niedziela, 27 października 2013

Rozdział 34.

7 komentarzy:
(German) Rano obudziłem się z dziwnym uczuciem w sercu. Z trudem wstałem z łóżka. Gdy udało mi się wykonać poranne czynności zszedłem na dół wszyscy domownicy byli już przy stole a więc i ja się dosiadłem. Na śniadaniu była niezręczna cisza tylko czasem Ana z Violettą mówiły coś do siebie, lecz nie umiałem wychwycić ich słów. Usłyszałem dzwonek do drzwi, zapewne nie tylko ja ale nikt nie chciał ich otworzyć. Wzdychając podszedłem do nich, potykając się przy tym. Gdy je otworzyłem ujrzałem... I z szczerym uśmiechem zaprosiłem ją do środka...

(Esmeralda) Boli mnie głowa, mam taką migrenę, że chyba mnie rozsadzi dziś od środka. Pije dwie kawy na raz. I czekam, aż Ludmila zejdzie na dół by zawieźć ją do szkoły. - Ludmila - krzyczę - Rusz się, bo nie mam tu czasu na czekanie na Twoją osobę. - powiedziałam. Usiadłam w kuchni, trzymając się za głowę. - Zwariuję. Ludmila złaź - powiedziała groźne, i zauważyłam że dziewczyna człapie po schodach. - Nie musisz krzyczę. - opowiedziała. - Słuchaj, boli mnie głowa nie mam zamiaru się z Tobą po raz tysięczny kłócić, bierz śniadanie i idź do samochodu. - podałam jej torebkę z kanapkami i sałatką. Spakowałam swoją torebkę, wzięłam ze stolika kluczyki. - Musze dziś iść do lekarza, nie przyjadę po Ciebie. - powiedziałam jej i ruszyłam. Po dziesięciu minutach byłyśmy już na miejscu. Ludmila wyszła z samochodu. - Ludmilaaa ! Kanapki - krzyknęłam i podałam jej torebkę. Ruszyłam dalej, w sumie pomyślałam, że mogę skoczyć do Germana, bo napisałam mu wczoraj tylko sms. Ból głowy, był tak nieznośny, że mało nie potrąciłam człowieka na przejściu. Zatrzymałam samochód pod domem, wysiadłam i zapukałam do drzwi. Otworzył mi oczywiście German, z ogromnym uśmiechem na twarzy, jednak nie mogłam tego odwzajemnić. - Co jest ? - złapał mnie pod ramię. Wskazałam na głowę. - Mam dziś taką migrenę, że nie wytrzymuje. - usiadłam na kanapie. Usiadł przy mnie i przytulił mnie. - Byłaś u lekarza. ? - zapytał, pomachałam przecząco głową. - No to co Ty sobie myślisz. - spojrzał na mnie. - Ale, Auuuuuć. - złapałam się za głowę. - Esme co Ci jest - usłyszałam zza pleców ...

(Violetta) Ta noc minęła bardzo dobrze, jak co dzień wstałam zrobiłam makijaż, wybrałam z szafy nową sukienkę i zakręciłam włosy. Schodząc na dół usłyszałam pojękiwanie Esmeraldy -Esme co Ci jest - zapytałam zmartwiona. -A nic, Vilu to tylko migrena- odpowiedziała biorąc łyka wody -Zaraz mi przejdzie - wymieniłam spojrzenia z tatą - Pojedź z nią do lekarza- poprosiłam. -I co mówiłem Ci?- wziął Esme pod ramię.
Po kilku minutach dom był pusty, Esme z moim ojcem u lekarza, Ramallo i Olga na zakupach, a Anka wyszła wcześnie rano. Szłam do kuchni gdy przyszedł SMS od Angie. "German, pamiętasz? Dzisiaj mój kuzyn przyjeżdża, odbierz go z lotniska" Najwidoczniej moja ciocia pomyliła numery. Dziwnie czemu ja nic nie wiem o kuzynie Angie? Przecież to ja zawsze dowiaduje się ostatnia. Skoro dom był pusty, włączyłam radio na cały regulator i zaczęłam tańczyć oraz śpiewać.:


When it's you and me
We don't need no one to tell us who to be
We'll keep turning up the radio
What if you and I just put up 
A middle finger to the sky?
Let them know that we're still rock n roll


Kiedy piosenka dobiegła końca, patrzę w kierunku drzwi. -Pomoc w czymś!- mówię dosyć chamsko, każdy by tak powiedział jak by się zorientował jak obcy człowiek go podgląda. Chłopak uśmiechną się i puścił oko. Nie powiem, że wyglądał źle, na sobie miał czarny podkoszulek, skórzaną kurtkę i obcisłe spodnie. -Haha nie trzeba, chodź możesz jeszcze raz tak zatańczyć dla mnie- odpowiedział szczerząc zęby, a mnie zatkało. Kim On jest?!...

(Damon) Ciotka mówiła że ktoś mnie odbierze z lotniska a tu nikogo. Dobrze że miałem adres i jakieś drobniaki więc starczyło mi na taksówkę. Nie powiem spore mieszkanko ale do mojego to się nie umywa. Wchodzę do środka bez pukania, no bo po co? W końcu Angie mówiła żebym się czuł jak u siebie. Patrze przed siebie a tu jakaś dziewczyna tańczy śpiewa i w ogóle nie powiem nie brzydka, widok nawet przyjemny. Nagle połapała się że pojawiłem się w jej domu, o tak ta to ma refleks - przeszło mi przez myśl. Nie minęła sekunda jak usłyszałem chamskie " Pomóc w czymś?" O nie tak się bawić nie będziemy kotek - pomyślałem. - Haha nie trzeba, chodź możesz jeszcze raz tak zatańczyć dla mnie. - odpowiedziałem jej serwując swój firmowy śmieszek, o tak wszystkie na to lecą. Patrzyła na mnie jakoś tak dziwnie, dopiero teraz przypomniałem sobie że Angie wspominała coś o jakiejś tam siostrzenicy, jak ona miała... Violetta! tak chyba tak. - Wiesz kotek tańczysz całkiem ładnie ale jeżeli chodzi o śpiewanie to brak ci pazura. - zaśmiałem się. Chyba ją zirytowałem bo przez chwile miałem wrażenie że żyłka jej pęknie. - Oj kocie nie bulwersuj się tak, pokaże ci jak się śpiewa. Wyjąłem z pokrowca gitarę która miałem ze sobą i zacząłem śpiewać to samo co ona przed chwilą, oczywiście cały czas patrzyłem jej głęboko w oczy, ahh te moje magiczne uwodzicielskie spojrzenie, nie ma szans ulegną nawet anioły - zaśmiałem się w duchu kończąc śpiewać, księżniczka oczywiście musiała zabrać głos, no niech jej będzie....

(Violetta) Kim on do cholery jest? I za kogo sie uważa?! Ten swój tekst "kocie" niech sobie lepiej daruje. -Niby śpiewasz lepiej ode mnie?- zbulwersował mnie -Chyba śnisz, piejesz jak kogut!- wzięłam głęboki wdech, jeszcze nikt mnie tak nie zdenerwował. -Kocie, ja się tylko z Tobą drażnię- Schował gitarę, dość tego. -Nie mów do mnie kocie!- wzięłam jego walizki w postawiłam za drzwiami -Wynoś się! Bo zadzwonię na policje!- chłopak jednak nie chciał mnie słuchać, dlatego chciałam go wypchnąć siłą, ale jest zdecydowanie silniejszy, po kilku minutach siłowania zrobił mi łaskę i wyszedł. Zatrzasnęłam drzwi za sobą. -Spokojnie, spokojnie- mówię sobie w myślach. Po kilku minutach sprawdzam przez judasz czy aby na pewno poszedł sobie. Uff. Nie ma go. Ale na wszelki wypadek wychodzę tylnym wejściem. Idąc przez park powoli się uspokajam. Wyciągam telefon i dzwonie do Angie, ale włącza się poczta -Kim jest ten twój kuzyn?- o mało co nie rzucam telefonem o ziemie. Nagle czuję rękę na ramieniu, odwracam się i krzyczę -NIE DOTYKAJ MNIE-.............

(Damon) Haha jednak ma dziewczyna pazurki, dzielnie próbowała mnie wywalić z domu, wyjątkowo postanowiłem jej ulegnąć i opuścić mieszkanie, zbunkrowałem jednak walizki u nich w ogrodzie nie bede tego tachał co to to nie. Uzbrojony w mapę ruszyłem przed siebie, trafiłem do jakiegoś parku, nie powiem ładne miejsce ale wolał bym jakiś klub. Nagle patrze przed siebie a tam ta rozwścieczona kocica z domu drze się do telefonu na mój temat. No pierwsze dobre wrażenie już zrobiłem teraz czas się przedstawić zaśmiałem się, podszedłem do niej o tyłu i położyłem rękę na jej ramieniu by się odwróciła, jak nie zaczęła na mnie krzyczeć, ło jezu nie myślałem że ktoś może mieć taką skale. " NIE DOTYKAJ MNIE! ZOSTAW MNIE!" - haha zabawny okaz nie ma co. - Hej, hej kocie nie denerwuj się tak. - mrugnąłem do niej, o tak skoro przezywanie jej od kociaka tak ją wkurza to trzeba to robić jak najczęściej. Nawet fajnie że ją poznałem będzie kogo podenerwować zamiast mojego braciszka. - MÓWIŁAM ŻEBYŚ NIE MÓWIŁ DO MNIE KOCIE! I Z CZEGO SIĘ TAK CIESZYSZ?! - krzyczała dalej. - Kobieto już wole gdy śpiewasz, to mniej boli. Chociaż nie w sumie to nie wiem co grosze. - droczyłem się z nią. Nagle podeszła do nas jakaś dziewczyna. - Violetta, co tu się dzieje....?

(Francesca) Wczoraj znowu opuściłam lekcję w Studio, nie czułam się najlepiej i mój brat kazał zostać w domu i odpoczywać. Wieczorem rozmawiałam z Violettą która zdała mi relacje ze wszystkiego. Rano wcześnie wstałam, wykonałam poranne czynności i chciałam jak najszybciej dojść do Studia, żeby zgłosić się do konkursu. Przechodząc przez park dostrzegam moją przyjaciółkę Violettę krzyczącą na jakiegoś chłopaka. Nie powiem, że jest brzydki wręcz przeciwnie przyciągnął moją uwagę. -Violetta, co tu się dzieje..?- podchodzę bliżej i jego wzrok pada na mnie. -Kocie, nie mówiłaś że masz taką niezłą przyjciółeczkę- Zmierzył mnie wzrokiem -Coś z Tobą nie tak?!- wzięłam Violę pod rękę. -Ostre sztuki z Was, ale wiesz co kochanie? Kociakowi nie dorównasz w słowach- mrugną okiem. Gdy by Violetta nie odciągnęła mnie siłą, przysięgam że dostał by w tą piękną twarz! W drodze do Studia, moja przyjaciółka streszcza mi dzisiejszy poranek, a na dodatek On ma u niej mieszkać. Nie chciałam się jej przyznać, że mi się podoba, znaczy podobał, ale teraz? Sama już nie wiem, pora skupić się na konkursie. Gdy jesteśmy w Studio panuję wielki zamęt.....

(Damon) No i drugi kociak do kolekcji, co jedna to lepsza. Zaczyna mi się podobać to miasto. Jedyne czego mi jeszcze do szczęścia brakuje to jakiegoś dobrego klubu nocnego, ale to potem, teraz wypadało by zajrzeć do tego całego studio. Po raz kolejny wyjąłem z kieszeni mapę i posiłkując się nią trafiłem pod te całą szkołę, jezu wyglądała jak budynek dla przedszkolaków, więcej tych kolorów nie mogli dać no po prostu bosko, normalnie bałem się sprawdzić co jest w środku no ale jak mus to mus. Wszedłem do środka, miałem racje wszędzie te radosne kolory i wgl, aż się rzygać chcę. Z jednej sal dochodziły dziwne odgłosy zamieszania więc zajrzałem do środka, od razu zauważyłem swoje dwa tygryski. - Hej kociaki! - zawołałem do nich przez całą sale. Spojrzały się na mnie jak na debila, chociaż ta druga zerkała trochę łaskawiej. Słabe ogniwo odnalezione - zaśmiałem się w duchu, no to zaczynamy zabawę. Pewnym krokiem ruszyłem w ich kierunku gdy nagle...

(León) Od dobrej godziny znajduję się w Studio, próbując wymyślić jakąś piosenkę, której mógłbym użyć na konkurs, niestety nic ciekawego nie przychodzi mi do głowy. Po raz setny walę się otwartą dłonią w czoło, kiedy zaczynam grać "Voy por ti" czy "Podemos", ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Lekko zdenerwowany wychodzę z sali od muzyki, natrafiając na całkiem ciekawą scenkę.
- Hej kociaki! - słyszę głos nieznajomego mi chłopaka. Idąc za jego wzrokiem widzę, że patrzy się na Francescę... i Violettę. Ta druga zauważa mnie, a w jej oczach widzę niemą prośbę o pomoc.
- Ej, ty - mówię, podchodząc do niego - uważaj, co do kogo mówisz, jasne? - z satysfakcją zauważam, że jestem od niego kilka centymetrów wyższy, co daje mi przeczucie przewagi. Ale on nic z sobie tego nie robi.
- A co, koleś? - prycha. - Któraś twoja? - przez chwilę lustruje mnie wzrokiem, żeby za chwilę stwierdzić - nie, nie twoja liga. - Siłą woli powstrzymuję się od przywalenia mu w tę fałszywą mordę.
- Wynoś się stąd i nie wracaj - szepczę. Śmiejąc się głupio, opuszcza budynek szkoły. Violetta podchodzi i przytula się do mnie, ale wtedy...

(Ludmila) Dzień wybawienia, a może jednak nie ? Matka ma migrenę to mam spokój na cały dzień. W Studio takie poruszenie jakby ktoś rozpuścił jakąś ostrą plotkę. No tak w sumie konkurs, ale po co oni się zgłaszają przecież to ja błyszczę i błyszczę i aż ich to razi. Spacerując po korytarzu widzę śmieszną sytuację Leon wyrzucający jakiegoś kolesia. - Żenua. - mówię do Leona, a on patrzy na mnie jak jakiś łom. - Mam Ci to przeliterować, czy może powiedzieć po francusku, włosku, angielsku ? - zapytałam. - Jacy wy jesteście żałośni, to tak kaleczy moje serce. - spojrzałam na Violkę. - Pilnuj Leona - uśmiechnęłam się i wyszłam. Po drodze spotkałam tego kolesia, którego Leon wywalił. - No Hej Blondyna. - powiedział. - Do mnie to mówisz ? - zapytałam - No raczej - odpowiedział. - Uważaj, żebyś zaraz nie miał śliwy pod okiem. - odpowiedziałam - Mmmm Ostra jak żyleta. - zbliżył się do mnie. - A Ty jesteś tępy jak stado baranów wypróżniających się na łące, i jeszcze idź się umyj . - powiedziałam, a on dalej się zbliżał, więc zaczęłam go okładać torebką. W oddali usłyszałam - Ludmilaa ??...

(Tomas) Szedłem właśnie do studio gdy zauważyłem Ludmile okładającą torebką jakiegoś nieznanego mi chłopaka. Podbiegłem do nich, - Ludmila?? Co się stało??- zapytałem mierząc jednocześnie nieznajomego wzrokiem. - Ten idiota mnie obraża! - wykrzyknęła. - Blondi spokojnie, jesteś ostrzejsza niż ten kociak z studio. - powiedział do niej ten chłopak. - Ej, uważaj na słowa! - wydarłem się na niego stając w obronie Lu. - I kolejny ze wścieklizną, jak ja z wami wytrzymam ten miesiąc.... W każdym razie było miło poznać, Blondi. - zawołał mrugając do Lu okiem i jak gdyby nic sobie odszedł. Myślałem że zaraz mnie szlag trafi Ludmila też nie wyglądała najspokojniej. - Co on sobie wyobraża?! - wykrzyczała. - Nie wiem, w ogóle kto to jest? - zapytałem z nadzieją że udzieli mi odpowiedzi. - Nie wiem jakiś pajac, był u nas w studio ale Leon go wywalił. - odpowiedziała.- To co idziemy do studio? - zapytałem. - No nie wiem. A przekonasz mnie jakoś do tego pomysłu. - zapytała uśmiechając się. Powoli zbliżyłem się do niej i pocałowałem, z początku delikatnie, potem bardziej namiętnie oderwaliśmy się od siebie dopiero po dłuższej chwili gdy zbrakło nam tchu, tyle że jakoś mi to nie wystarczyło znów ją pocałowałem, trwaliśmy tak chwilę aż za swoimi plecami usłyszałem donośnie chrząknięcie.......

(Esmeralda) Oczywiście nie mogła odmówić Germanowi, bo siłą zaciągną mnie do tego lekarza. Tam nic nowego się nie dowiedziałam. - Ma pani migrenę, trzeba brać tabletki, dość silne tabletki, bo takie bóle głowy wykańczają człowieka. German spojrzał na mnie. - Wszystko to wiedziała, ale dziękuję. - odpowiedziałam i wyszliśmy z gabinetu. - I co dalej będziesz się kłóciła, że ta wizyta była niepotrzebna. ? - zapytał biorąc mnie za rękę. - Dobra niech Ci będzie była potrzebna. - uśmiechnęłam się. - Podwieziesz mnie do Ludmily muszę zostawić jej telefon. ? - zapytałam. - Oczywiście oznajmił. Po kilku minutach dotarliśmy do Studio. Wysiadłam z samochodu rozglądając się za Ludmila i dojrzałam ją. OBŚCISKUJĄCĄ SIĘ  z Tomasem. - Ekhmmm -  chrząknęłam. Oni odskoczyli od siebie, i spojrzeli na mnie. - Nie będę tego komentować, bo za bardzo boli mnie głowa. - powiedziałam. - Ludmila oddaję Ci telefon, nie przyjadę po Ciebie, bo naprawdę tragicznie się czuję, o 16 po zakończeniu zajęć idziesz do domu około 20 minut, czyli masz być na 16.30. - oznajmiłam jej. - Ale my mamy konkurs i musimy ćwiczyć. - odpowiedziała. - A Ty masz szlaban i musisz siedzieć w domu. - powiedziałam. - Ale mamoooo ! - krzyknęła, ale ja już byłam znowu przy samochodzie. - I jak ? - zapytał. - Dobrze, odwieziesz mnie do domu chyba muszę odpocząć. - oznajmiłam. Naprawdę ból był nieznośny, dodatkowo bolała mnie nie tylko głowa, a całe mięśnie. Gdy przyjechaliśmy do mnie do domu, German zrobił mi herbaty, podał koc, pocałował w czoło. - Zdrzemnij się, będę dzwonił. - powiedział i wyszedł. Wypiłam herbatę, okryłam się kocem i zamknęłam oczy, odpłynęłam...

Koniec rozdziału !
Jeżeli pod tym postem pojawi się 5 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 35.




sobota, 26 października 2013

Rozdział 33

6 komentarzy:
(Violetta) Całą noc oglądaliśmy horrory razem z Federico i Ana. Anka była wtulona w jego ramiona, a oni upierają się że są przyjaciółmi. Ja zaś wtuliłam się do poduszki, nawet nie wiedziałam kiedy usnęliśmy. Rano obudziła nas Olga ze zdziwioną miną patrzyła na Federico który musiał spaść z łóżka bo leżał na podłodze.W drodze do Studia chłopak trąca mnie ramieniem mówiąc żebym się nie bulwersowała za wczorajszy dzień, mimo to udaje że jestem zła, ale tak naprawdę nie da się go nie lubić!
Martotti wczoraj musiał mieć pełne ręce roboty, na ścianach już wiszą plakaty typu "Gwiazda może być tylko jedna" lub "Kim będzie zwycięzca?". Zdziwiło mnie natomiast to iż jest zdecydowanie mniej kamer niż w tamtym roku. W sumie to dobrze, rozchodzę się z "parę przyjaciół" i idę układać nową piosenką na konkurs. Na szczęście idzie mi to bardzo łatwo w ciągu godziny mam już wszystko zrobione -Teraz wystarczy jedynie mała poprawka- myślę. Gdy gram melodię na pianinie do sali wpada wściekła ... -Wiesz co ona zrobiła?- odzywa się....

(Ana) Od wczoraj dręczyły mnie koszmary i wypchnęłam Federica z łóżka... W sumie nawet nie wiem co on tam robił ! Obudziła nas oczywiście Olgusia kochana, która się tak wydarła że mało co nie rzuciłam się przez okno. Ogólnie......... Jakoś dotarłam do Stud!a, nawet nie pamiętam co wcześniej się działo. W budynku nawet się ogarnęłam w łazience. Gdy zobaczyłam na ścianach plakaty o jakimś konkursie zapytałam Naty o co chodzi, gdyż była pod ręką. Wytłumaczyła mi o co chodzi, spojrzałam ponownie na plakat. Hm... Poszłam się zapisać i dość zgrabnie wszystko poszło. Odwracając się zauważyłam Ludmiłę...
- Heeeej ! - Mówiła z głupim wyrazem twarzy. - Ano kochana, czy ty myślisz że masz szansę ? Wiesz doradzę ci coś, lepiej w ogóle nie startuj ! W ten sposób unikniesz kompromitacji, radzę ci, słuchaj się Ludmi a daleko zajdziesz kochana... - Wybuchłam śmiechem. - Z czego się śmiejesz co ?!
- Hahah, wybacz wasza wysokość lecz rozbawiła mnie pani mówiąc... Ta... Złożyłaś tak to ładnie, aż miło się słucha. Wiesz... Myślę że boisz się... Spokojnie dam sobie radę lecz radzę ci pomyśleć nad sobą ok ? - Przez chwilę jeszcze się kłóciliśmy, tak powiedzmy bo ja się śmiałam z jego tonu a ona coraz bardziej denerwowała. W pewnej chwili poczułam jak coś mokrego ląduje na mojej twarzy.
- Ludmiła odchodzi ! - Pstryknęła palcami i poszła. Super, jeszcze jacyś pacani przyszli z kamerą. Poszłam do pobliskiej sali a tam zobaczyłam Violkę przy keyboardzie.
- Wiesz co ona zrobiła?! - Zaczęłam. Siadając na parapecie opowiedziałam kuzynce o zaistniałej sytuacji a gdy miała coś na ten temat odpowiedzieć do pomieszczenia wleciał...

( Federico ) Ludmiła ! Cholerna Ludmiła ! Pobiegłem za Anką i wleciałem do sali . Usiadłem koło jej , na parapecie .
- Nie przejmuj się nią . To zołza . Wredna zołza . Mam ochotę przywalić jej tak samo jak Tomasowi . Ale jak patrze na tego siniak to zaczynam go lubić . Pokazuje ludziom , że coś przeszedłem w życiu . Ale mnie boli dupa , ale to pewnie temu , że usiadłem na książce - wyjąłem przedmiot spod tyłka i zorientowałem się , że dziewczyny patrzą na mnie jak na idiotę . - No co ? - spytałem , a one wybuchnęły śmiechem . Nagle zadzwonił mój telefon . Była to mama . Pogadaliśmy chwilę . Spytała jak się trzymam i czy czegoś mi nie potrzeba . Jak ja kocham tą jej troskę :D  Po jakimś czasie zakończyłem rozmowę i wróciłem do dziewczyn.
Pochylały się nad jakąś kartką .
- Co tam macie ? - nachyliłem się nad nimi . Ana odwrócił głowę , co spowodobało , że zderzyła się ze mną.
- Ałłłłłłłłł - rozmasowałem bolące czoło . Violetta się zaśmiała .
- Ej no nie wmawiajcie mi , że nadal jesteście przyjaciółmi .
- A czy ja mówiłem , że jesteśmy nadal przyjaciółmi  ? - spytałem z grozą w głosie i przyssałem się do policzka Any . Violetta zamarła , a ja z Aną wybuchnęliśmy głośnym śmiechem .
- Ej ! Tak nie można - Viola uderzyła mnie w ramię z uśmiechem .
- A Wam co tam wesoło ? - w drzwiach pojawiła się ...

(Lara) W Studio'u jest konkurs, ale nie wiem czy wezmę w nim udział... Muszę się skupić, aby sytuacja na torze się nie powtórzyła. Szkoda, że wczoraj tak naprawdę nie porozmawiałam z Federico'iem, chociaż to miłe, że do mnie dzwonił... I to kilka razy, na szczęście znalazłam telefon. Tak jak myślałam, zostawiłam go w skrzynce z narzędziami....
Rano wyszłam do Studio'a i patrzyłam na te wszystkie osoby, które się zapisują na konkurs. Może...? Nie, powtórzyłam w myślach. Tor, tor, tor.
Chciałam wejść do sali muzycznej, aby poćwiczyć piosenkę, ale zobaczyłam, że ktoś już w niej jest.
- Ej no nie wmawiajcie mi, że nadal jesteście przyjaciółmi - powiedziała Violetta, a mi zabiło szybciej serce. - A czy ja mówiłem , że jesteśmy nadal przyjaciółmi? - usłyszałam Federico'a. Czyli to była słuszna zazdrość... Wcale nie przesadzałam. Nagle zobaczyłam jak całuje Anę w policzek. Przygryzłam mocno wargę. Po chwili Violetta coś zawołała, a oni zaczęli się śmiać. Weszłam do sali i się zapytałam:
- A wam co tam wesoło? -  Cała trójka na mnie spojrzała, a z ich twarzy zniknęły uśmiechy.
- Lara - zaczął Federico.
- Teraz zaprzeczysz, że jesteście tylko przyjaciółmi? - zapytałam i dodałam. - Stoję tu od jakiegoś czasu. Nie martw się, nie wrzucę Any do wody. To twój wybór - powiedziałam z zaciśniętym gardłem i wybiegłam szybko z sali. Stanęłam przy ścianie i zaczęłam się zastanawiać. Myślałam, że teraz będzie dobrze, a się okazuje, że teraz mi się powoli wszystko psuje. Spojrzałam na ludzi, którzy się zgłaszali do konkursu. Może...?  Ktoś nagle wyrwał mnie z myśli...

(Ana) Eh... Dlaczego ?! Mówię do siebie gdy wychodzę z sali i szukałam Lary. Czemu zawsze musi tak wyjść ? Zobaczyłam ją opierającą się o ścianę, podbiegłam do niej.
- Lara... - Zaczęłam.
- Anka proszę cię już nic nie mów, rozumiem wszystko ! - Miała już odejść gdy złapałam ją za nadgarstek.
- Chyba nie uwierzyłaś w to ! - Podniosłam ton. Nastała chwila ciszy, po czym odwróciła się do mnie marszcząc brwi. - Na serio ? Lara, to było dla żartów takie przyjacielskie... Naprawdę, jeśli - Odchrząknęłam. - Kochasz Federica to dobrze bo jesteśmy tylko przyjaciółmi. No weź... Nie bierz tego tak do siebie. - Uśmiechnęłam się do niej. - Chodź, zobaczysz nawet On przyzna moje słowa. - Jakoś udało mi się zaciągnąć znów do sali. Na szczęście zastałam tam go wraz z moją kuzynką.
- Ok, Fede możesz wytłumaczyć Larze że to co zrobiłeś i mówiłeś to było tylko dla żartów ? Bo do niej nie docierają moje słowa. - Przewróciłam oczami. Nastała ponownie niezręczna cisza...
- Tak myślałam. - Odparła Lara i już miała uciec gdy ją zatrzymałam.
- Czekaj, no Feder... Mów...

( Federico ) - Lara ... - zacząłem . - Ana i ja ... Jesteśmy przyjaciółmi . Co z tego , że każdym nam mówi , że musimy być parą . Jesteśmy przyjaciółmi - powiedziałem dobitnie . - Ale jedno mnie dziwi . Musisz mi to w końcu powiedzieć . Czy jesteś we mnie zakochana ?
- Ejjjjjjjjjjj ! - usłyszeliśmy przerażający krzyk , który należał do Maxiego . - Do auliiiiiii . Pablo nas woła - i już go nie było .  Lara natychmiast za nim wybiegła . Popatrzyłem na dziewczyny , a one miały dziwne miny .
- Fajnie nie ? - spytałem . - Mam teraz zagwozdkę na cały dzień . A znając życie jutro jej już nie będzie w Studio , więc superrrrrrrrrrrrrr . Idziecie ?
- Co ? - spytały na równi . - Aaaa . Pewnie - wyszliśmy z sali . Pablo coś nam tam gadał o konkursie , ale nie chciało mi się go słuchać . Oparłem się głową o ramie Any i jak kot zacząłem czuwać . Dobrze , że staliśmy w tylnym rzędzie , bo na pewno bym dostał od nauczyciela .
- Fede ? - szepnęła Ana po chwili .
- Co ? - spytałem równie cicho .
- Już się skończyło - poinformowała . Otworzyłem oczy i okazało się , że nie kłamała .
 - Zaniesiesz mnie do domu ? - spytałem . Wybuchnęła śmiechem .
- Przepraszam , ale to chyba nie wyjdzie .
- Jesteś wspaniałą przyjaciółką - ziewnąłem . Po jakimś czasie poszedłem da sali muzycznej . Wziąłem gitarę elektryczną , bo widelec zostawiłem w domu . Ana obiecała , że mi go przyniesie . Nawet dałem jej klucz do mieszkania . W tej chwili wszystkie emocje się we mnie skumulowały i musiałem się wyżyć na gitarze .
- Bo ją zniszczysz - do sali weszła Ana w widelcem ...

(Ana) Eh... Ten to ma syf w mieszkaniu jak nikt ! Znalazłam jego widelczyk i wyszłam stamtąd jak najszybciej. W drodze myślałam co ja odwalam... ?! Śmiejąc się doszłam do budynku, usłyszałam przeraźliwy dźwięk który oddawała zapewne gitara elektryczna. Wchodząc do sali muzycznej zauważyłam tam Federica szarpiący struny.
- Bo ją zniszczysz - Powiedziałam. - Znalazłam tylko to. - Podałam mu "instrument". - Ty tam w ogóle sprzątasz ?! Normalnie prawie się utopiłam w twoich kuckach pony... - Zachichotałam biorąc do rąk gitarę. Wyjęłam kostkę i zaczęłam coś brzdękać, po chwili udało mi się złapać rytm. Do uszu zadźwięczała mi też gitara elektryczna Federica która swoimi dźwiękami dopasowała się do mojej. Kończąc, spojrzałam na niego.
- Było nieźle... - Dodałam.
- A jak myślałaś ? Że ze mną będzie źle brzmieć ? - Walnęłam go lekko w ramie i znów zaczęliśmy grać, dopiero po paru minutach dostrzegłam że u progu drzwi do sali stoi...

(Pablo) Od rana mam problemy z U-Mix, Marr... Mary... Mariotii powinien darować sobie te pomysły... Z trudem zgodziłem się na konkurs lecz wiedząc że uczniów to ucieszy to jakoś uległem... Widać było po ich twarzach że podoba im się owy pomysł. Co mnie martwi że ostatnio Angie się w ogóle nie odzywa... Hmmm.... Idąc do pokoju nauczycielskiego odciągnęła mnie przyjemna melodia. Odwróciłem się i zobaczyłem że ktoś siedzi w sali od muzyki, wybrałem się tam aby sprawdzić kto to. W sali ujrzałem Federica i Anę. Przypatrywałem im się uważnie i bardzo dobrze się rozumieli ! Nie wiem odkąd ćwiczą razem ale dość zgrabnie im to wychodziło... Przestali gdy mnie zauważali.
- Nie przeszkadzajcie sobie... - Odparłem. - Ale muszę przyznać że dobrze współdziałacie... Macie już pomysł na słowa ? Bo melodia wydaję się być ciekawa...
- Nie, my po prostu... Tak o zagraliśmy... - Odpowiedziała dziewczyna.
- Hm... No nic ale i tak bardzo dobrze, ćwiczcie dalej. Ale radzę abyście szybko znaleźli słowa... Mam nadzieję że jeszcze usłyszę was razem. - Dopowiedziałem i już uciekałem z pomieszczenia gdy nagle do sali weszła....

(Violetta) Cała sytuacja z Federico, Anką i Larą jest bardzo dziwna! -Violetta, nie mieszaj się!- odzywa się moje wewnętrzne ja. Usiadłam na ławce w parku i dokończyłam piosenkę, cudem nikt mi nie przeszkodził. Chcąc jeszcze raz się jej przysłuchać, postanowiłam iść do Studia, aby ją nagrać. Wchodząc do jednej z sal muzycznych zauważam Pabla. -Violetta masz dla mnie te nuty? Miałaś mi dać wczoraj- upomina się mężczyzna. -Tak- wyciągam z torebki teczkę -Przepraszam, ale miałam.. lekkie zamieszanie- podaję mu kartki. -Nic, się nie stało. A teraz muszę lecieć, trzymajcie się- nauczyciel wyszedł z sali. -Viola masz gotową piosenką- dopytuje się kuzynka. -Tak, ale usłyszycie ją dopiero na przesłuchaniach- uśmiecham się, oboje wychodzą z sali, a ja zaczynam grać moją nową piosenką. ''Soy Mi Mejor Momento". Gdy stwierdziłam, że wszystko z nią w porządku, zbieram się do wyjścia. W drodze do domu, wbiega we mnie jakiś chłopak i moje nuty i słowa lądują w kałuży. Krzyczę do niego żeby uważał, ale mnie ignoruje. Na szczęście cała piosenkę z nutami znam na pamięć, kiedy zaczynam zbierać swoje rzeczy z chodnika, ktoś do mnie przykuca i pomaga, nagle nasze oczy się spotykają.........

(Tomas) Po prostu pięknie, na bank wczoraj dziewczyny wszystko słyszały, o dziwo Ludmila nie wydawała się tym ani trochę zestresowana, powiedziała jedynie że Cami wie co ją czeka jeśli komukolwiek się wygada, nie powiem Ludmila ma charakterek ale właśnie to w niej kocham. Mimo to nie spałem całą noc, bałem się że to się rozniesie i jeszcze ten konkurs, zapisałem się ale jakoś specjalnie nie zależało mi na wygranej, jedyny plus że miałem już gotową piosenkę. Szedłem sobie ulicą gdy spostrzegłem Violette, z początku chciałem uciec jak najdalej ale zauważyłem że jakiś chłopak ją potrącił i wypadły jej wszystkie nuty. Dlatego podszedłem do niej i pomogłem jej zbierać kartki, w pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały, patrzyliśmy sobie chwilę w oczy, po czym odwróciliśmy głos. Teraz już byłem pewien, była dla mnie tylko i wyłącznie koleżanką. - Wszystko dobrze? - zapytałem. - Tak, dzięki.- odpowiedziała jak by zawstydzona. No tak słyszała wszystko, jej zachowanie wyraźnie to potwierdzało. No trudno, trzeba wierzyć że nikomu się nie wygada i złapać parę plusów. - Violetta, chciałem cię przeprosić że tak wtedy na ciebie naskoczyłem i podziękować że wezwałaś wtedy pogotowie. - powiedziałem całkiem szczerze. - Nie ma sprawy, rozumiem że to kiepsko wyglądało, przyjaciele? - zapytała. - Jasne! - zawołałem z uśmiechem na twarzy podając jej dłoń, taak wolałem unikać przytulania po ostatniej aferze. Nagle usłyszałem głos - Ej ej, co tu się dzieje?.....

(German) Od ostatnich dni jestem cały w "skowronkach" teraz wiem że jedyne czego chcę to być z nią. Przechadzając się po mieście miałem nadzieję że na nią trafię, lecz zauważyłem coś innego.- Ej,ej co tu się dzieję ? - Spytałem widząc moją córkę z tym... Tomasem.
- Tato nic się nie dzieje... Daj spokój no chodź ! - Złapała mnie za rękę i ruszyliśmy przed siebie. Dręczyła mnie myśl że może dalej się z nim zadawać, ale nie chciałem już ją zasypywać pytaniami. Powoli zapadał zmrok a by bez pośpiechu szliśmy w stronę domu gawędząc. Nagle przed sobą ujrzałem córkę Esmeraldy, biorąc głęboki oddech ominęliśmy ją aby nie doszło do nieprzyjemnej sytuacji. W mieszkaniu córka popędziła do pokoju a ja usiadłem na kanapie rozmyślając o ostatnich kilku dniach... Nagle dostałem sms-a od niej... "Dobranoc :*" Taka była treść jego. Patrząc na zegarek dostrzegłem godzinę 23, więc szybko wspiąłem się na górę. Odpisując na wiadomość i wchodząc pod kołdrę zasnąłem...

Koniec rozdziału !
Jeżeli pod tym postem pojawi się 5 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 34.

piątek, 25 października 2013

Rozdział 32

5 komentarzy:
(Esmeralda) Po wczorajszym dniu nic mnie już nie zadziwi, naprawdę. Wstałam zdenerwowana, niewyspana i dodatkowo połamana. I znowu jest źle, myślałam że idziemy ku dobrej drodze, że w końcu w tym domu zapanuje jakiś spokój, ale nie bo po co. Ludmila zeszła z góry, nie odzywając się do mnie. - Nie masz mi nic do powiedzenia ? - zapytałam, a ona spojrzała na mnie jak na jakąś głupią. - Nie będę Cię przepraszać, bo nie mam za co. - odpowiedziała i skierowała się w stronę lodówki. - Aha odpowiedziałam no skoro tak, to dobrze. - odpowiedziałam. Weszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic, wysuszyłam włosy, ubrałam się w jakieś normalne wyjściowe ciuchy, i byłam gotowa, a ona dalej siedziała w pidżamie, przy stole nawet się nie ruszyła. - A ty dziś nie masz zamiaru pojawić się w szkole. ? - zapytałam. - NIE, na pewno nie po tym jak się wczoraj zachowałaś w stosunku do Tomasa. - odpowiedziała zakładając ręce na klatkę piersiową. - A ty myślałaś, że jak zobaczę moją córkę w łóżku z chłopakiem, to ja będę szczęśliwa i będę sobie skakała w górę śpiewając " Jak super, ojej, no ale czad" Nie, nie będę tego robiła. - powiedziałam jej. - Masz 10 minut, inaczej jedziesz w tym co masz na sobie. - odwróciłam się i wyszłam. Tak jak jej zapowiedziałam wróciłam po dziesięciu minutach, stała już ubrana w kurtkę, gotowa do wyjścia. - Zapraszam do samochodu. - otworzyłam jej drzwi. Drogę do Studio przejechałyśmy w zupełnej ciszy. Wysiadła z samochodu trzaskając drzwiami, a ja dostrzegłam ....

(Camilla) Wstałam rano ledwo żywa. Pół nocy ćwiczyłam układ taneczny Gregoria. Zrobić coś czego nikt nie umie. Why not? Ale to przecież Gregorio on zawsze coś wymyśli. Wyglądałam pewnie jak ktoś kto walczył z lwem. Podkrążone oczy i blada cera. Nawet makijaż nie pomaga. Przed Studiem spotkałam Violę. Podeszłam do niej.-Cześć-No pięknie nawet mój głos brzmi śmiesznie. -Cami wszystko w porządku ? -Tak. Jak myślisz po co takie zamieszanie od wczoraj w szkole? -Ja nie wiem ale pewnie to ogłoszą dziś na zebraniu-odparła.Rozejrzałam się dookoła.Wszyscy uczniowie byli czymś zajęci. A to grali, tańczyli bądź śpiewali. Wśród nich zauważyłam kobietę w średnim wieku siedzącą w samochodzie a z niego wychodziła Ludmiła? Przyglądała mi się dziwnie... Albo nie? Popadam w paranoję.-Ja muszę iść-powiedziała moja przyjaciółka. Zostałam na placu zupełnie sama. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu. -Siema.- Był to ...

(Broadway) Kolejny dzień i kolejny nieudana próba powiedzenia Cami tego co miałem w duszy. Jeszcze nigdy nie miałem takich problemów a teraz można mnie nazwać tchórzem.Wymyśliłem pewien plan który może się udać. Ale będę potrzebował pomocy chłopaków.Idąc w stronę budynku uczelni spotkałem dziewczynę przez którą moje serce przyśpiesza dwukrotnie.-Siema-przywitałem się. Wolę żeby nie pomyślała że znów chcę ją przestraszyć.Odwróciła się do mnie. Była w opłakanym stanie. Jej cera była blada a oczy podkrążone.-Coś się stało? Powinnaś odpocząć. -Wszyscy będą mnie o to pytać? Pół nocy ćwiczyłam taniec Gregoria-powiedziała lekko odniesionym głosem.-Przepraszam, przepraszam. Nie chciałem cię urazić i wiesz co ? Zapraszam cię na lody do kafejki w przeprosiny.- Uśmiechnąłem się i złapałem ją za rękę zanim zdążyła odpowiedzieć. -Ale lekcje!-próbowała zaprotestować. -Lekcje się odrobi. Wszedłem z nią do kafejki gdzie siedzieli....

(Naty) Od tamtego momentu gdy Maxi "uratował" mnie przed upadkiem jakoś zbliżyliśmy się do siebie. Przez kilka kolejnych dni nie odzywał się ani go nie widziałam co mnie zmartwiło. Nie wiedziałam gdzie się podziać a nie chciałam siedzieć sama w domu więc wyszłam na zewnątrz wdychając świeże powietrze. Przeszłam się koło Stud!a i zobaczyłam dość nietypową sytuację, Ludmiła wychodziła z auta swojej matki... Co tu się działo ? Zawróciłam opuszczając zajęcia, nagle napadłam nie ochota skonsumowania lodów więc udałam się do pobliskiej kafejki. Nagle tam zauważyłam Maxiego, wzięłam głęboki oddech i usiadłam na przeciw niego.
- Naty... - Wypowiedział moje imię spoglądając na mnie. Nagle do budynku weszli Camila wraz z Broadwayem a mu Maxiemu zadzwoniła komórka. - Przepraszam muszę odebrać. - Odparł jak torpeda i poszedł gdzieś... Opierając głowę o rękę patrzyłam na ludzi wchodzących i wychodzących gdy nagle podeszła do mnie...

(Ana) Od wczoraj dopisywał mi świetny humor, trochę dziwnie się czułam gdy wtedy zauważyła nas Viola ale no cóż... Szłam przed siebie i zajrzałam do kafejki i zauważyłam tam Natkę. Przywitałam się i dosiadłam do dziewczyny. Zapytałam dlaczego jest taka smutna a ona mi opowiedziała o sytuacji z Maxim, rozumiałam ją to musi być naprawdę wkurzające gdy...
- Oo... Księżniczka przyszła... - Dodałam zauważając Lu. Pożegnałam się z Naty i poszłam do Stud!a. Docierając na miejsce był tam jakiś chaos ! Szkoda gadać ale udało mi się znaleźć kuzynkę koło szafek.
- Hej ! - Powiedziałam podchodząc od niej. - Co tu się dzieję ?! Powariowali czy co ? - Spytałam patrząc za siebie.
- Eh.. Sama nie wiem ale muszę ci coś powiedzieć... Nie uwierzysz co ostatnio zobaczyłam ! - Gdy Violka opowiedziała mi sytuację o wuju i Esmeraldzie wybuchłam śmiechem.
- Twój ojciec i matka Lu ?! Hahahhaha.... - Nie mogłam opanować śmiechu. - Fajną siostrzyczkę będziesz miała...! - Nagle Violetta uderzyła mnie w ramie.
- Ty się tak nie śmiej bo jeżeli ona będzie moją siostrą to twoją kuzynką... - Gdy te słowa do mnie dotarły zatkało mnie. Przed oczami pojawiła mi się ciemność, tylko czułam jak zsuwam się na podłogę...  

(Broadway) Wróciliśmy wraz z Cami do szkoły. Mimo że na początku narzekała to dobrze bawiliśmy się na lodach i spacerze. Fajnie było ale teraz czas zacząć realizacje planu. -Przepraszam muszę coś załatwić z chłopakami. Widzimy się później.-odszedłem.Po drodze zauważyłem jak Ana z Violettą rozmawiają. Obie były przerażone. Usłyszałem imię Ludmi więc odszedłem dalej z nią wolałem nie mieć nic wspólnego.Chodziłem po salach i zbierałem chłopaków. Po kolei: Andres, Fede, Maxi i na końcu Leon. Byli jeszcze Diego i Thomas ale ich wolałem nie wtajemniczać. Nie mam do nich zaufania. Wszyscy mieliśmy się spotkać na następnej przerwie. Przez całą lekcję z Beto ciągle spoglądałem na zegarek. Gdy w końcu zadzwonił dzwonek. Wybiegłem z sali jak torpeda. Byłem w sali pierwszy. Gdy wszyscy zjawili się w sali zacząłem moje wyjaśnienia. Trochę to zajęło ale po 20 min. wszystko wiedzieli. -Jakieś pytania?. nikt nie odpowiedział. Nagle z drugiej strony sali doszedł mnie głos:- Fajny plan. A ja mogę zadać pytanie? W drzwiach stała...

(Ludmila) Łaziłam bez celu po szkole nie mając ochoty zupełnie na nic. Nie, jednak miałam ochotę na powrót do domu i położenie się w moim wielkim wygodnym łóżku. Musiałam, chować się gdzieś od Tomiego, bo było mi ewidentnie wstyd, za wczorajszy wieczór. Przechodziłam obok sali, gdzie usłyszałam jakiś spisek, o jakiejś piosence dla Camilli. - Fajny plan. A ja mogę zadać pytanie ? - stanęłam w drzwiach i wzrok wszystkich zwrócił się w moim kierunku - Czy to będzie taka wielka żenua ? To takie prostackie, że aż - mówiąc to weszłam do sali - Ojej paznokieć mi się połamał, a wracając do pomysłu, śpiewania piosenki, to chyba nie powinieneś tego robić, ten Twój piskliwy głosik, mógłby uszkodzić nasze bębenki. - patrzyłam na niego. - Chcesz się przekonać ? - zapytał mnie i wziął do ręki mikrofon. - Zawsze. - wzięłam drugi.

(oooo eeeeo oooo eeeeo oooo eeeeo )

Quien le pone limite al deseo,oh
cuando se quiere triunfar
No importa nada,lo quiero,oh
es cantar y bailar



Usłyszałam skowyt wydobywający się z jego ust, uśmiechnęłam się i wzięłam głęboki oddech :

La diferencia esta aqui dentro
en mi circuito mental
Soy una estrella destinada a brillar

Śpiewałam głośno, podchodząc do niego coraz bliżej, i wbijając swój wzrok w jego oczy:

Encuentro todo
En mi música
Porque estoy
Siempre bailando
Yo necesito
Que mi música
Me diga que
Estoy buscando
Buscando en míí
Kończymy śpiew i dotykamy się klatkami piersiowymi, tak jakbyśmy chcieli się pobić, a z oczu wychodzą błyskawice, i wtedy dostrzegam ...

(Violetta) Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy martwić jak Ana zemdlała na wiadomość o tym iż może być kuzynka Lu. Sądziłam że udaje, ale po dłuższej chwili zaczęłam się martwić. Przykucnęłam przy niej i poprosiłam przechodzącego Diego, żeby przyniósł butelkę wody. Kiedy Ana się ocknęła, pomogłam jej wstać i usiadła na fotelu. Zapytałam się czy wszystko w porządku, a ona odpowiedziała że to tylko nie dobór witamin. Nie chciałam jej zostawiać ale przybył Federico i obiecał że zajmie się nią, wiec udałam się poszukać Leóna, kiedy znajduję go w jedne z sali moim oczom ukazuję się "bitwa" pomiędzy Lu i Broadway'em. -Zawsze musi pokazać na co ją stać- przeszło mi przez myśl, z nie wiadomych powodów zaczęłam klaskać. -Brawo, brawo- blondynka się odwróciła, zmierzyła mnie wzrokiem po czym wyszła z sali. Chłopcy omawiali jakąś niespodziankę dla Cami, dlatego postanowiłam wyjść i im nie przeszkadzać, z szafki nie wzięłam telefonu dlatego postanowiłam pójść po niego. Tuż przed szafkami zatrzymała się gdyż usłyszałam fragment rozmowy....

(Tomas) Boże wczorajszy dzień był dziwny, jak ja mogłem być taki lekkomyślny? Jeszcze to że jej matka nas nakryła, normalnie myślałem że spale się ze wstydu. Do tego nigdzie nie mogę jej znaleźć, czyżby mnie unikała? W sumie nie dziwie jej się, mimo to wiedziałem że powinniśmy o tym pogadać. Rozglądałem się po korytarzu szukając jej wzrokiem, po paru minutach zauważyłem ją przy szafkach. - Hej. Chyba powinniśmy pogadać, o... umm... wczorajszej nocy - powiedziałem siląc się na w miarę swobodny ton. - Tomi... Ja tak strasznie cię przepraszam za moją matkę, ona miała nie wrócić na noc ale sąsiadka zadzwoniła że niby ktoś się włamuje.... - zaraz, zaraz, Ona przeprasza Mnie? Dobra pogubiłem się, to chyba ja powinienem przepraszać ją... - Ludmila o czym ty mówisz? Przecież to ja powinienem przepraszać ciebie, gdybym jak ten ostatni idiota nie wchodził przez balkon nie było by sprawy. Poza tym myślałem że unikasz mnie raczej z powodu tego do czego między nami doszło... - powiedziałem cicho. - Nie, wcale nie chodziło mi o to, przecież do niczego mnie nie zmusiłeś Tomas. - uśmiechnęła się do mnie, poczułem wielką ulgę. - Duże masz przeze mnie kłopoty? - zapytałem jednocześnie dostrzegając że przysłuchuje się nam Violetta a razem z nią Cami. No po prostu pięknie, spojrzałem w ich kierunku z przerażeniem w oczach zastanawiając się jak dużo usłyszały.....

(Violetta) Kiedy wracałam do szafek, usłyszałam rozmowę Lu i Tomasa, nie chciałam ich podsłuchiwać, ale po drugiej stronie zauważyłam że Camila także przysłuchującej się rozmowie dziewczyny i chłopaka. Przyłożyła palec do ust, na wznak żeby być cicho. Z tego co wywnioskowałam, wczoraj nie tylko mój ojciec bawił się w najlepsze! No po prostu świetnie, co jeszcze mnie czeka? Kiedy chłopak nas zauważył, ruszyłam w stronę mojej szafki, udając że nic nie słyszałam. Na dworze czekała na mnie Cami, podeszłam do niej. -Cami, nie wolno Ci powiedzieć nikomu- starałam się mówić cicho -To nie jest nasza sprawa..- nie dała mi dokończyć. -Żartujesz!? Trzeba to wszystkim powiedzieć, nawet nagrałam ich rozmowę na telefon- mówiła przez śmiech. Jak Camila się na coś uprze to tak będzie. -Zrobisz jak uważasz, ale proszę nie mieszaj mnie w to- pożegnałam się z dziewczyną i poszłam do parku. Nie chciałam już wracać do Studia, ale Antonio robi zebranie za pół godziny, obowiązkowe. Kiedy wspominałam wczorajszy dzień, poczułam się dziwnie. Nadal przed oczami mam cała to głupią sytuacje i na dodatek pojawia się tam Tomas z Ludmiła. -NIE!- powiedziałam i wstałam z ławki. Idąc krawężnikiem, jak to ja muszę się potknąć i wpadam w ręce.....

( Federico ) Kolejny zwariowany dzień . Ana zemdlała . Myślałam , że oszaleję . Odprowadziłem ją do domu Violi , a ona natychmiast poszła spać . Pocałowałem ją delikatnie w policzek i wyszedłem z domu . Po drodze zobaczyłem moją przyjaciółkę , która zahaczyła o krawężnik i , by się wywróciła gdybym jej nie złapał . Postawiłem ją .- Dzięki - uśmiechnęła się . - Co tam ?
- A w porządku .
- Co z Aną ?
- Zaprowadziłem ją do Ciebie i zasnęła . Olga obiecała się nią zająć .
- To w jesteście razem ? - zmrużyła podejrzliwie oczy .
- Nie . Jesteśmy przyjaciółmi .
- Ale wy wczoraj ... Słyszałam jak wyznawaliście sobie miłość . I ... to pytanie ciągle mnie nurtuję . Dlaczego byłeś w piżamie ?
- Nie chciało mi się ubierać . Ale wiesz teraz każdy mnie zna - uśmiechnąłem się zadziornie . Viola się zaśmiała . Podczas naszej rozmowy doszliśmy do Studia . W wejściu złapał nas Marco.
- Hejka . Wołają wszystkich do auli - powiedział . Popatrzyliśmy na siebie z Violką i razem udaliśmy się do wskazanej sali ...

(Lara) Znowu opuściłam zajęcia w Studio'u... Ale to teraz nie jest ważne. Mogli mnie wyrzucić z pracy na torze. Przeze mnie ktoś mógł zginąć, gdyby nikt nie sprawdził motoru... Przez kilka niedokręconych śrubek, a to wszystko przez moje rozgarnięcie. Na dodatek chyba zgubiłam telefon... Może go po prostu zostawiłam w szafce... Albo w domu... Albo leży gdzieś między narzędziami  w skrzynce...
Dowiedziałam się, że Leon nie wygrał wyścigu, ale trochę się nie dziwię. Konkurował z tymi, którzy już od wielu lat trenują, a on nie dość, że krótko jeździ to jeszcze łączy to z muzyką. Kiedy byłam przed Studio'em., zauważyłam Violettę i Federico'a! Powinnam go przeprosić, że wtedy tak jakby od niego uciekłam. Ale potem reszta dnia nie była miła. Musiałam słuchać o tym, że mogą mnie wyrzucić, ale na szczęście mój pracodawca dał mi drugą szansę. Podbiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję. Sama nie wiem czemu. Właściwie nie dokończyliśmy rozmowy, czemu byłam zazdrosna o Anę.
- Fede!
- Lara?! - zdziwił się, a razem z nim Violetta. Zabrałam ręce z jego szyi i stanęłam obok nich.
- Tak, ja...
- Czemu nie odbierałaś moich telefonów? - zapytał. - I co się wtedy stało?
- Nie chcę przerywać, ale Antonio nas wołał do sali... - powiedziała Violetta, wciąż patrząc na mnie w zamyśleniu...

(Violetta) Antonio razem z innymi nauczycielami zebrał wszystkich uczniów w głównym holu szkoły muzycznej. Zdziwiłam się gdyż obok niego stał Marotti, który rok temu przeprowadził konkurs. -Tylko nie to- przeszło mi przez myśl. Było w tedy takie zamieszanie. Matrotti razem z Antonio ogłosili, że czeka nas kolejny konkurs z U-Mix, tylko że tym razem wszystko będzie pod kontrolą Antonia i nie dopuści do następnych kłótni. Turniej polega na kilku etapach, najpierw są przesłuchania na których trzeba zaśpiewać NOWĄ piosenką. Kto przejdzie dalej (Parzysta para chłopaków i dziewczyn) losuje osobę o przeciwnej płci i układają choreografie, do wybranej piosenki. Jedna para odpada. Zostaje 6 osób. Kolejny etap GRA na wybranym instrumencie. Zostają 4 osoby. W tym etapie sami tańczymy i śpiewamy. Zostają 2 osoby. Finał polega na wielkim SHOW. Finaliści układają nową piosenkę, nuty i choreografie, nagrywają teledyski które będą pokazane na żywo w TV, gdzie zostanie wybrany zwycięzca. O nagrodzie dowiemy się dopiero po finale. Bardzo dużo osób pobiegło się zapisywać -Czemu nie?- pomyślałam. Wypełniłam swoimi danymi zgłoszenie i żeby uniknąć powtórki z rozrywki osobiście oddałam Marottiemu do ręki kartkę. -O Violetta jak miło- obdarzył mnie uśmiechem i znikną w tłumie. Do domu zaprowadził mnie León -Może wejdziesz?- zapytałam, chłopak kiwną głowa. Kiedy dotarliśmy do mojego pokoju, rozmawialiśmy o konkursie i o wczorajszej akcji z moim tatą. Jakoś samo tak wyszło kiedy zaczęliśmy się całować. Kiedy jego palce były wtopione w moje włosy, serca biły w jeden rytm i byliśmy gotowi na wszystko.. Do pokoje bez pukania wszedł - FEDERICO- krzyknęłam! Chłopak wytrzeszczył oczy -E-ee ja tylko szukam Any- odwrócił wzrok i wybuchną śmiechem -Przepraszam, już mnie nie ma. Kontynuujcie.- wyszczerzył zęby i poszedł do pokoju Any. Wymieniliśmy z Leónem spojrzenia, po czym pocałował mnie na pożegnanie i wyszedł. W takiej chwili przerwać? Wzięłam największą poduszkę i poszłam do pokoju kuzynki. Zaczęłam okładać chłopaka poduszką, śmiejąc się tak, że nie mogłam złapać tchu. Cały wieczór przesiedziałam z nimi, dźgając siebie na wzajem i pijąc gorące kakao....

Koniec rozdziału !
Jeżeli pod tym postem pojawi się 5 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 33
layout by Sasame Ka