Esme) Pogielo ich wszystkich. Do jasnej ciasnej, zostawili mnie na obserwacji, ja mam wazniejsze sparwy niz bezczynne lezenie w szpitalu. Chcialam wyjsc, ale lekarz oczywiscie nie wyrazil zgody, bo przeciez moge miec wstrzas mozgu. Dobrze, ze ja mu mozgu nie wstrzasne. Spakowalam swoja torbe, oczywiscie ledwo, bo zawiazali mi jakis bandaz usztywniajacy na rękę. Godzine mi to zajelo.
 - Niedlugo po pania przyjedzie ten pan, ktory pania przywiozl - powiedzial lekarz wchodzac do mojej sali. Myslalam, ze on cos pomylil, albo nie wiem. Opierdzielilam go na pol szpitala, ze zamiast mnie poinformwac, albo zapytac czy ja chce zeby ktos przyjezdzal, to on sobie zadzwonil do Pablo. Dekiel.
 - NIE POTRZEBUJE, ZEBY NIKT PRZYJEZDZAL !!! - wykrzyczalam mu. I czym predzej zaczelam wpychac rzeczy do torebki. Mialam nadzieje, ze Pablo nie zdazy. Pomylilam sie. Wszedl do sali z jakims kwiatkiem. Ot wzial wybral dzien, bylam czerwona od zlosci.
- No Hej. - powiedzial biorac ode mnie torbe. Nie pozwolilam mu. Wyrwalam ja i bez slowa wyszlam z sali.
 - O co Ci chodzi ? - zapytal juz na zewnatrz ...

(Pablo) Po co tyle agresji? Co ja jej zrobiłem? - O co ci chodzi?  - Spytałem gdy opuściliśmy budynek.
- Mam ważniejsze sprawy niż siedzenie tam! - Warknęła idąc przed siebie.
- To dla twojego zdrowia czego t...
- Pablo daj mi spokój!!! - Wykrzyknęła mi to w twarz a po chwili nastała cisza. Czując jak coś się kruszy we mnie zacząłem;
- Nie? To nie! Łaski bez! Staram Ci się pomóc jak mogę! A ty masz w dupie opinię innych! Nie widzisz tego?! Próbuje Ci pomóc! Ale nie lepiej krzyczeć na mnie. ! Dziękuję! - Połamałem kwiatka i wyrzuciłem za siebie. - Dowidzenia! Mam nadzieję że nie będziesz musiała się już na mnie patrzeć! - Zdenerwowany odszedłem od niej. Ygh!! Nie powiniem się tak zachowywać, ale coś we mnie pękło... Mam dość...

(Esme) Może przesadziłam, ale miałam racje. Ja po prostu nie cierpię, żeby ktoś się nademną litował, albo w czymś mnie wyręczał. Nie lubię i tyle. Rzeczywiście chciał mi pomóc, i pewnie miał dobre chęci, ale ja nie jestem przyzwyczajona do takiej osoby, która tak się o mnie zamartwia. Najpierw mnie zawiózł, teraz odebrał, a nawet nie jesteśmy razem, nawet nie jesteśmy na etapie randek, wiec o co chodzi. Nakrzyczał, nakrzyczał odwrócił się i poszedł, wiec ja poszlak za nim. Myśli, że co będzie się na mnie wydzierał, a ja nie powiem ani słowa.
- Wyrazilem się jasno. - oznajmił mi.
- Nawrzeszczałeś na mnie i myślisz, że jesteś gora. - powiedziałam marszcząc czoło.
- Tak. - szybko odpowiedział.
- Przepraszam !!! Słyszysz ? - potrząsnęłam jego rękawem - Przepraszam, nie jestem przyzwyczajona, że ktoś się tak martwi, nie jestem i tyle. Jestem typem samotnika z psem. - powiedziałam. - Ty tego nie rozumiesz i pewnie nie zrozumiesz, ale jakie to ma znaczenie. - powiedziałam wzięłam swoja trobe i udałam się do domu...

(Ludmiła) Znowu głowa i znowu jakieś badania, mam dość lekarzy, szpitali i tych głupich leków, które muszę przyjmować. Jednak matka się nie odczepi dalej będzie mnie zmuszała do tego. Od samego rana siedzę przed gabinetem. Kolejka jak nie z tej ziemi, starzy, młodzi, dzieci. I jeszcze czuje taki zapach śmierci. Czekałam, czekałam aż w końcu wywołali mnie do gabinetu. Za biurkiem siedziała młoda lekarka, przeglądając ze zdziwieniem moja dokumentacje.
- Ludmiła tak ? - zapytałam przyglądając mi się uważnie.
- Mhm. - przytaknęłam
- Usiądź i poczekaj chwile, muszę porozmawiać z Twoją mamą. - wyszła z gabinetu. Coś mi nie dawała spokoju i przez szparkę w drzwiach podsłuchałam kawałek ich rozmowy.
- Ludmiła jest adoptowanym dzieckiem tak ? - zapytała moją matkę lekarka.
- Czy pani zwariowała. - oburzyła się moja rodzicielka. - Urodziłam ją własnymi siłami, w ogóle skąd pani przyszły takie głupoty do głowy. ? - spojrzała zła na kobietę.
- Pani ani pani mąż nie jesteście biologicznymi rodzicami Ludmiły, wszystkie badania to potwierdzając, podejrzewam że mogła zajść pomyłka, że dzieci zostały... - nie usłyszałam co było dalej, oczy mi się zaszkliły, i wybiegłam z gabinetu.
- Ludmiła zaczekaj. - matka  złapała mnie za rękę, ale się jej wyrwałam. Biegłam przed siebie nie mogąc przetrwać tej myśli, tego co przed chwilą usłyszalłam. Usiadłam na ziemi i zaniosłam się płaczem...

( Federico )
Patrzyłem jak pociąg pomału zaczyna ruszać z peronu. Jeszcze chwile stałem na stacji, aż w końcu zniknął mi z oczu. Podniosłem torbę z ziemi i ruszyłem w stronę centrum.
Xenia dziś wyjechała, a ja już zaczynam żałować, że jej na to pozwoliłem. Wspomnień nie zdoła wymazać odległość, nawet jeśli bardzo by się starała. Dziewczyna była moją przyjaciółką od dziecka i nadal nią jest. Wiem również, że zawsze nią będzie. Pozostaję mi tylko czekać na jej ponowny przyjazd.
W pewnym momencie gwałtownie się zatrzymałem. Nie rozpoznawałem miejsca, w którym się obecnie znajdywałem. No bardzo super. Zgubiłeś się - wytknąłem sobie w myślach. Zawróciłem miejąc nadzieję, że zdołałam wrócić do centrum, przecież ani razu nie skręcałem. Gdy natrafiłem na właściwą ścieżkę usłyszałem płacz. Zdezorientowny rozejrzałem się i zauważyłem znajomą burze blond włosów. Ruszyłem w stronę dziewczyny, która siedziała na ziemi, pozwalając by łzy spływały jej po policzkach.
- Ej, ej, ej! Co się stało? - ukląkłem przed dziewczyną, którą automatycznie wszczepiła się w moje ramiona. Nie wiedziałem co mam robić, więc jedynym pomysłem, który aktualnie przyszedł mi do głowy było pozwolić, by jej łzy zalewały moją bluze.
Po chwili, gdy szloch ucichł spytałem:
- Co się stało? - i wtedy usłyszałem dość krótką historię, którą dziewczyna zapełniła jeszcze większą ilością łez.
- Nie płacz. Nie ważne co się stanie twoi rodzice nadal nimi będę. Nadal będą Cię kochać i Cię wspierać ,i nie liczy się w tej sprawie więzy krwi - podniosłem jej brodę by nawiązać kontakt wzrokowy. - A teraz chodź - wstałem i podałem jej rękę, by również się podniosła co poszło jej dość mozolnie. - Nie możesz przesiedzieć tu całego dnia.
Otarłem jej opuszkami palca tusz rozmazany na twarzy. Uścisnąłem jej dłoń i razem wyszliśmy z tego miejsca.
Po pewnym czasie zauważyłem ... , który/a ...

(Esme) Porwałam swoje zwolnienie, rozwinęłam rękę z tego czegoś usztywniającego, ręka wyglądała jak jeden wielki siniak, ale jestem prawo ręczna wiec mogę normalnie pracować. Wyszłam na poranny spacer ze Stefkiem, był szybki bo nie miałam zbyt dużo czasu, przed wyjściem wypiszczę go do ogrodu. Posprzątałam po nim i wróciliśmy do domu. Ogarnęłam sypialnię, zrobiłam śniadanie, wzięłam długą gorącą kąpiel, porwałam z biurka dokumenty, wypuściłam psa i wyszłam z domu. Dziś miałam sprawę w sadzie, więc została jeszcze chwila, nie musiałam się spieszyć idąc do Sądu. Nie lubię spraw o eksmisję ludzi, wiem że jestem komornikiem, ale czasami jak widzę tych ludzi, którzy płaczą pokladaja się na ziemię blagaja, ciężko mi zachować kamienna twarz, ale taki wybrałam zawod nie mam wpływu na to jaka sprawa mi się trafi. Idąc sobie spokojnym krokiem, poczułam ból ręki, aż się przytrzymałam. Jestem nie odpowiedzialna cholera, mogłam nie zdejmować tego dziadostwa. Zaczęłam ją masować, żeby bol trochę odpuścił. Dopiero teraz zauważyłam Ludmiłę idącą za rękę z jakimś chłopakiem. Mowilam, że ta dziewczyna udaje, taką wredotę. Ale zaraz zaraz, ledwo trzyma się na nogach, chusteczka w ręku, cos musiało się stać nie powinnam się wtrącać, ale ta dziewczyna mnie fascynuje w takim sensie, ze potrafi być takimi dwoma osobowościami na raz. Podeszłam do nich.
- Ludmila wszystko w porządku. - zaczepiłam parkę, dziewczyna spojrzała w górę miała zapuchnięte oczy.
- W porządku ja się nią zajmę. - powiedział chłopak obejmując ją ramieniem, uśmiechnął się i poszli dalej. Ehh ta młodzież, kiedyś tak to wszystko nie wyglądało. Bol się nasilał i nasilał, a ja zaciskając zęby szlam dalej....

(Pablo) - Zrób sobie wolne.
- Nie
- Pablo.
- Nie
- Proszę Cię !
- Antonio to nic nie da, minie mi za chwilę. Albo jutro. Mówię Ci . - Przekonywałem go ślęcząc nad papierami.
- Nie, nie wierzę Ci choć chciałbym. Dziś zgoniłeś Martina za to że źle wymówił jedno słowo na próbie, coś Cię męczy. Widać to. Nie próbuj zaprzeczać ! - Dodał widząc że mam zamiar coś powiedzieć. - Proszę, odpocznij bo chyba dziś nic nie wyjdzie z twojej pomocy w Stud!o. - Spojrzałem na niego błagalnie aby nie zmuszał mnie do tego. Ta praca jest moim życiem, tym bardziej że muszę odzyskać stare mieszkanie. Lub wynająć jakiekolwiek bo nie mogę ciągle żyć u Derp'a. - Idź się przewietrzyć. - Podał mi torbę a ja zdenerwowany wziąłem ją i wyszedłem trzaskając drzwiami. Nie byłem w humorze to fakt, ale żeby od razu ?! Ygh. Idąc przed siebie natykam się na Esme. Z obojętnym wyrazem twarzy omijam ją jak każdego przechodnia po drodze.
- Będziesz mnie teraz unikał ? - Syknęła po chwili a ja się zatrzymałem.
- Mam p... - Odwróciłem się w jej stronę i nie dokończyłem. Ujrzałem że zaciska lewą rękę, która wcześniej była uciskana przez bandaż. - Chora jesteś ?! Zdjęłaś to ?! Ty to w ogóle chyba durniejesz. - Podszedłem bliżej.
- Dziękuję że mi wszystko wyrzucasz teraz. - Odparła i chciała iść lecz ją zatrzymałem.
- Gdzie masz zamiar iść z tą dłonią ?
- Mam ważniejsze sprawy od ...
- Nie, wiesz co ? Nawet nie próbuj mi wmówić że jest coś ważniejszego niż twoje zdrowie. Wracamy się po to co Ci założył lekarz. - Odparłem stanowczo...

(Esme)
- Nigdzie nie idę.
- Idziesz.
- Nie
- Nie sprzeczaj się ze mną ! - krzyknął w końcu.
- Mam sprawę w sądzie nie mogę jej opuścić. ! - też krzyknęłam. Wrzeszczeliśmy tak na siebie jak banda małolatów.
- Ty naprawdę ocipiałaś ? Wiesz jakie możesz mieć potem problemy z tą ręką, Ty nie myślisz w ogóle. - zarzucał mi.
- Posłuchaj ja mam sprawę w sądzie. Jestem świadkiem nie mogę tego opuścić. Gdybym była z tym gownem na ręce nie dopuściliby mnie do pracy. Tu chodzi o rodzinę z trójką dzieci, nie mogę nie zeznawać. A ręka poczekać sobie może do jutra. - powiedziałam, a on stał i wpatrywał się na mnie jak na idiotkę. Co ja poradzę, że prace stawiam ponad wszystko, nawet własne zdrowie. Tu chodzi o innych ludzi, albo będą bez domu, albo jakoś się uda i go odzyskają, to jest ogromna stawka, a on myśli, że ja się przejmuje swoją ręką.
- Nie wyrabiam z Tobą. Idziemy. - oznajmił i złapał mnie za zdrową rękę.
- Sąd jest w tamtym kierunku. - wskazałam i wyrwałam dłoń. Zrobił dziwną minę, zmienił się na twarzy, wyglądał jakby miał zaraz mnie uduscić.
- Jeżeli nie pojdziesz ze mną do domu, po twój "gips" wezme Cię na ręce, albo zwiąże, albo nie wiem co jeszcze, pójdę do tego sądu i powiem, że masz zwolnienie i nie możesz pracować, bo zachowujesz się jak małe dziecko, trzeba Ci tłumaczyć co jest bee a co jest ok. Uspokój się z tą Twoją pracą, to nie ucieknie, zdrowie masz tylko jedno. - zaczął swój monotonny wykład. - Zadbaj i siebie. Ty tylko wychodzisz, spacery praca, dom, nic po za tym nie ma...
- Zamknij się w końcu. - powiedziałam i umieściłam swoje usta na jego...

(Pablo) Oderwałem się od niej niechętnie i przerzuciłem wzrok na beton ze smutkiem. Nie chciałem tego, nie chciałem się łudzić że może coś między nami dojść. Nie chcę aby znów bolało, bo tak być nie powinno. Gdy wtedy odeszła zrozumiałem że mówi mi "nie". - Choć bo Ci zaraz odpadnie ta ręka. - Pociągnąłem ją w stronę jej domu. Opierała się ale udało mi się ją tam przywlec. Szybko usztywniłem jej dłoń i zauważyłem że od razu trochę lepiej się czuję. Już nie kwasiła miny tylko z wyrzutem patrzyła na mnie. - Dbaj o siebie, bo nikt za ciebie już tego nie zrobi. - Odparłem usilnie i chciałem wyjść, lecz ...
- Chyba się w tobie zakochuje ... - Rzekła cicho a ja to słysząc zatrzymałem się.
- Wiesz co najbardziej bolało ? Jak ciebie spytałem czy coś czujesz a ty po prostu odeszłaś bez słowa, po chwili lądując pod koła roweru. To jakby przeze mnie... Moja wina. Więc chyba lepiej będzie dla twojego zdrowia i dla mnie żebyśmy już się nie spotykali ...
- Pablo ... - Śledziłem ją nadal wzrokiem, każdy milimetr trzymając dłoń na klamce. Podszedłem, dotykając jej policzka ręką dodałem;
- Chyba już za późno ... - Pomimo że nie mogłem oprzeć się jej szmaragdowym oczom wyszedłem z mieszkania...


(Violka) Nie mogłam wysiedzieć w domu, dlatego postanowiłam przejść się po ciemnym już mieście. Potrzebowałam się dotlenić.
Przechodząc na drugą stronę uliczki, wyciągam z kieszeni moich jasnych spodni, telefon i wybieram numer Leona. Niestety wyłączyła się sekretarka. Może to jednak dobrze? Albo i nie, nie wiem? Kłócąc się ze swoimi myślami wpadam na Pabla, chyba zdziwił się moim widokiem. Ale ja jego również, był jakiś zdenerwowany.
Przywitał się ze mną i poszedł w przeciwną stronę.
Usiadłam na ławkę i zaczęłam nucić sobie pod nosem piosenkę.
"Nowy Ty, nowa ja
Wszystko zdarzy się jeszcze raz
Tak jak na początku
Niech zauroczenie trwa
Nowy Ty, nowa ja
Talia nowych kart, nowa gra
Tak jak na początku
Poznać się raz jeszcze
Nowa ja,ja, nowy Ty,Ty," 

Gdy kończę tekst piosenki, dosiada się do mnie...

(Andres) Ciągnę nosem od kilku dni i nie mogę wyjść z domu, a co z tą piosenką??!!?!?!?! Ale co ja się będę zamartwiał ... W sumie ... Słyszałem że Pablo ostatnio nie był w sosie. Pewnie nie wykąpał się w bulionie. (Wtf?) Więc chyba lepiej będzie dla mojego zdrowia jeśli jednak pójdę ... Nałożyłem kurtkę i wyszedłem.Kichając co chwilę zmierzałem w kierunku Stud!o, a po chwili zdałem sobie sprawę że już ciemno ... Ale co mnie to obchodzi ? Ja się tu poświęcę to On też ! Słyszę nagle kogoś śpiewanie i widzę Violkę. LoL. Brzmiało jak z radia. Może dlatego że obie te rzeczy są puste ? No, nie jak co . Ale się dosiadłem. - Cześć Andres. - Przywitała się a ja milczałem. - Czemu się nie odzywasz ? - Czy ja cię prosiłem żebyś się odzywała ? Może chciałem tylko posiedzieć. To ty zaczęłaś rozmowę.
- A tak jakoś się zamyślałem . A ty co tu robisz o tej porze ?
- Sama nie wiem. - Ahh, to ty najwidoczniej za mądra nie jesteś. - Tak jakoś mnie wzięło ... - Na piszczenie i niszczenie ludziom słuchu ? No właśnie widzę.
- Widziałaś może dziś Fede ? - Zapytałem zmieniając temat.
- Nie... A szukasz go ? \
- Tak, właśnie chciałem go zaprosić na orgię.
- Muszę z nim wymyślić coś na te zajęcia. Eh .. To ja idę. - Odparłem szybko i miałem wybrać numer do Federica ale zamiast tego zadzwoniłem do ...

(Angie) Chciałam porozmawiać z Violetta, od tej sytuacji kiedy widziała mój pocałunek z Germanem, dziewczyna się do mnie nie odzywa. Przecież ja nic złego nie robię. Czy nie mogę się zakochać, czy nie mogę być szczęśliwa. Violetta gdzie zniknęła po zajęciach, pewnie ucieka przede mną. To i tak jest nieodpowiedzialne, tak czy siak w końcu będziemy musiały porozmawiać. Pakujac swoje rzeczy, słyszę dzwonek telefonu.
- Halo ? - odzywam się do słuchawki.
- Ememasmemamame - ktoś po drugiej stronie zaczął się jąkać, a tak robi tylko jeden uczeń ze Studio.
- Andres ? - spytałam, ale chłopak się rozłączył. Dziwne. Zaraz potem otrzymałam kolejny telefon.
- Angie przyjedż jak najszybciej do szpitala, stało się cos strasznego. - usłyszałam zapłakany glos mojej matki.
- Boże co się stało. ? - zapytałam zdenerwowana.
- Przyjeżdżają. - powiedziała i rozłączyła się. Zaczęłam jak durna zbierać nuty. Miałam się spotkać z Germanem, ale to już nieaktualne. Miałam nadzieję, że to nic złego się nie stało.
- Gdzie tak pędzisz ? - zapytał mijający mnie po drodze Beto.
- Nie mam czasu. - rzuciłam mimochodem. Szybko odpaliłam samochód i w mgnieniu oka znalazłam się pod szpitalem. Zadzwoniłam jeszcze do nich, gdzie są. I szybciutko byłam na miejscu. Zobaczyłam zapłakaną matkę, ojca chodzącego w tą i z powrotem i Veronicę stojącą i wpatrującą się w ścianę.
- Ktoś mi powie co się tu dzieje ? - zapytałam.
- Angie to jest straszne ta lekarka twierdzi, że Veronica nie jest naszym dzieckiem, a Twoją siostra. - oświadczyła mi matka.
- Slucham ? - otworzylam oczy ze zdziwienia.
- Posłuchaj, dzisiaj w szkole się uderzyła, i zrobili badania, i nam tez od razu, z wyników wyszło, że nie jesteśmy jej biologicznymi rodzicami, no tak wyszło z wyników, ja nie wiem to chyba jest jakiś żart. - zaczęła się trząść z nerwów.
- Poczekaj ja to zalatwie. - powiedziałam i zapukalam do gabinetu.
- Dzień Dobry jestem siostra Veronicy może mi pani powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, - usiadłam na krzesło.
- To dziwne, nawet bardzo ale po tym co się okazało przypomniałam sobie dziewczynę sprzed kilku dni. Widzi pani, chodzi o to, że prawdopodobnie po urodzeniu dziewczynki zostały zamienione, to jest nie wyobrazalna pomyłka i ja nie wiem jak mogło się to zdarzyć, ale wysłałam próbki krwi państwa rodziny i rodziny tamtej dziewczyny do laboratorium. Wszystko się zgadza z moimi dotychczasowymi przypuszczeniami. Przykro mi. - odparła, a ja po prostu wyszłam z sali. (...) Dopiero po kilku godzinach wrocilam do domu, zmęczona tłumaczeniem wszystkim o co w tym chodzi. Ojciec juz chce pozywać szpital, matka nie wie co robić, a moja siostra jest w takim szoku, że nie wychodzi z pokoju. Postanowiłam spędzić noc u nich, jednak ciągła myśl nie dawała mi spokoju. Gdzieś tam jest dziewczyna, która jest moja biologiczną siostrą. Kto to jest ? ....

Czekamy na wasze reakcje :)
layout by Sasame Ka