niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 62

9 komentarzy:
(Ludmila) Wstałam i po raz pierwszy wyszykowałam się w prędkości światła. Dzwoniłam wczoraj do
Pablo oznajmiłam mu, że nie mogę dziś przyjść do Studio. Opowiedziałam mu po części historie. Szybciutko wybiegłam z domu. Idąc w kierunku szpitala dostrzegam Tomasa. Nie podziękowałam mu wczoraj, czas to zrobić. - Tomas poczekaj. - powiedziałam do pleców chłopaka. - Chciałam Ci podziękować za to że wczoraj przyszedłeś, że powiedziałeś te kilka słów. Dziekuje Ci naprawdę. - dopowiedziałam jeszcze. - Lu, możemy się gdzieś spotkać porozmawiać. ? - zapytał. - Nie wiem Tomas, nie mam teraz głowy do spotkań, zadzwoń do mnie wieczorem. - dałam mu buziaka w policzek i pobiegła dalej. W pewnej chwili się zatrzymałam, zaczęłam szybko oddychać. Zmęczyłam się. Nagle z nieba spadł deszcz, ludzie zaczęli uciekać, a ja chyba coś mi odbiło zaczęłam kręcić się w kółko i śmiałam się w niebogłosy. Byłam szczęśliwa, i to tak cholernie cholernie szczęśliwa. Deszcz był coraz mocniejszy, ale był ciepły taki przyjemny. Nie ważne że miałam na sobie tylko cieniutką marynareczkę, szczęście mnie rozgrzewało. - Yyyyy Ludmila - usłyszałam ...

(Germán) Wczoraj nie wpuścili mnie do Esmeraldy, ale dziś spróbuje się tam wbić... Idąc do szpitala zauważyłem Ludmiłe która... W sumie nie wiem co robiła. Kręciła się w kółko i śmiała się donośnie... Patrzyłem na nią przez chwile podnosząc jedną z brwi i podszedłem do niej.
- Yyyy Ludmila wszystko w porządku? - Spytałem kładząc dłoń na jej ramieniu.
- Tak!  - Odpowiedziała szybko. - Idzie pan ze mną? - Zapytała. Pokiwałem głową i poszliśmy. Zdziwiło mnie to że nawet na mnie nie nawrzeszczała... W budynku poszliśmy razem na górę, wpuścili córkę ale mnie już nie chcieli... Cholera!  Muszę tam jakoś wbić i z nią porozmawiać. Chyba z godzine tam czekałem póki nie wyszła Ludmiła z pomieszczenia, nadal nie chcieli mnie wpuścić. Ubłagałem jednak lekarzy aby mnie wpuścili... Złapałem za klamke i ujrzałem ją, blada cera, podkrążone oczy... W sumie wiele musiała przejść... Usiadłem koło niej i nie mogłem nic wydusić...

(Esmeralda) Ciężkie powieki, mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Co ja najlepszego narobiłam, co ja narobiłam. Jak mogłam tak postąpić, jak gówniara. Otworzyłam oczy, światło zaczęło mnie razić. Ujrzałam tylko blond włosy i domyśliłam się, że to Ludmila. - Mamo - usłyszałam. - Lu. - wzięłam ją za rękę i delikatnie przyciągnęłam do siebie. - Przepraszam, przepraszam za wszystko - powiedziałam cicho. - Ciii - odpowiedziała. - Musisz odpoczywać w sumie ktoś tam czeka na spotkanie z Tobą. - powiedziała. Zdziwiona chciałam podnieść głowę do góry, ale nie dałam rady. - Przyjdę za 10 minut. - powiedziała i dała i buziaka w policzek. Gdy wyszła z sali minęła się z Germanem. Nie, nie nie mogę z nim rozmawiać nie teraz naprawdę nie mam na to siły. Usiadł na krzesełku i siedziałam. - German. - powiedziałam. - Przepraszam. - dodałam i odwróciłam głowę w drugą stronę. - Nie Esme to ty posłuchaj mnie ...

(Violetta) Rano kiedy wstałam dostałam SMS'a od mojego taty z powiadomieniem o pobudce Esmeraldy, szybko wstałam ubrałam na siebie sukienka i wyszłam z hukiem z domu. Po niespełna godzinie znalazłam się pod pokojem kobiety, przy której siedział mój ojciec. -Nie Esme to ty posłuchaj mnie..- kobieta odwróciła głowę w drugą stronę - Jeżeli jeszcze kiedykolwiek spróbujesz too.. Nie możesz mnie zostawi, po prostu nie możesz..- nie chcąc przerywać im rozmowy wyszłam ze szpitala i poszłam w kierunku parku. Mam dość wszystkiego, chciałabym uciec stąd jak najdalej... Nie wytrzymuje, mój ojciec chciał się zabić tak jak Esmeralda, a z Leónem coś się psuje. Nikomu nie jestem tu potrzebna już.. A ja sama nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Po mojej amnezji, mam problemy z koncentracją i z opanowaniem siebie w muzyce. Wszystko nie jest tak jak kiedyś, a oddała bym wszystko, żeby właśnie tak było. Po dłuższym zastanowieniu uznałam, że nie sama muszę się dowiedzieć czego pragnę. Poszłam na peron i kupiłam bilet, ale tylko w jedną stronę. Do wszystkich moich przyjaciół Fran, Cami, Diego, Fede, Angie, León, napisałam jednego SMS'a  "Przepraszam, bardo Was wszystkich Kocham.." Kiedy na peron przyjechał mój pociąg bez zastanowienie weszłam do niego, kiedy już usiadłam na miejscu rozpłakałam się jak małe dziecko....

(Ana) Właśnie wracałam pociągiem do BA, eh.. Nigdy więcej nie wybiorę się do rodziców. W połowie drogi zasnęłam i obudziła mnie jakaś starsza pani. Szybko wstałam na równe nogi ale nie zdążyłam wysiąść... Ah!  Wracając na swoje siedzenie dostrzegłam płaczącą dziewczynę. Żal mi się jej zrobiło więc podeszłam do niej.
- Ej... Czemu pła... - Gdy podniosła głowę, dostrzegłam znajomą twarz. - Vio... Viol... Violetta! Co ty tu robisz?!
- Anka... - Mówiła przez łzy. - Jjak mniee tu znalazłaś... ? - Spytała wstając.
- Nie ważne!  Co ty wyrabiasz? !
- Uciekam bo nie mam dla kogo żyć!  - Krzyknęła i akurat był przystanek. Wyszła z pociągu i pobiegła przed siebie.
- Violetta! - Wrzasnęłam i biegłam za nią... Zgubiłam ją w centrum, akurat dostałam sms-a właśnie od niej... "Przepraszam bardzo Was wszystkich Kocham...". - Pf... Znòw coś jej odbiło!  - Mówiłam do siebie. Wysłałam sms-y wszystkim znajomym "Violetta uciekła, powiadomcie policje, nie sądzę żeby chciała wrócić". Gdy go skończyłam i odwróciłam zobaczyłam za sobą dwóch dresiarzy... -Hej.. - Powiedziałam nieśmiało i zaczęłam uciekać...

(Lara) W ciągu ostatnich dni byłam ciągle na torze i pracowałam. Właściwie to nawet dobrze. Potrzebowałam spędzić więcej na nim czasu, a rodzice dowiedzieli się o moich imprezach... Dzisiaj akurat musiałam "za karę" pojechać pociągiem do brata taty po jakieś podobno super śruby do motorów.
Właśnie szłam w stronę przystanku, aby wrócić na dworzec, kiedy nagle wpadła na mnie jakaś
dziewczyna.
- Co robisz?! - krzyknęłam, bo paczka mi wypadła z rąk i parę śrub poleciało po chodniku. Zaczęłam je szybko zbierać.
- Przepraszam - rzuciła dziewczyna. - Lara? - zdziwiła się, a ja podniosłam głowę. Co tu robi Ana? - Sory, ale się śpieszę - powiedziała szybko patrząc za siebie, a ja się podniosłam z moimi śrubami. No, nieźle. Lara i śruby.
- Czekaj, Ana. Co... - zaczęłam mówić, ale ona zaczęła szybko iść. - No... - Poszłam za nią. O co jej chodzi? Gdzie jej się tak śpieszy? Kiedy ją dogoniłam, ktoś mnie popchnął i znowu paczka mi wypadła. No, jaka ze mnie łamaga!
- Czekaj, czekaj - powiedział jeden typ do Any, a drugi ją przytrzymywał. He?
- Ty, czekaj - rzuciłam nagle, a oni się dziwnie spojrzeli. - Co ty zrobiłeś?! - zaczęłam krzyczeć. - Przez ciebie spadły mi na chodnik moje śruby! Co się tak głupio patrzysz?! Pracuje na torze motocrossowym, przeszkadza ci to?! - Wokół nas zgromadził się tłum ludzi, a jeden z tych chłopaków puścił Anę. Poszłam z nią z dala od zgromadzenia. Chyba nawet jakaś policja do nich podeszła. Ojej... Chciałam już cos powiedzieć Anie, ale ktoś do niej zadzwonił...

( Federico )
 Siedziałem w domu , czekając na obiad , który mama koniecznie musiała dla mnie zrobić gdy dostałem wiadomość od Any .  " Violetta uciekła, powiadomcie policje, nie sądzę żeby chciała wrócić"
Co ? - to tylko przebiło się przez moją głowę . Wstałem od stołu i poszedłem do korytarza . Gdy wzięłem kurtkę do ręki mama pojawiła się obok mnie .
- Gdzie ty się wybierasz ? - spytała ostro .
- Idę do Any - wyjaśniłem i już chciałem wychodzić , ale mnie zatrzymała .
- Kto to ta Ana ? A Twoja noga ? Przecież musisz odpoczywać . Lekarz wyraźnie powiedział , że masz siedzieć w domu . I obiecałeś Jorgowi , że się z nim pobawisz .
- Ale chyba śpi nie ? To jak się obudzi to się z nim pobawię . A ja się dobrze czuje i przeżyje przejście kilometra na kulach .
- Ale nadal mi nie powiedziałeś kto to ta Ana - podniosła brew .
- Koleżanka ze Studia - specjalnie podkreśliłem słowa .
- Koleżanka ? Na pewno ?
- Moja dziewczyna i co ? Zadowolona ? To ja spadam .
- Ooooooooooooo . Fede się zakochał . Zaproś ją do nas . Chciałam bym ją poznać .
- Tak , tak . Pewnie - westchnełem i wyszedłem z domu . Wyciągnęłem komórke i zadzwoniłem do dziewczyny . Odebrała po kilku sygnałach .
- Yyyyyyyy . Fede to nie najlepszy moment - nie wiem czemu , ale mówiła szeptem .
- Ale co się stało ? - spytałem , ale zamiast odpowiedzi od strony Any , usłyszałem krzyk ...

(Lara) Ciekawe kto zadzwonił do Any...
- Yyyyyyyy . Fede to nie najlepszy moment - szepnęła do słuchawki. Hmm... Federico dzwoni. Teraz zaczną się przede mną ukrywać? Chciałam już jej powiedzieć, że nie musi ukrywać się z jej wielką miłością, Federico'iem, ale ktoś znowu na mnie wpadł i wytrącił mi moją paczkę #3:
- NO JA NIE WIERZĘ!!! Jestem niewidzialna?! - zaczęłam krzyczeć i wtedy zauważyłam, że to jakaś starsza pani.
- Zgubiłam swoje okulary! - krzyknęła i zamachnęła się ze swoją laską, ale ze swoim wzrokiem walnęła Anę, zamiast mnie.
- Pani jest normalna?! - wybuchnęłam. - Jakim cudem jeszcze nic panią na jezdni nie przejechało?! - Tym razem staruszka chyba się porządnie wkurzyła, bo znowu zamachnęła laską i znowu walnęła Anę, która o mało co nie upadła. Nerwowo się zaśmiałam, zabrałam paczkę z chodnika i odciągnęłam Anę od tej wariatki. Hmmm... Oberwała zamiast mnie...
- Sorki - rzuciłam. - Następnym razem nie będę się kłócić ze starszą panią. Z laską...
- W porządku... - szepnęła i słabym głosem powiedziała do słuchawki: - Halo? Fede? Kręci mi się w głowie... - stwierdziła. No, nie, ta staruszka aż tak jej przywaliła laską? Zabrałam jej telefon. - Cześć, Federico.
- Lara?! Co ty... Zrobiłaś jej coś?! Słyszałem krzyki i...
- Tak, tak, Romeo. Jestem Larissa i jestem złą wiedźmą, torturuję twoją dziewczynę. Cześć! - krzyknęłam do słuchawki i zobaczyłam wzrok Any. - Wiesz, może lepiej jakby cię lekarz zobaczył... - stwierdziłam, zatrzymałam taksówkę i pojechałyśmy do szpitala. Ach, ostatnio dużo znajomym coś się dzieje. Ana chyba będzie miała najoryginalniejszy powód...
Kiedy robili jej badania, a ja czekałam w poczekalni, zobaczyłam jak ktoś do mnie idzie i coś do mnie krzyczy....

( Federico )
Yyyyyyyyyyy . Fajnie . Szczerze to nie zrozumiałem kompletnie nic co Lara do mnie powiedziała . Przechodziłem właśnie koło szpitala , gdy w wejściu do budynku zobaczyłem Anę i złą wiedźmę . Nieudolnie udałem się do tego miejsca. W poczekalni zobaczyłem czarownice , więc podszedłem do niej i krzyknęłem .
- Co to miało byc ?! - kobieta za ladą natychmiast mnie uciszyła . - Przepraszam - rzuciłem w jej stronę i ponownie zwróciłem swój wzrok na dziewczyne .
- O co Ci chodzi ? To była normalna , kulturalna rozmowa . Nie moja wina , że masz za małą inteligencje ,by zrozumieć pewne rzeczy , o których do Ciebie się  mówi .
- Hhahah . Bardzo śmieszne . Gdzie Ana ?
- Dostałam laską od starszej pani i źle się czuła , więc zabrałam ją do szpitala , jako przykładny obywatel - uśmiechnęła się z dumą .
- Aha - miałem sceptyczną minę . Usiadłem obok niej i siedzieliśmy chwile w ciszy do póki z jakiejś sali obok nie wyszła Ana ...
Mostowiak pisze ;p

(Ana) Jezusie!  Co ten moher miał w tej lasce? ! Dynię mi rozwaliła prawie... Jakaś gościówa mnie opatrzyła i dała bandaż na głowę, dobrze że chociaż włosy mi go trochę zakrywał. Wychodząc ujrzałam Larę z Federiciem, patrzyłam się na nich jak głupia i wpadłam w ścianę waląc w nią głową...
- Auć! - Złapałam się za nią.
- Hej nic ci nie jest? - Spytał mòj chłopak.
- Tak sądzę... - Powiedziałam cicho, nagle przypomniałam sobie w końcu co tu robie! - Violetta!  - Krzyknęłam i wybiegłam z szpitala.
- Ana!  - Usłyszałam swoje imię. Lara podeszła do mnie wraz ze Federiciem. - O co chodzi?  Co z Violettą? - Pytali, a mi wszystko rozsadzało od środka.
- Uciekła!  Mówiła coś o tym że nie ma dla kogo żyć... Nie wiem ale płakała, wybiegła z pociągu i... - Nagle zauważyłam starszą panią która wcześniej mnie biła. - Pomocy!  - Powiedziałam i schowałam się za chłopakiem. - Lara weź ją odgoń  - Odparłam.

(Lara) Laska tej pani musiała być nieźle twarda albo ta pani miała tyle siły. Kiedy Ana wyszła, od razu wpadła na ścianę. Normalnie bym się zaśmiała, ale nie chciałam być niemiła. Federico do niej podszedł zapytać się czy wszystko okey, a ona wybiegła ze szpitala krzycząc:
- Violetta! - Z nią wszystko okey? Zapytałam się z Federico'iem o co jej chodzi i powiedziała, że Violetta uciekła i nie ma dla kogo żyć. JEJU, znowu... Pokłóciła się z Verdas'em czy coś?
- Pomocy! - krzyknęła po chwili Ana i schowała się za Federico'iem. - Lara, weź ją odgoń
- Dobrana z was parka, oboje nienormalni - stwierdziłam, ale po chwili zobaczyłam słynną staruszkę. - Aaaa... Okey - powiedziałam i podeszłam do niej. - Dobry - przywitałam ją.
- Aaa!!! Złodziej!!! - wrzasnęła i już sięgała po laskę, ale zdążyłam ją jej wyrwać. - Złodziej!!! Moja laska!!!
- Zwykły drewniany patyk - szepnęłam do siebie, oglądając broń, którą użyła przeciwko Anie.
- ZŁODZIEJ!!! - znowu zaczęła krzyczeć i jacyś ludzie podbiegli.
- Może pani tak nie krzyczeć?! Już ją pani daję, o ile nie zabije mnie nią. - Oddałam jej narzędzie zbrodni.
- Ładnie to tak się wyżywać na starszych ludziach? - zapytał mnie jakiś pan.
- Ja? Wypraszam sobie. Tą panią trzeba do okulisty zaprowadzić.
- Mam świetny wzrok! - wrzasnęła staruszka, waląc faceta laską. Zaśmiałam się i po chwili...

 (Ana) Ta baba jest jakaś chora !
- Zostawcie ją ! - Krzyknęłam i oczy skierowały się na mnie. Złapałam chłopaka i dziewczynę, poszliśmy z dala od tamtej gromadki. - Boję się ich... - Powiedziałam do nich i szliśmy dalej. Po
dłuższej wymianie zdań Lara poszła a ja z Federiciem szukałyśmy Violetty.
- Odbiło jej ?
- Komu?
- Violettcie...
- Tak, krzyczała że nie ma dla kogo żyć. Pewnie znów jej ojciec lub Leon. Szkoda mi jej, tym bardziej że nie wiem co z nią ! I mieszka tu wielka gromadka miłych ludzi którzy mogą ci przywalić zwykłym patykiem i wylądujesz w szpitalu... - Dodałam a po chwili wybuchłam śmiechem. Moja komórka wciąż dzwoniła, próbowałam to ignorować ale w końcu spojrzałam na nią i dostrzegłam sms-a. Jego treść była taka "Ana nie rób sobie żartów nie mam czasu, na takie głupoty, zadzwoń jak będzie się coś działo" Jego autorem był...

(German) Dostałem sms-a od Anki, ale był jakiś niepoważny. Odpisałem jej a potem znów spojrzałem na Esmeraldę. Nie chciała ze mną rozmawiać, cokolwiek bym nie powiedział zapadała cisza. Smuciło mnie to, myślę że to przeze mnie... W sumie ?! Dlaczego nie ? Przecież to ja zachowałem się jak frajer... W pewnej chwili z niechęcią wyszedłem z budynku i poszedłem do sklepu obok szpitala. Tam kupiłem kilka owoców i miśka, z napisem "Będzie lepiej..."

(Ludmila) Pół dnia przesiedziałam u matki w szpitalu, rozmawiając o wszystkim i o niczym Była jeszcze dość słaba. Potem przyszedł ojciec Violetty z jakimś miśkiem więc postanowiłam zostawić ich samych. Nie miałam zamiaru wtrącać się w ich sprawy. Muszą sobie wszystko wyśnić bez pomocy osób trzecich. Pożegnałam się z nią i ruszyłam do domu. Coś jednak nie dawało mi spokoju jakieś dziwne uczucie towarzyszyło mi cały czas, a może to tylko zwidy. Po drodze postanowiłam wstąpić do Studio po stare nuty, żeby trochę poćwiczyć. Droga zeszła mi dość szybko, ludzi już prawie nie było spotkałam jedynie Pablo, który wypytywał czy wszystko w porządku. Opowiedziałam mu powierzchownie jak wygląda sytuacja i że po weekendzie wracam do Studio. Uśmiechnął się tylko i powiedział, że ma dla nas niespodziankę. Zgarnęłam nuty z pianina i wyszłam ze szkoły. Park był dziś zupełnie głuchy jakby stracił nagle całą swoją energię. Kiedy byłam już w domu ta cała cisza zaczęła mnie przerażać. Chwilę poćwiczyłam. Jeszcze w międzyczasie wysłałam sms do Tomasa. Rzuciłam się na łóżko i zasnęłam...

Koniec rozdziału !
Jeżeli pod tym postem pojawi się 7 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 63.

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 61.

7 komentarzy:
(Angie)Promienie porannego słońca oświetliły mój pokój a następnie moją twarz przez co się obudziłam.Ten ranek wydawał się taki uroczy i cały dzień też się taki zapowiadał,lecz nagle przypomniałam sobie wczorajszy wieczór..Wstałam i sprawnie wykonałam wszystkie poranne
czynności. Schodząc na dół byłam pełna obaw..Jak mam się teraz zachowywać?Mam dalej żyć jakby nic się nie stało?..Niestety na żadna z pytań siedzących mi w głowie nie umiałam odpowiedzieć.Miałam nadzieję,że nikogo nie spotkam,lecz los jak zwykle chciał inaczej. Podeszłam do stołu przy,którym siedzieli wszyscy domownicy..
-Dzień dobry-powiedziałam obojętnie i zasiadłam na swoim dawnym miejscu.
Czułam się bardziej niż niekomfortowo. Miałam wrażenie,że każdy na mnie patrzy,a gdy podnosiłam wzrok wszyscy byli pochłonięci swoim talerzami.Jedyny wzrok,który zdołała wychwycić to wzrok Germana.Patrzył na mnie ze współczuciem,cierpieniem,politowaniem?Sama nie umiałam sprecyzować..Nie wytrzymałam dłużej i przeniosłam wzrok na swój talerz.Ta cisza,która panowała tym bardziej potęgowała moją wewnętrzną rozterkę i myślałam,że nie wytrzymam przy tym stole ani minuty dłużej..
-Violu chodzmy już,bo się spóźnimy-wstałam raptownie
-Yyy,ale Angie mamy jeszczę jakieś 40 minut do zajęć,a studio wcale nie jest tak daleko-stwierdziła spoglądając na zegarek.
-To nic.Za ten czas zdążysz jeszcze przećwiczyć skomplikowaną choreografie Gregoria,wiem,że ostatnio nie miałaś na to czasu,a wiesz jaki jest Gregorio..Jak mu podpadniesz to Cię jeszczę farbą pomaluję-zaśmiałam się nerwowo i próbowałam obrócić całą rozmowę w żart,ale średnio mi to wyszlo...
-No dobrzę; może faktycznie masz rację.-odpowiedziała a ja odetchnełam...
Wychodziłyśmy właśnie przez furtkę,gdy...

(Esmeralda) Nie spałam cała noc wyglądam jak zombie. Wstałam dość wcześnie bo słońce dopiero wschodziło. Po cichu zczłapałam się po schodach. Moje życie nie ma sensu. Kolejny mężczyzna mnie zranił, córka ma mnie gdzieś, po co ja mam żyć, po co ??. Wyszłam z domu tak jak stałam. Byłam w jakimś dresie, oczy spuchnięte i w takim stanie poszłam do sklepu. Niestety musiałam przechodzić obok domu Castillo i niestety musiała wychodzić z nich Angie. - Esme ! Esme! - usłyszałam głos Violi, ale nie zareagowałam. Znowu pojawiło mi się w głowie wczorajsze wydarzenie. Wybrał ją. Weszłam do sklepu kupiłam butelkę whisky i wróciłam do domu. Na całe szczęście Lu jeszcze spała. Usiadłam przy stole, postawiłam butelkę i wyjęłam pudełko tabletek na uspokojenie. Wszystkie wyjęłam. Napisałam tylko zwykłe " Przepraszam" na kartce  i zaczęłam łykać jedną po drugiej, popijając alkoholem. Cały czas płakałam. Moja głowa zaczęła wirować, krew w żyłach szybciej krążyła, a serce przyśpieszyło swój rytm Czy to już koniec ?? Taką mialam nadzieję. W pewnym momencie zrobiło mi się niedobrze, więc wolnym krokiem udałam się do łazienki. Jednak nie dotarłam przed samymi drzwiami osunęłam się na ziemię. I ten błogi spokój. Oczy stały się cięższe, i coraz ciężej było mi oddychać. Przed całkowitym odlotem usłyszałam jeszcze - Mam....

(Ludmila) Z dni na dzień jest coraz gorzej. Horror i tyle w tym temacie. Coś mówiło mi żebym wcześniej dziś wstała. Jakieś przeczucie, a może zwykła głupota, żeby się nie wyspać. Zrobiłam poranną toaletę, i z humorem zbitego psa zeszłam na dół. Jakaś dziwna aura panowała w domu. Przecież niemożliwe, żeby matka spała. Podeszłam do stołu zobaczyłam rozsypane tabletki i butelkę whisky. - O co chodzi - pomyślałam i jeszcze kartka "Przepraszam" zupełnie nic z tego nie
rozumiałam. I po chwili zauważyłam nogę, zbliżyłam. Boże moja matka leżała jak trup przy wejściu do łazienki. - Wstawaj wstawaj ! - szarpałam nią. - Coś Ty zrobiła nie zostawiaj mnie. !! - zaczęłam płakać. Wzięłam telefon i wykręciłam znany mi numer. - Błagam proszę przyjedźcie, moja matka, próba samobójcza, ja nie wiem czy żyje nie czuję pulsu, szybko błagam. - rozłączyłam się. Złapałam ją za rękę i czekałam. Po 7 minutach przyjechała karetka. Coś zaczeli przy niej robić. - Jesteś córką ? - ktoś zapytał. Pomachałam głową. - Chcesz jechać. - Taaaak. - odpowiedziałam i weszłam do karetki. Czas leciał tak wolno, tak bardzo wolno nie wiedziałam co mam robić, nie miałam nawet do kogo zadzwonić. Siedziałam na korytarzu, czekając nie wiem na co, ale czekałam. Było mi coraz słabiej. Ludzie biegający w białych kitlach rozmywali mi się w oczach, nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu. - Posłuchaj, Twoja matka jest w stanie krytycznym, ten dzień i noc będą decydujące. - powiedział. Niedocierało to do mnie, wstałam i złapałam się za głowę. Lekarz mnie przytrzymał i poprosił pielęgniarkę, żeby dała mi zastrzyk na uspokojenie. Powiedział mi też, że mam iść do domu, że będzie dzwonił. Wyszłam z tego szpitala i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Byłam w szoku i te słowa krążące po mojej głowie "stan krytyczny" Byłam w takim amoku, że nie zauważyłam..

(Germán) Źle się czuję że tak zakończyłem to z Esmeraldą, mam takie uczucie jakby od środka mnie coś zżerało... Na śniadaniu byłem jakiś nieobecny, tylko od czasu do czasu patrzyłem na Angie. Nie powinna się czuć winna, przecież to ja zdecydowałem... Potem próbowałem się jakoś skupić na pracy, ale nie wychodziło... W pewnej chwili dostałem jakiś telefon, z niechęcią słuchałem gostka.
- Jest w szpitalu. - Usłyszałem tylko to... "Kto?!" Spytałem głośno ożywiając. - Pani Esmeralda Ferro - Źrenice mi się znacznie rozszerzyły co zauważył mòj przyjaciel. - Co jest? - Zapytał. Nie odpowiedziałem tylko wsiadłem do auta i pojechałem. "Co ta kobieta znòw wymyśliła ?!" Przeleciało przez moją głowę... Gdy byłem na miejscu napotkałem córkę Esmeraldy, mówiła o jakimś stanie krytycznym a potem pobiegła chyba do domu... Gdy byłem w budynku "sympatyczna" recepcjonistka powiedziała mi gdzie znajduję się w tej chwili moja ex. Znajdując się na górze szukałem odpowiedniej sali, po paru minutach ją znalazłem, akurat jakiś lekarz z niej wychodził. - Co z nią? - Zapytałem drżącym głosem... - Mąż? - Tak, tak... - Mówiłem bez zastanowienia. - Stan krytyczny, są małe szanse że przeżyje. Zażyła dużą ilość tabletek, co jest niebezpieczne.... - Dalsze słowa do mnie nie docierały, w głowie chodziło mi tylko " są małe szanse" Siadając na krześle modliłem się...

(Violetta) Cała ta sytuacja w sklepie z Esmeraldą była bardzo dziwna wiem, że nie przepada za Angie tylko to nie powód by olać mnie w ten sposób. Po skończonych zajęciach, zadzwonił mój telefon. Był to Ramallo, który prosił mnie abym przyszła do szpitala do taty. Spanikowałam, że mogło mu się coś stać, dlatego jak najszybciej wybiegłam ze szkoły i po kilkudziesięciu minutach była już w szpitalu obok sali 246, o dziwo mój ojciec siedział przed pokojem, ale przez szybę moje oczy zauważyły Esmeraldę. Dosiadłam się do mojego ojca i przytuliłam go nawet nie pytając co się stało, bo sama się tego domyślałam. Dawno nie widziałam go w takim stanie chciał przy mnie wyglądać na spokojnego, ale jego oczy mówiły, że nie umie sobie z tym wszystkim poradzić. Nie mogłam namierzyć Ludmiły, wiedziałam co teraz czuję. Po dłuższej chwili milczenia lekarz zawołał mojego ojca do swojego gabinety, a mi kazano wracać do szkoły. Ciekawe jak miałam to zrobić? Podeszłam do szklanej szyby, za którą leżała kobieta przyczepiona do milionów kabli, przyłożyłam głowę do szkła i wspominałam, nawet nie wiedziałam kiedy łzy mi poleciały po policzkach. -To nie może się tak skończyć..- powtarzam sobie w myślach -Nie może...- Musiałam iść się przewietrzyć bo weszłam bym tam do niej szarpiąc ją by się obudziła. Przed szpitalem panuje smętna atmosfera tak samo jak i w środku. Na przeciwko szpitala znajduje się łąka? Park? nie wiem jak to nazwać. Usiadłam na pobliskiej ławce i moje myśli zajęła kobieta z córką, co teraz będzie dalej. Po chwili uświadamiam sobie, że przez dłuższy czas ktoś  woła moje imie -Violetta..Violetta..Violetta..Jak się czujesz?...Violetta...V-I-O-L-E-T-T-A!-...

( Federico )
Szedłem sobie przez park , udolnie , ale jednak i zobaczyłem Violkę , siedzącą na ławce . Łzy spływały jej po policzkach .
- Violetta..Violetta..Violetta. Jak się czujesz?...Violetta...V-I-O-L-E-T-T-A! - zacząłem się wydzierać aż w końcu się otrząsnęła i mnie zauważyła . Podszedłem do niej . - Co jest ?- usiadłem obok .
- Dużo jest . Bardzo . Esme chciała się zabić - wyszeptała .
- Co ?! Ale ... ? Jak ?
- No normalnie . Wzięła tabletki , jakieś różne świństwa i się stało . Jest w stanie krytycznym , ale ja nie chcę by ona umarła . Nie chcę - zrozpaczona wtuliła się w moją pierś . Zszokowany objąłem ją ramieniem . Moja noga z próbą samobójstwa to pikuś . Nie wiedziałem co powiedzieć , więc po prostu mocno ją do siebie przytuliłem .Pierwszy raz nie wiedziałem co robić , jak się zachować .
- Nie bój się . Ona na pewno Cię nie zostawi . To nie ona wybiera czas kiedy odejdzie . Na pewno będziecie się jeszcze razem śmiać , śpiewać , tańczyć , oglądać tanie komedie na DVD z pudełkiem lodów z ręcę . Musisz poczekać a wszystko się ułoży . Zawsze po pewnym czasie się układa - wyszeptałem jej do ucha . Chyba trochę się uspokoiła .
- Co się stało ? - podniosłem głową i zobaczyłem zdezorientowanego  ...

(León) Znowu. "Cześć, w tej chwili nie mogę odebrać, zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału!" Ja już nie wiem, co jej jest. Ile razy nie będę dzwonił, i tak odezwie się poczta głosowa. Wychodzę z
domu, trzaskając głośno drzwiami. Wybieram się do Studio w nadziei, że tam ją spotkam, ale zauważam ją przechodząc przez park okalający szkolę. Jest w towarzystwie Federico, i widocznie coś było nie tak.
- Co się stało? - pytam, podchodząc do nich. Obydwoje są w niemałym szoku, jednak na spokojnie wszystko mi opowiadają. Nie wiem, jak okropnie musi się czuć teraz Violetta. Próbuję zmienić temat na coś przyjemniejszego, jak na przykład słońce, które dzisiaj jasno świeciło czy na piosenkę, która była ostatnim dziełem dziewczyny.
- Właśnie! - krzyczy Fede, kiedy zaczynam mówić o muzyce - wiedziałem, ze o czymś zapomniałem! Dzięki za przypomnienie! - i odchodzi, zostawiając nas z pytaniem na ustach.
- Chodź, przejdziemy się gdzieś - proponuję szatynce. Idąc przed siebie nie przerywamy naszej rozmowy o niczym, kiedy spotykamy...

(Ludmila) Chcę żeby dzisiejszy dzień po prostu się skończył. Do tej pory nie może do mnie dojść ta sytuacja z ranka, ten starszny widok i słowa " stan krytyczny" i jeszcze ojciec Violki, który ma czelność przychodzić do szpitala. To wszystko moja wina ewidentnie moja wina. Gdybym nie była taka podła w stosunku do niej i gdybym ją wspierała nic takiego by się nie wydarzyło. Ten jej cały doktorek ma do dzwonić, ale telefon milczy. Boję się wracać do tego szpitala, boję się tego widoku. Ona cała w rurkach i patrzysz tylko na monitor czy jej serce dalej bije. Ona nie może mnie zostawić, nie ma takiego prawa. Pół dnia łażę po mieście, raz siadam na ławkę raz z niej wstaję. Muszę się wziąć w garść dla niej. Zrywam się na równe nogi i idę w kierunku szpitala. Los chciał, że po drodze spotkałam Violke i Leona. - Ludmila, Ludmila poczekaj. - krzyczy dziewczyna. - Nie mam czasu rozmawiać, nie mam czasu stać tu i pieprzyć z tobą o głupotach w momencie w którym moja matka umiera. Nie mam ochoty Violetta. - powiedziałam. Ona mnie jednak zatrzymała. - Błagam jak będziesz coś wiedziała zadzwoń. - odpowiedziała, ale ja już jej nie słuchałam szłam przed siebie , nie zważając czy wpadam na ludzi, szłam ze spuszczonym wzrokiem. Nagle zadzwonił telefon. - Powinnaś jak najszybciej przyjechać. - był to głos lekarza. Szybko się rozłączyłam. Łzy pojawiły się w moich oczach, a myśli przejęła najczarniejsza wizja. Zaczęłam biec i wpadłam w czyjeś ręcę...

(Diego) Tak, Violetta wczoraj delikatnie mówiąc mnie olała. Trudno. Nie mogę zaprzątać sobie nią głowy.
Widocznie mnie nie docenia takiego jakim jestem.  Nie wiem co mam zrobić, żeby mnie zauważyła, nie zwracać na nią uwagi, nie rozmawiać, nie myśleć o niej... Chyba to najlepsze rozwiązanie. Szedłem spokojnie parkiem, kiedy zobaczyłem biegnącą Lu, wiedziałem, że chcę z nią porozmawiać o dziewczynie, ale zauważyłem, że coś jest z nią nie tak. Gdy była już blisko wpadła prosto w moje ręce. Zauważyłem na twarzy dziewczyny łzy, podniosłem jej pod brudek jej makijaż był rozmazany, a oczy czerwone.
-Ludmiła co jest?
-M-m-moja mama jest w szpitalu- powiedziała resztką sił
-Ale co jej jest?
-Ona,ona chciała się...- nie dokończyła, ale ja zrozumiałem o co jej chodziło
-Ciii, spokojnie... Wyjdzie z tego... Obiecuję...- powiedziałem przytulając dziewczynę...

(Violetta) Chciałam pomóc Ludmiłe wiem, że nie może być teraz sama bo to za bardzo boli, a ja naprawdę chciałam być przy niej. León zabrał mnie na spacer mimo, że moje myśli odpływały ja starałam się pozostać na ziemi. Szliśmy wzdłuż parku gdzie stał Diego ściskający Ludmiłę. I jak on może mówić, że mnie kocha? Śmieszne. -Wszystko dobrze?- szepnął mi do ucha León obejmując mnie ramieniem. Kiwnęłam głową, Gdy wypuścił mnie ze swoich objęć spojrzałam w kierunku chłopaka i dziewczyny, jej już nie było, ale on stał i przyglądał mi się. Stwierdziłam, że chłopak objął mnie na popis, ale co mogłam na to zrobić, szkoda mi było Diego, że musiał to wiedzieć. Ruszyłam przed siebie, kiedy znowu spojrzałam za siebie nikogo już nie było...
Nie chciałam wracać na zajęcia, nie dzisiaj. Dlatego poszliśmy do Resto zamówiliśmy soki z którymi wybraliśmy się na spacer nad jeziorko. Mimo tych wydarzeń dzień był ładny, w powietrzu unosił się słodki zapach kwiatów. Siedzieliśmy tak na trawie myśląc co by było gdybyśmy się nigdy nie spotkali? Co by było gdybym nie przyszła do Studia? Gdybyśmy byli z kimś innym? Czy każdy najmniejszy ruch na wpływ na całą przyszłość?  Czy tu i teraz ma wpływ na... No właśnie, nie możemy myśleć co by było gdyby, liczy się tu i teraz! -Violu, muszę Ci coś powiedzieć..- León zaczyna coś mówić -Słucham- uśmiecham się do niego.
-Ja.. eh.. Bo..- kiedy próbuje coś z siebie wykrztusić podbiega do nas....

(Ana) Od rana siedzę w swoim pokoju i gapię się w sufit. Słyszałam o Esme... Szkoda mi jej, fakt mój wujek jest frajerem ale żeby aż do szpitala ?! Ciekawe jak czuję się Ludmiła... A jak się może
czuć ?! Anka ogar ! Nagle usłyszałam głośny trzask drzwi, zerwałam się na nogi i zeszłam na dół. Nikogo nie zauważyłam, gdy wstąpiłam do kuchni...
- Nie ! - Krzyknęłam gdy mężczyzna zaczął sobie rozcinać żyły nożem. Po chwili zsunął się na ziemię i tak patrzył się na swoją ranę... Czy mu już odbiło ?! Uklękłam koło niego i próbowałam zatamować krew.  - Olga ! - Krzyknęłam ponownie a gosposia po chwili znalazła się w kuchni. Kazałam się jej zająć wujem a sama zadzwoniłam do psychiatry i akurat do Violetty, nie odbierała... W pewnym momencie wybiegłam z mieszkania w poszukiwaniu jej, znalazłam ją po paru minutach z Leonem. Zdyszana podbiegłam do nich, na początku nie umiałam nic z siebie wykrztusić ale po chwili opowiedziałam jej co zrobił sobie jej ojciec. Wstając na równe nogi, poszła razem ze mną do mieszkania. Na szczęście był już tam Ramallo z Olgą a mój krewny siedział na kanapie przytomny z niezłym bandażem na nadgarstku...

(German) Słuchając ich ciągłych kazań zrozumiałem że... Gdybym sam się uśmiercił a Esmeralda by przeżyła to to nie miałoby sensu, poza tym mam córkę, pracę... Angie... I kobietę która umiera w szpitalu ! Zajebiście normalnie... Pierworodna usiadła obok, przytuliła mnie i też zaczęła gadać, aż mnie głowa bolała od natłoku słów... Ale w tamtej chwili przypomniałem sobie jak Esme miała taki napad gadania gdy się denerwowała... Była kobietą idealną... Lecz nie dla takiego ćwoka jak ja... Wstając poszedłem w kierunku drzwi.
- Gdzie idziesz ? - Usłyszałem głos za sobą.
- Do niej... - Odpowiedziałem krótko i poszedłem do szpitala. Nie dłużyło mi się, mimo dużej odległości. Na miejscu od razu zobaczyłem zapłakaną Ludmiłę, usiadłem koło niej. - Wiem że ci jest trudno, mi tak samo bo kocham ją... Mimo iż w niektórych przypadkach zrobiłem źle to uwierz... Nie kocham nikogo bardziej niż ją...
- To przez ciebie ona teraz tam leży ! - Wykrzyczała przez łzy. - Przez nikogo innego niż przez ciebie ! To ty namotałeś jej w głowie ! - Darłaby się dalej gdyby lekarz do nas nie podszedł...
- Moglibyście się uspokoić ? To nie jest odpowiednie miejsce na takie rzeczy... Poza tym stan pacjentki znacznie się polepsza. - Odparł a ja zamarłem. Spojrzałem w sufit i szepnąłem do siebie "Dziękuję". Mina jej córki też znacznie się poprawiła. Moje wnętrze wypełniło się szczęściem ale... To jeszcze nie koniec...

(Tomas) No błagam czy ja zawsze muszę się o wszystkim dowiadywać ostatni? Całe szczęście zadzwonił do mnie Diego i poinformował o tym co się stało z matką Lu. Niewiele myśląc ruszyłem biegiem do szpitala, kompletnie nie obchodziło mnie to że nie jesteśmy już razem, ona mnie teraz potrzebowała! Już po paru minutach byłem w szpitalu, na recepcji dowiedziałem się w której Sali leży jej matka, natychmiast tam pobiegłem. Wparowałem do Sali cały zdyszany, nie spodziewałem się że będzie tam ojciec Violetty, ale to nie było teraz ważne. – Ludmila, tak mi przykro. – wyszeptałem, wymijając lekarza i podchodząc do niej. Nie pewnie objąłem ją ramieniem a potem przytuliłem, nie wyrywała się ale wiedziałem że to tylko i wyłącznie ze względu na te całą chorą sytuacje. Nagle usłyszałem cichy szept. – Ludmila… - natychmiast wszyscy skierowaliśmy wzrok na Esme, miała otwarte oczy. – Mamo! – zawołała Lu i rzuciła się by ją przytulić a German wyglądał trochę jakby wygrał milion na loterii. Całe szczęście się obudziła, więc nic tu po mnie – pomyślałem i wyszedłem z Sali.

(Ludmila) Gdy lekarz powiedział, że jest lepiej to jakby kamień spadł mi z serca, ale jeszcze dobrze byłoby gdyby ten cały German stąd poszedł. Tomas, jego najbardziej mi brakowało w tych momentach i nagle pojawia się na holu podchodzi i przytula mnie . Dokładnie jego, tylko i wyłącznie jego mi tak cholernie brakowało. Kiedy tak siedzieliśmy to usłyszałam ciche. - Ludmila. - nie mogłam uwierzyć, kiedy zerwałam się z krzesła zobaczyłam że ma otwarte oczy. - Mamo - powiedziałam, wyrwałam się z krzesła i wbiegłam do sali. Byli tam lekarze, którzy coś odłączali. - Będzie dobrze, możesz posiedzieć, ale tylko pięć minut. - lekarz zabrał rękę z mojego ramienia. - Mamo tak się bałam, dlaczego chciałaś mi to zrobić. - nic nie mówiła, patrzyła tylko na mnie a potem delikatnie położyła mi dłoń na policzku. - Nie rób mi tego więcej. Muszę iść kocham Cię, będę jutro z samego rana. - powiedziałam i wyszłam z sali, przy okienku stał German. - Dziś pan nie wejdzie. - rzuciłam. - Będę tu siedział. - powrócił na swoje miejsce. Ruszyłam przed siebie z myślą, że teraz wszystko musi się ułożyć. Wytarłam ostatnie łzy, chyba były ze szczęścia. Po raz pierwszy się uśmiechnęłam i pobiegłam do domu...

Koniec rozdziału !
Jeżeli pod tym postem pojawi się 7 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 62.


piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 60

11 komentarzy:
(Ludmila) Nie że coś mnie boli, może jedynie serce. Naprawdę tak cholernie szkoda mi Lary, w końcu po raz pierwszy kogoś mi szkoda. Wstałam dość wcześnie. Spojrzałam na śpiącą obok Larę.
Jak ona cierpi to takie popieprzone zakochać się w kimś kto ma Cię totalnie w dupie i jeszcze udaje, że jesteście przyjaciółmi. Faceci mają jakiś dziwny tok myśleniowy. Schodząc na dół czuję zapach kawy i domyślam się, że moja pierworodna już nie śpi. - Lu ? - pyta. - Mhmmm - odpowiadam. - Gdzie Ty wczoraj byłaś ? - i znowu natłok pytań. - Musiałam pomóc koleżance. - odpowiadam i biorę mleko z lodówki. - Chyba sama w to nie wierzysz. - odpowiada zdziwiona. I nagle z góry schodzi Lara. - Dzień Dobry - mówi do mojej matki. - Mamo poznaj to jest Lara. - Dzień Dobry. - moja matka wygląda jak słup soli haha to się zdziwiła. - Może coś zjecie. ? - pyta. - Nie, nie śpieszymy się, ale dzięki. - biegniemy z Lara na górę przebrać się w coś normalnego. - Dobra lecimy. - puszczam do niej oko i wychodzimy z domu. Po drodze gadamy o tym co się wczoraj stało i o wszystkim innym. - Pamiętaj jeżeli chodzi o film to, to był mój pomysł, nie słuchaj tych wypierdków mamuta, którzy wmawiają Ci, że ja Cię wykorzystuję, po prostu pomagam Ci uporać się z tym bałaganem. - mówię jej. - O kim mówisz Ludmila. - słyszę gdzieś w oddali...


(Diego) Nie mogłem już wytrzymać bez Buenos Aires, mimo, że nikt mnie tam nie polubił tęskniłem za moją Lu i trochę za Violą, chociaż wiem, że ona za mną nie. Właśnie siedzę w samolocie. Za jakieś pół godziny powinienem być w  BA za pół godziny. Założyłem słuchawki na uszy i kliknąłem piosenkę którą Viola bardzo lubiła to było ,,Echo'' Jasona Walkera. Przekaz tej piosenki był piękny zacząłem sobie ją nucić ,,Cause I don't hear a sound,Alone, alone,I don't really know where the world is'' Samotny, Samotny... Powtarzałem sobie w myślach, właśnie taki będę gdy wrócę do Buenos Aires... Ale czy nie jest lepiej być samotnym niż otoczony kimś fałszywym... No właśnie nie... Dalej słuchałem muzyki, myśląc przy tym...
Gdy już wylądowaliśmy, od razu pojechałem do swojego domu zawieźć bagaże, a następnie wyszedłem na spacer. W tej okolicy mieszkała Lu, więc miałem nadzieję, że ją spotkam... Nie myliłem się spotkałem ją w towarzystwie ... Lary? Chyba dużo mnie ominęło... Gdy byłem już blisko usłyszałem jak mówi:
-Pamiętaj jeżeli chodzi o film to, to był mój pomysł, nie słuchaj tych wypierdków mamuta, którzy wmawiają Ci, że ja Cię wykorzystuję, po prostu pomagam Ci uporać się z tym bałaganem
-O kim mówisz Ludmiła?- Zapytałem uśmiechając się.
Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i rzuciła mi na szyję
-Diego! Jak się cieszę, że wróciłeś! Dlaczego mi nie powiedziałeś?
-Wiesz, ja sam nie do końca wiedziałem, czy wrócę i kiedy...
-Cudownie! Już za Tobą tęskniłam!- Krzyknęła przyjaciółka
-Ja za Tobą też...
Staliśmy przez chwilę i rozmawialiśmy o wszystkim co się działo pod moją nieobecność po chwili usłyszałem znajomy głos...
-Diego?! Co ty tutaj robisz?!- odwróciłem się i ujrzałem...

(Violetta) Obudziłam się jak zwykle z samego rano, poleżałam jeszcze trochę. Czułam jak wszystko mnie boli nie wiem czemu, tak jakbym była chora.  Usiadłam na brzegu łóżka, założyłam na nogi kapcie i powolnym krokiem ruszyłam w stronę szafy. Wyjęłam z niej pierwsze lepsze ubrania, bo nie miałam dzisiaj siły wybierać. Z uszykowanym strojem ruszyłam w stronę łazienki. Gdy już w niej byłam włączyłam radio akurat leciała moja ulubiona piosenka..Nazywała się ,,Echo''.. Weszłam pod prysznic, szybko  się umylam po czym wytarlam recznikiem, ubralam swój strój,umylam zeby i zeszlam na dol do kuchni. Nie miałam dzisiaj ochoty na śniadanie, więc tylko napilam się soku i wyszłam z domu. Kierowałam się w stronę Studia. Przechodziłam obok jej domu i myślałam ze ja spotkam. Niemylilam się. Lecz coś mnie zaskoczyło z Lu stał... DIEGO! To na pewno był on wszędzie bym go poznała! Zrobiło mi się jakoś ciepło na sercu lecz z drugiej strony byłam wściekła...
Diego ?! Co ty tutaj robisz?!- chłopak podszedł do mnie
-Czesc Violu, wróciłem..
 Nic nie odpowiedzialam...
-Tęsknilem...
 - Ja nie. Ty też nie powinieneś tam miałeś swoją Sophie, zresztą nie dałeś mi nic powiedzieć i się rozleczyłeś i jeszcze.nie powiedziałes mi że wracasz. Chyba nie mamy o czym rozmawiać...- Odeszlam od chłopaka słysząc jak mnie wola.Nie zwracałam na to uwagi. Po policzku splynelo mi kilka łez. W drodze do Studia spotkałam...

(Angie)Szłam jak co dzień do pracy,błądząc gdzieś w chmurach i zachwycając się chwilą.
Nagle w oddali zobaczyłam Violette.Szybko podbiegłam do niej i się przywitałam. Uśmiechała się,ale wyczułam,że coś jest nie tak;była jakaś nieobecna..
-Violu czy coś się stało?-spytałam jak najbardziej ciepło
-Nie,nic poprostu zapszątam sobie głowę sprawami z przeszłości.Wszystko OK.
-Rozumiem,ale wiesz,że jak coś to możesz mi o wszystkim powiedzieć a ja Cię zawszę wysłucham-powiedziałam przytulając ją do siebie i posyłając uśmiech
-Wiem i tak bardzo Cię kocham! Brakuje mi naszych wieczornych rozmów..
W tej chwili zrozumiałam,że muszę tam wrócić;dla niej..
-O nie! Zaraz zaczynam lekcje u Gregorio. Zabiję mnie! Do zobaczenia!-pomachała i prędko odeszła zanim zdążyłam coś powiedzieć..Postanowiłam zmienić nieco swoje dzisiejsze plany i udałam się prosto do posiadłości Castillo,myśląc nad rozmową z Germanem.
Przed dzwiami pozbyłam się wszeklich wątpliwości i śmiało zapukałam do dzwi.
Otworzył mi Ramallo a gdy mu wytłumaczyłam wszystko odprowadził mnie do gabinetu szwagra.-Powodzenia-szepną i odszedł...
-Witaj Germanie.Możemy porozmawiać?-powiedziałam wchodząc
-Angie!? Eee.. Jasne,siadaj..-widocznie zaskoczyłam go swoją wizytą
-Chodzi o too..Chodzi o to,że chciałabym zostać znowu guwernantką Violetty-powiedziałam,a on zaksztusił się kawą..
-Eee.Rozumiem,lecz skąd ta nagła decyzja?-spytał
-Czuję,że Viola mnie potrzebuję.Ostatnio wiele przeżyła i dobrze, jeżeli przez cały czas będzie miała blisko siebie osoby,które ją kochają i którym ufa..
-Yy..Tak,tak to dobry pomysł..Miałem poszukać nowej guwernantki,lecz niezmiernie się cieszę,że będziesz nią właśnie ty.....Eee..Yyy to znaczy dobrze,że Viola będzie miała kogoś komu i ona i ja możemy zaufać-powiedział posyłając mi szczery uśmiech,który odwzajemniłam..Przypominając sobie,że niebawem zaczynam lekcje,pożegnałam się z Germanem.Wychodząc z domu...


(Germán) Wwraca... Ona i... O boże..." Po chwili do mojego gabinetu weszła Olga.
- Jak to cudownie że nasza mała Ángeles wraca! - Mówiła podekscytowana, kładąc moją kawę na biurku. "Pewnie znòw czyściła dziurki od klucza swoim bystry uchem" Przeleciało mi przez głowę, wstałem i wyszedłem na zewnątrz.
- Angie! - Krzyknąłem podchodząc do niej. - Mmoże wpadniesz jak już na kolację? Sama ogłosisz to Violettcie? Co ty na to? - Zaproponowałem.
- Jasne, tylko teraz muszę już iść z powodu zajęć. - Tłumaczyła się...
- Rozumiem, odprowadzić cię?
- Nie masz czasami czegoś do załatwienia?
- Nie, akurat Ramallo się wszystkim teraz zajmuję... To idziemy? - Pokiwała głową, więc po chwili ruszyliśmy do Studia. Musieliśmy iść przez ten głupi park gdzie zawsze spotykają nieprzyjemne rzeczy... Angie zawsze umiała mnie rozweselić, nie wiem jak to robiła, ale czułem się przy niej dobrze... Koło Studia pożegnała się ze mną.
- Dzięki za rozmowę i odprowadzenie, pa. - Po tych słowach pocałowała mòj policzek i szybko zniknęła... Nie spodziewałem się tego no ale cóż... Odwracając się w stronę domu ujrzałem na swojej drodze...


(Ludmila) Diego wrócił czyż to nie wspaniale. Tak ogólnie to wpadłam na genialny pomysł styknięcia go z Larą, ale zobaczymy co z tego będzie. W czasie przerwy chciałam sobie odpocząć od tego hałasu i nigdzie nie mogłam znależć Lary. Jednak znalazłam ciekawą scenkę Angie i German no i znowu to ja muszę być świadkiem tego czegoś. Ominęłam ich tak by mnie nie zobaczyli. Choć po chwili mężczyzna znalazł się na mojej drodze. - Dzień Dobry - powiedział z uśmiechem. - Dla kogo dobry dlatego dobry, dobra bez owijania w bawełnę - powiedziałam. - Moja matka nie jest zabawką, to że między mną a Violką jest jak narazie neutralnie to nie oznacza, że między nami będzie dobrze. - wskazałam na niego. - Zdecyduj się facet w końcu, bo wczoraj widzę Cię z moją pierworodną, a dziś z Angie, to chyba się do psychiatry nadaje. - spojrzałam mu prosto w oczy. - Jednak moja żmijowatość, nie zna granic dlatego też moja matka dowie się o zaistniałej sytuacji, ciekawe czy będzie skakała z radości. Wątpię. - już chciałam iść gdy mężczyzna złapał mnie za ramię. - Pogieło Cię ? - zapytałam. - Ludmila nie wtrącaj się w sprawy dorosłych. - odpowiedział. - Śmieszny jesteś. - dodałam. - To są nasze sprawy, a Ty jesteś jeszcze dzieckiem. - kontynuował. - Nie baw się w psychologa. - przerwałam mu. - Ja Ci tylko tłumaczę. - chciał mówić dalej. - Nie jesteś moim ojcem,  jednego juź mam wypiął się na mnie, ale gdzieś tam jest. - cholernie było mi źle w tym momencie, jak sobie pomyśle o moim ojcu i jego nowe famili, to boli i to bardzo boli. Patrzyliśmy na siebie, jeszcze przez długą chwilę...

(Violetta) Kiedy w końcu zajęcia Gregorio się skończyły, odetchnęłam z ulgą. Jakoś dzisiaj mało osób w Studio, ciekawe dlaczego? Popatrzyłam na telefon 5 nie odebranych połączeń..3 od Leóna, 1 od taty i 1 od Diego..Co On ode mnie chce? Najpierw wyjeżdża bez słowa, a teraz wraca. To nie tak, że zapomniałam o nim, ale tak się nie traktuje osób, które darzysz uczuciem. Wychodząc odetchnąć świeżym powietrzem widzę jak mój ojciec kłóci się z Ludmiłą i nawet nie muszę słyszeć o co wiadomo, że skoro Angie i Esmeralda wróciła wszystko runie znowu nam na głowę... Dlatego podchodzę do nich, by zakończyć sprzeczkę... -Tato?- biorę go za rękę -Musimy porozmawiać, dlatego chodź bo zaraz mam zajęcia i nie chcę się spóźnić- patrzę na Ludmiłe. -Tak jak ja, a teraz przepraszam Ludmiła odchodzi!- zmiażdżyła mojego ojca wzrokiem i weszła do środka. Razem z tatą usiadłam na ławce i wytłumaczyłam mu, że nie może wiecznie tutaj przychodzić..
Kiedy odeszłam do niego wpadłam prosto na...

 (Diego) Cały czas myślałem o Violi i o tym co się stało po moim przyjeździe. Wiem nie  widzieć, ani znać ale powinniśmy porozmawiać. Rozumiem, że wyjechałem bez słowa rozlaczylem się wtedy i nie dałem jej nic powiedzieć ale o co jej chodzi z ta Sophi ? To tylko moja przyjaciółka. Nie ważne, właśnie idę w stronę Studio, mam nadzieję, że ja tam spotkam, dzwonilem, ale  nie odbierała.  Jestem już przed.Studio. Idę nie patrząc przed siebie.Po chwili poczułem jak ktoś na mnie wpada. Unioslem głowę i zobaczyłem Viole. Serce zaczęło mi bić coraz mocniej, dzieliły nas centymetry. Dziewczyna po chwili się odsunęła dalej patrząc mi w oczy , zacząłem mówić
- Violu proszę porozmawiajmy
- Niech już Ci będzie o co chodzi?
 - Na prawdę mi Ciebie brakowało. Tęsknilem. Uwierz mi  codziennie chciałem zadzwonić powiedzieć co czuje, ale brakowało mi odwagi. Zresztą wiedziałem że już o mnie zapomniałas o mnie, byłaś szczęśliwa z Leonem...- dziewczyna nic nie powiedziała, bo dzwonek  nam przeszkodzil.- słuchaj musimy dokończyć ta rozmowę.
- Przyjdź do mnie wieczorem...

(Camilla) Siedziałam w Studio na zajęciach Gregoria. Znowu wymyślił taniec którego nikt się nie nauczy. On zmienia je jak rękawiczki Jednego nie skończymy on zaczyna drugi. No ale jak nauczymy się tańczyć jak on to warto się pomęczyć. Wszyscy plotkują że niedługo ma być wyjazd gdzieś poza granice kraju. I tylko dla najlepszych. Czyli ja nawet nie mam co o tym marzyć. Mało kto przyszedł dziś na zajęcia. Albo panuje epidemia albo coś się stało. Stawiam na to drugie. Ja się jeszcze tego dowiem. Na razie muszę znaleźć Violettę miała mi pomóc przy piosence. Idę do parku znajdującego się tuż przy Studiu i oczywiście znajduję ją tam z Diego'em ? Wrócił ? Podchodzę do nich. -Cześć Diego  niestety porywam ci Violę. -Chwytam dziewczynę za rękę i odchodzę w kierunku uczelni. -Nie wiem czy pamiętasz ale byłyśmy umówione na napisanie piosenki RAZEM a nie solo. Poza tym kiedy wrócił Diego? I po co?-natłok słów wypłynął z moich ust a Violetta nie pisnęła nawet słówkiem. -Co się stało ?-pytam widząc jej zamyśloną minę. -Nic, nic-mówi i odchodzi z niewiadomych przyczyn. I znowu musimy przełożyć piosenkę z powodów miłosnych mojej przyjaciółki. idąc tak spotykam...

(German) Niezłe ziółko z tej Ludmiły, w ogóle nie przypomina swojej matki, ona jest taka, słodka miła... Dobra ogar ! Właśnie... Może zaproszę Esmeraldę na kolacje... Napisałem do niej sms-a i mieliśmy spotkać się w tym przeklętym parku... Kilka minut i była na miejscu, przywitałem ją buziakiem w policzek.
- Więc o co chodzi ? Co jest takie ważne ? - Spytała.
- Chciałem cię zaprosić na kolacje. - Powiedziałem z uśmiechem
- Po to mnie tu przywołałeś ? Poza tym nie mam zamiaru znów słuchać jęków Olgi jak to mnie nienawidzi...
- Oj, przestań będzie fajnie. Olga akurat wybywa wieczorem i będę tylko ja i Violetta.. Zgoda ? - Spojrzała na mnie niepewnie, ale jakoś udało mi się ją przekonać. Chodziliśmy po parku....

(Esmeralda) Dostałam dziwnego esemesa od Germana. Naprawdę myślałam, że coś się stało, ale okazało się, że chce zaprosić mnie na kolację. Nie powiem było to dość miłe, ale nastawiona byłam sceptycznie do tego pomysłu tym bardziej, że nikt w jego domu za mną nie przepadał. Jednak gdy non stop mi gadał nad uchem w końcu uległam i zgodziłam się. Chwilę pospacerowaliśmy po czym udałam się do domu aby przygotować się na tą kolację. Wzięłam prysznic, umalowałam się jak nigdy i nałożyłam najlepszą sukienkę jaką miałam w szafie. Spojrzałam w lustro. - Esme jesteś nie do poznania - powiedziałam do swego odbicia. Ubrałam płaszczyk i wyszłam z domu. W szybkim tempie dotarłam do domu Germana. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam. Drzwi otworzył mi właściciel domu. Pomógł zdjąć mi płaszcz. Niestety gdy tylko weszłam do salonu mój humor uległ nagłej zmianie. - Czy mi się wydawało czy miałeś być Ty, ja i Violetta. - spojrzałam na niego. - Co ona tu robi German. - wskazałam ręką na Angie, która zerwała się z kanapy. - Mogę zapytać o to samo. - powiedziała patrząc na mnie. - Jestem dość zdziwiona Esmeraldo że Cię widzę, po dzisiejszej porannej rozmowie z Germanem wywnioskowałam, że to ja jestem guwernantka Violetty.- uśmiechnęła się szyderczo. Krew szalała w moich żyłach, znowu zrobił ze mnie wariatkę, znów zabawił się moim kosztem. - Slucham. - zrobiłam zdziwioną minę. - chyba chciał coś powiedzieć. - Nie German to najwyższy czas abyś wybrał Ja czy Ona. Wybieraj ...

(German) Jak mogłem być takim idiotą ?! Zapomniałem że zaprosiłem Angie... No świetnie i co teraz ?! Jak mogę wybrać ?
- Zaraz stop... - Powiedziałem. - Jakie wybrać ? Zapomniałem że Angie miała być na kolacji gdyż chcę ogłosić swojej siostrzenicy iż będzie dla mnie pracować... Jak mogę pomiędzy wami wybierać ? Nie zachowujmy się jak dzieci ! - Mówiłem stanowczo.
- Kogo kochasz ? - Zadała pytanie... Zamurowało mnie...
- Wiecie... Anka ! Właśnie ona... Zaraz wracam... - Pociągnąłem za sobą siostrzenicę.
- Cco jest ? - Zapytała zdezorientowana.
- Mam takie pytanie... Gdybyś miała wybrać pomiędzy 2 chłopakami to co byś zrobiła ?
- A co ja psycholog ?! Nie chcę mieszać się w twoje sprawy, po prostu powiedz im że wyjeżdżasz gdzieś i przemyśl to. - Zaraz... Czy ja się pytam nastolatki o radę ?! Ale... W sumie niezły pomysł... A ! Odbija mi totalnie... - Lubię cię... Ale nie pomogę ci... - Dodała i odeszła... Czas wziąć sprawy w swoje ręce ! Pomyślałem i znów wróciłem do salonu, gdzie były dwie wściekłe kobiety. Czułem jakby mnie miały zaraz wypalić wzrokiem...
- Ok... Więc, ja nie mogę wybierać... Nie wiem dlaczego stawiacie mnie w takiej sytuacji, przykro mi jest że dajecie mi taki wybór... Bo obydwie jesteście dla mnie bardzo ważne... Esmeraldo... - Skierowałem wzrok na kobietę. - Kocham cię... I nie można tego zaprzeczyć, ale szczęście mojej córki jest dla mnie najważniejsze... Myślę że mnie rozumiesz, będę tęsknił... - Dopowiedziałem... Patrzyła na mnie ze szklanymi oczami...
- Tato co tu się dzieję ? - Usłyszałem głos córki...

(Violetta) Czemu ja mam takie problemy? Nie rozumiem tego! Dzisiaj nie mogłam pomóc Camili w piosence, ale obiecałam jej, że jutro się tym zajmę. Potrzebowałam teraz Leóna, ale nie mam pojęcia gdzie się znajduję. Do domu docieram w złym momencie, mój tato razem z dwiema kobietami kłócą się. Z tego co zrozumiałam Angie wraca do domu, ale Esme z niego odchodzi. Byłam w kropce. -Tato co tu się dzieje?- pytam wchodząc do środka, Esmeralda stoi ze łzami w oczach, a Angie jest naburmuszona. -Nic Violu..Nic!- oznajmia mi matka Ludmiły, i wybiega z domu. -Świetnie tato!- rzucam. Nic nie odpowiedział i wszedł do gabinetu, a Agnie też w ciszy wyszła na taras odetchnąć. Co mam zrobić? Czuje się, że to moja wina, obie tak strasznie kocham...Z całej siły chce zamknąć drzwi, ale pojawia się w nich Diego. Mimo, że nie mam najmniejszej ochoty z nikim teraz rozmawiać, chłopak nie ulega. -Chciałem Ci powiedzieć tylko jedno..Kocham Cię.. zawsze będę.. ale chce żebyś była szczęśliwa i przepraszam za wszystko.. Po prostu myślałem, że w taki sposób i ty mnie pokochasz..- mimowolnie sama mu przerwałam -Ale ja Cie kochałam..- jego oczy się rozjaśniły. -Nie utrudniaj nam tego..Proszę idź już..- objął mnie w ramiona i wyszeptał "Przepraszam". Po chwili już go nie było, a ja skorzystałam z okazji i chciałam znaleźć Esmeraldę.. Ale w ostatnim momencie -Violu a ty dokąd?- pyta mnie ciotka. I znowu muszę skłamać dla jej dobra....

(Angie)Wieczór zapowiadał się fantastycznie,puki nie przyszła Esmeralda..
Doszło między nami do ostrej wymiany zdań,ale German wreszcie musiał zdecydować,bo te jego wahania stanowczo za długo trwają..I wybrał mnie? Chyba tak,ale nie wiem w jakim sensie;mam mętlik w głowie..Musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza,bo natłok myśli mnie dobija..Nagle usłyszałam rozmowe Violetty. Ja także muszę z nią porozmawiać na temat tego wszystkiego co się teraz dzieję w domu..
-Violu a ty dokąd?-zapytałam,gdyż było widać,że chciała wyjść
-Eee..Ja..Ja idę do Camilli pomóc jej przy piosence,prosiła mnie o to już dawno a ja nie miałam dla niej czasu..Yyy to na razie-powiedziała sama nie będąc pewna swoich słów i znikneła za dziwami..A ja stałam tak i patrzyłam przed siebie.Co mam teraz zrobić!? Powinnam już pójść czy porozmawiać ze szwagrem..Wybrałam to drugie.Niepewnie zapukałam do gabinetu i weszłam nie czekając na odpowiedz.Zobaczyłam Germana,który stał przy oknie spoglądając gdzieś przed siebie;ewidentnie się nad czymś zastanawiał..
Podeszłam do niego i położyłam mu ręke na ramieniu.Poczułam się nagle jakbym to ja była przyczyną tego całego zamieszania,w skrócie winna..
-German..Ja nie chciałam żeby tak wyszło.Może źle się stało,że wróciłam.Niepotrzebnie się mieszam we wszystko i sam widzisz,że nikt na tym dobrze nie wychodzi.
Nastała cisza..Czyżby to miało znaczyć tak?..Chciałam wyjść,lecz powstrzymał mnie..
-Nie Angie,mylisz się to nie twoja wina,a tylko i wyłącznie moja.Przez moje decyzje ranie najbliższe mi osoby..Wybaczysz mi?-spojrzał na mnie spojrzeniem zbitego psa..
Nie mogłam oderwać swoich oczu od niego..Nagle zaczął się zbliżać..
-Nie Germanie.To nie jest odpowiedni moment..Przed chwilą zakończyłeś pewny rozdział w swoim życiu i chyba jeszcze za wcześnie na kolejny-powiedziałam spoglądając na jego tors. Musiałam to przerwać;mimo mojego wewnętrznego sprzeciwu musiałam.Nie umiałam mu teraz spojrzeć w oczy,bo bym pewnie go pocałowała..
-Dobranoc-rzuciłam i udałam się do swojego dawnego pokoju.Boję się tego co mnie czeka w tym domu. Coż wybrałam,a co się stało to się nie odstanie..
Zmęczona całą rzeczywistością zasnełam...

Koniec rozdziału !
Jeżeli pod tym postem pojawi się 7 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 61.
layout by Sasame Ka