piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 95

10 komentarzy:
( Federico )
Wstałem rano strasznie późno . Nie miałem ochoty iść do Studia . Leżałem w łóżku aż w końcu przyszła mama i zaczęło się przesłuchanie . Nie wiem co się stało , ale jej wszystko opowiedziałam . O Fran , o wczorajszym wypadku Ludmiły . Uważnie mnie wysłuchała i przytuliła , obiecując , że będzie dobrze , że już o to zadba . Uśmiechnąłem się do niej w odpowiedzi .
Po półgodzinie wygoniła mnie z domu , do sklepu z Jorgem . Nawet jego entuzjazm nie poprawiły mi homoru, a to był zły znak . W sklepie chodziłem między pułkami bez życia , bo nie miałem na nie siły . Nagle zauważyłem ...

(Esmeralda) To wydarzenie z wczorajszego dnia było straszne. Ludmila o mały włos nie straciła dziecka, ja nawet bym się nie dowiedziała, gdyby ktoś do mnie nie zadzwonił. Teraz musi zostać trochę w szpitalu. Nie wiem jakieś fatum nad naszą rodziną ciąży. Pablo się jeszcze nie wprowadził, nie wiem o co chodzi, nie dzwoniłam do niego, ani od do mnie. Postanowiłam znaleźć w końcu jakąś pracę, bo przecież nie wyżyję z alimentów Ludmily i jakiś drobnych prac. Popołudniu miałam zamiar iść do córki, ale teraz czas na poszukiwaniu roboty. Ubrałam się i wyszłam z domu. Słońce już od samego rana waliło po oczach. Po drodze skoczyłam do sklepu jeszcze po jakąś drożdżówkę. - Przepraszam, pani jest mamą Ludmily, co z nią. ? - zapytał mnie jakiś chłopak. - Ahh dziękuję, ze pytasz będzie musiała trochę zostać w szpitalu. - powiedziałam i chciałam już iść. - Ale straciła dziecko ? - zapytał, a ja zrobiłam wielkie oczy. - Nie, ale nie ma pewności, że tak nie będzie, a teraz przepraszam, ale muszę już iść. Dowidzenia. - uśmiechnęłam się do niego. Zapłaciłam za bułkę i wyszłam ze sklepu. Za rogiem zobaczyłam Pablo w dziwnej sytuacji z chyba tą jego sąsiadką. Nie wiedziałam czy mam podejść czy posłuchać. - Ale nie rozumiesz, że ja coś do Ciebie czuję. - powiedziała kobieta. Ja otworzyłam tylko buzię. - Przestań, między nami nic już nigdy nie będzie. - odpowiedział mój mężczyzna. - Powiedz mi dlaczego, pocałuj mnie ostatni raz, błagam Cię. - powiedziała kobieta. Ja patrzyłam na tą scenkę i nie wiedziałam co mam robić, a on tak sobie po prostu się nad nią pochylił i ją pocałował. Zdjęłam pierścionek z ręki, i podeszła do nich. - Wiesz co !? Wypchaj się nim najlepiej, albo go sprzedaj, albo oddaj go jej, nie obchodzi mnie to. - rzuciłam w niego nim, i odeszłam ....

(Pablo) Wczorajsze ćwiczenia mnie totalnie wymęczyły ! Jutro przedstawienie... Już mam niewyobrażalną tremę, od dawna nie byłem na scenie a teraz będę musiał się wygłupiać przed ludźmi... Miałem się wprowadzić do Esme ale było tak późno że myślałem iż śpi, więc nie chciałem jej przeszkadzać. Następnego dnia a na szczęście była to sobota zacząłem płacić wszystkie zaległe rachunki.... Trochę się tego nazbierało. Następnie wyszedłem po sklepu bo w brzuchu burczało od samego ranka a w lodówce pusto, ogarnąwszy się wyszedłem. Pogoda zapowiadała się cudownie! Słońca nie było widać, lecz ciepłe powietrze umilało dzień. Po drodze zobaczyłem rozwścieczoną Esmeraldę na ławce, podszedłem. - Hej kochana, co się dzieję ? - Spytałem.
- Powiedziałam ci już ! Wypchaj się ! Jeśli zależy ci na tej sąsiadeczce to proszę ! - Krzyknęła na mnie i już chciała odchodzić. Złapałem ją za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie. - Zostaw... - Warknęła.
- Co ci jest ? Jaka sąsiadka co ? - Po chwili usłyszałem chrząknięcie i zobaczyłem Davida. - Co chcesz ?
- Ee, w sumie to ta kobieta rzuciła we mnie tym. Wiesz o co chodzi ? - Uśmiechnąłem się i zabrałem od niego pierścionek. Dodałem żeby już poszedł i automatycznie zachciało mi się śmiać z miny Esme.
- No co ? Chcesz mi coś powiedzieć ? - Kąciki ust były nadal ku górze pomimo że miała poważną minę. Założyłem pierścionek na jej palec. - Lepiej byś się przyjrzała twarzy a nie od razu w facetów rzucała biżuterią...Chodź zobaczymy co u Ludmiły. - Dodałem i poszedłem z nią do szpitala...

(Violetta) W nocy zadzwonił do mnie roztrzęsiony Federico i majaczył coś o Lu i dziecko, a skąd on mógł się dowiedzieć? Tak naprawdę nic z tego nie zrozumiałam, więc rano chciałam się z nim jakoś skontaktować, ale wyłączył telefon. Gdy zebrałam się rano i chciałam wyjść podszedł do mnie mój ojciec. - Violetta, zaczekaj! Zjemy dzisiaj razem lancz na mieście? Bo pomyślałem, że dawno tego nie robiliśmy - Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. - Podejdę po Ciebie - powiedział i wszedł do kuchni, to będzie dobry moment by wyznać mu prawdę, a przy ludziach nie zrobi mi ogromnej afery.
Idąc w kierunku Studio zauważam Pablo razem z Esmeraldą. Ostatnio bardzo się od siebie oddalałyśmy i nasza wcześniejsza relacja chyba nigdy nie wróci, co mnie bardzo boli.
- Esmerada, nie mogę się dodzwonić do Ludmiły! Federico mi coś mówił, ale nic nie mogłam zrozumieć.. - Kobieta  popatrzyła ma mnie ze łzami w oczach, ale szybko one minęły i uśmiechnęła sie bardzo delikatnie. - Violetta.. Ludmiła jest teraz w szpitalu właśnie do niej idę - Chciałam jej powiedzieć, że też chce iść, ale wyprzedziła mnie - Ludmiła teraz potrzebuje spokoju, nie chce by ktoś ją widział w takim stanie... Jak się czegoś do wiem, to zadzwonię - pocałowała mnie w policzek i poszła w kierunku szpitala. Ostatnio wszystko się u wszystkich psuję.. Siadam na ławce przyglądam się małym dziecią bawiących się w policjantów i złodzieji, po chwile dosiada się do mnie....

(Francesca) - Nie wierzę! - Krzyczę z radości! - Dziękuję! - Rzucam się mojemu ojcu na szyje!
- Tak bardzo Cię Kocham! - mówię tuląc go jeszcze bardziej. - Spokojnie Francesca to tylko dzięki Twojemu bratu! - Odpowiada śmiejąc się! - Ale pamiętaj jak nie zdasz matury, to już nie będzie takiej rozmowy - Zabiera swoją kurtkę z fotela i wychodzi z domu! Od razu wybrałam numer Federico, ależ oczywiście ma wyłączony telefon. No więc dobre nowiny będę musiała przekazać mu osobiście, a to nawet lepiej. Wyciągnęłam z szafy granatowy sweter i wyszłam na świeże powietrze, po chwili jednak ujrzałam Violettę zapatrzoną przed siebie, skorzystałam z okazji i podeszłam do niej od tyłu zakrywając jej oczy. Szatynka się lekko podskoczyła i wstała z ławki.
- Cześć - uśmiechnęłam się do niej. - Muszę Ci coś powiedzieć - zaczęłam. - Zostaje w BA! - prawię krzyknęłam z radości - Znaczy jadę poznać nową rodzinę ojca do Włoch, ale za kilka dni wracam! - mówiłam w szybkim tępię. - Czekaj.. Stój.. Stop.. Dlaczego nie jedziesz? - popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. - Zawiedziona? - zaśmiałam się. - Wszystko dzięki mojemu kochanemu braciszkowi! - Od rana uśmiech nie schodzi mi z twarzy. - Muszę iść do Federico, do później - pocałowałam ją w policzek i odeszłam w stronę domu chłopaka, ale niestety nie zastałam go w domu, wiec postanowiłam pójść się przejść po mieście, na którym spotykam ...

(Marco) Przemierzałem BA w cudownym humorze. Słuchawki na uszy i można tańczyć. W pewnej chwili zauważyłem Francesce. Powinienem ją przeprosić za chamstwa które jej wyrządziłem dlatego podszedłem do niej. - Hej. - Przywitałem się, a Ona tylko wymusiła uśmiech.
- Hm?
- Chciałem żebyś się już nie fochała za tą akcję z Fede. Był to taki mały żart... Więc nie płaczmy nad tym co było kiedyś. Ok?  - Wyciągnąłem do niej ręke. Przez chwilę się zastanowiała ale po chwili nieśmiało ją uścisnęła. - Poza tym... Marco.
- Wiem, wiem... - W sumie.. Była dość ładna! Eh... No dobra, jest z moim przyjacielem więc ogar!
- Widzę że dobry nastrój masz, może się przejdziemy?  Wiem... Dopiero co zgoda i już chcę z tobą iść, no ale co nam szkodzi?
- Dobra! Tylko tyle już nie gadaj... - Odpowiedziała uśmiechając się. Gdy mieliśmy już iść z daleka zobaczyłem twarz.... Uważnie się nam przygądał/a...


( Federico )
Z braku pomysłów na spędzenie dnia siedziałem w sali od tańca i jadłem ciesteczka , jak to ja . Od czasu do czasu podrzucałem je do góry , ale niestety ani razu nie udało mi się ich złapać . Wypadały mi z rąk i rozbiajały się na ziemie , aż w końcu pod moimi nogami zrobiła się spora kupka okruchów . Wyjrzałem z sali i sprawdziłem czy nie ma nikogo na korytarzu i jak najszybciej opóściłem budynek. Robie się coraz bardziej monotonny i to szkodzi chyba wszystkim co ze mną przebywają . Nagle zadzwonił mój telefon , a to dziwne, bo przecież go wyłączyłem . Gdy wyjmowałem go z kieszeni , wypadł mi
Ej bez jaj !! Przecież ona ma za pół godziny samolot, to co ona tu jeszcze robi ? Jak zwykle nic nie wiem . Wstałem i wepchałem mój "telefon " do kieszeni . Chyba oni też mnie zauważyli , bo dziewczyna przybiegła i rzuciła mi się na szyję .
- Nawet nie wiesz co się stało !!! Zgodził się !! Pozwolił !! - zaczęła krzyczeć mi do ucha .
- Spokojnie , spokojnie  , bo ja już tracę słuch - postawiłem ją na ziemi , ale ona była tak pełna energi , że nie mogła normalnie ustać .
- Zostaje ! Zostaje ! To znaczy nie zostaje , ale jednak zostaje . To znaczy jade , ale nie tak , że jade i se pojade , ale nie . Ja wrócę - nic z tego nie rozumiałem , ale ona była najwidoczniej bardzo dumna ze swoich wyjaśnień , bo ciągle się uśmiechała . Podniosłem brew , a ona przewróciła oczami 
- Zostaje w BA !! Czy to rozumiesz ?!! - zaczęła dziwnie gestykulować ręką .
- Ale jak ?
- To dzięki mojemu bratu , ale no muszę pojechać tam na kilka dni , bo tata chcę bym poznała jego nową rodzine , ale wróce - teraz to ja ją mocno przytuliłem . Marco stał kilka metrów przed nami , ale z jego miny świadczyło , że kompletnie nic nie rozumiał . Nagle po drugeij stronie ulicy zobaczyłem ...
z rąk i rozbił się o chodnik . Zaklnąłem pod nosem . Schyliłem się , by pozbierać resztki , gdy zobaczyłem Fran rozmawiająco z Marco.

(Ana) - Salta, salta...! - Cały czas po głowie chodziła mi ta piosenka. Dlaczego?  A dobra, sama przecież się nie ogarniam. A no tak... Wcześniej wróciliśmy z Diegiem do BA okazało się że jego ojciec w ogóle nie umarł. Co powinno być dla niego radością a ten się jeszcze bardziej wkurzył!  I weź tu ogarnij... Był oburzony dlatego nie wychodził, za to ja przemieszczałam się po mieście. W pewnej chwili zobaczyłam Marca, gapił się na Francesce i Federica. Podbiegłam do niego i wskoczyłam mu na ręce. - Hej! - Krzyknęłam a ten mnie puścił. - Ah a ła... Moje żebra... Za co...? - Zwijałam się z bólu uśmiechając się. Po chwili nade mną stał Fede z Fran. - Oo, hej. - Odparłam po raz drugi.
- Wstawaj sieroto... - Powiedział przyjaciel podając mi ręke
- Goń się!  Ale pomoc przyjmę... - Złapałam za jego dłoń i wstałam. - To co tam?  - Spytałam, już miał mi odpowiedzieć gdy...

(Naty) O boże, boże, boże! ! Lu w szpitalu? ! No nie wierzę!  Jezu... Co Ona sobie znòw zrobiła? !
Gdy się o tym dowiedziałam poszłam w stronę szpitalu, po drodze zobaczyłam Fede, Fran, Anke i Marco. - Ej!  Gdzie się tak spieszysz Naty ? - Spytała Francesca. - Do Ludmiły!  - Odpowiedziałam szybko i głośno. Ja, ja, ja po prostu się bałam!  Może Ludmi nie była jakoś szczególnie dla mnie miła, w sumie w ogóle nie była!  Ale, jednak coś mnie z nią łączy!  Brakuje mi jej... Zaraz? ! Czy ja mówie na prawdę? ! Brak mi Lu? ! O jezu... Chyba zacznynam chorować! Gdy byłam w budynku przemiła pani wskazała mi pokój gdzie jest blondynka. Z prędkością światła pobiegłam na górę, zdyszana weszłam do sali a tam siedzieli...

(León) Violetta z niewiadomych powodów wyciągnęła mnie do szpitala, w którym leżała Ludmiła. Nie wiem zbytnio, co się jej stało, a nic nie rozumiem z tłumaczeń dziewczyny, więc tylko kiwam głową na znak zrozumienia.
- Idziemy tylko na chwilę, i wracamy na zajęcia - mówię, bo nie jestem pewnien, czy to dobry pomysł. Szatynka wzrusza tylko ramionami. Recepcjonistka mówi nam, gdzie możemy znaleźć Ludmiłę. Kierujemy się do wskazanej przez nią sali. Kiedy pojawiamy się przed odpowiednimi drzwiami, akurat wychodzi lekarz. Pytamy się o stan blondynki. Mówi, że wszystko jest dobrze, ale obecnie możemy wejść tylko na kilka minut, bo i tak śpi. Normalnie bym nie wszedł, ale jakże mógłbym przegapić okazję zobaczenia naszej supernovej w niecodziennym wydaniu. Ale to w gruncie rzeczy nie było ciekawe. I tak pobyliśmy tam tylko minutę, bo zaraz do sali wpadła zdyszana Naty.
- Ooo, cześć - mówi, zdziwiona naszym widokiem.
- Hej - witam się. - Violetta, wracamy na zajęcia - oświadczam.
- Już? - patrzy na wyświetlacz komórki - racja, późno już... cześć Naty - mówi, i wychodzimy z budynku.
- A z tobą jak? - pytam się, gdy idziemy przez park do szkoły. - Lepiej?
- Jasne, chyba widzisz - odpowiada, uśmiechając się. - Co teraz mamy?
- Chyba Gregorio.. eh.. nie wiem jak ty, ale chyba odpuszczę sobie zajęcia - zatrzymuję się, czekając na jej odpowiedź...

(Violetta) Kiedy wychodzimy ze szpitala León oświadcza mi, że nie ma zamiaru iść na zajęcia, przez chwilę patrzą na niego ze zdziwieniem i myślę, czy mówi poważnie. - León! Jest sobota! - macham mu rękę przed twarzą. - Jak to? - pyta. - Tak to! - odpowiadam. - Chcesz się gdzieś przejść? - Proponuję chłopak, długo nie czeka na moją odpowiedź, gdyż ostatnio znowu się oddaliliśmy od siebie. Bierze mnie za rękę i idziemy w zupełniej ciszy przez środek miasta. - Więc na co masz ochotę? - pyta się po krótkiej chwili. - Kino? Spacer? - dodaje. Ale żadna z tych opcji nie podobała mi się tak bardzo jak mój pomysł. - Mam lepszą sugestię - Odpowiadam z szerokim uśmiechem. - Zawszę chciałam to zrobić! - Jego mina przybiera uśmiech. - Czyli co? - dopytuje, a ja wskazuj rękę na .. - Bungee? Violetta powiedz, że żartujesz! - Kiwam przecząco głową - Dlaczego nie?! Od dziecka chciałam! Chodź! - ciągnę go za rękę. Ale jednak chłopak
stawia opór. - Nigdzie nie idziesz! Ja nie mam zamiaru skoczyć z tego.. NIE! - próbuję wybić mi pomysł z głowy. - Ależ, kochanie. Kto Cię o to prosi? Możesz tu na mnie zaczekać - odpowiadam dając bu buziaka w policzek. Szczerze? Trochę się tego boję, ale w końcu raz się żyje! A
dodatkowo nie wiem co przyniesie przyszłość i chce sobie coś udowodnić że potrafię.. Chyba?
- Błagam Violetta nie żartuj tak! - po raz kolejny odciąga mnie od tego pomysłu. - Nie ja tu oszaleje z Tobą, dziewczyno! - łapię się za głowę. - Też Cię Kocham! - rzucam i już idę do kolejki by się zapisać, ale mi mówiło, że to nie najlepszy pomysł. Tylko, że Violusia zawsze wie lepiej, prawda?
Gdy dostałam formularz zgłoszeniowy podszedł/ a do mnie ... Który/ w ręku trzymał/a także kartkę papieru. - Razem? - zapytał/a ....

(Germán) Miałem małą sprzeczkę z Angie, ale przecież w każdym związku narastają komplikacje. Ona zaszyła się w pokoju a ja wyszedłem, powiniem się odstresować. Pomyślałem gdy krążyłem po mieście... Nagle zobaczyłem Bungee... Nie, to nie dla mnie... Chciałem już zawracać gdy zobaczyłem w kolejce moją córkę. Wziąłem do ręki formularz i podszedłem do niej. - Razem?  - Spytałem z uśmiechem. - Do domu. - Rozkazałem pokazując palcem.
- Przestań! Przecież...
- Przecież co?  - Przeszkodziłem jej. - Masz 18 naście lat?  Nie? To do domu już. - Nie powiniem ale zaciągnąłem ją do domu. W mieszkaniu oburzona pobiegła do swojego pokoju... Ociężale usiadłem na kanapę. Chyba powrócił... Ten sam, nadopiekuńczy Germán...

Koniec rozdziału
Jeżeli pod tym postem pojawi się 7 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 96.

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 94

11 komentarzy:
(Pablo) Rano jak zawsze, wstałem, ubrałem się i piłem kawę. Lecz tego poranka dręczyła mnie przeprowadzka... - "Kochasz ją, z Ludmiłą jest wszystko w porządku. Ex jej ci nie przeszkodzi!" - Powiadał mòj mózg. Westchnąwszy przez kolejne kilka minut nad tym rozmyślałem. Gapiłem się przed siebie łykając kawę. Obudził mnie dźwięk miauczącego kota pod oknem, podszedłem ale nikogo ani niczego tam nie było. Zmarszczyłem brwi i odruchowo spojrzałem na zegarek... Zaraz się spóźnie!  Wziąłem torbę i dokumenty, w pewnej chwili zauważyłem że jest 6;55 a nie 7... Eh, twój umysł płata ci figle... Usiadłem na kanapie i teraz moją głowę przepełniał musical. Nie, nie, nie!  Nie myśl o tym!  Wyszedłem z mieszkania, szedłem w stronę Studia i akurat po drodze spotkałem...

(Ludmila) Poranna gimnastyka zawsze dobra ma zły humor. Cóż powoli zaczynam coraz mniej przejmować się tą sytuacją, która mnie dopadła. Może to i lepiej to takie wyparcie z głowy. Pomalowałam paznokcie, uczesałam włosy, zrobiłam makijaż, ubrałam się w fioletowe spodnie i zieloną bluzkę. W sumie trochę przytyłam, co jest cholera dla mnie jak zabójstwo w biały dzień, trzeba będzie pomyśleć o nowych ciuszkach. Zeszłam na dół. - Ludmila, dziś ... - nie dokończyła. - Nie mam czasu, spieszę się do szkoły. - rzuciłam i wybiegłam. Szłam sobie przez park wymachując torebką i spotkałam Pablo, jakiś dziwny był, chyba nie w sosie, chociaż jakoś mało mnie to obchodzi. - Ludmila zaczekaj. - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego ojca. - Pff spadaj. - powiedziałam, a on złapał mnie za nadgarstek. - Nie odzywaj się do mnie takim tonem. - powiedział. - A jak mam się odzywać, miałeś na mnie przez tyle czasu wylane, a ja cały czas trułam matce, że powinna do Ciebie wrócić. - spojrzałam mu prosto w oczy. - Słuchaj, jeżeli nie chcesz tego dziecka to ja Ci pomogę. - tak o sobie spokojnie powiedział o tym. - Puknij się w czoło, nie zabiję go !! Oddam je w dobre ręce, gdzie będzie miało kochającą rodzinę. Kim Ty się stałeś, tej swoje dziuni też powiedziałeś, żeby usunęła swoje dziecko ?? Oj sorrki żadnego dziecka nie było. Daj spokój mi i matce, bo pożałujesz. - powiedziałam. - Grozisz mi ? - zapytał. - Żebyś się nie zdziwił. - poszłam dalej. W ogóle go nie poznaję stał się obleśnym chamem. Zamyślona szłam przed siebie, aż do momentu, gdy zobaczyłam ...


(Violetta) Czy zawszę gdy idzie dobrze musi się coś stać? Francesca prawdopodobnie wraca do Włoch, akurat jak znowu między nami zaistniała więź, to nie może się tak skończyć...
Jak zwykle nie mogłam spać, dlatego wybrałam się na poranny jogging może to mnie trochę odstresuje. Po godzinie porannego biegania wróciłam do domu, akurat Olga upiekła rogale z czekoladą, dlatego dłużej nie czekałam i usiadłam do stołu, ale szybko zrezygnowałam z tej opci widząc napiętą sytuację po między Angie i moim tatą. Zabrałam jednego rogala i poszłam się przebrać. Wychodząc z domu zażyłam kilka antybiotyków i ruszyłam do Studio, przy którym zauważam zirytowaną Ludmiłę. - Wszystko w porządku? - zwracam się do blondynki.
- Nikt nie będzie mi mówił co mam robić, tak?! - Już miałam się zapytać czy chodzi jej o Pablo, ale kiedy zauważyłam do w drzwiach nie potrzebowałam odpowiedzi. - Jak będziesz czegoś potrzebowała to odezwij się - rzuciłam za bardzo przyjacielsko. - Dzięki - odpowiedziała
- Po prostu bądź cicho.. - Dodała, po czym odeszła z powrotem do klasy. Też miałam taki zamiar, ale wbiegł/a na mnie.....

(Francesca) - Francesca tylko spokój Ci pomoże! - Mówię do siebie w myślach! Co ja mam teraz zrobić? Nie chce nigdzie wyjeżdżać! Nie mogę mnie przecież do tego zmusić! Dodatkowo wczoraj wybiegłam za Federico chciałam z nim porozmawiać, ale chyba nie jest na mnie zły, bo w najlepszę bawił się z Aną. To dobrze, niech zapomni o mnie.. Pół nocy męczyło mnie poczucie winy, ale już jest za późno co mogę zrobić? Chcą mnie wysłać na studia prawnicze w Rzymie. Przez to wszystko chodzę zakręcona i wbiegłam w Violette. - Przepraszam.. - przytulam dziewczynę na powitanie. - Wszystko w porządku? Czy ty płakałaś? - dopytuje mnie szatynka. - Nie, bo prostu jestem zmęczona! - próbuję ją okłamać, ale wiem, że nie umiem. - Viola porozmawiamy później! - Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, poszłam się przejść nad staw. Usiadłam przy brzegu i zaczęłam myśleć o Federico, czemu zawszę musi się coś stać kiedy jestem szczęśliwa?! Z drugiej strony nie chciałam o nim myśleć, kiedy widziałam go razem Aną coś mnie ukuło w serce, wiem co powinnam zrobić, skoro to jest już koniec mojego pobytu w BA, to muszę pozwolić iść chłopakowi na przód, beze mnie. Kiedy tak o tym myślałam po policzku spłynęła mi łza. - Weź się w garść! - powiedziałam sobie. Zawróciłam w kierunku Stud!o po drodze było pełno zakochanych ludzi, przytulających się i całujących? - To są chyba jakieś żarty! - burknęłam. Chyba zapowiadało się na deszcz, gdyż nadciągnęły ciemnie chmury, z oddali dobiegł mnie zapach ostrych perfum które podrażniły mi nos, wchodząc do Stud!o na scenia zauważam ....


( Federico )
Całą noc nie spałem , ale to nawet dobrze . Mogłem myśleć , a to rzadko mi się ostatnio zdarza , więc jestem chyba na dobrej drodze . Gdzieś o 2 nad ranem przyszła mi coś do głowy ... Wzięłem kartkę i mnie dziwnie natchnęło . Oszaleje przez tą dziewczyne , ale w pozytywny sposób . Gdy rano mama mnie wygoniła z domu , bo ciągle nuciłem sobie melodie pod nosem , co doprowadzało ją do szaleństwa , udałem się do Studia , z gitarą przewieszoną przez ramię .Cały dzień wszyskich ignorowałem , bo tylko tak mogłem się skupić . Nigdzie nie było Fran . Wszystko na przekór mnie , nie ? Gdy siedziałem w sali muzycznej i grałem na gitarze , podsiadła się do mnie Ana .
- Coś ty taki jakiś dziwny jesteś dziś ? - spytała .
- Myśle .
- OOo . To nowość - podniosłem brew . - Przepraszam . To taki odruch - nagle zobaczyłem szatynkę wchodzącą do Studia .
- Sorry Ana . Mam coś do załatwienia .
Wyszedłem jak najprędzej z sali i weszłem na scenę , w auli . Wszystkich wzrok skierował się na mnie , w tym też Fran , bo właśnie pojawiła się w pomieszczniu . Uśmiechnęłem się pod nosem i zaczęłem grać melodię .

Rzucamy ścianą o groch,
Biegniemy w siebie przed tył,
Jutro wymyśli nas proch,
I urodzimy się w pył,
Nic nie znaczące to coś,
I najważniejsze to nic,
Widziałem dzisiaj Twój głos,
Nie ma nikogo, jak Ty
Dlatego...

Francesca chyba nie wiedziała co robić . Otworzyła buzie ze zdziwienia , a oczy napełniły się jej łzami .

Zostań, potrzebuję Cię tu,
To co w sobie mam tylko ciągnie mnie w dół,
Zostań, poukładaj mi sny,
Jeden z nich na pewno to My,
Zostań, potrzebuję Cię tu,
To co w sobie mam, nie chce się dzielić na pół,
Zostań, poukładaj mi łzy,
Jedna z nich na pewno to Ty ( ... )

Rośnie to co dzieli nas
I ciągle jest za daleko...

Zaczęłem wygrywać ostatnie akordy i gdy skończyłem rozległy się brawa , ale ja skupiłem sie tylko na twarzy dziewczyny ...



(Francesca) Co ja mam teraz zrobić? Już miałam wszystko zaplanowane, a Federico.. Nigdy dla mnie nigdy czegoś takiego nie zrobił, ale to tylko pogarsza moją sytuację! Mimo iż nie chciałam do oczu napłynęły mi łzy i nie mogłam ich powstrzymać, próbowałam się ogarnąć, ale świadomość, że muszę go zostawić niszczyła mnie od wewnątrz, jeszcze nigdy boje serce tak nie biło jak na jego widok.. Chłopak zszedł ze sceny i podszedł do mnie - Możemy porozmawiać? - mówiłam wycierając łzy - Na osobności - popatrzyłam na tłum, który mi się przyglądał. Chłopak złapał mnie za rękę i wyprowadził ze Stud!o, akurat w tym momencie zaczęło padać. - Federico.. - zaczęłam.
- To był najpiękniejszy gest w moim życiu, ty jesteś najlepszą osobą którą kiedykolwiek poznałam, nasze wspólne chwile na zawszę zostaną w mojej pamięci.. Wiesz, że bardzo Cię Kocham! - Chłopak popatrzył na mnie ze zdziwieniem. - Fran do czego Ty zmierzasz? - spytał, ale zamknęłam mu usta delikatnym pocałunkiem. - Wiem jakie to uczucie jak za kimś tęsknisz, a ja nie wiem na ile wyjeżdżam, może na miesiąc? Rok? Wiem tyle, że nie możesz na mnie czekać! Nie możesz, musisz poukładać sobie wszystko.. Pamiętaj tylko to, że Cię Kocham najbardziej na świecie! - skończyłam i wiedziałam, że łzy płyną mi strumieniami, ale tak będzie lepiej, wyszłam na ten deszcz, aż ktoś złapał mnie za rękę.....


( Federico )
- Ale to nie jest takie proste ... Zapomnieć o Tobie ... Jak ty to sobie wyobrażasz ? Nie da się ... To jest jak ... Ja nie chcę ... - złapałem ją za rękę i zacząłem swoją przemowę . - Fran jesteś moim skarbem . Tym co miałem chronić i nigdy nie zostawić . I nie zostawię . Nie mogę ...
- Fede ... Proszę ... - jej łzy mieszały się z deszczem .
- Żadne proszę ... Ja jade z Tobą . Nie puszczę Cię tam ...
Już miała coś powiedzieć , ale teraz ja zamknąłem jej usta pocałunkiem ...
- Feder , proszę - oderwała się ode mnie , ale ja nie miałem zamiaru dać jej odejść . Spojrzałem jej prosto w oczy .
- To ja Cię proszę . Daj nam szansę -  wyszeptałem .
Słońce na chwile przedarło się przez chmury , co sprawiło , że pojawiła się lekka tęcza . Jej twarz wyrażała sprzeczne emocje . Wodziła wzrokiem po całej mojej twarz , a gdy wreszcie odważyła się coś powiedzieć przerwało nam ...

(Esmeralda) Pablo się dziś wprowadza więc od samego rana krzątam się w kuchni i przygotowuję jakieś pierdułki. Zapomniałam tylko kupić jakiegoś wina na wieczór. No tak skleroza nie boli. Narzuciłam tylko jakąś marynarkę i wyszłam z domu. Szłam spokojnie przez park, ale przecież zawsze musi się coś wydarzyć, i to musiał być mój były mąż. - Jesteś nienormalna !! Jak mogłaś nastawić przeciwko mnie Ludmile !? - zaczął się wydzierać. - Zamknij się. - kątem oka dostrzegłam znajomych Ludmily. - Chyba jesteś na tyle inteligentną osobą, a może jednak się mylę, i chyba nie sądzisz, że on zastąpi mnie Lu, jesteś śmieszna kobieto. - zaczął swoją gierkę. - Proszę Cię daj już spokój to jest żenujące słuchanie tych Twoich biadoleń. - rzuciłam. - Ile chcesz pieniędzy powiedz mi ile chcesz za to żebym wrócił. - on mówił to naprawdę poważnie. - Jak śmiesz tak mi ubliżać, mnie nie można kupić. - odwróciłam się i chciałam iść. Złapał mnie za rękę i przyciągną do siebie. Odgarną włosy z twarzy. - Esme, przez tyle lat coś nas łączyło zrobiłem błąd, wiem o tym, ale ja nie mogę bez was żyć. - mówił teraz spokojnym głosem, położył rękę na moim policzku, i patrzył prosto w oczy. - Nie oszukuj się, nie kochasz tego nauczycielka. - powiedział. - Kocham go, po za tym planujemy ślub. - powiedziałam, a go zalała biała gorączką. Zaczął coś krzyczeć, że nie pozwoli coś tam. Dopiero teraz dostrzegłam, że ktoś nas słuchał ....

(Pablo) Wracam do pokoju nauczycielskiego gapiąc się w plan zajęć, o mało co nie wpadam na Angie. - Pablo... Ee, na zewnątrz jest jakaś akcja i to chyba chodzi o Esmeraldę. - Odparła a ja zmarszczyłem brwi. Poszedłem za nią i ujrzałem jak studenci gapią się na Esme i tego "Rauola". Jezu... Jego rodzice nie mieli pomysłu na imię czy co ? Przewróciłem oczami i podszedłem do nich.
- Z łaski swojej usuń się stąd. - Warknąłem w stronę mężczyzny. - Inaczej zadzwonię po policje...
- Nie masz prawa. Co im powiesz ?
- Że straszysz naszych uczniów, jeśli nie chcesz mieć problemów ze stróżami prawa to do widzenia. - Facet zmierzył mnie groźnym wzrokiem i w końcu ruszył się z miejsca. Spojrzałem na Esmeraldę trochę zdenerwowany, wiem że Antonio będzie miał do mnie żal za to... - Jeśli chcesz z nim rozmawiać to nie tu.
- Wcale nie miałam zamiaru... Możemy...
- Nie, wybacz. Muszę wracać porozmawiamy później. - Westchnąłem. - Będę późnym wieczorem... - Dodałem i ucałowałem jej policzek. Następnie udałem się do środka budynku gdzie....


(Lara) Dzisiaj wracam do Studio'a... Mam nadzieję, że nikt nie zauważył mojej nieobecności. Miało mnie nie być tylko 2 dni, a nie więcej. I tak powinnam być teraz na torze. Fajnie, że sponsor dopiero DZISIAJ przyjeżdża. Za to mogłam dużo potrenować przez te 4 dni.
Kiedy wyszłam z zajęć Beto, mój telefon zaczął dzwonić. Może już przyjechał?
- Lara. - Ktoś do mnie powiedział.
- Zaraz... To ważne - rzuciłam na odczepkę, aby odebrać telefon.
- LARA.
- CO?! - krzyknęłam i zobaczyłam, że to Pablo. - Przepraszam! Myślałam, że Leon albo ktoś... Czekam na telefon - wytłumaczyłam.
- Lara, czemu nie było cię w Studio'u? Wiesz, że się zgadzałem na twoje nieobecności, ale teraz to przesada - powiedział. Wiedziałam, skarciłam siebie w myślach.
- Wiem, przepraszam, ale to naprawdę ważne...
- Albo pogodzisz tor i Studio, albo będziesz musiała z czegoś zrezygnować. Przykro mi. - Po tych słowach odszedł do pokoju nauczycielskiego. Czyli muszę wybrać, stwierdziłam.
- Co mi daje Studio? Tor to są możliwości... Chociaż jak mi dzisiaj nie pójdzie, mogę się pożegnać z większą karierą. Gdzie mi będzie lepiej? - mówiłam do siebie wychodząc ze Studio'a i oczywiście na kogoś wpadłam...



(Diego) Dzisiaj wyjazd do Hiszpanii. Nie wiem, czemu, ale im bliżej mnie jest myśl o śmierci mojego ojca jest mi coraz gorzej. Muszę się ogarnąć. Na wyjazd miałem już przygotowane wszystko więc pozostało czekać na lot. Postanowiłem pójść do Studia i powiedzieć Pablo o zaistniałej sytuacji. Nie zastanawiając się podążyłem w stronę Studia. Szedłem jak zwykle przez park. Nie miałem ochoty lecieć dzisiaj do Madrytu, jedynym pozytywem było to, że Ana leci ze mną.  Wchodząc do szkoły zauważyłem Larę, rozmawiającą samą ze sobą. -Hej, co Ci jest?- zapytałem dość obojętnie -Nie ważne.- burknęła pod nosem i odeszła.
Jej sprawa. Poszedłem do pokoju nauczycielskiego, gdzie znalazłem Pablo. Powiedziałem mu o wszystkim, a on pozwolił nam wziąć wolne na te trzy dni. Za godzinę godziny mam samolot, muszę się pośpieszyć. Mój brat do mnie wydzwania, nie wiem co z nim się dzieje. Szybkim krokiem podążyłem do mieszkania, sprawdzić czy wszystko spakowałem...
(...) Cztery godziny później

Właśnie wysiedliśmy na lotnisku w Madrycie i ruszyliśmy do domu mojego brata. Przez całą drogę panowała grobowa atmosfera. Dzisiaj rozmowa nie szła nam za dobrze. Gdy staliśmy już pod drzwiami Carlosa, lekko zapukałem po czym otworzyła nam Sophi. Przedstawiłem ją Anie i weszliśmy do środka. Było tam jakoś tak ponuro jak nigdy. W salonie zobaczyłem brata, który z kimś rozmawiał. Wszedłem dalej i na kanapie zobaczyłem siedzącego ojca! Byłem w szoku!
-Co tu jest grane?!- zapytałem prawie krzycząc
-To ty...- Powiedział ojciec jakby nigdy nic.
-Serio na tyle Cię stać? Dlaczego to zrobiłeś? Czemu upozorowałeś śmierć? Co miałeś na celu? Sophi proszę Cię idźcie z Aną, na kawę czy gdzieś ja muszę porozmawiać z nimi...- Dziewczyna odpowiedziała cicho ,,Dobrze'' po czym wyszły z domu.- Wytłumaczysz się?
-Synu..- Zaczął spokojnie...- Chciałbym, żebyś wybaczył mi te wszystkie lata, to co zrobiłem i ile krzywd Ci wyrządziłem...
-Teraz się obudziłeś? Jak byliśmy młodsi po śmierci matki wywiozłeś nas do ciotki w Buenos Aires. A teraz myślisz, że głupie przepraszam załatwi sprawę?! Kazałeś mi tu przyjechać tylko po to?
-Możemy chodziarz raz porozmawiać spokojnie? Mógłbyś chociaż postarać się mi wybaczyć!
-Wiesz? Nie mam zamiaru! A Tobie- spojrzałem groźno na brata- powiem tyle, że nie mogę uwierzyć, że też byłeś w to wmieszany!
-Diego, uspokój się wreszcie!- Krzyknął ojciec- mam dobre intencje, ale ty zawsze musisz postawić na swoim prawda?!
Już chciałem mu coś odpowiedzieć, coś co mogłoby go bardzo zaboleć, ale przerwał mi dźwięk mojego telefonu. Odebrałem po czym usłyszałem głos...

(Ludmila) Matko, jak mnie wszystko drażni, nawet Tomas i nie mam z kim normalnie porozmawiać. Diego sobie gdzieś pojechał z Violka też nie mogę gadać nie chcę żeby potem coś gadali dookoła. Żeby nie było dalej jej nie lubie, ale nie mogę  zaprzeczyć że ostatnio sporo mi pomogła. Byłam tak strasznie zmęczona po zajęciach z Gregorio, że postanowiłam zwolnić się z zajęć. Nie było jakiegoś większego problemu bo ostatnio w Studio nie dzieje się nic ciekawego. Trzeba by pomyśleć nad jakimś fajnym projektem. Zagrnęłam torbę z szafki i wyszłam na swieże powietrze. Jakaś dziwna ochota naszla mnie na rozmowę z Diego, wzięłam telefon i do niego zadzwoniłam. - Halo ! - odezwał się głos w słuchawce. - Matko co Ty taki zły. ? - zapytałam. - Lu nie mam jak gadać, jak wróce to pogadamy. - i się wziął rozłączył przyjaciel od siedmiu boleści. No nic idę podenerwować trochę matkę, a wieczorem wpanę do Tomiego trochę pogadać o naszych sprawach. Nagle zrobiło mi się jakoś słabo, poczułam ból w brzuchu. Usiadłam na ławce. To pewnie przemęczenie, za dużo ćwiczę. Próbowałam wstać, ale ledwo utrzymałam równowagę i za chwilę poczułam ostry skurcz w brzuchu, spojrzałam w dół, a moje spodnie były całe w krwi. - Moje dziecko. - zaczęłam panikować. Osunęłam się na ziemię. - Moje dziecko .. - powtórzyłam za nim ktoś pomógł mi ...

( Federico )
Siedziałem w jednej z sali , w Studio i gapiłem się tępo w ścianę. Jutro wyjeżdza ... Zostawia mnie. Fede rusz się i zrób coś !- w środku we mnie krzyczało , ale ja juz nie miałem siły .
Gdy było już późno wyszedłem ze szkoły i udałem do parku . Nagle oczy szeroko mi się otworzyły , bo to co zobaczyłem sprawiło , że zamarłem . Ludmiła była cała we krwi i osunęła się na ziemie . W sekundę pojawiłem się koło niej.Cały czas powtarzała " moje dziecko " . To ona była w ciąży ?!!
Ale Fede nie teraz . Musisz jej pomóc - powtarzałem sobie w myślach . Wyciągnęłem telefon i zadzwoniłem po karetkę . Sprawdziłem jej oddech , puls , który powoli zanikał .
- Nie , nie , nie ! Ludmiła ! - ułożyłem ją w pozycji bezpiecznej i cały czas do niej mówiłem , by nie straciła przytomoności .
- Federico !! Zrób coś ! - krzyknęła i zwinęła się z bólu .
Po chwili karetka się zjawiła i zabrała ją do szpitala głównego . Stałem tam jeszcze długo obserwując jak pojazd odjeżdza . Miałem całe ręce we krwi , więc wytarłem je o spodnie . Zszokowany poszedłem do domu . Nie miałem siły na rozmowę z mamą , więc tylko usunęłem czrewone plamy z ubrań i rąk , i poszedłem spać ...

Koniec rozdziału !
Jeżeli pod tym postem pojawi się 7 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 95.


środa, 25 grudnia 2013

Rozdział 93

8 komentarzy:
(Esmeralda) Cudownie spędzona noc, jednak trzeba wrócić do rzeczywistości. Pablo już wstał, ja owinęłam się w prześcieradlo i poszłam do kuchni. Dałam mu buziaka. - Już wstalaś ? - zdziwil się. -Taa, muszę porozmawiać z Lu. - powiedzialam i przeszlam do pokoju się ubrać. - Przyjdź proszę potem, musimy poważnie porozmawiać. - pocalowalam go i wyszlam. Jego dom naprawdę był bardzo blisko mojego. Miałam nadzieję, że Ludmila nie będzie spala.I nie pomyliłam się. Dziewczyna siedziala w kuchni i pila herbatę. - Lu porozmawiamy ? - powiedzialam spokojnie. - Znowu będziesz się na mnie wydzierać, a może mi powiesz gdzie bylaś w nocy ? - zapytała. - Wiesz o czym ja chcę porozmawiać. Powiedz mi co postanowiłaś, czy w ogóle coś postanowiłaś ? - spojrzalam na nią, na jej zaniepokojoną twarz. - Tak urodzę to dziecko, a potem je oddam. - oznajmila. - Rozmawiałaś z Tomasem ? - to też bylo ważne w końcu to ojciec dziecka. - Tak, nie zgodził się na to żebym oddała. - powiedziała. - Mamo ja nie wiem co robić, to już jest drugi miesiąc, boję się. - przytuliła się do mnie. - Czyli zostanę babcią. - oznajmilam ...

(Ludmila) Matko ile się ostatnio dookola mnie dzieje. To takie fajne być w centrum uwagi. Porozmawiałam szczerze z matką dużo mi to dało i jeszcze to slowa " Zostanę babcią " dziwnie zabrzmiały z jej ust.Czy to
może oznaczac że pogodzila się z tym wszystkim, albo coś przede mną ukrywa.Bardzo dziwne. No nieważne. - Idę do szkoly. - oznajmilam,. - Ludmila, ale napewno się dobrze czujesz, może Ty nie powinnaś chodzić do Studio. - oznajmila mi a ja zrobiłam wielkie oczy. - Studi to mój drugi dom - porwalam torbę i wyszlam. Jakoś humor mi się polepszyl. Kiedy zaszlam do Studio i zasiadlam do fortepianu  i polożyłam ręce na klawiaturze, same zaczęły grać. Cudownie, cudownie. Ahh wstalam, spojrzalam na plan i mam teraz zajęcia z Angie, ale zrobilo mi sie bardzo niedobrze i musialam natychmiast biec do toalety. Kiedy wyszłam walnęłam kogoś drzwiami. - Yyy może byś uważał, matko jaki kosmos zlamałam paznokieć. - powiedziałam do ..

(Diego) Czy mój umysł jest serio taki głupi? W nocy może mieć wenę i wymyślać piosenki bez problemu, a rano co? Pustka totalna pustka. Chyba się przestawię na nocny tryb życia. Dobra nie ważne. Wypiłem kawę i ruszyłem do Studio. Dzisiaj nic mi się nie chciało. Gdy tylko wszedłem do Studio zacząłem szukać Any, bo wpadłem na pewien pomysł. Nie było jej w sali Beto to znaczy, że jest u Angie. Zamaszystym krokiem chciałem wejść do sali, ale ktoś uderzył mnie drzwiami. Usłyszałem tylko głos Lu:
-Yyy może byś uważał, matko jaki kosmos złamałam paznokieć.
- Mi też miło Cię widzieć- uśmiechnąłem się -O to ty Diego! Przepraszam jestem jakaś zła.- Dziewczyna przytuliła mnie jak zwykle na przywitanie, po czym lekko się zachwiała. -Ej , co Ci? Lu! Co się dzieje? -Przepraszam Diego niedobrze mi!- Powiedziała po czym chciała odbiec, lecz ja jej nie dałem -Ludmila, a może ty jesteś w ciąży? Ostatnio jest Ci cały czas niedobrze...- Nie odpowiedziała tylko schowała twarz w dłoniach- Czyli tak? Lu nie załamuj się! Będzie dobrze! Ty w każdej sytuacji dajesz sobie radę, teraz też dasz...- Objąłem dziewczynę.- Nie, Diego nic nie będzie już nigdy tak samo!- Powiedziała i odbiegła. Wiedziałem, że coś jest nie tak, ona jest jeszcze młoda. Będzie dobrze, ma wsparcie bliskich. Na pewno da sobie radę. Po chwili usłyszałem dzwonek i ruszyłem na zajęcia Angie. W sali w końcu spotkałem Anę.
-Hej- uśmiechnąłem się po czym pocałowałem dziewczynę w policzek -Cześć- powiedziała dość oschle. Kolejna w złym humorze, zaczynam się czuć jak psycholog.- Co jest? Czemu taka zła?- zapytałem- Ja? Nie jestem zła.-.- Przecież widzę, że coś nie gra..- Nie, na pewno w porządku- lekko wymusiła uśmiech- To wiem, co może poprawić Ci humor, mam propozycję.- Słucham?- powiedziała już bardziej zaciekawiona- Wiesz, że muszę lecieć do Hiszpanii, na ten cholerny pogrzeb.- Mhm.. I co z tego?- To może poleciałabyś ze mną, jesteś ważną osobą w moim życiu, poznasz tam mojego brata i może będziesz mnie wspierać na pogrzebie ojca- Wspierać? Hmm? Chyba przegiąłem, ja nienawidziłem ojca. Ale cóż...-Tak! Oczywiście, że pojadę z Tobą...- uśmiechnęła się i rzuciła mi na szyję. Po chwili usłyszałem czyiś głos:
-Diego, możemy porozmawiać?- oddaliłem się od Any i zobaczyłem...

( Federico )
Wczorajszy dzień był fantastyczny . Po tym jak ryba ugryzła Fran odbyło się bez przeszkód . Poszliśmy do domku , posiedzielismy przy kominku , śpiewając i grając na gitarze .
Gdy szedłem do Studia , dostałem wiadomość od Violki . Super ! Jestem sową . Od razu jak wszedłem do budynku zaczęłem namierzać Diego i gdy go zobaczyłem podszedłem do niego .
- Diego , możemy pogadać ? - chłopka odkleił się od Any i na mnie spojrzał .
- Ale o czym?
- Violka kazała mi przekazać , że ma sprawę do umówienia z Tobą , a ty nie odbierasz telefonów .
- Aa . Dzięki - uśmiechnął się od niechcenia i poszedł zostawiając dziewczyne .
- Co tam ? - spytałem .
- Dobrze . Coś taki jakiś wesoły  ?
- Bo życie jest cudowne . Ale pewnie zaraz znowu się coś schrzani , więc nie zapeszajmy .
Ana przewróciła oczami z uśmiechem . - Muszę iść . Cześć - przeszła obok mnie , a ja dałem jej lekkiego kuśkańca z łokcia , przez co się zachwiała i omal nie spadła na ziemie . Wybuchnąłem śmiechem .
- Nie zapędzaj się tak , bo i tak Ci oddam - odpyskowała i odeszła .
Zaraz zajęcia , ale najpierw pójdę sobie zagrać - przeszło mi przez głowę. Podeszłem do keybordu i zaczęłem grać na piosenkę Francesci . Przerwał mi dziwny dźwięk , bo do sali  wpadł/a roztrzepany/a ....

(Angie)W moim życiu już wszystko wróciło do normy.Taką mam przynajmniej nadzieję.
Nasz związek z Germanem układa się kwitnąco. Nigdy nie było między nami lepiej.Zastanawiam się czy,aby nie wprowadzić go w jakąś "wyższą" faze,lecz nie tylko ode mnie to zależy...
No tak Angie,przez te twoje nieustanne rozmyślanie kiedyś spóźnisz się na swój pogrzeb.
Do tego wydarzenia jednak jeszcze mam czas,a lekcje zaczynają się już za 5min!
Wybiegłam w expreeesowym tempie z domu. Dobrze,że tym razem założyłam zwykłe balerinki,a nie koturny; biegnąc w nich bym się chyba zabiła.-zaśmiałam się na myśl o tym co mówiłam wcześniej..
Dzwonek,dzwonek! Już! A gdzie moje etiudy na zajęcia!?-krzyczałam sama do siebie.
Przeszukując półowe szkoły trafiłam do sali w której grał Federico. Na wejściu przewróciłam gitarę,ale za to znalazłam moją zgubę.
-Fede chodź już do sali. Zaczynamy-uśmiechnełam się i razem udaliśmy się do mojego pomieszczenia lekcyjnego..
Kazałam ćwiczyć im oddech,ale zauważyłam,że Violetta ma z tym problem;cały czas pokaszlywała. O cho! Coś niedobrego złapała. Muszę później zainterweniować..Jestem chyba zbyt samolubna i skupiam się na sobie i na swoim szczęściu,a z Violą tak "prawdziwie" jak kiedyś nie gadałam już dawno.. Ze względu na nią odpuściłam to ćwiczenie,a zastąpiłam słuchaniem utworów znanych kompozytorów i różne pracę,kładąc szczególny nacisk na słuch..
Lekcja kilka minut temu dobiegła końca..
Siedziałam jeszczę w swojej sali wpisując coś do dziennika,gdy usłuszałam jakiś dziwny dzwięk pod oknem. Sala znajdowała się na parterze,więc gdy wyjrzałam zobaczyłam centralnie obok okna...

(Maxi) W ostatnim czasie między mną a Natalią jest co raz lepiej!Rano obudził mnie kot, który wszedł mi na głowę, ale dzięki niemu zobaczyłem, że jest już godzina dziewiąta. Szybko oderwałem się z snu i pognałem na Stud!o. Niestety kiedy już byłem na przeciw niego poślizgnęłem się i wpadłem na stojące rowery. - Maaaaaxi! - dobiegł mnie głos z okna, szybko wstając podnosiłem wzrok na Angie, która była zaszokowana całym zajściem. - Żyje! - pomachałem jej na powitanie i z bólem ręki podniosłem mojego niebieskiego Ful
Capa. - Świetnie! - Zobaczyłem, że cały daszek jest w błocie... Na szczęście właśnie na takie sytuacje mam zapasową czapkę w szafce. W sali od muzyki zebrali się chłopacy z zespołu - All For You. Czekali jedynie na mnie wiec szybko podbiegłem do perkusji i zaczęliśmy śpiewać.
Escucha bien Soy un buen chico que te quiere bien Mi corazón siempre me dice qui ta tudu tudu bom En el amor yo soy un eterno buscador Soy un descarado, y yo respondo en todos lados. Are you ready for the ride, Let's ready for Are you ready for the ride, Let's ready for!...
Kiedy próba dobiegła końca na korytarzu zauważyłem moją czarnowłosą piękną hiszpankę.
- Naty! - Pocałowałem ją w policzek - Jakie plany na wieczór? - dziewczyna pokiwała zaprzeczająco głową. - Więc już masz! Spotkajmy się o dwudziestej.. Albo wpadnę po Ciebie - Dałem jej całusa na pożegnanie i udałem się do Resto.....

(Esmeralda) Jaki to życie jest dziwna, z dnia na dzień zmienia się jak w kalejdoskopie. Wyjaśniłam sobie trochę spraw z Ludmila, to jest bardzo ważne. Dziś byłam umówiona z Pablo na koktajl w Resto. Dlatego ubrałam się w jakąś fajną czerowną sukienkę, baleriny i wyszłam z domu. Po drodze zaszłam do sklepu kupiłam nam po dwie drożdżówki i ruszyłam zadowolona do baru. Jak zawsze był tam tłum dzieciaków ze Studio. To takie fajne patrzeć na tą młodzież, niektórzy siedzą przytuleni do siebie, inni się śmieją, a jeszcze inni popijają różne napoje. Ahh ta młodość jak ja im tego zazdroszczę, chociaż w sumie ja teraz sama czuję się młodo, chociaż zostanę babcią, jakoś tego nie odczuwam. Mam tylko wielką nadzieję, że moja córka nie popełni jakiegoś życiowego błędu i nie będzie tego żałowała do końca życia. Przecież nie mogę jej zabić za to, że zaszła w ciążę, oczywiście był to dla mnie szok, zresztą każda matka nie wiedziałaby jak zareagować. Jednak jest dobrze, nie będę jej do niczego namawiała to już jest jej decyzja. Podeszłam do baru. - Poproszę dwa koktajle truskawkowe. - uśmiechnęłam się. - Proszę bardzo. - wzięłam napoje i usiadłam przy stoliku, nagle ktoś zasłonił mi oczy ...

(Pablo) Eh, no to co ? Nie ma odwrotu, będę musiał stanąć na scenie przed wieloma ludźmi... Dobra, nie ważne. Mam przerwę i muszę udać się do Resto, Esmeralda czeka ! Poinformowałem Antonia że mogę się chwile spóźnić. Wychodząc ze Stud!a o mało co nie wpadł na mnie Leon, był jakiś roztrzepany. Nie zwracając na niego większej uwagi szedłem do baru... Wchodząc od razu wyłapuje jej sylwetkę wśród dzieciaków. Podszedłem od tyłu (...) i zasłoniłem jej oczy dłońmi. - Hm. Kto to by mógł być. - Powiedziałem patrząc się w sufit. Po chwili kobieta zachichotała, odsłaniając jej pole widzenia odwróciła się do mnie i pocałowała mój policzek. Usiadłem na przeciwko swojej partnerki i poczułem dziwne uczucie w środku... - Coś się stało ? - Spytała gdy zauważyła moją niepokojącą minę. - Nie, wszystko w porządku... - Dopiero teraz zauważyłem koktajle. - To są truskawki ? - Spytałem. Przytaknęła. - To wypijesz za mnie. Jestem uczulony. - Dodałem. I wziąłem głęboki oddech. Nagle zadzwoniła moja komórka. - Przepraszam. - Dopowiedziałem i spojrzałem w ekran. Angie napisała mi że musimy dziś przećwiczyć cały układ. - Ekstra... - Burknąłem pod nosem i schowałem telefon do kieszeni. - O co chodzi ? - Ścisnęła moją dłoń. - Ee, nic, nic... Będę musiał dziś zostać na dłużej w Stud!u... - Nie chciałem aby się denerwowała, wiem że nie przepada za Angie. Pewnie by coś jeszcze sobie ubzdurała... - To, o czym chciałaś rozmawiać ? - Zapytałem uśmiechając się do niej...

(Violetta) Wydaje mi się, że Angie chyba zauważyła, że coś ostatnio dzieje się z moim głosem.
- Czas się przyznać Violetta - mówi moje wewnętrzne ja. Tylko jak? Za daleko to zaszło! Po lekcji głosu, poszłam na miasto by przewietrzyć myśli. Niby León się nie gniewa, ale tak naprawdę to nie wiem, nie rozumiem go ostatnio! Jedynie wiem teraz, że potrzebuję go. Usiadłam w parku myśląc, co mam zrobić! -
Violetta.. - Od tyłu zaszła mnie Angie - Musisz mi powiedzieć, co się dziej! - Usiadła obok mnie. - Widzę, że coś jest nie w porządku? - zapytała ze zmartwioną miną. Wiedziałam, że dowiedzą się prawdy wiec opowiedziałam jej wszystko uważając na lekkie szczegóły, których nie musi wiedzieć. - Violu porozmawiamy potem, tylko na chwilę urwałam się ze Studio, muszę wracać - Przytuliła mnie i odeszła. - Nie potrzebuję niczyjej pomocy! - burczę. Na dzisiaj skończyłam zajęcia, dlatego poszłam do Resto mając nadzieję, że spotkam Fran lub Camile, niestety zamiast nich spotykam Esmeraldę z Pablo. Chciałam ominąć ich w spokoju, ale wpadłam na jedną z kelnerek, która dosłownie upadła na stół i wylała cały sok na koszulę derektora. - Przepraszam! - pomogłam wstać biednej dziewczynie. - Ja nie chciałam! - próbowałam pomóc posprzątać jej stłuczone szkło, ale sama się przy tym drasnęłam. Spojrzałam na Esme która nie mogła przestać się śmiać z miny Pablo, sama także zachichotałam. Przez chwilę nauczyciel miał surową minę, ale jednak na jego twarzy pojawił się uśmiech. Kiedy się tłum się rozproszył usiadłam przy stoliku, aż przysiadł/a się do mnie...

(Francesca) - Nie! Nie! Nie! - krzyczę - Nie! Ma opcji! NIE! - rzucam poduszką o ziemię. - Nie chcę Lucka! - mówię i wychodzę z domu. Co Oni sobie wyobrażają? Nie będą mi mówić, co mam robić, a czego nie! Chciałam odpocząć, ale stwierdziłam, że daleko nie zajdę z tą nogą wiec dochodzę do Resto gdzie zauważam siedzącą Violettę. Tego mi teraz potrzeba, muszę z kimś pogadać. Dosiadam się do szatynki, która tkwi pogrążona w myślach. - Violetta! - klasnęłam jej nad głową - Obudź się! - spojrzała na mnie jak na idiotę. - Co jest Fran? - zapytała ze zdziwieniem.
- Potrzebuję pomocy! Rady! Czegokolwiek! - ściszyłam ton głosu, kiedy zorjętowałam się, że dużo osób na nas patrzy. - To mów co jest grane! - zrobiła poważną minę. Przez chwilę się zawachałam, ale ktoś musiał mi doradzić. - Mój ojciec - zaczęłam. - Wymyślił, że Stud!o nie jest dla mnie, że pora dorosnąć. Zająć się czymś poważnym, iść na przód. Innym słowem wracam do Włoch. - gdy skończyłam, na twarzy szatynki pojawiło się zmieszanie. Przez chwilę obie milczałyśmy, po chwili kelner przyniósł nam zamówione soki i ciasto czekoladowe, ale żadna z nas nic nie tknęła.
- Federico wie? - spytała po chwili. - Nie.. I tak ma zostać. Nie umiem mu tego powiedzieć! - grzebałam widelcem w cieście, mając ochotę płakać. Nagle za sobą usłyszałam. - Francesca? Co Ty powiedziałaś? - ........
( Federico )
Po zajęciach w Studio , udałem się do Resto . Panował tu rozgardiasz i ledwo zobaczyłem w tłumie Fran z Violką . Kiedy podeszłem bliżej usłyszałem :
- ( ... ) Zająć się czymś poważnym, iść na przód. Innym słowem wracam do Włoch - powiedziała szatynka , a ja zamarłem . Nawet nie usłyszałem pytanie , które zadała Violka , i gdy się otrząsnełem spytałem :
- Francesca? Co Ty powiedziałaś? - dziewczyna zamarła i powoli się odwróciła .
- Fede ja ... - wstała i stanęła na przeciwko mnie . - Ja muszę wrócić do Włoch . Nie wiem na ile . Czy na
stałem , czy na określony czas , ale muszę wyjechać - łzy podeszły je do oczu . Odwróciłem wzrok i wyszedłem z baru , nie zwracając uwagi na jej wołania . Chodziłem po mieście i myślałem . Znowu coś się psuję . Jak zwykle . Nigdy nie może być dobrze , tylko zawsze coś ... Poczułem , że zaraz się coś zepsuję , walnę , więc czym prędzej udałem się nad jezioro , bo to tam zawsze znalazłem ukojenie . Usiadłem na ławce , a po jakimś czasie usłyszałem , że ktoś przysiada obok mnie i zadaję pytanie :
- Fede coś się stało ? ....

(Ana) Diego zaproponował mi wyjazd do Hiszpanii, mam poznać jego brata... Hm. W sumie nie głupi pomysł! Kroczyłam dumnie po mieście, w końcu natrafiłam na jezioro przesycone szczęściem. Lecz nie wszyscy jak widać byli w świetnych nastrojach... Z daleka zobaczyłam Federica, smutał.... Podeszłam do niego i spytałam; - Fede coś się stało? - Podniósł wzrok a po chwili go upuścił. - Ej... - Usiadłam koło niego. Szturchnęłam go łokciem a ten nic. - Co ciiii? ?? - Przedłużyłam zdanie. - Nic, Fran... - Eh i wszystko jasne! - Odparłam. - Dobra nie ważne! Chodź. - Wstałam i podałam mu ręke. - Gdzie ? - Spytał. - Daaaleko! W sumie do marketu kupie ci żelki. - Uśmiechnęłam się. - Niee... - Wyleciało z jego ust. - Wolę pizze. - Posłał mi lekki uśmiech i złapał za moją dłoń. - To co jaką... - Nie zdążyłam dokończyć gdyż deszcz nagle się pojawił. Spojrzałamna niebo... - Pamiętasz? - Zapytał, a ja skierowałam na niego wzrok. - A jak inaczej! - Krzyknęłam prawie. Na ścieżce już zrobiło się błoto.... - Fede... - Hm? - Uważaj ! - Wepchęłam go w kałuże. Po chwili wybuchnęłam śmiechem. On udał jak zawsze obrażonego... Chciałam mu pomóc wstać, a ten jak na złość musiał mnie pociągnąć i sprawić abym sama znalazła się w wodzie... - Dzięki! - Walnęłam go w ramię... W oddali ujrzałam...

(Germán) Siedziałem przed biurkiem i kompletnie nie mogłem się skupić! To chyba przez to że już ciemno a po Angie ani śladu! W sumie napisała mi że musi zostać dłużej w Studiu ale bez przesady! - Ramallo zaraz przyjdę! - Odparłem do przyjaciela i nie zwracając uwagi na jego sprzeciwy wyszedłem. Było dość chłodno, zimne powietrze szczypało mnie w policzki... Żwawym krokiem szedłem do celu gdy, w połowie drogi
ujrzałem znaną mi osobę. - Esmeralda? - Kobieta odwróciła się do mnie i spojrzała pytającym wzrokiem. - Co robisz o tej porze? - Spytałem, już dawno z nią nie rozmawiałem... - Idę do Studia... - Odpowiedziwała krótko. - Do Pabla? - Kolejne pytanie wyleciało z ust. - Ja też akurat tam idę do... Angie. - Zatkało mnie przez moment. - Idziesz? - Przerwała ciszę, przytaknąłem i szliśmy. W pewnym momencie z daleka ujrzałem Ankę z Federiciem, byli w świetnych nastrojach więc nie chciałem im przerywać.... Cisza, cisza, cisza... No bo o czym mieliśmy rozmawiać? W środku budynku już usłyszałem głośną muzykę, podążając za dźwiękiem dotarliśmy do sali gdzie Ángeles i Pablo tańczyli... W pewnej chwili... Byli po prostu za blisko... - Ekhem! - Chrząknąłem...

(Pablo) Wieczór... Nigdy nie sądziłem że spędzę go z Angie na ćwiczeniach. Byłem już dostatecznie zmęczony lekcjami i jeszcze ćwiczenia?! Gdy w budynku na pewno nikogo już nie było poszedłem się przebrać, wchodząc do środka przyjaciółka już tam była. - To co? Od początku? - Spytałem i włączyłem muzykę. - Raz, dwa, trzy, cztery! - Odliczałem i po chwili nogi już latały po parkiecie. Nie jest to najgorszy sposób spędzania wieczoru, ale wolałbym być gdzie indziej... - Tył, tył... Lewo, przód, obrót! - Nawet nie zauważyłem kiedy... - Uważaj! - Prawie krzyknąłem gdy Angie wpadła na keyboard. Pociągnąłem ją za ramiona i byliśmy niebezpieczenie blisko siebie... - Ekhem! - Gdy skierowałem wzrok na drzwi zauważyłem Germána i Esmeralde. Szybko puściłem blondynkę i napiłem się wody nie wiedząc co powiedzieć... - Em, dokończymy to jutro...? - Zapytała, kiwnąłem głową a Ona po chwili znikła z Germánem, z pomieszczenia. Spojrzałem na chyba złą Esme, uśmiechnąłem się do niej lecz Ona zachowała poważną minę. - Jesteś... Zła? - Podszedłem do niej. - Mogłeś powiedzieć że... - Zaczęła. - Oj, skarbie... - Pogłaskałem jej policzek. - Nie obrażaj się... - Zrobiłem minę zbitego psa i momentalnie jej oczy nie były już przepełnione zazdrością. - Poczekaj, przebiore się i pójdę z tobą. - Dodałem i zniknąłem w szatni. Szybko się przebrałem i już szedłem a właściwie byłem pod jej domem. - To do jutra... - Szepnąłem i powoli się zbliżyłem oddając się namiętnemu pocałunkowi. Gdy się oderwaliśmy zauważyłem w jej oczach iskierki... Puściłem jej oczko i zawróciłem do swojego mieszkania...


Koniec rozdziału
Jeżeli pod tym postem pojawi się 7 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 94.
layout by Sasame Ka