(Angie)Obudziłam się jak zwykle zmęczona,ale tym razem nie z przepracowania,lecz z powodu dobrej zabawy. Uśmiechnęłam się do siebie na myśl o nocnych wybrykach.Dzisiejszy dzień wydawał się być inny.Słońce jakby świeciło mocniej a ptaki głośniej śpiewały..Wstałam po wolni żeby nie obudzić śpiących dziewczyn.Mogą się wyspać,gdyż w końcu była sobota.Udałam się do łazienki,aby się odświeżyć. Zdziwiło mnie jednak to,że w pokoju nie było już Olgi,która najbardziej z nas szalała.Po kilkudziesięciu minutach schodziłam już po schodach.Spojrzałam na wiszący na ścianie zegar.Dochodziła 12.W kuchni pachniało już jedzeniem przygotowywanym przez Olge.-Oh Angie Tak wcześnie wstałaś?-zapytała ujrzawszy mnie.
-Wcześnie? Olgo jest już prawie południe! I podejrzewam,że ty też dopiero co wstałaś-stwierdziłam
-A gdzie tam! Jestem na nogach od dobrych 5 godzin!
-Do prawdy? I ty Olgito masz jeszcze siłę na cokolwiek?-zaśmiałam się
-No ba!Jestem do tego przyzwyczajona przez wszystkie lata spędzone w tym domu!Poza tym nie takie rzeczy robiło się w młodości...!-głośno komunikowała. Wyczułam moment do ewakuacji,bo znając Olgę to nie był koniec jej monologu.Nalałam sobie kawy i usiadłam przy stole w jadalni czekając na obiad.Z rozmyśleń...
(German)W nie najlepszym nastroju wyszedłem z gabinetu kierując się do jadalni. Wczoraj dziewczyny strasznie hałasowały i powoli zaczyna mnie boleć głowa. Gdy omijałem fortepian ujrzałem ją... Zamurowało mnie na jej widok. Powoli podszedłem do stołu i przywitałem się. Odpowiedziała mi szczerym uśmiechem, ach... Ten jej uśmiech, oczy, włosy i...
- German ? - Po usłyszeniu swojego imienia zszedłem na ziemię zwracając uwagę na Angeles.
- Tak ? - Wykrztusiłem. "Coś się stało ?" Te słowa wypadły z jej ust. Zaprzeczyłem, odparłem iż się zamyślałem zgodnie z prawdą. Poczułem woń pieczonego kurczaka, która przyciągnęła mnie do kuchni. Olgita poprosiła mnie o przypilnowaniu kilku potraw w tym zupy. Gdy odeszła skosztowałem jej i zniesmaczyłem się. Wyjąłem z szafki sól i ją przyprawiłem. Zląkłem się gdy usłyszałem kobiecy głos.... To była Angie.
- Gotujesz ? - Spytała. - Olga może się obrazić że jej majstrujesz przy obiedzie. - Dodała chichocząc.. Ah, ten słodki chichot. Miałem już coś odpowiedzieć gdy do pomieszczenia wstąpiła...
(Esmeralda) Godziny szukania pracy, i za każdym razem nic. I kolejny talerz wędruje na podłodze.
- Który to już w tym tygodniu - mówię sama do siebie - Dziesiąty ? - Rzeczywiście od kilku dni czuję się coraz gorzej. Posprzątałam resztki naczynia, ubrałam się i wyszłam na spacer. Chodząc dookoła parku, wszystkie stare wspomnienia odżyły. Kiedy chodziłam ze swoim mężem i córką podziwiając widoki. To już nie wróci, nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Jeden z domów obok, których przechodziłam wywarł na mnie ogromne wrażenie. Tym bardziej, że wisiała na nim kartka " Zatrudnię guwernantkę"
- O matko czy to cud - pomyślałam i postanowiłam zapukać, zdziwiłam się gdyż drzwi były szeroko otwarte. Weszłam do środka, jednak nikogo nie zauważyłam. - Dziwne - zamyślona, odwróciłam się na pięcie, nie zauważyłam ...
(Violetta) Dzisiaj w nocy świetnie się bawiłam, potrzebowałam tego. Rano po śniadaniu Fran i Cami poszły do domu, miałyśmy spotkać się w studio. Wchodzę do salonu i widzą obcą kobietę rozglądającą się po moim domu -Dzień dobry, pomóc pani w czymś?-Pytam. Kobieta wydaje się być lekko speszona -Yy.. Tak, a właściwie to nie, ja w sprawie pracy guwernantki- odpowiada i się uśmiecha denerwująco. Świetnie mój ojciec nigdy nie przestanie! W tym czasie do salonu wchodzi tata i Angie. Kobieta się przedstawia i zwraca się do mojego taty że przyszła w sprawie pracy. -Ah, tak! Zapraszam do gabinetu, Violu miłego dnia- Przytula mnie mocno i wchodzi za Esmeraldą do pokoju. Do Studia poszłam razem z Angie zatrzymując się na świeży sok z pomarańczy, tak jak robiłyśmy codziennie do jej wyprowadzki. Pod Studiem pożegnałyśmy się i podeszłam do Maxi'ego który poinformował mnie że za 35 minut wszyscy mamy zjawić się na głównym holu, Antonio chce nam coś powiedzieć. Idąc do szafki myślę o Tomasie i Leonie. Czemu Leon się nadal nie odzywa i nie odpowiada na moje telefony...
(Leõn )
Widziałem kilka nieodebranych telefonów od Violetty, ale nie miałem ochoty oddzwaniać. Cały wczorajszy dzień spędziłem patrząc się w sufit, tak bez żadnej przyczyny. Dlaczego tak nagle sobie poszedł? Dlaczego w ogóle stał tam i gapił się na mnie? Do głowy przychodzą mi dziwne, coraz dziwniejsze pomysły. W drodze do Studio próbuję wymyślić dobre usprawiedliwienie dla Violetty, za te nieodebrane połączenia, ale do głowy przychodziła mi tylko prawda, której raczej nie chciała znać. Zaraz po dotarciu do szkoły Andres informuje mnie, że za pięćdziesiąt minut Antonio chce, żebyśmy wszyscy zebrali się w głównym holu, ponieważ chce nam coś przekazać. Idę do sali prób, gdzie próbuję odtworzyć utworzoną wczoraj piosenkę na klawiszach, jednak nie pamiętam jeszcze wszystkich nut. Spoglądam na główne drzwi w Studio; w głowie zapisuję sobie, że muszę pogadać z Violettą, jak tylko ją spotkam. Niestety moje rozmyślania przerywa mi...
(Ludmila) Jaki piękny cudowny dzień, nawet po wczorajszym dniu poprawił mi się humor. Przechadzając się korytarzem, słyszę że ktoś gra na pianinie, i znowu uśmiecham się sama do siebie.
- Leoś, Leoś, chociaż jesteś z tą łamagą to muszę Ci powiedzieć, że dalej cudownie grasz - z uśmiechem na ustach przybliżam się do niego - Jest tylko jedna sprawa kochany, zmieniłeś się i to bardzo bardzo, dodatkowo na gorsze. - patrzę mu prosto w oczy - Jeszcze w mojej przeżartej jadem duszy, jest miejsce dla Leosia, pamiętaj że zawsze byłeś dla mnie kimś ważnym. - gładzę ręką jego piękne włosy - Zmieniłeś się wtedy kiedy pojawiła się ta mała żmija, Leon byliśmy stworzeni dla siebie, my dwoje z wyższych sfer, rządziliśmy tą szkołą, a teraz tylko się ranimy, nie chciałbyś tego zmienić ? - przybliżam swoje usta do jego i kiedy już mam go pocałować ...
(Violetta) Już powoli uczniowie zbierali się na głównym holu, ale wczoraj zapomniałam zabrać nut z sali prób. Wydawało mi się że nikogo tam nie ma więc wchodzę i przeżywam szok. Leon i Ludmiła nachyleni ku sobie. Nie mogę uwierzyć, zły napływają mi do oczu. -Upss..-Odzywa się blondynka ze swoim uśmieszkiem. -Violetta, ja Ci to wytłumaczę- zaczyna chłopak. Nie mam ochoty do tłumaczenia. Uciekam, za swoich pleców słyszę jeszcze jak Leon kłoci się z Ludmiła.Wybiegam ze studia i idę przed siebie. Jak mogłam być aż tak naiwna, że Leon się zmienił, że znowu będziemy razem. Martwiłam się o Niego że nie odbiera moich telefonów, a on tymczasem bawi się w najlepsze. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie chce wracać dzisiaj do Studia. Czuję że łzy zmazały mi cały makijaż, więc wyciągam chusteczkę i wycieram twarz. Chciała bym się do niego wtulić jak zawsze to robię kiedy mi smutno, ale później przyjdzie czas na wyjaśnienia. Mam nadziej że ta tleniona blondynka jest zadowolona z tego co widziałam i że wreszcie da mi spokój. Chce iść już do domu, ale w oddali widzę podchodzącego do mnie...
(Diego) Przechodziłem właśnie koło Studio, a w oddali zobaczyłem płaczącą Violettę. Postanowiłem, do niej podjeść w końcu to była moja przyjaciółka. Gdy już byłem dość blisko, ona widząc mnie odwróciła się, a ja złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem, żeby stała na przeciwko mnie
-Hej, Violu co się stało? Dlaczego płaczesz?- zapytałem zdezorientowany
-Nie, Diego, zostaw mnie! Zostaw mnie samą! Zostaw...
-Nie, nie mogę, powiedz, może doradzę, pocieszę, no proszę...
-Dobrze, niech Ci będzie- powiedziała, ze łzami w oczach- Leon, on..on...- nie mogła wydusić z siebie słowa, bo zaczęła coraz bardziej płakać.
Już nic nie mówiła, wtuliła się we mnie, a ja objąłem ją ręką i wyszeptałem:
-Będzie, dobrze zobaczysz...- po czym pocałowałem delikatnie w czoło, w oddali zobaczyłem nadchodzącą...
(Lara) Już drugi raz w tym tygodniu idę do tej szkoły. Nie jest nawet taka zła jak myślałam, ale i tak moje miejsce jest przy motorach. Może lepiej było zadzwonić? I tak by nie odebrał, odpowiedziałam sobie w myślach. Czy Verdas nie rozumie, że jak chce brać udział w wyścigach musi ćwiczyć? A żeby to robić trzeba przychodzić na tor. Żadne wymówki go nie usprawiedliwiają. Jeszcze mi się obrywa, a to tylko dlatego, że się z nim przyjaźnię!
Nagle zobaczyłam po drugiej stronie ulicy tego czarnowłosego chłopaka, który pomógł mi pozbierać kartki z podłogi. Przytulał jakąś dziewczynę, ale czy to nie jest Violetta? Może dlatego Leon nie przyszedł na tor.. Och, no jasne. Zawsze wiedziałam, że miłość to same problemy. Ale Verdas nigdy nie słuchał mądrzejszej Lary. Co do tego chłopaka... Wydawał się być miły, ale najwyraźniej to jego sztuczki i podrywa każdą dziewczynę. Chyba mnie zauważył, więc wzięłam głęboki oddech i szybko poszłam w stronę Studio'a, by powiedzieć Leon'owi, żeby brał na poważnie jazdę na motorze. Nie może opuszczać treningów i już!
Wchodząc do szkoły, nie wiedziałam gdzie iść. Nie mam pojęcia gdzie on może być, jakie ma lekcje i czy w ogóle tu jeszcze jest. Podeszłam do kogoś zapytać się gdzie może być Leon...
(Violetta) Dzięki Diego poczułam się o wiele lepiej chodź i tak nie miałam zamiaru wrócić do Studia i patrzeć na Ludmiłę czy Leona. Za bardzo bolało. Niestety Diego namówił mnie żebym poszła tylko wysłuchać Antonia.Weszliśmy do Studia, poprosił mnie żebym na niego zaczekała więc podeszłam do ściany, upewniając się ze nikogo z moich znajomych nie ma. Antonio ogłosił że szkoła organizuje po raz pierwszy bal maskowy. Uczniowie byli zachwyceni, ale ja nie umiałam nawet się sztucznie uśmiechnąć. Przy wejściu zauważyłam Larę która pomaga Leonowi na torze. Rozmawiała z Andresem, prawdopodobnie pytała go dziej jest Leon, ale nie musiała długo szukać gdy od razu zjawił się za nią. Chciałam odwrócić wzrok ale nie umiałam. Zauważył mnie, widzę że chciał podejść ale obok mnie zjawił się Diego wyciągając rękę. -Chodź, zjemy coś na poprawę humoru- uśmiechną się od ucha do ucha. Długo nie dałam się namawiać, przed wyjściem jeszcze jeden raz popatrzyłam za siebie. Obok parku natrafiliśmy na królowe żmij -Ludmiłę, wydawała się zachwycona pomysłem Antonia. Na szczęście nas nie widziała...
(Esmeralda) Do tej pory nie mogę uwierzyć, naprawdę dostałam tą pracę. W sumie mój szef jest niczego sobie - O czym Ty myślisz - zganiłam siebie w myślach. Z tego szczęścia, aż zachciało mi się pójść do parku na słodkie ciasteczko. Kiedy już usiadłam na ławce, i delektowałam się czekoladową pysznością zauważyłam Violette, postanowiłam podejść do niej poinformować ją, że od jutra będziemy się widywały częściej. Przypatrzyłam się dobrze, nie była sama, stała z jakimś chłopcem. - Witaj Violetto, nie wiem czy mnie pamiętasz spotkałyśmy się dziś rano w twoim domu, starałam się o pracę guwernantki i ją dostałam, mam nadzieję, że nasza współpraca będzie się bardzo dobrze układać - uśmiechnęłam się ...
(Violetta) Kiedy spacerowałam z Diego po parku spotkałam znaną już mi kobietę która oznajmiła mi że zostaje moją guwernantką. Nie powiem że się zdziwiłam, wiedziałam czy prędzej czy później ktoś taki się znajdzie. Pożegnałam Diego i razem z Esmeraldą udałyśmy się do domu. Na początek przeprosiłam ją za moja poranne zachowanie, tłumacząc że nie jestem taka na co dzień.
Źle ją oceniłam, okazało się że jest bardzo inteligentną i wykształconą osobą, nawet skończyła akademie muzyczną. -Jak wrócimy do domu musimy razem zaśpiewać- śmieje się. Gdy w końcu dotarłyśmy do domu była pora kolacji. Każdy zasiadł do stołu, Esmeralda zajęła miejsce Angie zrobiło mi się smuto że jej nie ma z nami, ale przecież to nie wina Esme. Przy posiłku nowa guwernantka przedstawiła się oficjalnie Ramallo i Oldze. Widać że od razu przypadła im do gustu, a nawet i mojemu tacie gdyż wzroku nie mógł od niej oderwać. Nie wiem dlaczego ale z wyglądu bardzo przypomina mi moją mamę. Kiedy odeszliśmy od stołu poprosiłam tatę aby mi akompaniował podałam Esmeraldzie nuty i cały wieczór spędziliśmy przy pianinie. Nie sądziłam że ma aż tak piękny głos. Tej nocy nie mogłam usnąć, dlatego zeszłam na dół napić się ciepłego kakao. W kuchni siedziała Esmeralda czytając książkę i pijąc herbatę. -Też nie możesz zasnąć?- pytam. -O Violu, nie lubię sobie czasem sama posiedzieć, a co z Tobą?- pyta. Nic. Siedziałyśmy tam jeszcze przez dobre 2 godziny rozmawiając o życiu, chłopakach, ciuchach, muzyce. Naszą pogawędkę przerwała zezłoszczona Olga z wałkami na włosach, kocham Olgę ale nie mogłam powstrzymać śmiechu. -Do łóżka, już! Oby dwie! Ja tu zasnąć nie mogę!- Weszłyśmy na piętro -Dobranoc- powiedziałyśmy razem. Bardzo polubiłam Esme. Nawet nie wiem kiedy się położyłam, bo od razu zasnęłam, nad ranem mój budzik postanowił zrobić sobie wolne...
Prosimy o komentarze!
5 rozdział już jutro!
(Ludmila) Całą noc śniła mi się tylko jedna osoba - Federico, dalej nie rozumiem dlaczego ten chłoptaś zrobił na mnie takie wrażenie, dobra tam nie ważne, czas szykować się na zajęcia. Kiedy już wzięłam poranny prysznic, ubrałam się, zeszłam na dół na śniadanie.
-Witaj słoneczko - od razu wita mnie moja matka - Zrobiłam ci śniadanie.
-Po pierwsze milion razy prosiłam cię żebyś tak do mnie nie mówiła, nie mam 5 lat - jeju jak ona nic nie rozumie. - Dziękuję, ale nie jestem głodna - zbieram swoje rzeczy ze stołu kiedy łapie mnie za torbę.
-Takim tonem mówić do mnie nie będziesz, chciałam cię poinformować, że dziś idę na rozmowę o pracę, weź chociaż jakiś owoc do szkoły - znalazła się troskliwa matka, gdyby się starała ojciec by od nas nie odszedł.
-Dobra tam, daj mi spokój, śpieszę się - wychodzę z domu trzaskając drzwiami.
-Mam jej dość - mówię sama do siebie, ale wiem co poprawi mi dziś humor, rozmowa z Leonem o świętej Violi, na samą myśl uśmiecham się do siebie. Zakładam słuchawki i udaję się do Studio. Kiedy jestem juz pod drzwiami ...
(Camila) Szłam do Studia przy wejściu spotkałam Ludmiłę. Chciałam przejść koło niej ale zauważyła mnie przy drzwiach.-Torres!-Kipiała złością.Przybliżyła się o krok. -Jeżeli komukolwiek powiesz o tym co wczoraj widziałaś w sali to osobiście cię zabije.-Zrobiła pauzę-Tomas zwłaszcza się nie może się dowiedzieć -Ale Tomas jest w Hiszpanii-Nic nie zrozumiałam z jej wypowiedzi. -Nic nie wiesz? Tomi wrócił!- złość jej przechodziła.Powoli ale przechodziła. -Niby kiedy wrócił ?-Dwa dni temu.- I ja jeszcze nic nie wiem ? Może plotki w Studio nie rozchodzą się tak szybko jak myślałam i Tomas się nie dowie. Jeśli jednak skądś się dowie to będę miała piekło na ziemi z Lud. Odeszłam pod salę Gregoria. na drzwiach była przyklejona kartka z napisem "LUDMIŁA I FEDERICO zakochana para". Obróciłam się dookoła. Wszystkie korytarze były pokryte tymi kartkami. O matko niedobrze, niedobrze... Zaczęłam zrywać kartki. Niespodziewanie wpadłam na ...

(Violetta)Wszytko zawsze to moja wina! WSZYTSKO. Mam już tego dość, czemu każdy kieruje swój gniew właśnie na mnie. To nie jest tak że jestem zmienna wiem kogo kocham, a Diego to tylko kolega, a każdy robi z tego wielkie coś. Muszę znaleźć Ludmiłę. Niespodziewanie widzę Cami, jest strasznie zdenerwowana -Cami, Cami spokojnie, Co się stało- Pytam się i dostrzegam kartki leżące na podłodze. Wybucham wielkim śmiechem. -Violetta!, lepiej mi pomóż, bo jak Ludmiła je zobaczy to będzie źle- mówi zezłoszczona. -Ej, Cami daj spokój, co ona może Ci zrobić?- odpowiada i schylam się żeby jej pomóc. Podchodzi Fran -Hej, dziewczyny co tam- mówi zadowolona. -Cami Ci wytłumaczy, ale zachowaj to dla siebie, zaraz przyjdę- odpowiadam. Zauważam Ludmiłę stojącą na środku holu. -Musimy porozmawiać-mówię do niej sucho. -Z tobą? Nie wydaje mi się-odpowiada z uśmiechem. -Ludmiła przesadzasz!-..-Ja przesadzam? Kochana a kto skacze z kwiatka na kwiatek? Co? Ja czy ty? Biedna Viola- mówi i chce odejść ale ją zatrzymuje -Co ty właściwie chcesz osiągnąć? Pamiętaj jeżeli się nie zmi
enisz, to stracisz wszystkich! On nie jest ślepy, zauważy kim naprawdę jesteś i że się wcale nie zmieniłaś. - mówię do niej, najwyraźniej zrozumiała że mówię o Federico, i spuściła wzrok. Odchodzę. Chciałam podejść do Cami i Fran ale widzę że poszły już z Maxi'm. .
(Ana) -Eh... - Ślęczę nad kartkami papieru bazgrząc coś. Nie mogę wychodzić choć za oknem piękna pogoda, słońce przygrzewa, wietrzyk wieje a ja kisze się w domu. Zła wyszłam przez okno, co było niecodzienną sytuacją. Pobiegłam w stronę parku, tam gdzie natrafiłam na blondynę. Po kilku minutach byłam na miejscu, usiadłam po turecku na ławce i patrzyłam przed siebie na wesołych ludzi cieszących się każdą sekundą. Za tydzień idę odwiedzić wuja, tylko on mnie rozumie... Usłyszałam głośny gwizd za mną, odruchowo się odwróciłam i zobaczyłam budynek.
- Stud!o ? - Szepnęłam do siebie. Poszłam dróżką w stronę budynku. Na miejscu zobaczyłam wielu dzieciaków. Uśmiechnęłam się sama do siebie widząc gitary w rękach, tancerzy wywijających na asfalcie i śpiew... Usłyszałam cudowny śpiew. Nieśmiało weszłam do środka... Weszłam do jednej z klas. W niej zobaczyłam jakiegoś wrzeszczącego faceta o dwóch kłakach na głowie, uważnie przyglądałam się lekcją jakie prowadzi. Nie rozumiałam jak można się tak wydzierać ? Czy on jest normalny ?
(Ludmila) Najpierw zniszczę Camille, a potem zajmę się panna Violettą, ta mała ropucha nie będzie się tak panoszyła, co on sobie myśli, że kim jest, ohh niech ja tylko spotkam Leona, popamięta mnie dziewczynka. Wyrzucam to z myśli. Czas na zajęcia taneczne. Jednak po drodze muszę jeszcze zostawić prezencik dla Cami. Wyjmuję kartkę i zapisuje na niej : Ostrzegałam cię Camilla, pamiętaj, że moje drugie imię to zemsta. Wkładam karteczkę do szafki i kieruję się w stronę sali. Dziś ćwiczymy nowy układ, od razu załapuje o co w nim chodzi, nie tak jak po niektórzy, banda krzywych nóg. Mój wzrok przyciągają drzwi od sali.
- To ta wariatka z parku, zabierzcie ją stąd, ona jest niebezpieczna - krzyczę wskazując palcem na drzwi - Ogłuchliście ? ! ...
(Ana)
Patrze sobie spokojnie a tu nagle ona... Znów ta dziewczyna, zaczęła się na mnie wydzierać że jestem jakąś wariatką.
- Jedyne co tu jest niebezpieczne to twój głos, bębenki mi rozsadzasz... - Warknęłam, spuszczając wzrok. Splotłam ręce i umieściłam je na klatce piersiowej. Podeszła do mnie, zaczęła coś jazgotać i pstrykać palcami przed nosem, zabierając jej rękę odparłam.
- Możesz mi nie wsadzać palców do oczów co ? - Zaczęłam nieuprzejmie. Nagle poczułam jak ktoś mi mówi do ucha "Spokojnie, ona już taka jest nie przejmuj się" Odwracając się ujrzałam za sobą przystojnego chłopaka w kolorowej czapce, niebieskich rurkach i ze słuchawkami na szyi. Nie zdołałam się o nic już spytać gdyż dziadek prowadzący lekcję wygonił mnie ze Studia. Niechętnie oddaliłam się od tego miejsca i wróciłam do domu. Po drodze spojrzałam jeszcze na komórkę "10 nieodebranych od Zack"
- Eh... I znów będzie miła pogawędka. - Burknęłam i przyspieszyłam kroku.
(Violetta)
Lekcja tańca była udana nie wiem kim była ta dziewczyna, ale wiem że muszę się tego dowiedzieć. Moje zajęcia się skończyły, ale i tak muszę iść do Pabla i dać mu moją i Diega piosenkę. Widać że przypadła mu do gustu. Wracam się by zabrać pamiętnik i telefon z szafki. Patrzę 2 nieodebrane połączenia od Ramallo i 1 SMS od Fran. ''Pidżama party aktualne?'' Zapomniałam! ''Jasne, zadzwoń do Cami i powiedz jej że o 20.00'' Odpowiadam. Od wczoraj nie rozmawiałam z Leonem, gdzie on się podziewa, zapewne jest na torze.Dzisiaj idę do domu okrężną drogą, ale niestety spotykam mojego ojca. -Violetta, czemu nie odbierasz telefonu?- widać że jest na mnie zły. -Tato, świat się nie zawali od nieodebranego połączenia- rzucam oschło. -Wiesz, co porozmawiamy o tym w domu a nie na ulicy. Będę dopiero na kolacji.-mówi i całuje mnie w czoło -Kocham Cię, myszko.-dodaje wchodząc do auta. -Wiem, ja Ciebie też- macham mu na pożegnanie. Zakładam słuchawki na uszy i idę dalej. Kiedy dochodzę do domu widzę....

(Angie)Ten poranek spędzony wspólnie z Violą należał do jednych z lepszych od dłuższego czasu.. Praca do późna ostatnio daję mi się we znaki. Mało snu i ta codzienna monotonia,która zaczyna mnie przygniatać. Ostatnio nawet na swojego "oddanego" przyjaciela Pabla nie mogę liczyć. Przypominają mi się dni spędzone w domu Castillo.. Wspólne posiłki,życzliwe rozmowy,dobre rady Ramalla, wieczna paplanina Olgi,którą tak kochałam i German..Właściwie nie wiem co mam na ten temat myśleć;odkąd dowiedział się całej prawdy o mnie musiałam się wyprowadzić; on zaakceptował pasję Violetty i stosunki miedzy nami się trochę "polepszyły",ale sama nie wiem na czym stanęło. Poczułam się samotna..Postanowiłam odwiedzić Olgę,która co kilka dni bombarduje mnie swoimi wypiekami zostawiając je pod moim mieszkaniem i których nie mam nawet czasu spróbować..-Nie,dość tego!-powiedziałam w myślach.Mam prawo w końcu zająć się swoimi potrzebami!. Informując Antonia,że dzisiaj kończę wcześniej a raczej stwierdzając wybiegłam ze studia kierując się do posiadłości Castillo. Będąc przed domem zobaczyłam Violette,która właśnie miała zamiar do niego wejść,lecz zobaczywszy mnie podbiegła i przytuliła się. -Angiii!!-pisnęła po czym dodała -Chcę Cię zaprosić na małe piżama-party dziś wieczorem, będzie Cami i Fran i nie toleruje sprzeciwu!-powiedziała "groźnie". -Hmm czy jesteś pewna,że chcesz na swojej imprezie kogoś takiego starego jak ja?-zapytałam śmiejąc się.Viola odpowiedziała mi tym samym i pociągnęła mnie w kierunku drzwi. Gdy tylko weszłyśmy,z kuchni wyskoczyła Olga i krzycząc zaczeła mnie przytulać.Naszym rozmowom nie było końca,a temu wszystkiemu towarzyszył nieustanny śmiech.Punktualnie o 20 zjawiły się dziewczyny i zaczęłyśmy naszą zabawę,włączając do niej również Olgę.Na początku było dość sztywno,ale po supersłodkim cieście Olgity wszystkie dostały powera i kończyło się to nie jedną bitwą na poduszki. Nasza beztroska skończyła się o trzeciej nad ranem.Jako jedyna jeszcze nie spałam..Rozmyślałam..Byłam dumna ze swojej dzisiejszej decyzji!..Muszę na chwilę się zatrzymać,bo życie przecieknie mi przez palce i nawet nie zobaczę ile mnie ominęło. Przytuliłam się do siostrzenicy i gładząc jej włosy zasnęłam.
PROSIMY O KOMENTARZE TO NAPRAWDĘ WAŻNE!!
Następny rozdział jutro!
(Tomas) Obudziłem się potwornie zmęczony, czułem się tak jak bym wcale nie zmrużył oka wczorajszej nocy. Wciąż myślałem o tej całej sytuacji z Violettą i o tym jak zostawiłem Ludmile bez słowa. Było jeszcze wcześnie udałem się do łazienki gdzie wykonałem poranne czynności po czym wyszedłem z domu do parku. Czułem się fatalnie, nie miałem nikogo kto rozumiał by mój ból. Długo kręciłem się po alejkach bez celu zastanawiając się czy nie zadzwonić do Fran,a może lepiej do Maxiego? Chociaż nie, muszę porozmawiać z Violettą, w końcu wczoraj jej to obiecałem, pomyślałem gdy nagle usłyszałem śpiew, głos wydawał mi się znajomy.....
(León) Od rana coś, jakaś melodia łaziła mi po głowie, więc postanowiłem pomyśleć na świeżym powietrzu. Wyjmuję gitarę z pokrowca. Spoglądam na niebo; bezchmurne, z resztą jak prawie zawsze. Bazgrząc na kartce kolejne nuty skupiałem się na wkomponowaniu w nie słów, ale nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. Zignorowałem to i dokończyłem refren. Powtórzyłem całą melodię jeszcze raz, i wtedy już wiedziałem, jakie będzie przesłanie piosenki. Mam świadomość swojej nieoryginalności, ale nieszczęśliwa miłość zawsze dobrze wyglądała, a i prosto było coś takiego napisać. Nuciłem właśnie pod nosem kolejne słowa, które pasowały mi do poprzednich, kiedy...
(Tomas) Podążałem za dźwiękiem, to był Leon, kompletnie nie spodziewałem się go tutaj o tej porze. Chciałem iść dalej, zignorować go jednak strasznie podobała mi się piosenka którą śpiewał, te słowa, przemawiały do mnie, nieszczęśliwa miłość. No tak w końcu Violetta odrzuciła nas obu, dopiero teraz dotarło do mnie że mój rywal jest tak naprawdę jedyną osobą która wie co czuję. Powoli zbliżyłem się do niego i zacząłem nucić z nim refren który był właśnie przez niego powtarzany, z początku nie zwrócił na mnie uwagi lecz po chwili....

(León)I może teraz, kiedy nie jesteśmy już dla siebie,
Dojdziemy do czegoś,
Do czegoś, czego nie mogliśmy zrozumieć razem.
I może osobno zrozumiemy,
Co do siebie czujemy,
Co jesteśmy warci.
Słowa przychodziły same. I chociaż wiem, że później będę poprawiać je sto razy, to lubiłem to uczucie, kiedy wszystko przychodziło zupełnie samo, bez zastanowienia. Może to był jakiś rodzaj magii, który atakował moje serce właśnie wtedy, kiedy tego potrzebowałem?
Pochylam się nad kartką, żeby zapisać słowa, zanim je zapomnę, ale wtedy widzę dobrze znaną mi postać. Ciemne włosy, brązowe oczy... nie, nie potrafiłbym zapomnieć.
- Tomas? - nie umiem ukryć zdziwienia. - Co ty tutaj robisz?
(Tomas) Zauważył mnie, zresztą nic dziwnego, jak ostatni idiota stałem na przeciwko niego z uśmiechem który był co najmniej nie na miejscu, szczególnie że kiedyś był moim rywalem. Co poradzić, podobała mi się ta piosenka, a muzyka to moja słabość. " Tomas? Co ty tu robisz?" zapytał zdziwiony moją obecnością. - Ja, ja - zacząłem się jąkać. - Byłem w parku, i usłyszałem jak ktoś śpiewa, postanowiłem sprawdzić kto to i to cała historia. Poza tym nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. Odwarknąłem gdy zorientowałem się że jestem dla niego zbyt miły. Odwróciłem się napięcie i szybkim krokiem zacząłem się od niego oddalać nie zwracając uwagi na to co za mną wołał.
(Violetta) Muszę wyjść z domu na świeże powietrze. Nie wiem czy powinnam być wdzięczna Tomasowi że odwołał wczorajsze spotkanie czy tez zła. Odkąd Angie wyprowadziła się z domu, czuję jak ją tracę. -Hej Angie, może zjemy razem obiad?- Dzwonie do niej, ale odzywa się poczta głosowa. Idę siadam na ławce z widokiem na staw. Myślę sobie że mam dość już tego szarego życia, codziennie robię to samo. Postanawiam się z kimś spotkać, więc wyciągam z torebki telefon i przeglądam listę kontaktów.. ale po chwili daję sobie spokój, chce być sama. Wciąż nie wiem czy Leon jest na mnie zły, od wczoraj się nie odzywał. Myślę nad słowami nowej piosenki ostatnio nic nie przychodzi mi do głowy. Może powinnam poprosić kogoś o pomoc? W końcu do terminu prezentacji zostały zalewie 3 dni. Przypominam sobie że dawno nie rozmawiałam z Federico. Dlatego idę go poszukać, zapewne siedzi w studio i komponuje. Idąc ostatni raz przez park widzę Leona rozmawiającego z Tomasem. O nie!. Nie chcę sie w to mieszać wiec odchodzę, mam nadzieje że nie zauważona. Schodząc po schodach, potknełam się. W ostatniej chwili pomaga mi...
(Angie)Gdzie są te klucze!?-spytałam sama siebie.Jak co rano nie mogłam się z niczym wyrobić. Nerwowo spojrzałam na zegarek -Antonio mnie chyba zabije! W biegu złapałam jabłko i wybiegłam z domu. Po 10 minutach sprintu na obcasach musiałam się zatrzymać gdyż ledwo oddychałam. Sięgnełam po telefon z zamiarem zadzwonienia do Pabla żeby poinformować,że niestety nie zdąże na czas.O dziwo na wyświetlaczu była zupełnie inna godzina niż się spodziewałam,z której wynikało,że zajęcia zaczynam za godzinę! Weszłam do pierwszego lepszego sklepu upewniając się czy,aby czas nie bawi się ze mną..Tak,to prawda. Uśmiechnełam się na myśl,że dziś chodź raz sie nie spóźnie do pracy.Szłam powoli rozglądając się po parku i roskoszując się smakiem jabłka.Miałam ochotę spotkać się z Violettą,gdyż wiem jak bardzo lubi takie spacery.Szybko wyciągnełam telefon i wybrałam jej numer.Niestety już z kimś chyba rozmawiała,gdyż numer był zajęty. Dochodzac do celu mojej wędrówki zauważyłam Viole.Przyśpieszyłam kroku i w ostatnim momencie przytrzymałam ją by nie upadła. Wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo ją kocham i chodź widzimy się codziennie w studio brakuję mi naszych codziennych rozmów o wszystkim i o niczym..

(Violetta) Już myślałam że jednak spadnę z tych schodów, a tu nagle pojawia się Angie i pomaga mi. -Wszystko w porządku Violu? Nic sobie nie zrobiłaś?-Pyta nie biorąc przerwy na oddech. -Angie. Dziękuje, gdy by nie ty to z pewnością..- Mówię i razem wybuchamy śmiechem. Idziemy powoli w stronę studia. -Dzwoniłam do Ciebie, ale nie dobierałaś, myślałam że może zjemy razem obiad?- mówię z nadzieją. -Ohh, Violu dzisiaj mam do późna zajęcia i z pewnością nie dam rady wyjść wcześniej, ale wiesz co? Do zajęć mamy jeszcze 40 minut, chodź zjemy gdzieś drugie śniadanie- oznajmia. Kiedy juz wyszłyśmy z restauracji, opowiadałyśmy sobie jak nam mijały dni po jej odejściu. Tuż pod Studiem, pożegnałam się z nią i podeszłam do Fran. -O! Fran, nie mogłam się do Ciebie dodzwonić, gdzie ty się podziewiałaś- Prawie na nią krzyczałam i od razu ją przytuliłam. -Nie masz pojęcia co się stało- gdy opowiadam jej o Tomasie, Francesca nie wydaje się zaskoczona -Wiem, widziałam się już z Nim- wyznaje mi. A w tym momencie zaczyna padać deszcz, wiec wbiegamy do środka. Niestety to chyba nie jest mój szczęśliwy dzień gdyż zderzyłam się z ...
( Federico )
Wyszedłem z domu i po chwili znalazłem się w Studio . Po drodze zaczął padać deszcz , więc szybko wbiegłem do budynku i zderzyłem się Violą .
- Oj przepraszam . Nie widziałem Cię - podtrzymałem ją , by nie straciła równowagi .
- Nic się nie stało . Chciałam z Tobą porozmawiać .
- Ale to może później , bo teraz muszę coś znaleźć .
- Ok . To do zobaczenia - pobiegła w stronę szafek .
Uważnie się rozejrzałem czy nie ma przypadkiem na korytarzy Ludmiły . Nie widziałem jej . Wszedłem do sali nagraniowej i zacząłem szukać mojej kartki z nutami , którą wczoraj tu zostawiłem .Gdy znalazłem je na stole usłyszałem , że ktoś wchodzi do sali . Odwróciłem się i ujrzałem Ludmiłę . Moją blondynę . Zamknęła drzwi , ale gdy zorientowała się , że ja tu jestem natychmiast chciała wyjść . Okazało się , że to nie możliwe gdyż urwała klamkę . Nasze oczy się spotkały . Myślałem , że zaraz się rozpłynę .
(Ludmila) Ja nie rozumie, jak można współpracować z takimi ludźmi, na jakich zasadach się tu ich przyjmuje, jest jedno określenie BEZTALENCIA. Całą noc rozmyślałam nad tym dlaczego Tomi mnie unika, mam tylko nadzieje, że nie chce wrócić do tej, tej Violetty, to byłoby z jego strony wielkie poniżenie. Powoli kieruję się w stronę swojej szafki by poprawić makijaż, ale zauważam, że ktoś kręci się po sali muzycznej, postanowiłam to sprawdzić. Gdy weszłam do sali moje wewnętrzne ja powiedziało wyraźnie - Ludmi uciekaj czym prędzej. Tylko niestety, cholerna klamka w tym cholernym Studio wszystko zepsuła. Fede podchodzi bliżej mnie i nie wiem co się ze mną dzieje, nie wiem czy to te jego oczy, czy to ten uśmiech, ale chyba coś po mojej lewej stronie się poruszyło. Czyżby to było serce? Nie, nie i jeszcze raz nie on nie może tego zauważyć.
-Co tak stoisz ? Rusz się, myślisz że będę tu stała całe popołudnie, nie mam a to czasu - tłumaczę mu to dość dosadnie, ale on dalej stoi jak slup soli
-Federico - pstrykam palcami - rusz się, ale właśnie w tym momencie ktoś otwiera drzwi ...

(Camila) Szłam do sali muzycznej po gitarę. Otworzyłam drzwi i ujrzałam dziwną sytuację. Federico stał kilka centymetrów przed Ludmiłą a ona pstrykała mu palcami przed twarzą. No tego to się po nich nie spodziewałam. Odwróciłam się i ruszyłam przed siebie. -Cami!- Usłyszałam za sobą głos należący do Ludmi. Ale nie zwracałam na nią uwagi. Musiałam porozmawiać z Francescą na temat tego co ujrzałam. Nigdzie nie mogłam jej znaleźć więc został mi Maxi. Stał przed Studio. Ostatnio wyprzystojniał. Może to przez nowe ciuchy. Przecież nie mógł mi się podobać. Jest moim przyjacielem poza tym widać że spodobała mu się Natalia. -Maxi nie uwierzysz co widziałam ! Fede chyba zakochał się w naszej Ludmi.
-Nie możliwe! Muszę z nim porozmawiać. PA.- No pięknie i to ma być rozmowa ? Raczej szybka wymiana zdań. Poszłam w stronę parku. Na jednej z ławek zauważyłam ...
(Violetta) Gdy już skończyłam wszystkie zajęcia, chciałam już iść do domu. Wychodząc ze Studia udałam się w kierunku parku.Przechodząc koło jednej z ławek usłyszałam śpiew, a dokładnie męski śpiew. Odwracam się i zauważam Diega z gitarą w ręku i śpiewającą jakąś piosenkę. Postanowiłam że się do niego dołączę. -Hej, ładna piosenka- mówię do niego. -O Violetta, dzięki. Co ty tutaj robisz?-pyta mnie. -Violetta?Hej!- za pleców słyszę głos Cami. I podchodzę do niej żeby się przywitać. -Hej, Dokąd idziesz?-.
-Do domu, jestem strasznie zła na Maxi'ego...-mówi z irytacją. -Ok, Cami zadzwonię do Ciebie wieczorem, ale powiedz mi tylko czy wszystko w porządku?- Pytam się troskliwie. - Aa tak Violu, potem pogadamy, buźka.- przytula mnie i odchodzi. Cami i tej jej nastroje, uwielbiam ją. Wracam na ławkę do Diega. -Przepraszam, ja..-czuje że się rumienię. -Wszystko w porządku- odwzajemnia uśmiech. -Mam prośbę, niedługo muszę oddać Pablo moja nową piosenkę, ale jakoś nie moge dobrać słów, a tą co ty grałeś była śliczna. Mogę ją pożyczyć? Jak się nazywa?- Proszę go. -Nie ma jeszcze nazwy, ale nie ma sprawy, masz tutaj nuty i tekst. To co gotowa?- puszcza mi oko. -Ale że tutaj mamy śpiewać?- pytam ze zdziwieniem. -A dlaczego nie?- Zaczyna grać, gdy skończyliśmy pozmienialiśmy odrobię tekst. HOY SOMOS MAS. Nagle podchodzi...
(Ludmila) Dlaczego, akurat musiała tam wejść Cami, największa plotkara w całym Studio, ciekawe komu już powiedziała Maxiemu, Fran, a może Violettcie, o nie, nie pozwolę na takie zgrywanie się z Ludmily, Cami jeszcze mnie popamięta. Koniec zajęć w Studio to początek, nudnego wieczoru w domu, wracając ze szkoły, słyszę jakieś piski. - Ludmi idź zobacz kto tak fałszuje - mówi mi moja intuicja i po raz kolejny mnie nie zawodzi. Na ławeczce siedzą dwa ćwierkające do siebie ptaszki.
- Jakie ja mam szczęście zawsze spotykam was razem - uśmiecham się szyderczo do Violetty.
- Nie wiedziałam, że jesteś aż taką kokietką, Wczoraj Leon i Tomas, dzisiaj Diego, dziewczyno przystopuj, bo chłopców w Studio zabraknie dla Ciebie - jej wzrok mówi tylko jedno, uciec jak najdalej stąd. - Nie wiem czy Leon chciałby zobaczyć filmik, który przed chwilą nagrałam - ach ja i moja podłość, jesteśmy zgrane jak nikt. - Do zobaczenia Voletta, widzimy

się jutro - pomachałam jej z myślą, jakaż ona biedna, jednak nie jaka ona głupia. Czas wracać do domu, wielkiego pustego domu. Wystarczy, że tylko przekroczę próg, od razu słyszę biadolenie matki. - Znowu nie wzięłaś, tego i tego, jaka to ja biedna nie mam pracy. Czasami to już mam jej tak dość, że myślę nad przeniesieniem się do ojca do Hiszpanii. Rzucam torbę w kąt i zasiadam do pianina, otwieram nuty i pierwszą piosenką, która ukazuje mi się przed oczyma jest "Junto somos mas", nawet przeznaczenie wie, że jestem gwiazdą, zaczynam cicho nucić piosenkę, ale spoglądam na zegarek i chyba pora już iść spać, przebieram się w ulubioną piżamę i zasypiam. Śni mi się Federico i jego piękne cudowne oczy spoglądające na mnie.
Prosimy o komentarze! one naprawdę motywują!
Rozdział 3 już jutro!