sobota, 29 marca 2014

Part 11

6 komentarzy:
(Leon) Kurdeszki ! Zaspałem ! W pośpiechu wszystkie moje rzeczy znalazły się na ziemi. Mama mnie zabije jak zobaczy ten burdel, ale jakoś się jej wytłumaczę. Ubrałem się w pierwsze lepsze rzecz y, które znalazłem. Dziś miałem podsumowanie zadania do Beto, nie mogłem się spóźnić. To chyba po tym spektaklu tak się rozluźniłem, że zapomniałem o Bożym Świecie. Zrobiłem jakąś kanapkę z masłem i
wyrwałem z domu. Na całe szczęście mama w pracy, bo inaczej zawału by dostała. Dotarłem do Studia normalnie łamiąc zasady czasoprzestrzeni, taki ze mnie hardcorowy chłopak. Wbiegłem do budynku, i jak się okazało mój zegarek spłatał mi figla ,bo była godzina przed czasem. Oparłem się o szafkę i siedziałem jak głupi, czekając aż ktoś przyjdzie. Włączyłem sobie muzykę w słuchawkach i ruszałem się to w lewo to w prawo. Nudy, nudy, nudy. Nawet nie chciałem do nikogo dzwonić, bo pewnie ludzie dopiero powstawali ze swoich łóżek i spokojnie szykują się do wyjścia, a tylko ja taki nie ogar.
- Buuuuuuuuu !!! - ktoś krzyknął za mną, a ja aż podskoczyłem do góry...

(Violka) Wczorajszy wieczór był bardzo uroczy. Nie sądziłam, że mogę się przy nim poczuć tak dobrze. Po prostu zapomniałam, że całe moje życie jest jednym dużym problemem, to aż dziwne. Ja go praktycznie nie znam. To się dzieje chyba za szybko.
Wstałam po ósmej, wyprostowałam włosy, zrobiłam delikatny makijaż i włożyłam na siebie jasno różową sukienkę do kolan. Wychodząc z domu zabrałam ze stołu jabłko i ruszyłam w stronę Stud!o. Kiedy już tam dotarłam zauważyłam Leona z głową w chmurach, dlatego warto by go przestraszyć, może być zabawnie?
-Buuuuuuuu!!!- Krzyczę i wbijam mu palce w żebra, a on podskakuje. Widząc jego minę, nie ma opcji żebym nie wybuchła śmiechem.
-Tak bardzo zabawne?- Na początku mówi z nutką urazy w głosie, ale szybko odzyskuje humor i zaczyna mnie łaskotać, to jest nokaut. Nie cierpię łaskotek!
-Masz ochotę wyjść gdzieś popołudniu?- mówi gdy już skończył mnie torturować. I co ja mam mu odpowiedzieć? To chyba dzieje się za szybko. Widząc moje zachwianie dodaje:
-Ale jako przyjaciele, oczywiście. Ty mi się nawet nie podobasz, wiem że masz teraz problemy i chce cię od nich oderwać- Jakże subtelnie.
-Ty mi się tym bardziej nie podobasz!- Mam nadzieje, że nie okłamuje samej siebie. -A gdzie chcesz mnie zabrać, kumplu?- szturcham go w ramię jak to robią chłopacy, wiem że to głupie, ale nie chce dawać mu żadnych sygnałów...

(Leon) Taaa kumple ... nie lubię okłamywać ludzi, ale w tym wypadku muszę, nie mam wyboru, nie chcę jej się napraszać, niech myśli, że jesteśmy kumplami, ale gdy się uśmiecha moje serce rusza się w rytmie cha-cha, jest taka śliczna, taka delikatna, jak można ją krzywdzić. Jest jak porcelanowa lalka, gdy złamiesz jej serce, rozkruszy się na drobne kawałki. Uśmiechnąłem się do niej.
- Hmm możemy iść na koktajl, albo do mnie na obiad, ale moja mama zaraz będzie snuła swoje podejrzenia,
więc może lepiej nie. - zaśmiałem się, a ona wraz ze mną.
- W takim razie wybieram koktajl. - oznajmiła. Fajnie, że będę mógł spędzić z nią trochę więcej czasu.
- A teraz przepraszam, ale muszę iść porozmawiać z Angie, a to osobiste sprawy, więc muszę Cię tu zostawić, hmmm przyjdź po mnie o 18. - puściła mi oczko i poszła w kierunku pokoju nauczycielskiego. Dostałem jakiś motylków w brzuchu. Matko Leon ogarnij się, nie pokazuj tego tak. Szybkim krokiem udałem się do sali muzycznej i zachciało mi się grać, śpiewać. Usiadłem przy fortepianie i zacząłem grać :

Chcę pokazać Ci świat,
Jaśniejący jak klejnot.
Ty, księżniczko na pewno słuchasz serca pierwszy raz.
Otwórz oczy i patrz,
Oto cud nad cudami.
Latającym dywanem 
polecimy pośród gwiazd.


Wspaniała piosenka, pasująca do mojego nastroju wypełniała, całą muzyczną salę...

( Federico )
- Wstań.
- Nie.
- Tak. Już.
- Nie.
- Migiem.
- Odwal się.
Moja walka trwałaby pewnie jeszcze z godzinę, gdyby nie pomysł zwalenia mnie z łóżka.
- O! Widzisz nie było tak źle - Xenia spojrzała na mnie z góry. Była to wysoka szatynka, o niebieskich oczach. W domu dziecka spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, aż nie ukończyliśmy 18 roku życia i nie opuściliśmy ośrodka. Teraz dziewczyna postanowiła wpaść do mnie z wizytą o 6 nad ranem.
- Zbieraj się, pokażesz mi miasto. Tak dawno tu nie byłam - w skrócie 3 miesiące, ale nie chciałem jej tego wypominać, zresztą już wyszła.
Pośpiesznie ubrałem się i po zjedzonym śniadaniu udaliśmy się do centrum BA. Xenia jak zwykle nie potrafiła zamilknąć, co mi przypomniało Ludmiłę. Gdy pokręciłem szybko głową, blondynka zniknęła.
Na prośbę szatynki weszliśmy do Studia, gdzie już masa uczniów szwędała się po korytarzach. Przyjaciółka powiedziała, że sama się sobą zajmie i obiecała, że spotkamy się wieczorem, po czym zniknęła. Usłyszałem męski głos i zorientowałem się, że dochodzi on z sali muzycznej. Leon nie próżnuje. Nie miałem jeszcze żadnej próby z Andresem, więc napisałem do niego, byśmy się spotkali w parku za godzinę. Po tym jak uzyskałem odpowiedź potwierdzającą spotkanie wyszedłem ze Studia, a tam już stał/a ...

(Diego) Od rano byłem w Studio. Nie wiedziałem jeszcze co gdzie jest, nie umiałem się odnaleźć, ale jakoś tam szło. Codziennie spotykałem nowych ludzi. Niby było fajnie, miło i tak dalej, ale, no. Nie wiem czy to moja bajka. Założyłem się z nową przyjaciółką - Ludmilą, o to, że założę kostium clowna i tak wyjdę na ulicę. Nawet nie wiemy jak do tego doszło. Oczywiście dałem jej wygrać, to dziewczyna, he. Więc
musiałem się poniżyć i wyjść tak na ulicę. Jestem debilem, czasami mam takie wrażenie. Pod studio spotykam Federico, który twierdzi, że wyglądam super i chce się przyłączyć. Zerwał z siebie ciuchy jak w kreskówkach, a pod spodem miał na sobie kostium. Z ogromnej kieszeni wyjął afro i nos clowna i tak razem ruszyliśmy przed siebie. Szliśmy jak fejmy, tacy my fajni. Clowny w końcu, nie? Nabijaliśmy się z wszystkich, którzy chcieli zrobić sobie z nami zdjęcie, albo zaczynali wariować, bo byli przerażeni. Zobaczyliśmy jakąś znajomą blondynkę, która wyglądała jakby nie mogła ustać na nogach.
Podchodzimy do niej/niego a on/ona robi wielkie oczy jakby się czegoś bał/bała...

(Angie) Chyba się zakochałam, chociaż nie powinnam, ale serce nie sługa i samo wybiera. Problem w tym, że zakochałam się w ojcu uczennicy, która ma dodatek widziała, gdy ten mnie pocałował i raczej nie była z tego powodu zadowolona. Cóż osobiście się jej nie dziwię, ale mam nadzieję, że jakoś to zaakceptuje.. Ale zaraz zaraz, przecież my nie jesteśmy w związku to, że mnie pocałował to jeszcze nic nie znaczy. Muszę się skupić na pracy, a nie na miłostkach, ale jak tu się skupić, kiedy on albo do mnie dzwoni, albo co pięć minut wysyła SMS. Oo właśnie w tym momencie uslyszałam dźwięk komórki, jakby czytał mi w myślach. " Spotkajmy się dziś. Muszę Ci coś powiedzieć :) " takie SMS dostawała od samego rana gdy tylko otworzyłam oczy. Nie odpisywałam oczywiście nie chce mu robić chorych nadziei. W ekspresowym tempie wybrałam się do Studio. Szlam sobie spokojnie, powoli przez park wsluchując się w śpiew ptaków i wrzaski małych dzieci. Zapomniałam oczywiście, że miałam porozmawiać z moja siostra, ale to już dziś po zajęciach. I fajnie byłoby gdybym szła sobie dalej, aż tu przede mną wyskakuje koleś w przebraniu KLAUNA !!! Ja nienawidzę klaunów, ja się ich od dziecka boję, myślałam że zejdę na miejscu na jakiś wylew, czy tym podobne.
- Angie co się stało ? Ducha zobaczyłaś - zauważył mnie jeden z moich uczniów Diego. Stalam dalej jak wryta nie mogłam się nawet ruszyć, jakbym wtopila się w ziemię.
- Angieeeeee ??? - zaczął mi machać ręką przed oczami.
- Tak tak ?? - powiedziałam gdy ten potwór zszedł mi z pola widzenia.
- Wszystko okej? - zapytał chłopak.
- Oczywiście wszystko super. Pamiętaj, że mamy zajęcia i pamiętaj o piosence - uśmiechnęłam się i poszlam przed siebie, kilka minut później zostalam zaczepiona przez ...

(Ludmila)
- Aaaaaaaa - ziewnęłam, dziś zupełnie się nie wyspałam. Te zajęcia na poranne godziny to beznadziejny pomysł. Nie dadzą się ludziom nawet wyspać. Podążałam do Studia, szorując nogami o chodnik. Ulice były puste, więc echo odbijało się od pobliskich bloków. Dziś w końcu muszę znaleźć Camillę, nie wiem co ona sobie myśli, że nie dostanę zaliczenia, bo ona nie chce ze mną gadać ? Bez przesady tak się zachowywać mogła w przedszkolu. Ooo jak dobrze widzieć tą postać, podbiegłam kilka kroków w stronę mojej nauczycielki.
- Angie - zaczepiłam ją.
- Ludmila ? - spytała zdziwiona. - A Ty czemu tu. ? - dodała kolejne pytanie po chwili.
- Eeeeee idę na zajęcia - spojrzałam na nią, chyba była wystraszona, albo rozkojarzona, hmm sama nie
wiem.
- Tak tak przepraszam zamyśliłam się. - powiedziała. - Coś się stało ? - popatrzyła na mnie.
- Tak chciałabym zrobić to zadanie sama, ale ... - nie dała mi dokończyć.
- Nie ma mowy Ludmila, zrozum słowa praca w parach, czemu Ty zawsze musisz mieć jakiś problem, blagam Cię dziewczyno, porozmawiaj z Cami i dojdźcie do jakiegoś porozumienia. - oznajmiła mi. Jak ona nic nie rozumie, dla niej to, najlepiej połączyć nas w jakieś durne pary.
- Ty nie rozumiesz, ona mnie unika, jak mam zrobić to zadanie. Sama ? A potem, ona zgranie zaliczenie ? Po moim trupie. - powiedziałam i chciałam iść.
- Przestań zachowywać się jak rozpieszczony dzieciak, nie jesteś sama na świecie Ludmila. - dodała, minęła mnie i poszła w kierunku szkoły.
- Grrrrrrrr - warnknęłam pod nosem...
- Co jest ? - ktoś stanął obok mnie ...

(Pablo) - Dowidzenia! I mam nadzieję że już nigdy pana nie spotkam. - Takimi właśnie słowami musiałem opuścić mieszkanie. Niech go szlag trafi! Co ja mam teraz zrobić?! Dziś zajęcia a ja nie mam gdzie nawet odłożyć tych torb...
- Cholera! - Wkurzyłem się i złapałem głowę dłońmi. Tak bardzo iż wyglądało na to że chcę wyrwać sobie włosy. Po chwili uspokojenia wziąłem komórkę w ręce i zadzwoniłem do Derp'a (xd) - Heeeej... Derp, słuchaj. .. Jest taki interes i...
- Mhm, Pablito co chcesz?
- Mogę przenocować u ciebie?
- Wyrzucili ciebie? - Zaczął się śmiać złośliwo. - Ale dobra, tak wbijaj. - Mimo jego wieku zachowuje się jak nastolatek i w tym problem. Nie chcę się przyznać do tego że powinien dorośleć i przestać zachowywać się jak gówniarz. Podziękowałem i się rozłączyłem. Przynajmniej mam gdzie spać... (...) Gdy zaniosłem do niego swoje rzeczy wyruszyłem z papierami do Stud!a. Po drodze zauważam jak zwykle wściekłą Ludmiłę a kawałek dalej Angie. Wolałem się nie wtrącać w sprawy blondynki ale podszedłem.
- Co się stało? - Spytałem miło, aż chyba sztucznie.
- Oo, pan dziwkarz... - Zaśmiała się kpiąco. A na mojej twarzy malowała się złość. - Co tak stoisz jak tępak? Odejdź! - Chciała iść lecz przytrzymałem ją, łapiąc za ramię.
- Jeszcze raz tak do mnie powiesz Ludmiło, możesz zostać zawieszona. - Zacząłem groźnie.
- Co ty mi możesz zrobić? Zapluty dyrektorku?
- Marsz do Studia! - Krzyknąłem chyba na całe BA i wskazałem na uczelnie. Dziewczynie wystąpił grymas na twarzy o odeszła oburzona. Gdybym mógł... Ygh! Gdy trochę ochłonąłem zauważyłem niedaleko mnie ... Który/a chyba oglądał/a całą tą chorą sytuację ....

(Esme) Słońce wdarło się do mojej sypialni bez zapowiedzi. I mówiło "wstawaj czas do pracy". Grypa przeszła został tylko delikatny kaszel, który nie zwalnia mnie od wykonywania moich obowiązków. Jak sobie pomyśle ile wspaniałych spraw na mnie czeka to aż śmiać mi się chce z bezradności. Wstałam dość wcześnie, żeby wyprowadzić jeszcze psa na spacer, który tez juz stał pod drzwiami i puszczał. Zrobiłam delikatny makijaż, ubrałam się tak aby od razu ze spaceru udać się do pracy. Spodziewałam się, że będę wyglądała dziwnie w "granatowym mundurki" i z psem na smyczy. Śniadanie zjem w barze w biurze. Zaczepiłam Stefkowi szelki i smycz i wyszliśmy. Słońce było dość mocne, chociaż był jeszcze dość wczesny ranek. Spacerując i patrząc co wyrabia mój pies usłyszałam jak ktoś się wydziera. Na ogół nie jestem ciekawska, ale akurat coś mówiło mi "idź i zobacz" i poszłam i jak się później okazało to Pablo wydzierał się na tą dziewczynę co ostatnio, w pewnym momencie zamachnął się i myślałam że ją uderzy, całe szczęście że dziewczyna w porę poszła.
- Esme ? - spytał patrząc na mnie. No tak nic dziwnego, że mnie zauważył stałam na środki wgapiając się w
jego postać.
- A to co to było ? - pokazałam ręką w stronę dziewczyny.
- A to Ludmila. - odparł tylko tyle.
- Okej wiem co to za dziewczyna, dlaczego chciałes ją uderzyć i dlaczego się na nią wydzierałeś, cały park Cię słyszał. - spojrzałam na niego podnosząc brew DP gory.
- Ehhh - westchnął - Ty nie wiesz jaka ona jest i jak potrafi włazić w człowiekowi w psychikę, po prostu nie widujesz jej na codzień. - dodał.
- Ty nie zauważasz tego, że ona próbuje zatrzeć parawdziwą siebie ? Nie jestem jakoś psychologiem czy pedagogiem, ale to da się zauważyć, ona tylko taką gra. - powiedziałam i spojrzałam na jego walizki. - Wyjeżdżasz ? - spytałam zdziwiona.
- Eeeee wyrzucili mnie a mieszkania, a co do Ludmiły, wątpie w to co mówisz, - dodał i się uśmiechnął. - Auaaaaaa - krzyknął po chwili - Za co ? - spojrzał na mnie z miną zabitego psa gdy walnęłam go torebką.
- Za kąpiel w fontannie, leżałam chora i nawet z łóżka nie mogłam wstać. - powiedziałam, a on podszedł do mnie i zaczął mnie gilgotać.
- Nieeee nieeeee przestań nieeee hahahahah - śmiałam się na cały park ...

(Pablo) Ludmiła? Miałby udawać? Phi! Śmieszne... Ta mała gówniara zawsze była chamska i nieposłuszna ... Gdy mnie uderzyła torebką wyjaśniając że to "moja wina" że była chora zacząłem ją gilgotać. Była temu przeciwna lecz nie przestawałem. To sprawiało że się śmiała i uśmiechała. Dlaczego miałbym jej to odebrać? Trochę chichotu jeszcze nikomu nie zaszkodził. Gdy wreszcie przestałem a nadal trzymałem dłonie na jej talii rzekłem;
- Żałuję...
- Że?
- Udajesz taką niedostępną. A oboje wiemy że coś...
- Nie rozpędzaj się tak. .. - Odtrąciła moje ręce i położyła swoją delikatną dłoń na mojej klatce piersiowej, oznajmując abym przystopował. - Zaczynasz znów?
- A jestem tylko oczarowany twą osobą. - Wyjaśniłem. - Dasz się namówić na jakiś spacer popołudniu? - Spojrzałem z nadzieją...

(Esme) "Udajesz taką niedostępną" hahahah ciekawe skąd on może wiedzieć, że ja udaję, może rzeczywiście taka jestem, a on jest taki hop do przodu.
- Dasz się namówić na jakiś spacer popołudniu ? - zapytał w końcu. Dokładnie wiedziałam, że nie ma nawet takiej opcji, za dużo rzeczy musialam zrobić i pewnie będę siedziała do pozna.
- Dziś nie, ale kto wie czy jutro o 15 nie będę tu sobie spacerowała z psem. - powiedziałam z przekąsem.
- Okeeeej rozumiem. - zaśmiał się.
- Co jest takiego zabawnego - spojrzałam mu w oczy,
- Nie, nie nic - rzucił tylko.
- A co do tej dziewczyny naprawdę zastanów się, spójrz sobie z jej perspektywy na wszystko, może uda Ci się ją zrozumieć. - dodałam po chwili.
- Jesteś za dobra. - powiedział.
- Nie po prostu byłam kiedyś taka sama jak ona, i dopóki ktoś ze mną nie porozmawiał to nie rozumiałam, ze robię źle może tak jest też w jej przypadku. - wytlumaczylam mu. Nie Lubie opowiadać o swojej przeszłości, to były ciężkie czasy dla mnie dla moich rodziców, nie byłam taka grzeczna i ułożona, i gdyby nie pojawili się w moim życiu stoczyłabym się na samo dno.
- Musisz mi kiedyś opowiedzieć o sobie więcej. - zagarnął kosmyk moich włosów za ucho, stałam jak wryta, jakby mnie jakiś amor pierdykną strzała ...

(Pablo) - Musisz mi kiedyś opowiedzieć o sobie więcej. - Po tych słowach jakby znieruchomiała. Chochliki w jej oczach zaczęły błyskać swym światłem. Wyglądała tak niewinnie... - Zastanowię się nad Ludmiłą... Ale chyba nie wyjdzie mi rozmowa z nią.
- Dlaczego tak myślisz?
- Bo od teraz będę myślał tylko o tobie... - Wypłynęło ze mnie. - Jak będę mógł Ci jakoś pomóc to powiedz... - Mówiłem powoli i przekonująco, a po chwili poczułem że padam na twardy beton. Nade mną stał pies owej kobiety i groził mi swoim ostrym uzębieniem. Warczał na mnie jakbym był czegoś winien.
- Stefek! - Niechętnie ale zszedł ze mnie bydlak.
- Który to już raz... - Burknąłem cicho do siebie.
- Oj nie obrażaj się na niego, jest miły i spokojny... - Odparła pomagając mi wstać. Spojrzałem na nią niedowierzając i podnosząc brew. - Dla mnie... - Dodała lekko się uśmiechając.
- To jutro przyjdę w ochraniaczach. - Przelotnie kąciki ust podniosły się do góry. Spojrzałem w jej oczy i ponownie odpłynąłem... - Powiesz mi tak? - Spytałem.
- Ale... Co? - Nie rozumiała. - Kiedy? - Dopytywała się.
- Kiedy będziemy przed ołtarzem... - Wystawiłem rząd białych zębów.

(Esme) Nie doszło to do mnie, to, to, to, to co on mi przed chwilą powiedział, to są jakieś żarty z mojej osoby.
- Słucham !?? - otworzyłam szeroko oczy.
- Już nie udawaj, że nie słyszałaś - znowu się uśmiechnął.
- Blagam Cię nie mów mi takich rzeczy, bo zaraz tu padnę. - powiedziałam zdenerwowana.
- Ojej jaka Ty jesteś dla mnie niedobra - zaczął się pieścić jak małe dziecko.
- Przestań tak mówić, my się nawet Pablo nie znamy - powiedziałam wołając psa.
- Zawsze możemy się poznać bliżej. - znowu złapał kosmyk moich włosów, ale zabralam jego rękę. On po prostu jest zbyt dziecinny, powinien trochę sobie pobyc w jakims odosobnieniu, uspokoiłby się i tyle. Ja nie ufam facetom już mu to mówiłam, a on dalej swoje, hmm ale w takim razie wychodzi na to, że jemu naprawdę zależy, ale nie pokaże mu tego, że jestem "dostępna" niech się stara, a będzie mu naprawdę ciężko.
- Esme ? - złapał mnie za rękę, ale ja ją wyślizgnęłam.
- Zamyśliłam się, a tak w ogóle to muszę już iść. - obróciłam się na pięcie. Zostawiłam go samego z tymi jego pomysłami ...

(Beto) Moje marzenia się spełniają ! Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Tylko czy ja się dla niej nadaje to znaczy najpierw muszę ją jakoś odnaleźć bo wtedy w tym barze zniknęła. Moje serce krwawi. Gdzie jesteś moja miłości ? Szwędałem się po Studio bez celu. Bez niej moje życie nie ma sensu, chce znowu spojrzeć w jej słodkie brązowe oczy. Tak się zamyśliłem, że nawet nie zauważyłem Violetty i Lemoniady, którzy przyszli z gotową piosenką.
- Beto ? Chcemy pokazać Ci co już mamy. - odezwał się chlopak, po czym zasiadł do pianina. W krótce sala wypełniła się śpiewem i muzyką.:

Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti

- Barwo, Brawo, Brawo. - zacząłem klaskać. - Jesteście wspaniali, wiedziałem, że idealnie pasujecie do siebie emmmm w sensie do tej piosenki. - poprawiłem się. - Uciekajcie na zajęcia. - dodałem a oni opuścili salę. Ja niestety znów pogrążyłem się w marzeniach o Jackie. Spakowałem swoje rzeczy, wstąpilem do pokoju nauczycielskiego pożegnać się z przyjaciółmi, i udałem się do mojego pustego domu. Stawiałem krok za krokiem, bardzo powoli.Gdzieś w oddali zauważyłem panią która przychodziła do Studio. Patrzyłem w ziemię, nie zauwazyłem, że na kogoś wpadłem. Podniosłem wzrok do góry i ujrzałem te same brązowe oczy.
- Jackie !!!!! - krzyknąłem a kobieta się wzdrygnęła. - O matki przepraszam nie chciałem Cię przestraszyć. - powiedziałem.
- Nic nie szkodzi. - odezwała się.
- Myślałem o Tobie. - wypaliłem to na głos.
- Takk? - popatrzyła na mnie 
- Emmmm w sensie no może dałabyś mi do siebie numer. - zacząłem wiercić stopą w chodniku. 
- Oczywiście, ale tak szybko bo bardzo się spieszę. - zapisała mi go na karteczce i pobiegła w inną stronę. Pocałowałem kartkę, i z uśmiechem na banana udałem się do domu, gdzie mogłem wspaniale spędzić resztę mojego dnia ...

End

czwartek, 27 marca 2014

Part 10

7 komentarzy:
(Esme) Utlukę, zabiję, zadźgam, nie wiem co jeszcze z nim zrobię, ale kolejnego spotkania on ze mną nie przeżyje. Zachciało mu się wciągac mnie do fontanny, a teraz lezę z gorączka i gilami przy nosie. Głupia fontanna Przecież to nie moja wina tylko mojego psa, to on go popchnął ..
przypadkowo. Nie mam w domu ani tabletek przeciw bolowych, ani przeciw goraczkowych, chyba umrę. Specjalnie napiszę mu sms " Dziękuje jestem chora " wcisnęłam przycisk " Wyślij" i oparłam się o poduszkę. Głowa pulsowała jakby ktoś walnął mnie młotem pneumatycznym. Ehhh chyba będę płakać ... Znowu muszę się zwalniać, wielmożna pani Komornik zamiast chodzić do pracy, kapię się w fontannie, a potem choruje. Mój pies leżał sobie spokojnie jak gdyby nigdy nic. 21:09
- To po części Twoja wina - powiedziałam do wielkoluda lezącego przy moim lóżku. Musiałam wstać to było ciężkie, bo mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Powoli podniosłam się z ciepłego lóżka, ledwo się ubrałam i z chusteczka przy nosie ruszyłam w stronę Apteki, na cale szczęście budynek jest blisko, a ja czułam się jakbym przeszła trasę stu kilometrów ...

( Federico )
Bo nie ma nic piękniejszego od patrzenia jak krople deszczu walą w okno z całą siłą. Nie miałem zamiaru spędzić całego dnia w domu, więc gdy tylko nadarzyła się okazja wziąłem tradycyjnie gitarę do ręki i opuściłem mieszkanie.
Podczas gdy omijałem duże kałuże, które zajmowały większą część chodnika, zauważyłem kobietę, która właśnie wchodziła do apteki. Nie wyglądała najlepiej, wręcz gotowa była paść na ziemie i nie wstawać. Po chwili zniknęła we wnętrzu budynku i o niej zapomniałem.
Gdy przechodziłem koło Studia przypomniało mi się o zadaniu Angie. Nie miałem na to czasu i zwyczajnie ochoty, więc nawet nie zaglądałem do szkoły. Moim kierunkiem stał się park i po chwili można było mnie tam zauważyć gdy siadałem na murku, przy jeziorze. Wszędzie było mokro, ale nie przeszkadzało mi to specjalnie. Rozgrzałem palce, by sięgnąć po gitarę. Mało osób przechodziło tą ścieżką, więc swobodnie mogłem wydobyć dźwięk z instrumentu i połączyć go z głosem :


Pomyśl ile miłości zostało zmarnowane
Ludzie zawsze starają się przed nią uciekać
Iść dalej, by uniknąć złamania serca
Ale nie ma niczego przed czym miałbym uciekać
Sprawiasz, że jestem silniejszy

Po chwili czyiś cień namalował się na chodniku obok mnie i był/a to ...

(Ludmila) Nawet mnie lepiej niech nikt nie pyta, co się działo jak wróciłam z mojej nocnej eskapady do domu. Awantura jakich mało, wszystkie ściany słyszały wiek matki i ględzenie ojca. Dziś nie było nikogo, bloga cisza, cudowna cisza, na która zawsze narzekałam, a teraz okazuje się wybawieniem. Dziś muszę już iść do Studio, ale zrobiłam pożytek z wolnego dnia i znalazłam piosenkę na którą Wiewióra musi się zgodzić. Zbyt dużego wyboru nie ma. Zajęcia mam na 9 teraz jest 8. Czyli mało czasu na ogarnięcie. Zrobiłam lekki makijaż. Podkład, puder, tusz, kreski, usta. Spięłam włosy w kucyk. Zjadłam płatki zbożowe, nałożyłam buty na koturnie i wyszłam z domu. Idąc sobie spokojnie w słuchawkach zauważam na murku grającego chłopaka. Em i ja go znam, chodzi ze mną na zajęcie i spotkaliśmy się już wcześniej. Podeszłam bliżej zdjęłam słuchawki. Oj no nie powiem głos to on miał, i jeszcze ta piosenka i delikatne dźwięki gitary.
- Łał łał łał no normalnie nawet Ci to wyszło - zaczęłam bić brawo. - Brakuje tylko kapelusza do zbierania datków. - dodałam.
- Nie jestem żebrakiem - oznajmił mi.
- Nic takiego nie powiedziałam. - broniłam się. Zeskoczył z murku i podszedł do mnie.
- Tak w ogóle to jestem Federico. - wyciągnął do mnie swoją dłoń.
- Nie podaje ręki nieznajomym. Jestem Ludmiła jesteśmy razem w grupie u Angie. - przypomniałam mu. - Nie wybierasz się na zajęcia. ? - zagadnęłam i nastała głucha cisza. Nie lubię z kimś rozmawiać i stać jak pajac, myśląc o czym by tu teraz powiedzieć.
- Emmm chyba się pobrudziłeś. - wzięłam chusteczkę i wytarłam mu sos z buzi...

( Federico )
Osobą, która przerwała mi w tworzeniu okazała się znajoma blondyna. Nie znałem jej imienia, mimo, że zażarcie je wszystkim na około przypomniała.
Coś w jej oczach, przyciągnęło moją uwagę. Ten błysk, który odbiegał od rzeczywistości. Może naprawdę jest tą gwiazdą, którą właśnie widzę w jej ogromnych źrenicach. W pewnej chwili zagryzła wargi, jakby czegoś się wstydziła i oznajmiła:
- Emmm chyba się pobrudziłeś - wyciągnęła chusteczkę z małej torebki i wytarła mi coś co miałem na twarzy. Po tym jak się odsunęła nastała jeszcze większa cisza, niż wcześniej, co mnie wkurzało, bo nie lubiłem bezczynnego wgapiania się w siebie, bez żadnego sensu.
- Lubisz przygody? - wypaliłem gwałtownie, co ją chyba zatkało, ale zauważyłem cień uśmiechu,który pojawił się na jej twarzy.
- Zawsze.
- No to chodź - pociągnąłem ją w kierunku wzgórza, przez pewną myśl, która nie chciała opuścić mojej głowy.
Po kilku minutach marszu, który dłużył się, przez wysokie obcasy dziewczyny dotarliśmy na miejsce.
- Serio? - podniosła brew, wskazując na przepaść rozciągającą się przed nami.
- Nie jest tu aż tak wysoko jak się wydaje- zdjąłem gitarę i położyłem ją na ziemi. - Radzę Ci też tu zostawić swoje rzeczy, chyba, że chcesz je stracić - przejąłem od niej jej torebkę, a że obcasy miała już ściągnięte, nie zważając na jej pretensję, kąśliwe uwagi i zaprzeczenia, skoczyłem razem z nią do wody.
- To było genialne! - zakrzyknęła po wynurzeniu się. - Możemy jeszcze raz? - poprosiła, gdy dopłynęliśmy do brzegu. Niestety przeszkodził nam w tym grzmot, który zwiastował burzę. Dziewczyna pełna pesymizmu, zabrała swoje rzeczy, podobnie jak ja i udaliśmy się znaleźć jakieś schronienie.
Idąc przez ulice, blondyna kipiała entuzjazmem, co tak mnie zaskoczyło, że momentami zatrzymywałem się na chwilę, by przyswoić sobie ten fakt. Gadała bez opamiętania, co było strasznie słodkie, że nie miałem zamiaru jej przerywać. Po drugiej stronie jezdni zauważyłem ...

(Violetta) Kolejny nowy dzień pochmurny dzień, a na nadal jestem zagubiona. Mam ochotę zamknąć się w swoim pokoju i płakać. Nie umiem zrozumieć, dlaczego zerwania muszą tak boleć. Przecież to naturalne, że coś dobiega końca, ale rozczarował mnie, myślałam, że to ten jedyny, jak widać myliłam się. Wszystko było by dobrze, gdyby nie Leon. Zrobił mi jeszcze większy mętlik w głowie niż miałam do tej pory. Przecież ja go nawet nie lubię, jest arogancki, a jednak..
nie, to nie czas na kolejne miłostki, pora zająć się samą sobą, mieć czas dla przyjaciół i rodziny.
Zapowiadała się dosyć solida burza, ale jakoś to mi nie przeszkadzało. Bardzo lubię chodzić po kałużach w gumowych kaloszach, może to dziwnie, ale uspokaja mnie to. Kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze pioruny na ciemnym niebie zauważyłam po drugiej stronię Federico z Ludmiłą. To dziwny widok, ale nawet nie jestem w stanie o tym myśleć, nie chce myśleć. Jedyne co słyszę w swojej głowie to imię 'Maxi'. Ale to koniec wiem. Muszę iść na przód. No i kiedy stawiłam pierwszy krok w stronę lepszego 'ja' poślizgnęłam się i wpadłam w ramiona ...

(Ana) Deszcz ! Olaboga ! Jeszcze dziś nie tańczyłam więc jak to możliwe że aż burza się pojawiła ? No helloł ! Muszę, zrobić ten głupi projekt z tym ... No ... Maxim ! O Maxi ! No. W sumie nawet nie wiedziałam że chodzę do tej uczelni, lecz skleroza wszystko niszczy ! Pff . Tak . Jak się ma dziadka właściciela który chcę abym była artystką to nic dziwnego ! Ale kogo obchodzi że wolę być malarką? Nikogo ! Nikogo ! Pffają na mnie samoluby jedne. Ekhm... No dobra. Maximilianie ! Nadchodzę ! (Zrujnować ci chatę i zryć banię ale to mniejsza). Ubrałam jakiś płaszczyk i wyruszyłam na łowy weny. I tak se krążę, krążę, krążę .... I doszłam do jednego ... Przecież ja NIE ZNAM JEGO ADRESU. - Potrójna twarzodłoń. - Walnęłam się w czoło i chciałam zawracać. Pff . Chciałam ... Ja wracałam, po drodze spotkałam kolesia pd tańca, eeeeee wyglądał jak dupa zza krążka mwahahah ! Idę, idę i widzę jakąś łamagę ... Pobiegłam i ją złapałam ... Uf ? Ale gdy zobaczyłam jej rozmazany makijaż puściłam ją na kałużę. Fuu ? - Weź wstań bo zmokniesz . - Doradziłam jej i rzuciłam łapkę w górę jak na fejsie . ( xDD) Niech zrobi sobie taką samojebkę . Będzie sławna . Wydarła się coś a ja szłam dalej i nagle zobaczyłam ...

( Andres ) Ym . Ym . Ym ! Masakra ! Co ? No ? Ja ! O ! Deszcz. Ehhh ? Mimo tego jak zaplanowałem wyszedłem na krótki rękawek lejąc na to co leje Bóg ! Na ludzi ... Znaczy nie ! Na pogodę ! O . Jadłem sobie przy okazji jabłko i spotkałem jakąś laskę . Ulalalalalallal .... Poprawiłem kołnierzyk u koszuli i miałem zamiar wkraczać gdy podniosła głowę . O jaaaa piiiiiiiiiiiiiii ..... To chyba przez nią ! To przez  taką brzydotę Bóg nas zranił ! O fuuuu ... - Idź być brzydka gdzie indziej ! - Krzyknąłem do niej i szybko zwiałem od tego ... Czegoś ! Padający deszcz
sprawił że gęsia skórka wystąpiła na moim ciele. Zaraz ... To oznacza że .... Ja będę .... GĘSIĄ ! Tak ! Uhuhu ! Cieszyłem się z tej wiadomości kiedy zobaczyłem ... No ... Anę ! O ! Ana Mostowiak ... Hihihi. Kojarzy mi się z kartonami ... Nawet nie wiem dlaczego . - Heeyyyy ! - Złapałem ją za ręce, skakałem i hulałem na boki. Jupii !
- Odbija ci ? Anndrea ! - Krzyknęła chyba zła.
- Jaka Andrea ?! Ja jestem Andres ! SS ! Jak chłopak !
- No nie widać właśnie tego S! Nawet małego s ! - Burknęła i sobie poszła. EH ?? foch?! Parsknąłem mimo to śmiechem i wróciłem do stanu szczęścia ...
- Tralalallalalal.... - Mówiłem i nagle widzę zezłoszczonego/ą....  Który/a jest prawie cały/a niebieski/a ....

(German) - Raaaaaaaaaaatuuuuuuunkuuuuuuu !!!!!! - wrzeszczałem zbiegając na dół. - Co to do diabła jest ? - spytałem zdenerwowany, pokazując Oldze jak wyglądam. Moje ciało było niebieskie, ręce, twarz do polowy, usta, no wyglądałem jak smerf, ja mam spotkanie biznesowe, i mam tak iść ? Tego się nawet nie da zmyć.
- O nie, nie musiałam wlać zabarwiacz, a nie proszek, o ja nieszczęśliwa, o ja biedna. - zaczęła jęczeć kobieta.
- Olga to ja wyglądam jak stwór nie z tej planety, czy Violetty rzeczy tez w tym prałaś ? - spytałem, ona pomachała głową na znak potwierdzenia. Brakowało tylko tego, żeby moja córka tak wyglądała.
- Panie Germanie, ja przepraszam, jestem rozkojarzona, to wszystko wina Ramallo. - nie zważając na jej słowa, niewiele myśląc wybiegłem z domu i skierowałem się w stronę uczelni Violetty. Ludzie patrzyli na mnie jak na przybysza z UFO. Wyglądałem, okropnie i dziwacznie, ale zwracałem na siebie więcej uwagi niż kiedykolwiek. Po drodze spotkałem jakiegoś chłopca, który aż przekręcał głowę, żeby na mnie popatrzeć. Gdy dotarłem już na miejsce, relacja dzieciaków to śmiech, pokazywanie paluchami. Odnalazłem córkę w towarzystwie przyjaciółek.
- Tatooo ! Co Ty tu robisz.? - usłyszałem jej niezadowolony głos. Pewnie była zła, że tak wyglądam i przynoszę jej wstyd, ale ja po prostu chciałem dobrze.
Przyszedłem Cię ostrzec, Olga robiła pranie i ubrania farbują i wyglądam jak smerf. - powiedziałem na jednym wydechu, i wtedy zobaczyłem ją....

(Angie)  Dzień jak co dzień. Dzieciaki znowu zaczęły mi jęczeć, że chcą zmienić sobie parę, ale ja jestem nieustępliwa. Muszą się nauczyć współpracować ze sobą, krzykiem i piskami nie dojdą do porozumienia. Część jest pewnie na mnie obrażona, ale to im dobrze zrobi. Spokojnie sprzątałam sale po zajęciach gdy rozległ się dźwięk mojej komórki.
- Mama ? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Angie, błagam musisz przemówić Veronice do rozsądku, wymyśliła, że wyjedzie do Francji, jak tylko skończy osiemnaście lat. - odezwała się kobieta. Veronica to moja 17- letnia siostra, której non stop coś odbija, po prostu jest szalona i nigdy nie wiadomo co wpadnie jej do głowy.
- Ehhh dobrze pogadam z nią, ale nie dziś mam zajęcia i nie mogę się zerwać. - powiedziałam do słuchawki.
- Dziękuję. - odpowiedziała moja mama i rozłączyła się. Wyszłam z sali i udałam się do pokoju nauczycielskiego. Gregorio siedział zły jak pies, nawet nie chciałam go zaczepiać bo jeszcze mnie pokąsa.
- Tatooo ! Co Ty tu robisz.? - usłyszałaś z korytarza głos swojej uczennicy. Postanowiłam wyjść na zewnątrz i zobaczyć co się tam dzieje. Ku mojemu zdumieniu przy pokoju nauczycielskim stała Violetta z Hermanem, którym był praktycznie cały niebieski.
- Przyszedłem Cię ostrzec, Olga robiła pranie i ubrania farbują i wyglądam jak smerf. - powiedział do córki po czym spostrzegł mnie.
- Panie Castillo może wyjdziemy na zewnątrz, nie będziemy tu robić furory z pana wyglądu. - uśmiechnęłam się najpierw do niego, potem do dziewczyny, a z jej ust wyleciało nieme "Dziękuję".
- Chcesz narobić jej obciachu ? - spojrzałam na niego z założonymi rękoma.
- Chciałem po prostu ja ostrzec - dodał ze skwaszoną miną.
- Są telefony. - oznajmiłam. - Wyglądasz komicznie - zaśmiałam się.
- Śmieszne ? To jest śmieszne ? - zapytał z podniesioną brwią. - nagle połączył nasze usta w pocałunku. Byłam zdezorientowana, ale podobało mi się i nie chciałam tego przerywać, ale byliśmy przed uczelnia tak nie wypada. Oderwałam się od niego.
- Oszalałeś ? - zapytałam.
- Teraz Ty też jesteś niebieska - uśmiechnął się, a ja wyjęłam lusterko i zobaczyłam, że mam granatowe usta, lecz nie to przykuło moją uwagę, a postać która siedziała ma drzewie...

(Violetta) Czy nawet mój ojciec musi być przeciwko mnie? Jak on mógł przyjść tak ubrany? Co ludzie sobie pomyślą, że ma nierówno pod sufitem? Że ja tak mam? Mam tylko nadzieję, że Olgita nie uprała i moich ciuchów w ten sam okropny kolor. Albo jaszcze gorzej na zielono, nie mam ochoty wyglądać jak skrzat i tak wystarczy mi mój dyskomfort spowodowany wzrostem.
Kiedy Angie poprosiła mojego ojca o opuszczenie Stud!o, postanowiłam iść za nią i sprawdzić czy na pewno to zrobi, przecież wszyscy znamy mojego ojca, wiemy do czego jest zdolny, a nie chce większej kompromitacji. Ale zamiast tego zauważyłam jak mój ojciec powoli przybliża się w stronę nauczycielki i.. delikatnie ją całuję, szczęka mi opadła. Niestety by widzieć coś więcej musiałam wejść gdzieś wyżej, i wpadłam na genialny pomysł. Wspięłam się na gałąź by mój dokładnie słyszeć o czym rozmawiają. -Violetta zamieniasz się w swojego ojca- usłyszałam swój wewnętrzny głos. Ale to takie ciekawe, lecz moje szczęście jest tak wielkie, że kiedy tylko mnie dostrzegają podskakuję i spadam na ziemie, wtedy przychodzi i podaje mi rękę...

(Camilla) Dziś lekcje... Były wyjątkowo śmieszne... Nie było w nich ani grama zabawności a mnie i tak śmieszyło wszystko. Może to ja mam jakiś za dobry humor ? Lub po prostu mi odbiło ?
 (...) I jeszcze widzę nie stworzone rzeczy jak na przykład Ojca Violetty całego niebieskiego całującego Angie... A Ona jeszcze nie protestowała... I VIOLETTA BUJAJĄCA SIĘ NA DRZEWIE JAK MAŁPA ? Może ja po prostu coś ćpałam. Choć jak tak to musiałabym coś ćpać codziennie bo moje życie wygląda tak zawsze. A chyba bym zauważyła że coś zażywam nie ? W pewnym momencie dziewczyna spadła z dość dużej wysokości na ziemię. Szybkim krokiem omijając przechodniów podeszłam do niej i i wyciągnęłam rękę aby pomóc jej wstać. Poczułam na dłoni jej
uścisk a po chwili dziewczyna już stała normalnie.
-Co Ty właściwie robiłaś na drzewie co Vilu-Uśmiechnęłam się do przyjaciółki starając się ukryć rozbawienie tym że połowę ciała ma poharataną a drugą będzie miała z siniaków.
-Widziałaś mojego ojca ? Widziałaś ty go ? On pocałował Angie ! Jak On mógł ? To moja nauczycielka.-Wydzierała się Castillo na pół miasta.
-Musisz mu pozwolić żyć. Im bardziej będziesz chciała aby odczepił się od Ciebie tym bliżej będzie. Po prostu nie możesz interweniować w jego uczucia. Jeśli ją kocha to nie wtrącaj się.-Odpowiedziałam uspokajając nastolatkę.
-Nie. Ja mu na to nie pozwolę. -Rzuciła jeszcze i odeszła obrażona na cały świat. Czasami jej nie rozumiem. Zachowuje się jakby cały świat musiał wysłuchiwać jej żali. Powinna wziąć się w garść i zapanować nad swoim życiem i emocjami bo za niedługo wszyscy się od niej odwrócą nie mogąc znieść jej nie zdecydowania. Ruszyłam z miejsca w stronę centrum handlowego aby kupić coś do jedzenia. Koło kina widzę... z...   którzy kłócili się o wybór filmu.

(Francesca)
- Nawet nie potrafisz dobrze tego zagrać! Mówiłam ci D,C,D,A czy to takie trudne ? -wyrwałam z jego rąk gitarę i zagrałam poprawnie melodię. Nie da się pracować, myli nuty, myli tekst.Co będzie dalej ?
-Gdybyś tak na mnie nie naciskała to może bym to normalnie zagrał. -uparł się i odłożył instrument na swoje miejsce.
-Co się gapisz ?- ryknęłam widząc jego spojrzenie i opuściłam salę. W tej chwili przydałaby mi się książka pt. ,,Jak radzić sobie z ludźmi którzy doprowadzają cię do wściekłości'' O ile taka istnieje oczywiście. Udałam się do centrum handlowego, gdzie usłyszałam krzyki dobiegające z pobliskiego kina. Jakaś para nastolatków kłóciła się o wybór seansu. Są chyba dużo ważniejsze rzeczy niż durny film prawda ? Powodzenia im życzę bo ten związek nie potrwa długo. Z daleka ujrzałam Camilę, która też oglądała tą scenkę i prawie wybuchła śmiechem. Podeszłam do niej i nieśmiało przywitałam się, w końcu od kąt bezczelnie się obraziłam nie zamieniłyśmy słowa. Ale w sumie to jej wina, bo gdyby go do mnie nie przytargała to nic by się nie stało. Albo to moja wina ? Eh nieważne ! Dziewczyna nie zwracała na mnie najmniejszej uwagi.
-Camila !- postanowiłam zareagować i wykrzyczałam jej imię do ucha.
-Co ?!- rudowłosa spadła z krzesła i upuściła swoje nachos. -Choć bo jeszcze się na nas wydrą i każą sprzątać, a wiesz jak tego nie lubię. - pociągnęła mnie za rękę prosto do teatru. Kupiła jakieś bilety na pierwszy lepszy wybrany spektakl i popędziła do sali. Serio ? Innego miejsca nie było ? Nie mogłyśmy na przykład iść do mnie ?  Chociaż co się dziwić. Chciała zwiać z miejsca ''zbrodni''.
Kilka rzędów przed nami widzę ...

(Leon) Ten pocałunek nie dawał mi spokoju, na dodatek dziewczyna w ogóle ze mną nie rozmawiała, omijała mnie szerokim łukiem, czasami burknęła tylko ciche "Cześć" i to tyle. To ja próbowałem jej pomóc, pocieszyć ją, a ten pocałunek to on nagle tak sam z siebie wyszedł, ja nawet nie wiem czy tego chciałem. Ja w ogóle nie wiem czego ja chcę. Ostatnio się jakiś niezdecydowany zrobiłem. Eh najgorsze jest to, że my mamy razem do zrobienia dwa zadania i nie możemy się sobie się do siebie nie odzywać. Muszę z nią pogadać. Łaziłem po Studio bez celu, z jednej sali do drugiej mając nadzieję, że wpadnę na nią gdzieś. I udało się. Znowu burknęła "Cześć" i chciała pójść do swojej szafki, ale ją zatrzymałem.
- Violetta posłuchaj. - złapałem ją za nadgarstek.
- Słucham. - popatrzyła na mnie.
- Nie możemy się tak zachowywać, mamy do zrobienia sporo rzeczy razem, a Ty mnie omijasz jakbyś ducha zobaczyła, dobra to moja wina ten cały pocałunek, chciałem żebyś się poczuła lepiej i w ogóle. - zacząłem się jej tłumaczyć.
- Ty myślisz, że to chodzi tylko o Ciebie ? - spytała, a ja popatrzyłem na nią zdziwiony. - Nie, tu chodzi o Maxiego, o mojego ojca, o Ciebie, o moje życie o wszystko. - zaczęła się żalić. Uff trochę zeszło ze mnie powietrze, bo myślałem, że serio już nic nie da się z tym zrobić i będziemy razem śpiewać bez głośnie.
- Wiesz co ? Mam pomysł. Dziś grają świetną sztukę w teatrze. Zapraszam Cię, no wiesz tak po
koleżeńsku, rozluźnisz się i w ogóle. - chyba chciałem, żeby się zgodziła.
- Nie, wiem nie mam nastroju na chodzenie do teatru. - odpowiedziała.
- No nie daj się prosić. - uśmiechnąłem się. (...) Czekałem pod tym teatrem ubrany elegancko, kiedy pojawiła się w delikatnej różowej sukience, w rozpuszczonych włosach, nie wyglądała jak ta wiedźma, gdy pierwszy raz ją ujrzałem, była śliczna.
- Pięknie wyglądasz. - powiedziałem, i podałem jej swoje ramię, żeby mogła się o nie oprzeć.
- Dziękuję i wzajemnie. - dodała po czym weszliśmy do środka. Usiedliśmy w trzecim rzędzie. (...) Spektakl okazał się naprawdę warty uwagi, aktorzy genialni, scenariusz zresztą też, ale najważniejsze, że poprawiłem jej humor. Odprowadziłem ją do domu i otrzymałem buziaka w policzek, pożegnaliśmy się i wróciłem do siebie...

Czekamy na wasze reakcje. Ekipa VNH. :)



poniedziałek, 24 marca 2014

Part 9

4 komentarze:
(Naty) Wstałam jeszcze bardziej zmęczona niż wtedy gdy się kładłam. Nie wiem jak to działa że sen potrafi sam w sobie być męczący czasami gdy właśnie powinien dawać ukojenie i siłę na kolejny dzień. Ubrałam się robiąc wszystko dziesięć razy dłużej niż zazwyczaj. Zjadłam śniadanie które składało się z miski musli z jogurtem i owocami choć jedyne o czym myślałam to aby znów się położyć. Miałam zmieniać swoje życie a jedyne czego pragnę to sen ? Może los daje mi znać że nawet nie mam co próbować bo i tak mi się nie uda ? Wyszłam z domu żegnając się z rodzicami. (...)
 W końcu doszłam do celu mojej podróży-Studio. Niesamowite miejsce które dziś straciło swój blask poprzez chmury które otuliły niebo jak koc zmęczonego człowieka. Stanęłam pod salą Angie i czekałam na dzwonek. Po chwili podchodzi do mnie...

(Tomas) Wakacje się skończyły, weekend też,  początek tygodnia, a ja nadal niewyspany. Boże za co ?! Ale poza tym cały czas nie mogę przestać myśleć o tej dziewczynie z parku. Ciekawe co jej się stało? Była taka zapłakana. Może ktoś bliski z jej  rodziny zmarł ? Albo pies jej zdechł ? Albo ktoś ją zranił ? Nieee... Obstawiam, że coś z psem. Idąc spokojnie do szkoły- tej wymarzonej, lecz jednocześnie męczącej -zauważyłem tą dziewczynę z parku.
-Podejdę do niej i zapytam jak się czuję - pomyślałem.
Byłem już blisko,  ale nagle podbiegł do niej  jakiś chłopak wypowiadając jej imię... Violetta.
Odpuściłem sobie, ponieważ pomyślałem, że to może jej chłopak czy coś, ale po chwili odszedł.
-Czemu nie? - powiedziałem i ruszyłem w jej kierunku.
-Violetta.
-O to Ty. "Pocieszyciel" z parku - była  smutna, ale na twarzy miała ironiczny uśmieszek.
-Tak. Chciałem się zapytać jak się trzymasz... po stracie psa ? - przez przypadek wymsknęła mi się myśl o zdechłym psie. No trudno, może akurat zgadłem...
-Cooo?!! - W ułamku sekundy, smutna twarz Violetty zamieniła się w złość, co było bardzo widać.
-Jakiego psa?! Ty nazywasz go psem?! Słyszysz sam siebie ?! - zaczęła krzyczeć.
-Przepraszam, nie wiedziałem. Myślałem, że pies Ci zdechł. Nie chciałem Cię urazić. - zacząłem się tłumaczyć.
-Przeproś swój mózg a nie mnie cwelu ! - odbiegła zbulwersowana.
Zrobiłem z siebie kretyna, no ale cóż... zdarza się. Spojrzałem na zegarek
-Musze lecieć do szkoły ! - powiedziałem i pobiegłem w  stronę Stud!o.
Pierwsze mam zajęcia z Angie, bardzo się cieszę bo śpiew z  rana daję mi moc ? Podchodzę pod klasę i widzę Naty.
-Cześć. - mówię do dziewczyny z uśmiechem.
-No hej. - odpowiada z dziwnym wzrokiem i uśmiechem chowając głowę w zeszyty.
Odszedłem, ponieważ wydała mi się ona dziwna... Pomimo tego, że była całkiem ładna. Rozległ się czyjś głos. To Angie zawołała nas do klasy...

(Angie) I koniec weekendu, a taki był fajny. Leniwie przeleżałam go w łóżku, wiem że nie
powinnam tym bardziej, że ani w sobotę ani w niedzielę nie biegałam, dopadł mnie istny len. To smutne. Jednak jest i plus tego wypoczęłam chyba za wszystkie czasy i mogę zabrać się za porządna pracę z dzieciakami, bo ostatnio coś nam nie wychodzi, mam dla nich pewne zadanie, które pewnie im się nie spodoba, ale to w końcu ja jestem nauczycielką i ja będę o tym decydować. Uśmiechnęłam się na tą myśl lekkiej władzy nad ludźmi. Pościeliłam łóżko, przygotowałam sobie kąpiel. W wannie zbyt długo siedzieć nie mogę bo od razu po jakiejś czasy robią mi się jakieś czerwone plamy na rękach, na nogach i twarzy. Wyszłam z łazienki i udałam się do kuchni, przygotowując sobie śniadanie zacięłam się nożem więc kolejne pięć minut spędziłam na szukaniu plastra. Nie był to jakiś super hiper krwotok, ale lepiej było zabezpieczyć ranę. Wypiłam kawę, zjadłam śniadanie, i udałam się moim mikrusem do szkoły. Dzieciaki siedziały na murkach przed uczelnią.
- Cześć Angie - usłyszałam chóralnie.
- Cześć wam - odpowiedziałam z uśmiechem i weszłam do środka. W pokoju nauczycielskim spotkałam jak zwykle niesfornego, znowu czegoś szukającego Beto, Gregorio był jakiś rozdrażniony, a Pablo on to jakby burakami wysmarował się na twarzy.
- Co się stało. ? - zapytałam spokojnie przyjaciela.
- Ludmila się stała ! Mam jej po dziurki w nosie i jeszcze więcej, nie wiem co ta gówniara sobie wyobraża i nie obchodzi mnie to, ale wywalę ją dyscyplinarnie ! - rzucił i wyszedł. Niedobrze bardzo niedobrze. Nie może jej wyrzucić, muszę pogadaz dziewczyna, poza tym nie dokończyłyśmy ostatniej dyskusji. Wyszłam na korytarz i zawołałam uczniów do sali.
- Kochani, drodzy moi podzielę was na grupy, które wam się nie spodobają, ale tak ustaliłam i nie ma mowy o zamianach. Macie przygotować piosenki w parach, jedna z osób robi podkład na wybranym przez was instrumencie nic innego nie może być podkładem, tylko instrument i wasze głosy i proszę bardzo o to pary;
Leon/Violetta
Ludmila/Cami
Fran/Marco
Andres/ Federico
Ana/ Maxi
Diego/ Tomas
Naty/ Lara
- Nieeeeeeee !!! - usłyszałam pierwsze okrzyki niezadowolenia. - Nie ma mowy, ze będę w grupie z rudzielce!  głos oburzenia należał do Ludmiły.
- A ja nie mam zamiaru być z tą tlenioną blondyna - dołączyła się Cami i zaczęło się, krzyki, wrzaski i piski.
- Ciszaaaaaaaaaaaaaaa !!!!!!!! - wrzasnęłam na całą salę aż wszystkie oczy skierowały się na moją osobę, albo się uspokoicie, albo ... Nie dokończyłam bo jedna z uczennic z wyższej grupy weszła do sali i powiedziała, że ktoś mnie woła i że ten ktoś czeka przy moim aucie.
- Macie wolne, ale mam nadzieję, że wykorzystacie ten czas pożytecznie. Wyszłam z sali i udałam się na podwórko, a tam przy moim aucie dostrzegłam ...

(German)
- Oooooooo - ziewnąłem wchodząc do kuchni.
- O proszę bardzo ktoś tu się nie wyspał, przedziwne, przedziwne, godzina 11 w południe, a pan wygląda jakby była druga nad ranem. - zaatakowała mnie od progu Olga. Ta kobieta chyba nigdy nie śpi, ona mnie prześladuje. Nie odezwałem się do niej słówkiem bo po co, miałbym kolejną część wykłady, a tego mi nie potrzeba.
- Dziękuje Olgo śniadanie było wspaniałe jak zawsze, Twoje ręce są złote. A teraz muszę znikać gdyż Ramallo czeka w samochodzie, jak możesz przekaz Violettcie jak wróci, żeby do mnie zadzwoniła. - uśmiechnąłem się i czmychnąłem jak najprędzej, żeby nie mogła nic powiedzieć. Nie kłamałem z tym, że Ramallo na mnie czekał, mieliśmy załatwić dziś kilka spraw z inwestorem, ale przed tym poprosiłem mężczyznę, żeby zawiózł mnie pod szkolę Violetty. On już dobrze wiedział po co. Wysiadłem i czekałem przy samochodzie kobiety, domyślałem się, że ma zajęcia, dlatego zaczepiłem jakaś dziewczynę by ją zawołała i po pięciu minutach Bogini Piękności szła w moim kierunki. Nie mogłem się na nią napatrzeć. Ja jej nie znam ona mnie też, ale ja się w niej chyba zakochałem, gorzej będzie jak się Violetta o tym dowie. Nie ma co  na razie gdybać. Uśmiechnąłem się na przywitanie.
- Miałam zajęcia - powiedziała gdy była już blisko mnie.
- Tak myślałem, dlatego od razu przepraszam, ale musiałem Cię zobaczyć. - powiedziałem odważnie.
- Mogłeś zadzwonić nie chciałabym, żeby ktoś z uczniów nas zobaczył, albo Violetta, albo moi koledzy z pracy - dodała po chwili.
- A czy mogę Cię porwać na godzinę ? - zapytałem z nadzieja. Ona się tylko głośno zaśmiała.  - Zawsze jak się spotykamy Ty chcesz mnie porywać, boję się że kiedyś nie wrócę wcale. - jej śmiech był wspaniały, jej piękny uśmiech włosy, po prostu była ideałem.
- To jak ? - ponowiłem pytanie.
- Dobrze, ale za godzinę mam być z powrotem - zaznaczyła grożąc palcem.
- Jak sobie życzysz Lady - otworzyłem jej drzwi do samochodu, i sam chciałem wsiąść kiedy zauważyłem, że ktoś nas obserwuje...

(Maxi) Wiem że postąpiłem źle i niegodnie miana "prawdziwego mężczyzny" ale nie mogłem inaczej. Cały ten związek mi nie odpowiadał. Gdy całowałem się z Violettą coś mnie odpychało. Jej usta "parzyły" mnie a dźwięk głosu powodował ból głowy. Powinienem to zrobić wcześniej. Mniej by cierpiała. Widziałem jak płacze. Jak wybucha złością na Bogu winnego chłopaka który chciał jej pomóc. A wszystko to moja wina. Chciałem opuścić dzień w Studio aby dać jej choć trochę czasu na poukładanie sobie tego wszystkiego jednak uświadomiłem sobie że oboje musimy wrócić do normalnego życia. Mimo wstydu czułem ulgę. Ta cholerna ulga potęgowała moje poczucie winy. Powinienem być choć trochę smutny. W końcu tyle czasu przeżyliśmy razem.
5 miesięcy
153 dni
3672 godziny
Cały ten czas żyłem w świadomości że jestem z nieodpowiednią osobą. I nic nie zrobiłem.
  Nic szczególnego się nie działo poza tym że dowiedziałem się że mam przygotować występ a Aną. Choć nie wiem na czym gra ani jak śpiewa przeczuwam że pójdzie nam dobrze. Trochę jednak martwiłem się. Z nowymi nigdy nic nie wiadomo, Mogą nagle pomylić się lub zapomnieć tekstu. Wierzę że jednak ta dziewczyna będzie skoro do współpracy i kreatywna a co najważniejsze nie będzie próbowała rządzić się jak Ludmiła. Ta cecha chyba jest najważniejsza. Nie bycie Ludmiłą.
 Gdy Angie powiedziała że możemy już iść wyszedłem z sali unikając wzroku Violetty. Po drodze postanowiłem że umówię się z kimś z przyjaciół może zapomnę o poczuciu winy dręczącym mnie od tej bójki. Nie chciałem pobić Leona. Nie chciałem nawet grozić mu. Spoko z Niego gość ogólnie... Ale tak wyszło. Po prostu nie panowałem nad sobą.
  Po drodze zauważyłem dziwną sytuację. Ojciec Violetty wpuszczał do auta Angie ? Czy Oni...
 -Nie Maxi nawet nie miej takich zboczonych myśli-Upomniałem się. Pewnie po prostu w czymś jej pomaga.
  Wyciągnąłem telefon i przejrzałem listę kontaktów. Choć istnieje na niej wiele numerów bliskich mi osób to tylko dwie czy trzy są tak godne zaufania żebym mógł im o tym powiedzieć. Postanowiłem że zadzwonię do Camilli...

(Camilla) Miałam tyle nie spożytkowanej energii że aż miałam ochotę pobiegać. I biegłam. Spóźniona na zajęcia. Jest to przymusowy jogging jedyny niedobry dla zdrowia. Bo pełen stresu i pośpiechu. Dodatkowo można od razu doliczać do niego siniaki, zadrapania po upadkach (w końcu biegnie się jakby ktoś Cię gonił z siekierą a Ty musisz jak na horrorze się wywrócić. Najlepiej wpadnij od razu pod auto :)  )  i obolałe nogi. Niestety... Gdy dobiegłam lekcja została już skończona. I po co ja tak się starałam ? Mogła bez kłopotów zostać w domu lub pobiegać jak normalny człowiek nie wariat potrącający wszystkich po drodze. Zła zawróciłam swe kroki w stronę domu. Zaczęło mnie denerwować wszystko. Dosłownie... Od piskliwych głosików ptaków dukających serenady na drzewach przez odgłosy samochodów i śmiech dzieci po sprzedawców na targu nawołujących aby kupić Ich produkty. Nagle w mojej torebce rozległ się dźwięk telefonu. Zirytowana wyciągnęłam go chcą aby był ktoś na kogo mogłabym powrzeszczeć że ma mi nie przeszkadzać.

Dzwoni: Maxi

Dobra On nie przeszkadza. Jest moim przyjacielem i kocham go jak brata. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo Maxi ? O co chodzi ?-Słyszałam jak Ponte burczy coś pod nosem zanim zdążył mnie poinformować o co chodzi.
-Możemy się spotkać ? To dość pilne ?-Odpowiedziałam twierdząco. W sumie nigdzie mi się nie śpieszy. -Ok dzięki ? To co za kilka minut w Resto ?
-Mhhhmmm.-Rzuciłam na końcu i rozłączyłam się. Bar znajdował się tuż obok więc spokojnie mogłam już wejść i zamówić coś do picia. Zamówiłam jeden koktajl pomarańczowy dla Siebie i jeden shake czekoladowy dla Maxiego. Czekałam i patrzyłam na zegarek. Sekundy leciały nieubłaganie wolno dając zgubne wrażenie że czas stanął w miejscu i nie mknie do przodu. Jednak  zgodnie z zapowiedzią już po kilku ciągnących się minutach pojawił się chłopak ze smętną miną nie zwiastując niczego dobrego...

(Maxi) Wiedziałem że mogę liczyć na pomoc ze strony przyjaciółki. Wspierała mnie w każdym trudnym momencie nie żądając niczego za to jak inni. Myślę że mogę o niej powiedzieć siostra. To Ona znała każdy mój sekret. Nawet ten z Violettą. To Ona doradzała wyznanie mi prawdy dziewczynie i czasami mimo moich głupich zachowań lub błędów które popełniałem wybaczała mi.
  Posiadanie takiej osoby to skarb o który należy dbać. To ta osoba rozumie nas bez słów a kłótnie z nią bolą najbardziej. To to jakby ktoś zabrał niewidzialną na co dzień cząstkę Ciebie i zakopał pod Ziemią. Należy zrobić wszystko aby znów odkryć jego wartość ukrytą przed wzrokiem . Do porozumienia z tą osobą nie potrzeba słów. Wystarczy jedno spojrzenie, uśmiech a już wiesz o czym myśli twoja druga "połówka" . To magia którą opanowuje się nie tylko w miłości ale też i w przyjaźni.
 Wszedłem do miejsca w którym umówiliśmy się z Camillą. W powietrzu czuć było zapach owoców a całe pomieszczenie wypełniały dźwięki rozmów klientów baru. Wyszukałem wzrokiem dziewczynę która mam nadzieję pomoże mi rozwiązać moje problemy. Miała na sobie beżową sukienkę z etniczne wzory do tego czarne sandały i czerwona bandamka. Niecierpliwie popijała koktajl patrząc na zegar jakby chciała przesunąć jego wskazówki wzrokiem.
-A co Ty ćwiczysz cierpliwość czy sztuki magii ? Jeszcze nie widziałem aby coś przesuwało się za sprawą umysłu ale może akurat Ci się uda.-Uśmiechnąłem się. Dziewczyna wstała i przytuliła się do mnie.
-Mógłbyś się pośpieszyć. Mało tu nie zwariowałam ze zniecierpliwienia. -Próbowała zgromić mnie wzrokiem jednak jej nie wyszło ponieważ w jej oczach widać było ogniki szczęścia.
-Od mojego telefonu minęło dokładnie siedem minut. Myślę że długo nie czekałaś.-Siadłem naprzeciw niej i wziąłem do ręki shake'a by móc się napić.
-A skąd wiesz że to dla Ciebie ? Może ja chciałam się napić co ?-Nie wychodziło jej udawanie powagi.
-Hmmm... Zastanówmy się. Nie lubisz zimnych napojów. Za dobrze Cię znam na takie żarty.-Pociągnąłem łyk picia. Dalszą naszą konwersację przerywa... 

(Beto) A dajcie spokój, ja to jestem zakręcony, normalnie jak jojo na sznurku, ale co tam przynajmniej jest śmiesznie, chociaż wydaje mi się, ze ludzie postrzegają mnie jako błazna, a to mi się nie podoba i nie chce żeby tak bylo, jednak nic nie mogę z tym zrobi.Taki się urodziłem, jestem zbyt hmm jak to się mówi roztargniony, to słówko idealnie pasuje do mojej osoby. Angie dala dzieciakom zadanie z instrumentami to obiecałem, ze pomogę i nie mogę się z tego wycofać, to nie byłoby kulturalne.  Pablo chodzi rozdrażniony, chyba znowu Ludmiła dala mu nieźle popalić. Nie wiem czemu,i  mi się tylko wydawać, ale ona oszukuje, ona wcale nie jest wredna, i taka chamska,bezczelna i znalazłbym jeszcze mnóstwo innych przymiotników. Ona ma pozycje i nie chce jej teraz stracić. Szkoda, ze nikt inny tego nie dostrzega.Spoglądam na zegarek. Jest godzina 13;05 skończyłem zajęcia, a teraz mam pól godzinna przerwę na lunch. Założyłem tylko sweter na moja białą koszulkę i wyruszyłem do niedaleko oddalonego baru. Roiło się tam od dzieciaków ze Studia, tłok jak w poczekalni u lekarza. Postanowiłem usiąść spokojnie przy stoliku i poczekać, aż ta chmara młodych ludzi uspokoi się i zajmie swoje miejsca. Patrząc sobie w dal, zobaczyłem piękność, której nie da się opisać. Kobieta moich snów i marzeń, kobieta idealna, aż mi się w głowie zakręciło, a ona weszła do środka  i podeszła do baru. Ja nawet nie myśląc, zerwałem się z miejsca nie zauwazajac, ze ktos niesie soki i po chwili moja biała bluzka była we wszystkich kolorach tęczy. Musiałem się nawet upokorzyć przed nią. Gdzieś jeszcze zapodziałem okulary.
- Proszę tutaj są - usłyszałem kobiecy głos. Założyłem gogle i zobaczyłem ją. Przy mnie blisko, twarz w twarz. Serce zaczęło wariować.
- Może usiądziemy przy stoliku ? - spytała patrząc na mnie. Pomachałem tylko głową jak jakiś nie mowa. I po chwili siedziała przy moim stoliku na przeciwko mnie.
- Jestem Jackie - usmiechnęła się.
- Aja jaj ajaja Beeeetoototo - zacząłem się jąkać i chyba nic z tego nie zrozumiała.
- Spokojnie. - położyła dłoń na mojej dłoni. Nomyślałem, ze w tym momencie upadnę jeszcze raz. I już chciałem coś powiedzieć, gdy ktos podszedł do stolika.
- Beto mam problem.Pomóż - usłyszałem ...

(Francesca) Świetnie! Angie dała mnie do pary z tym cymbałem. Miałam do niej iść i poprosić by mnie zmieniła, ale to nie wypali. Inni nauczyciele  też są za uparci i nic z tym nie zrobią. A może Marco to nie najgorszy partner ? W końcu Cami wylądowała w parze razem z Ludmilą. Nie, wolałabym już być z nią. Udałam się do Resto. To chyba jedyny sposób by utopić chociaż trochę tej nienawiści w soku. Wchodząc do baru zauważyłam  Beto w obecności jakieś pani. Właśnie ! Beto. Że też wcześniej na to nie wpadłam. Wiem że to trochę niekulturalne przerywać w rozmowie, ale mimo to podleciałam do nauczyciela.
-Beto mam problem. Pomóż.-wypaliłam bez zastanowienia nie zwracając uwagi na jego towarzyszkę. Pociągnęłam go za rękaw brązowej marynarki by wstał od stołu. Razem wyszliśmy na dwór, gdzie opowiedziałam mu całą historię o zajęciach, oraz o mojej sprzeczce z Marco.
-Spróbujcie się pogodzić. - odpowiedział nauczyciel ''śliniąc'' się przez szybę do jego nowej  ''koleżanki''
-Dziękuję za pomoc, na pewno to wykorzystam - mruknęłam pod nosem i ominęłam go wielkim łukiem. Wyciągnęłam telefon, miałam zamiar zadzwonić do rodziców, jednak zamiast nich wybrałam numer do ...

(Ludmila) Budzik, dryyyyyyyn dryyyyyynnn. Moje biedne uszy, dlaczego ja wybrałam takie dziadostwo na dzwonek do popudki. Mhmmm pewnie dlatego, żeby wstać. Rzuciłam sprzętem o podłogę, i zacichł. Nie idę dziś do Studio, więc mogłam sobie dłużej poleżeć.
- Ludmila ! Wstawaj - usłyszałam z dołu głos .... Oooo mojej matki. Co ona o godzinie 11 robi w domu ? Aż się zerwałam z łóżka i rzeczywiście, zbiegłam na dół i ujrzałam wysoka brunetka popijająca kawę przy stole.
- Eeeee Ty nie w pracy ? - spytałam ze zdziwieniem w głosie.
- Dziś wzięłam wolne. Siadaj musimy pogadać. - dobra to brzmiało poważnie i domyślam się, że chodziło jej o akcje z ojcem.
- A tata gdzie ? - zmieniłam temat.
- Pojechał załatwić kilka spraw. - odpowiedziała i ręką wskazała mi krzesło obok siebie. Niechętnie usiadłam, nie chcę słuchać kolejnego wykładu, po za tym muszę przygotować zadanie do Angie, i to na dodatek z tą rudą wiewiórą.
- Chcesz mi coś powiedzieć ? - spojrzała mi prosto w oczy. Czasami nie wiem czy ona studiowała medycynę czy psychologię.
- Nieeeeee ? - przeciągnęłam słowo.
- Dobra bez żartów. - położyła na stół moje tabletki od bólu. - Co to jest ? - popatrzyła na mnie. - Kto Ci to sprzedał !? - podniosła głos.
- Sama sobie kupiłam, przecież mówiłam Ci, że boli mnie często głowa, i znowu mnie bolała, i .... - nie dała mi dokończyć.
- Takie końskie dawki leków przeciwbólowych daje się ludziom przed śmiercią, kto Ci to sprzedał ? - zapytała ponownie. Co miałam powiedzieć, ze poczytałam na necie i sobie je tam kupiłam, chociaż to prawda.
- Zamówiłam sobie. - zaczęłam się tłumaczyć,
- Zwariowałaś ! ? - zerwała się na równe nogi - Ty zabić się chcesz !? Nie zapytałaś, ani mnie ani ojca, pomijając twoje ostatnie zachowania, tak ojciec mi wszystko powiedział. - zdenerwowała się i to bardzo.
- Jeju nie chciałam nic złego zrobi, a ty nie powinnaś grzebać w moich rzeczach. - wstałam i chciałam iść do swojego pokoju. Na szczęście zadzwonił mój telefon :
- Halo - spytałam kogoś po drugiej stronie słuchawki, ale nikt się nie odezwał i rozłączyłam się.
- Siadaj tu - znowu odezwała się matka, ale nie posłuchałam jej, poszłam do pokoju ubrałam się i chciałam wyjść. Oczywiście zastawiła mi drzwi, ale ja mam swoje sposoby na opuszczenie domu. Wyłączyłam telefon, żeby mi nie wydzwaniała i poszłam przed siebie ....

(Leon) Kurde, który to już raz. Już powoli mam dość tej całej Violetty. Non stop łączą nas w pary, ile można. Tu Beto, teraz Angie. Nie lubię tej laski, po prostu za nią nie przepadam, może po tej akcji z jej chłopaczkiem, chociaż podsłuchałem wczoraj rozmowę, że chyba się rozstali. Cóż nie wiem, nie obchodzi mnie to, muszę się skupić na tym zadaniu i chcę pokazać, że jestem dobry w tym co robię. Przyszedłem do Studio wcześniej, przecież chciałem poćwiczyć, ale moja "partnerka" nie miała na to ochoty. Kiedy obszedłem całe Studio w końcu ją znalazłem.
Siedziała gdzieś w kącie i chlipała w rękaw. Nie lubię jej, ale serce jeszcze mam. Usiadłem przy niej.
- Co tam mała ? - zapytałem, żeby rozluźnić atmosferę.
- A Ty czego chcesz, też chcesz sobie się ze mnie pośmiać. - podniosła zapłakaną twarz. Miała czerwone oczy i fluka przy nosie. Podałem jej chusteczki, żeby się wytarła. Rozumiem, że rozstała się z chłopakiem (może to jej pierwszy) ale żeby aż tak zanosić się od płaczu.
- No daj spokój mamy kilka zadań do zrobienia, płaczem ich nie wykonamy. - uśmiechnąłem się do niej. Pomogłem jej wstać. I wpadłem na fajny pomysł jak można poprawić jej humor.
- Hmmm może przejdziemy się na spacer, mamy chwilę czasu, może świeże powietrze Ci pomoże. ? - zapytałem z nadzieją, że się zgodzi. I udało się, po chwili siedzieliśmy na ławce w parku. Dziewczyna położyła głowę na moim ramieniu. Pozwoliłem jej na to, bo przecież przeżywała ciężkie chwile.
- No no no no, nasza Violetta znalazła sobie już kogoś innego. - podeszła do nas blondynka, która bodajże nazywa się Ludmiła.
- Odczep się. - rzuciła do niej krótko dziewczyna.
- Uważaj na nią - zwróciła się do mnie. - Ona jest walnięta. - podsumowała i poszła. Nie znam tej blondyny, ale widać, że to hardcorowa laska. Mniejsza o to, chciałem zrobić coś, żeby pocieszyć brunetkę i zrobiłem najgłupszą rzecz na świecie. Kiedy podniosła głowę, złapałem jej twarz w dłonie i delikatnie obdarowałem całusem w usta. Zaprzeczam samemu sobie, w tym co mówię, bo przecież ja jej nie lubię, a może jednak lubię. Boooooooże mam mętlik w głowie.
- Ekheem - usłyszałem czyjś głos podchodzący do nas ....



(Pablo) Kolejny błogi dzień. Może nie aż tak?Powinienem gdzieś się powoli ulokować bo za tydzień wybywam z tego mieszkania... Normalnie bym się dziś lenił, ale cóż. Nie chcę robić nic na ostatnią chwilę. Poszukałem w internecie jakiś wygodnych klitek, aby mieć na moment coś do przenocowania. Lecz po pół godzinnym surfowaniu po wirtualu nic nie znalazłem, oprócz tony reklam. . . Zniechęcony wyszedłem. . . Bez celu, po prostu się przejść... Nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałem go i usłyszałem po drugiej stronie Angeles. Pytała o moje samopoczucie i jak z mieszkaniem... Skąd Ona wie? ! Pewnie jak zwykle wygadałem jej się bezmyślnie w pracy. . . Gadając z nią o wszystkim i o niczym mój wzrok napotkał Leonarda i Violette. A obok nich zdezorientowanego Andresa. Ten chłopak ostatnio chyba nie ma co robić, gdyż opuszczał zajęcie regularnie. (...) nadal wędrując po Buenos Aires usiadłem na murku fontanny. . . Ludzie wrzucają tu monety wierząc że ich życzenie się spełni, mylą niestety fikcję z realizmem. Mimo że nie wierzyłem w takie bajery nie było mi szkoda jednego grosiaka z kieszeni. - Chcę znaleźć szczęście. - Rzekłem stanowczo a miedź wpadła do wody robiąc głuchy w takim otoczeniu plusk. Jeszcze przez moment patrzyłem ślepo w konstrukcję fontanny o gdy chciałem opuścić to miejsce, nagle coś mnie wepchnęło do owego zbiornika. Mokry i lekko przestraszony ujrzałem znajomego mi psa.... Przy tym wszystkim towarzyszył jej słodki śmiech...

(Esme) Od samego rana mój pies nie dawał mi spokoju. Myślałam, że oszaleję. Pięć razy wypuszczałam go do ogrodu, pięć razy musiałam wstawać, żeby go wpuścić. Odbiło mu, ześwirował, albo coś w tym stylu. Nie mam czasu wyjść z nim na ten cholerny spacer. Muszę się pojawić w pracy i pojechać jeszcze do kilku firm, zawieźć dokumenty i takie tam inne głupie i nudne sprawy pani Komornik.
- Stefek !!! - zaczęłam się wydzierać na ogromną postać mojego pupila. Przewrócił łeb w jedną stronę, potem w drugą i znowu zaczął wariować. Grrr ile można, no serio nie mam czasu. Dobra
zadzwonię do szefa, że spóźnię się godzinę, mam nadzieję, że mnie nie zabije, bo to już któryś raz z kolei. Wymyśliłam, że mam poranną wizytę u lekarza, i udało się.
- Widzisz co ja muszę dla Ciebie robić ? - popatrzyłam na niego, a ona jakby zrozumiał i skierował się w stronę drzwi. - Dobra daj mi się ubrać - powiedziałam do niego. Założyłam jakiś dres, rozciągniętą bluzkę, i na to szarą bluzę i wyglądałam trochę jak bezdomna, ale pewnie nikogo nie spotkam, spokojnie dam mu się wybiegać i wracam do domu, a potem szybko w służbowe ubranie i do roboty. Jednak nie mój pies jest mądrzejszy niż milion innych stworzeń ludzkich i zwierzęcych na tym świecie. Pobiegł w kierunku fontanny i swoimi wielkimi łapskami wwalił kogoś do jej środka. Matko kochana jak ja się przestraszyłam, pobiegłam tam, a w środku zobaczyłam mokrego Pablo. Myślałam, że zwinę się w kłębek ze śmiechu.
- Takie to zabawne ? - spytał i cholera wciągnął mnie tam do siebie. Byłam calusieńka mokra, a ona zanosił się od śmiechu.
- I co teraz dla Ciebie to jest śmieszne ? - zaczęłam chlapać go wodą. Po chwili pomógł mi wyjść. Było mi zimnoooo bardzo zimnooo.
- Brrrr - wstrząsnęłam się.
- Zimno  Ci ? - spytał z przejęciem.
- Tak jakby, pewnie będę chora i znowu muszę dzwonić do szefa, że nie przyjdę dziś. - poinformowałam go. (...) Tak jak zaplanowałam tak też zrobiła, dostałam wolne na dwa dni. Powiedziałam, że niby "choroba", a on wziął i uwierzył. Nie powiem spędziłam miło popołudnie z Pablo, byliśmy na obiedzie, ale nic więcej. Odprowadził mnie do domu, pozwoliłam mu na pocałunek w policzek, i poszłam spać, a śniło mi się, sami możecie się domyślić co ..

Czekamy na wasze reakcje. Ekipa VNH :)
layout by Sasame Ka