sobota, 2 listopada 2013

Tak się bawią autorzy za kulisami.

1 komentarz:

Tak o to bawią się autorzy, gdy nie mają co robić <3













Rozdział 40.

7 komentarzy:
 (Ana) Rano obudziłam się z bolącym policzkiem, podniosłam głowę i zauważyłam że zasnęłam przy tej cholernej kartce... "Co się z tobą dzieje Anka ?" Przemówiła moja dobra część. Wpełzłam do łazienki i po ogarnięciu ogólnym przebrałam
 się i zeszłam na dół, tam bez zjedzenia śniadania ruszyłam do Stud!a. "Konkurs, konkurs..." Prześladowało mnie to słowo. Bardziej się martwiłam o decyzję Federica, "tak czy nie ?". Hm... Wchodząc do środka od razu weszłam do sali od muzyki. Zabrałam gitarę i zaczęłam powoli brzdękać na niej, po chwili stworzyła się dość miła melodia, ale oczywiście ! Ktoś musiał wparować tam, przy okazji rozwalając jakieś kartki... Tą osobą była ...



(Ludmila) Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. - O matko - złapałam się dwoma rękoma za czuprynę. Patrząc w lustro wystraszyłam się sama siebie. Oczy podkrążone, każdy włos w inna stronę, makijaż rozmazany. - Przegięłam - pomyślałam. Nic nie pamiętam z wczorajszego dnia. .Co się ze mną działo.? Nie mam pojęcia jak znalazłam się w swoim łóżku. To straszne. Tak się napiłam, co mi odbiło, nawet nie chce myśleć o tym co zrobi mi matka. Doprowadziłam się do porządku, i zeszłam na dol. Głowa bolała mnie przeogromnie i strasznie chciało mi się pić. Nalałam sobie kranówki i wypiłam wszystko jednym łykiem. Matki nie było w domu, wiec postanowiłam, ze pójdę na zajęcia. Jak gdyby nigdy nic wyszłam z domu, bez śniadania bo nie mogłam nawet patrzeć na jedzenie. Udałam się do Studia, każdy dźwięk czy nawet śpiew jakiegoś ptaka sprawiał mi ból, wzięłam ze sobą nuty do nowej piosenki. Kiedy byłam już w Studio, panowała tak ogromna cisza. - Pewnie maja zajęcia - pomyślałam. Skierowałam się w kierunku pustej sali. Będąc już przy drzwiach, wszystkie kartki wyleciały mi z rak. Spojrzałam w górę i ujrzałam Ane. - Ludmila. ? - zapytała zdziwiona. - Nie duch, wiesz - odpowiedziałam jej. - Przestań brzekolić bo łeb mi pęka. - dodałam po chwili. - Nie dziwie się, odwaliłaś wczoraj ostra akcje. - odpowiedziała mi. - Jesteś zawieszona na tydzień, nikt Cie nie poinformował. ? - zapytała mnie.- Zawieszona. - powiedziałam zdziwiona. - Jak to za co ? - pomnożyłam pytanie. - No przyszłaś taka napita, ze cucili cie w gabinecie u Pablo. - powiedziała. - Boże nic nie pamiętam, mam czarna dziurę w głowie. - syknęłam do niej. - No w sumie po takiej ilości alkoholu i dodatkowo zwymiotowałaś na Cami. - dodała. - Hahahahahaha - zaczęłam się głośno śmiać. - Chociaż tyle dobrego z całej sytuacji. - powiedziałam. - Ludmila ja nie wiem czy dobrego. - usłyszałam za sobą głos ....


(Tomas) Przez praktycznie całą noc myślałem co zrobić z Ludmila, jako że i tak zaraz musiałem iść do studio nie było sensu kłaść się spać. Zwlokłem się z łóżka i jako tako ogarnąłem swój wygląd po czym ruszyłem do studio, droga minęła mi szybko, właściwie to byłem tak zaspany że nie wiedziałem jak dotarłem na miejsce. Gdy byłem już w budynku postanowiłem iść do Sali od muzyki poćwiczyć trochę. Ku mojemu zdziwieniu w Sali była Ana i Ludmila. Stała do mnie plecami więc byłem nie zauważony, nagle zaczęła się śmiać „Chociaż tyle dobrego z całej sytuacji” – padło z jej ust. -  Ludmila ja nie wiem czy dobrego - wypaliłem, odwróciła się w moim kierunku. - Ana przepraszam cię ale możesz nas na chwilę zostawić samych? To naprawdę ważne. - powiedziałem do Anki, o dziwo wyszła z sali bez żadnych protestów. - Ludmila ja wszystko rozumiem, sytuacja jest nie ciekawa i to bardzo... Ale żeby sięgać po alkohol i przychodzić w takim stanie do studio? Ale to jest nie ważne, co jak by ci się coś stało po pijanemu? - zapytałem czysto retorycznie. - Przecież wiesz że możesz zawsze na mnie liczyć, nawet jak masz szlaban to przecież mogłaś mnie znaleźć w studio, może i nic bym nie poradził na ten stan rzeczy który obecnie nam towarzyszy, ale byłbym tu z tobą. - mówiłem powoli podchodząc coraz bliżej niej. - Zawsze możesz na mnie liczyć, co by się nie działo, zawsze. - powiedziałem przytulając ją. Gdy mówiłem to wszystko nie zauważyłem że ktoś nam się przysłuchiwał....



(Francesca) Przechodziłam obok sali od muzyki gdy usłyszałam z niej głos Tomasa, wiem że nie wolno podsłuchiwać ale byłam ciekawa o czym i z kim rozmawia. Tą osobą okazała się być Ludmila, po tej całej jego przemowie to byłam nawet gotowa współczuć Ludmile co było zjawiskiem co najmniej dziwnym, w końcu nawet ktoś taki jak ona nie mógł raczej aż tak się schlać bez dobrego powodu. Postanowiłam jednak im nie przeszkadzać i ruszyłam dalej przed siebie, miałam nadzieje że spotkam może Violę i pogadamy o Damonie, od tamtego wieczoru cały czas miałam go w głowie, może my go naprawdę źle oceniłyśmy? W końcu to był kuzyn Angie więc nie mógł być taki zły, a do tego był przystojny.... Trochę za bardzo się rozmarzyłam przez co nie patrzyłam gdzie idę i wpadłam na ....

(Marco) Cały zeszły tydzień przeleżałem w domu z zapaleniem oskrzeli, po prostu bosko. Do tego nikt z moich przyjaciół nawet do mnie nie zadzwonił czy żyje, o tak muszą mnie tu lubić - przeszło mi przez myśl gdy przekroczyłem próg studio. Szedłem przed siebie myśląc o Anie, od czasu pocałunku nie odezwała się słowem, w sumie ja do niej też, widać nie jest nam pisane. Byłem tak zamyślony że nie zauważyłem dziewczyny idącej z naprzeciwka i zderzyłem się z nią. - Strasznie cię przepraszam zamyśliłem/łam się - powiedzieliśmy jednocześnie wybuchając śmiechem. - Marco - przedstawiłem się. - Francesca, strasznie cię przepraszam jakaś roztargniona chodzę. - tłumaczyła się, w sumie to była całkiem urocza. - Nie ma sprawy ja dzisiaj też jestem myślami gdzie indziej. - odpowiedziałem z uśmiechem. - Widać jesteśmy siebie warci, wybacz ale muszę kogoś poszukać ale miło było cię poznać! - zawołała i pobiegła korytarzem by po chwili zniknąć za szafkami. ( Lu masz racje czuje Narnie) Ruszyłem przed siebie, po chwili pod jedną z sal zauważyłem....

(Ana) - Ledwo, ledwo ! Szczelaj ! - Krzyczałam do kolegi grając w nim w piłkę. - Dobra stop...! Nie dam rady... Która godzina ? - Spytałam łykając wodę.
- Gdzieś tak 12... - Prawie się zakrztusiłam piciem.
- Sorry, ja muszę spadać do Stud!a... Cześć ! - Krzyknęłam do niego i biegłam do budynku. Szybko się tam znalazłam w przeciągu kilku minut. Ma się tą formę...:D Wrzuciłam torebkę do szafki i poszłam do sali muzycznej. Rozejrzałam się tam dookoła, nikogo nie było... - Może teraz, nikt mi nie przeszkodzi... - Pomyślałam i podeszłam do keyboardu. Nie minęło 5 min a poczułam już kogoś wzrok. Patrząc przed siebie zauważyłam Marca w szybie, uśmiechnęłam się do niego a po chwili znalazł się w tym samym pomieszczeniu co ja. - Hej ! - Przywitałam się przytulając go. - Ostatnio zaginąłeś... Gdzieś ty był ?! - Mówiłam siadając. Opowiedział mi o skrzelach ale jakoś nie mogłam się skupić...
- Anka... Ej ! - Pstrykał mi przed oczami palcami.
- Cco ? Oj, przepraszam... Zamyślałam się. - Westchnęłam. - Przejdziemy się ? - Spytałam a chłopak pokiwał głową. Przez dłuższy czas wędrowaliśmy po parku śmiejąc się... Z codzienności i z durnych rzeczy, które nam obydwojga się przytrafiły. Byłam w świetnym humorze, w końcu niedaleko nas zauważyłam... Przyglądającemu się nam...

( Federico ) Ach ! Te dziewczyny to umieją wszystko .Wywalczyły to bym został w Buenos Aires . Będę latał do Włoch regularnie , by widywać się z rodziną i na razie zostaję sam w domu . Może nawet powstanie o tym film
" Federico sam w domu " To by była sensacja .
Szedłem właśnie do Studia , by poinformować Aną i Larę o sytuacji , gdy zobaczyłem jedną z nich całą roześmianą w towarzystwie Marco . Uśmiechnąłem się na ich widok . Chyba mnie spostrzegła , bo oczy jej się rozszerzyły i po sekundzie stała już obok mnie .
- Fede , Fede ! I co ? Zostajesz ? - zobaczyłem małe iskierki nadziei w jej oczach .
- No wiesz ... Takie jest życie , ale niestety ... będziesz musiała nadal mnie znosić - otworzyła szeroko usta z wrażenia i rzuciła mi się na szyję .
- To wspaniale ! Nawet nie wiesz jak się cieszę ! - wykrzyczała gdzieś koło mojego ucha . Postawiłem ją na ziemi .
- To ja może nie będę Wam przeszkadzał - odwróciłem się i zobaczyłem Marco z dziwnym uśmieszkiem , który pomachał nam na pożegnanie i poszedł w stronę centrum .
- Na co masz ochotę ? - spytałem Any . - Dziś ja stawiam . Nawet nie wiem jak czuję się wolny .
- Poszłabym do kina , ale nie musimy przygotowywać się do konkursu ?
- Konkurs nie zając , nie ucieknie , a kina może - uśmiechnęła się i uścisnęła mi rękę , którą do niej wyciągnąłem .
- Ale wiesz co mam problem . Chodzi o Larę . Ja nic do niej już nie czuję . Jest dla mnie tylko jak przyjaciółka i nie chcę jej w żadnym stopniu zranić - wyznałem .
- Wiesz co Feder ... - przerwał jej huk . Gdy się odwróciliśmy ujrzeliśmy  Violettę która wywróciła się o fontannę widocznie nas podsłuchując ...


(Violetta) Wczoraj wieczorem Leon dzwonił do mnie z milion razy, ale byłam na niego zła za to, że nie mów mi wszystkiego. Jak co dzień wykonałam poranne czynności i zeszłam na dół, gdzie czekała mnie niezmiernie ciekawa pogawędka z Damonem. Jak zawsze nie wie kiedy skończyć mówić, ale mimo wszystko da się z nim porozmawiać. Ana jak zawszę wyszła dość wcześnie, wczoraj jedynie przedstawiła mi swój pomysł z Federico. Czy mój dom wygląda jak jakiś zaułek? Uwielbiam Federico, ale wiem, że mój tato wol

i ciszę i spokój i tak jest zły na Angie za to, że jej kuzyn ma z nami mieszkać. Gdy wyszłam z domu żałuję, że nie ubrałam swetra. Przy znanej mi fontannie dostrzegam moją parkę przyjaciół - Ane i Federico. Chciałam się przywitać, ale pech chciał, że poślizgnęłam się i wpadłam do wody, tylko że tym razem nie było mi do śmiechu, gdyż na dworze było zimno. Moi znajomi od razu pomogli mi wyjść z fontanny -Brrr- mówiłam przez zęby. Chłopak zdjął marynarkę i założył mi na plecy. -Wszystko w porządku?- zapytał mnie. -Violu wiesz, że nie wolno podsłuchiwać innych?- Karciła mnie Anka. -Jaa.. tylko... ch..chciałam się przywitać..-udaje mi się powiedzieć przez zęby. Kiedy chcą odprowadzić mnie do domu natykamy się na .....



(Ludmila) Tomas był zawsze przy mnie i potrafił mnie pocieszyć. Spotkałam się potem jeszcze z Pablo, który oficjalnie potwierdził mi moje zawieszenie na tydzień. Niestety sama sobie na robiłam tej biedy, myślę, że matka wyśle mnie w kosmos. W sumie to okłamałam Tomiego bo powiedziałam, że idę prosto do domu, a wcale nie miałam zamiaru. Nie chce słuchać kolejnych kazań jaka to ja jestem nieodpowiedzialna. Usiadłam sobie na jakiejś ławeczce i podziwiałam chmury, jedna wyglądała jak jakiś smerf, matko co ja mam do tych smerfów, gdy nagle usłyszałam czyjeś głosu, odwróciłam się i zobaczyłam Violette, Anke i Federa. - No jeszcze oni mi potrzebni. - pomyślałam. - O Ludmila, myślałam, że masz szlaban - zaczepiła mnie Violka. - To źle myślałaś. - syknęłam. - Ale Esme mówiła ..- chciała coś powiedzieć  - Gówno mnie to obchodzi. Idźcie stąd bo wasza brzydota zasłania mi piękne widoki. - odpowiedziałam. Patrząc dziwnie na mnie poszli dalej. - Jej ten alkohol rzucił się jeszcze bardziej na mózg. - powiedział Feder do dziewczyn. - Słyszałam lamusie. - rzuciłam jeszcze. Cholera naprawdę miałam powody by to zrobić, wszystko się sypie. Już w ogóle nie chce myśleć o tym, że moja matka sypia z ojcem mojego wroga, a dodatkowo wczoraj mój kochany ojciec zadzwonił oznajmiając mi, że będę miała rodzeństwo. Cudownie, prawda żenada ponad wszystko. Już chciałam iść dalej, gdy usłyszałam. - Co Ty tu robisz !?

(Tomas) Wracałem sobie ze studio do domu gdy na jednej z ławek w parku zauważyłem Ludmile. No nie to są jakieś żarty chyba, miała przecież wrócić do domu. Podszedłem do niej nie dowierzając że mogła być aż tak nieodpowiedzialna  – Co ty tu robisz?! – zapytałem. – Chociaż nie, nic nie mów wole nie wiedzieć. – przerwałem gdy chciała mi odpowiedzieć. Byłem strasznie wkurzony czy ona naprawdę chce sobie jeszcze bardziej nagrabić u matki… No trudno widać będąc miłym jej nie ogarnę a ona tego w tym momencie wymaga. - Ty to chyba lubisz być karana co? Czy do ciebie serio nie dociera jak bardzo masz przerąbane, musisz sobie dokładać?  - naskoczyłem na nią. – I w ogóle po co te kłamstwa że idziesz do domu, kogo jak kogo ale myślałem że mnie nie oszukujesz, widać się pomyliłem i to bardzo! – było mi jej cholernie szkoda ale jakoś musiałem ją zmusić by wzięła się w garść. – Naprawdę się starałem aby między nami było dobrze ale ty mi najzwyczajniej w świecie na to nie pozwalasz Ludmila! Czy chociaż ten jeden pieprzony raz mogłaś zachować się odpowiedzialnie i iść do domu?! – krzyczałem starając się ignorować emocje które zaczęły pojawiać się na jej twarzy. Znów chciała coś powiedzieć ale byłem nieugięty. – Nic do mnie nie mów, lepiej pogadała byś szczerze z matką zamiast tracić tu czas. Ja mam dość! – warknąłem i odwróciłem się napięcie odchodząc w kierunku swojego domu, czułem się fatalnie ale nie było innego wyjścia….

(Ludmila) Usiadłam sobie po prostu na ławkę, a ona zaczął się na mnie wydzierać, nie jestem moim ojcem. Zgadzam się jest zawsze przy mnie kiedy tylko go potrzebuję, ale nie pozwolę na takie traktowanie siebie !. -Tomas zaczekaj. - krzyknęłam w jego kierunku i podbiegłam. - Nie masz prawa się na mnie wydzierać, wiesz jaką mam sytuację, myślisz że ja chcę siedzieć w tym przeklętym domu i gapić się w sufit ! - odpowiedziałam. - Nie chcę, Studio było jedynym miejscem, gdzie przynajmniej się oderwałam od tego całego gówna, a teraz mam tydzień czasu żyć jak pustelnik. - gadałam, a on stał i się na mnie gapił, widziałam że jest zły, ale ja też nie jestem w lepszym nastroju. - A Ty przychodzisz i się na mnie wydzierasz, że nie poszłam do domu, że nie zrobiłam tego i tego, że Cię okłamałam, wiem to wszystko, ale jak mogę wrócić do domu, skoro ona zabrania mi się spotykać z Tobą, a Ciebie to nie obchodzi. - spojrzałam na niego. - Tak, tak jesteś zawsze przy mnie broniłeś mnie przy matce, pomogłeś podczas gdy przylazłam pijana, i jeszcze te bójki. Miałam swoje powody Tomas, może gdyby coś mi się stało jak tak szłam upita, to by się coś zmieniło. - powiedziałam. - Ludmila przestań. - zagadnął do mnie. - Co przestań ! Może powinieneś poszukać sobie normalniejszej dziewczyny, może Violetty ! - krzyknęłam i już odchodziłam bo czułam po raz kolejny te cholerne łzy ciskające się do moich oczu ...

(Tomas) Zamiast iść do domu Lu pobiegła za mną, wiedziałem że nie odpuści w końcu ma ten charakterek. Teraz to ja dostawałem wykład, w tym co mówiła było dużo racji ale ja też wiedziałem swoje. Nagle z jej ust padło zdanie którego się kompletnie nie spodziewałem. „Miałam swoje powody Tomas, może gdyby coś mi się stało jak tak szłam upita, to by się coś zmieniło.” - Ludmila przestań! – powiedziałem, jak ona w ogóle mogła mówić takie rzeczy, przecież gdyby jej się coś stało to chyba bym zwariował. - Co przestań ! Może powinieneś poszukać sobie normalniejszej dziewczyny, może Violetty! – wykrzyknęła do mnie i zaczęła odchodzić, o nie tak tego nie zostawimy. Złapałem ją za rękę i zatrzymałem by nie odeszła. – Nie chce żadnej innej dziewczyny. To Ciebie Kocham i z tobą chcę być bez względu na wszystko. – powiedziałem patrząc w jej zaszklone od łez oczy. – Powiedziałem to co powiedziałem bo cię kocham i chcę dla ciebie jak najlepiej, rozumiem że nie chcesz siedzieć w domu od izolowana od świata ale czasem tak po prostu trzeba. Proszę cię idź do domu, porozmawiaj z matką na spokojnie, ona na pewno też cierpi z powodu tego jak
wyglądają teraz wasze relacje…. – powiedziałem przytulając ją mocno do siebie...


(Ludmila) Kiedy mnie przytulił odeszły mi wszystkie nerwy, cała złość jakby ze mnie wypłynęła. Spojrzałam na niego. - Dobra pójdę do domu, ale masz jutro do mnie przyjść bo zwariuję. - powiedziałam patrząc na niego błagającym wzrokiem. - No zobaczymy, czy Twoja mama mnie przy tym nie zabije. - zaśmiał się, a ja dołączyłam się do niego. Odprowadził mnie kawałek, i wrócił do Studio. - Mam szczęście, że mam takie chłopaka. - pomyślałam sobie. Wzruszyłam ramionami i podążyłam w kierunku domu. Gdy już byłam pod furtką, najpierw musiałam zrobić rozeznanie terenu, czy aby przypadkiem mojej pierworodnej nie ma w domu. Zajrzałam delikatnie przez drzwi, ale nie było nic słychać. Weszłam do domu, zostawiłam rzeczy i udałam się na górę do swojego pokoju. Siedząc tak zastanawiałam się dużo, nad wszystkim co do tej pory zrobiłam, ale jakoś nie męczą mnie wyrzuty sumienia, naprawdę. Zostało już bardzo mało osób, do których mam jakieś uczucia, i nie mam zamiaru obdarowywać swoim dobrem całego świata. Co to, to nie. (Miej wyjebane a będzie Ci dane :D) Podłączyłam swoje mp4, które jeszcze nie zostało mi zabrane, do głośników i zaczęłam nucić jakąś pierwszą lepszą melodię. - Ludmila ? - usłyszałam ...


(Esmeralda) Muszę być silna twarda i nieugięta, to w końcu może ta dziewczyna zrozumie, że źle postępuje. Z samego rana musiałam ponownie udać się do banku pozałatwiać jakieś formalności. Miałam tylko nadzieję, że Ludmila jest już w normalnym stanie, aby z nią porozmawiać. Wchodząc do domu usłyszałam, muzykę na górze. - Ludmila. ? - wypowiedziałam jej imię. - Wstałaś ? - zapytałam i usłyszałam jak wyłącza muzykę i schodzi na dół. - Musimy porozmawiać, główka nie boli. - zapytałam ją. - Przestań nie musisz mi dokuczać. - odpowiedziała siadając na kanapę. - Ja dokuczać, no jak bym mogła, chciałabym się dowiedzieć, dlaczego, dlaczego to zrobiłaś ? -  wierciłam ją wzrokiem. - Dobrze, powiem Ci. Po pierwsze mam mnie głęboko w czterech literach nic dla Ciebie już nie znaczę bo najważniejszy jest ten twój fagas, po drugie te wszystkie bójki, to nie tylko moja wina jak oczywiście sobie myślisz, po trzecie Twoje zabranianie mi spotykania się z chłopakiem łamie mi serce, po czwarte dowiedziałam się, że dziewczyna ojca jest w ciąży, myślisz że jest mi łatwo, to wszystko znosić, myślisz że dlaczego stałam się taka podła, dlatego że wszystko się sypie, dlatego że mam dość wszystkiego co dzieje się dookoła mnie, dlatego że nie wspierasz mnie w tym co robię. - mówiła tak szybko, że ledwo co zrozumiała. - Jak to w ciąży, jak to nie rozumie. - byłam tak zdziwiona tą nowiną. - Normalnie, chyba nie muszę Ci tłumaczyć zasad jak się robi potomstwo. - odpowiedziała mi po chamsku. - Ludmila nie tym tonem, czy to wszystko było powodem tego, że musiałaś sięgnąć po alkohol, i na dodatek zawiesili Cię w szkole, Ludmila. - powiedziałam patrząc na nią. - Nie wiedziała, że Ty to tak odczuwasz, przepraszam Cię, może rzeczywiście masz rację, może za mało z Tobą rozmawiam, może za mało spędzamy ze sobą czasu. - podeszłam do niej i ją przytuliłam. - Przepraszam. - dopowiedziałam jeszcze. Przez resztę wieczoru siedziałyśmy przy gorącej herbacie, rozmawiając, ale tak naprawdę poważnie o wszystkim...


Koniec Rozdziału!
Jeżeli pod tym postem pojawi się 5 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 41





piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 39

6 komentarzy:
 (Violetta) Nie rozumiem, jak mogłam do tego dopuścić. Co ja najlepszego zrobiłam? Co teraz będzie? Jest mi tak strasznie wstyd mimo, że ta noc należała do jednych z lepszych w moim życiu. Po upojnej nocy z Leonem, wstałam z łóżka i wzięłam prysznic, kiedy umyłam włosy, zęby i wybrałam ubranie. Wróciłam do mojego pokoju gdzie czekał na mnie chłopak. Obdarzył mnie uśmiechem, ale nadal czułam się skrępowana. Gdy zeszliśmy na dół, wszyscy domownicy się zdziwili, nie wiedzieliśmy co im odpowiedzieć, na szczęście Anka wszystko zrozumiała i wymyśliła na poczekaniu historyjkę, że Leon przyszedł wcześnie rano i spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem. Natomiast ten cały Damon uśmiechnął się w sposób ironiczny jak by nie uwierzył w ta całą historyjkę. Nie obchodzi mnie to. Do studia szliśmy przez plac, na którym roiło się od różnych straganów, w których sprzedawano kwiaty czy przysmaki. Wchodząc do studia poczuła ulgę, rozeszłam się z Leone w dwie strony. Usiadłam przy wejściu i notowałam sobie w pamiętniku, kiedy do studia wkroczyła wściekła Ludmiła i zaczęła krzyczeć na wszystkich,że ich nie nawiedzi i nigdy jej nie dorównają ....

(Ludmila) Mój nos wygląda jak wielki kartofel. Zdecydowałam, że muszę odreagować, szlaban, bójki, zakaz spotykania się z Tomasem, a teraz nos. Wczoraj poszłam do sklepu i kupiłam dwie butelki wina. Kiedy wstałam czułam się naprawdę tragicznie, wykończona psychicznie. Otworzyłam jedna butelkę i zaczęłam pić z gwinta. - Mam wszystko w dupie. - powiedziałam do siebie. Piłam i piłam i piłam. Matki nie było w domu więc tyle dobrego. Pierwszą butelkę wypiłam dość szybko, już powoli zaczynało mi się kręcić w głowie. Rozpoczęłam drugą wypiłam tylko połowę, bo już nie dałam rady. Wstałam z łóżka i wpadłam na drzwi, chciałam powoli zejść po schodach ale zleciałam jak długa nie czułam bólu. Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. - Ooo Smee rrrr fy No ceeesc - machałam do ludzi przechodzących obok, naprawdę widziałam niebieskie stworki w białych beretach . Szłam do Studio spadając z chodnika coraz. Słońce paliło mnie od środka, a może to nie słońce. Zielona trawa była długa  zaczęłam przedzierać się przez gąszcz, którego nie było. Gdy weszłam do Studio stanęłam na środku. - Jeee ste ścieee wszyyscyy beznadziejni. - powiedziałam ledwo się trzymając. - Too jaa jesteem starss. - kontynuowałam. - Violka Ty podła szmiii rrro - ledwo do niej podeszłam . - Wiesss jak jaa Ci ee nienawidze. - złapałam ją za kurtkę. Zaczęło mi się strasznie kręcić w głowie. - Cooo się tak gapiiisz. - popatrzyłam na Cami. - Ty pii n do zoo bacz co zrobiłaś - wskazałam na swój nos. - Nieedobrzee mi. - powiedziałam i zwymiotowałam na bluzkę stojącej na przeciw mnie Cami. - Słabo miiiii. - oparłam się o szafki i zjechałam w dół ....


(Tomas) Siedzę sobie spokojnie w studio a tu nagle Ludmila wchodzi i nadziera się jak by jej odbiło, zaraz, zaraz czy ona jest pijana?! Boże co jej odbiło, rozumiem ma trudna sytuacje w domu ale żeby od razu tak się upić, już miałem podejść przerwać te całą akcje gdy Ludmila oparła się o szafki i poleciała w dół. Podbiegłem do niej w ciągu sekundy i wziąłem ją na ręce nie bardzo wiedziałem co robić, jak wezmę ją do Pablo to pewnie ją wywalą, no ale nie ma innej opcji. Ignorując gapiących się na mnie ludzi pobiegłem z Lu na rękach do gabinetu dyrektora, otworzyłem drzwi z hukiem kompletnie zapominając o zasadach dobrego wychowania, teraz nie to było najważniejsze. – Pablo ratuj! – wykrzyknąłem do niego, spojrzał na mnie i Lu, chyba od razu zrozumiał o co chodzi bo Ludmila bredziła do mnie coś o smerfach. Kazał położyć na kanapie po czym wywalił mnie bezceremonialnie z gabinetu. Nie minęło 30sekund jak z niego wyszedł. – Wezwałem jej matkę, powinna zaraz tu być. Wiesz że powinienem ją wywalić? – powiedział smutno. – Pablo nie rób tego, ona ma teraz naprawdę trudna sytuacje w domu, nie dokładaj jej błagam. – tłumaczyłem mu z nadzieją że się zlituje. – No dobra, ale nie myśl że nie pogadam sobie z jej matką czy ta „trudna sytuacja” to prawda, aha i najważniejsze za godzinę chce widzieć wszystkich uczestników ostatniej bójki w swoim gabinecie, Cami też, masz ich o tym poinformować. – powiedział do mnie i wrócił do gabinetu. Nie miałem wyjścia musiałem sobie pójść i powiedzieć wszystkim że chce nas widzieć, wolałem nie myśleć jaki szlaban dostanie tym razem Ludmila …..


(Esmeralda) Siedziałam sobie spokojnie w biurowcu załatwiając jakieś sprawy dotyczące działki pod dom, gdy nagle dzwoni telefon w którym dowiaduje się że moja córka leży pijana w gabinecie dyrektora. - Nie to pewnie jakaś pomyłka - pomyślałam szybko wychodząc z biura. Wsiadam do samochodu i podążam w stronę Studia. Gdy docieram na miejsce panuje tam jakieś ogromne poruszenie. Ludzie chodzą z kąta w kąt, inni bawią się instrumentami. W tłumie dostrzegam Tomasa, który stoi zdenerwowany. "Gabinet Dyrektora" wchodzę do środka a moim oczom ukazuje się Ludmila leżąca na kanapie. - Co się stało ? - pytam mężczyzny. - Jak pani widzi Ludmila jest pod wpływem, powinienem ją usunąć ze szkoły, ale słyszałem że ma jakieś problemy. - oznajmił mi. - To znaczy po prostu się ostatnio trochę pokomplikowało. - odpowiedziałam mu. - Po prostu proszę zabrać ją do domu, niestety jednak będę musiał ją zawiesić w prawach ucznia. - popatrzył na mnie. - Dziękuję za telefon. - wzięłam Ludmile pod rękę. - Smerfy, Sferfy. - gadała jakieś głupoty. Wychodząc z budynku i pakując ją do samochodu dostrzegam ...

(Angie)Musiałam wyjechać..Nie dla tego,że chciałam.MUSIAŁAM.Wymagało tego moje zdrowie..Nie
ukrywam,że mam słabe serce i czasami nie wyrabia na wyższych obrotach.
I wymaga od czasu do czasu przystopowania tempa jakim żyje.
Szczerze powiedziawszy ten pobyt w sanatorium dobrze mi zrobił;mam energie do działania,ale bez przesady jak ostrzegał mnie lekarz.
-Proszę się tutaj zatrzymać-rozkazałam taksówkarzowi.Szybko wysiadłam i wyjęłam z bagażnika bagaże.Tak,znajdowałam się przed Studiem.To miejsce do którego zawsze chcę wracać.-Pora się przywitać-pomyślałam,ponieważ o swoim wyjeździe nie informowałam nikogo.Po prostu nie było na to czasu..Nagle BAM!-ląduje w szpitalu a potem w sanatorium;oczywiście odcięta od wszystkich mobilnych urządzeń..
Idąc w stronę budynku zauważam guwernantkę Violetty.Wymieniłyśmy spojrzenia,a zaraz potem znikła za drzwiami samochodu i porostu odjechała.Zignorowałam to "chwilowe" zdarzenie i weszłam do Studia.Postanowiłam,że na pierwszy ogień pójdzie Pablo.Pukam a gdy słyszę słowo "tak" ,wchodzę.Gdy mnie zobaczył był w niezłym szoku,lecz po chwili oprzytomniał i wstając za biurka serdecznie mnie uścisnął.
-Pablo tak się stęskniłam-mówiłam nadał wtulając się w przyjaciela.
-Angi gdzie ty się podziewałaś?Wszyscy się martwiliśmy a na dodatek nie odbierasz telefonu!Nie raz zbywałaś mi sen z powiek-powiedział.Ooo kochany Pablo;wiem,że zawsze znajdę w nim oparcie.-Wieeesz to długa historia,ale na kiedy indziej,gdyż jestem narazie zmęczona podróżą-wymigałam się od odpowiedzi i szczerze nie chcę mu tego mówić..
-Naturalnie!Ale następnym razem poinformuj mnie o tym,że wyjeżdżasz,bo gdzie ja znajdę drugą taką nauczycielkę śpiewu-odpowiedział śmiejąc się.
-Nie ma sprawy!Jak narazie nie planuje żadnych wyjazdów - odwzajemniłam uśmiech
Nagle naszą pogawędkę przerwał ..

(Tomas) Ludmile odebrała jej matka, nie zdziwię się jeśli za taki numer zamknie ją w domu do pełnoletności, oby nie bo muszę z nią pogadać... I do tego za chwile mamy wszyscy stawić się u Pablo. Na bank nas wywali za te bójkę. Dlaczego wszystko się tak pokomplikowało, czyżbym naprawdę źle zrobił wracając? Gdybym nie wrócił, nie był bym z Ludmila a ona miała by jeden problem mniej.... Zastanawiałem się wchodząc do gabinetu Pablo wraz z innymi, okazało się że była razem z nim Angie, może jakoś nas wybroni? W końcu Violetta też była w to zamieszana. Jednak nie wnioskując po minie Pabla już po nas. - Zadam wam jedno proste pytanie. Czy wam odbiło? - powiedział gniewnie mierząc każde z nas wzrokiem za to Angie patrzyła na nas zdezorientowana, chyba o niczym nie wiedziała. - Teraz to milczycie? A jak się bić to pierwsi! Zawiodłem się na was, ale was nie zawieszę bo nie wtedy stracił bym na zajęciach zbyt wielu uczniów. Ale nie myślcie że wam to ujdzie płazem, jakaś kara być musi dlatego zaraz dzwonie do waszych rodziców aby ich o wszystkim poinformować. - oznajmił nam, po prostu pięknie wszyscy na bank dostaniemy szlaban na zawsze, no ale lepsze to niż zawieszenie w prawach ucznia. - Wracajcie na zajęcia. - powiedział ostro Pablo i wskazał na drzwi, dawno nie widziałem go tak zdenerwowanego dlatego nikt nawet nie pisnął słowa i wszyscy opuściliśmy gabinet....



(Francesca) Wieczorem późno wróciłam do domu, a wszystko przez Damona, może ja i Violetta źle go oceniłyśmy? Rano jak to ja zaspałam, wiec w biegu się ubrałam i zjadłam śniadanie. Chciałam do Studia podjechać autobusem, ale tuż przed wejściem kierowca zamknął drzwi i odjechał. Więc stwierdziłam, że na pierwszą lekcję już nie dam rady zdążyć, dlatego poszłam sobie spacerkiem. Wchodząc do parku
uświadamiam sobie, że coś się zmieniło, dopiero po chwili dociera do mnie zapach skoszonej trawy, dużo osób nie zachwyca się na ten zapach, ale mi się podoba. Krzewy, gałęzie, kwiatki zostały równo przycięte. Po chwili dochodzę do Studia, z gabinetu Pablo wychodzą wszyscy uczniowie zamieszani w bójką, ale nie ma tam naszej szkolnej gwiazdeczki. -Jak zawszę, pewnie się wymigała- rzucam pod nosem i podchodzę do Tomasa. -Hej, i co? Zawieszą Was?- chłopak robi dziwną minę, może wygląda tak przez to oko, które dochodzi do siebie. -E-ee nie, ze względu na lekcje i pewnie U-Mix, a-ale zadzwonią do naszych rodziców, wiesz przepraszam, ale bardo się śpieszę- odchodzi szturchają mnie w ramie. Nie rozumiem co się z nim stało, kiedyś był o wiele sympatyczniejszy i razem spędzaliśmy czas jako przyjaciele. A teraz co? Jeden raz przyszedł mnie odwiedzić, gdy byłam chora i na tym koniec, jak ja mogła być w nim zakochana? Weszłam do klasy Angie i ....


(Violetta) Ten dzień nie może być już gorszy! Nie dość, że mój tato nie wierzy z historią z Leónem to jeszcze Pablo powiedział mu o mojej bójce. Na pewno wywiezie mnie na koniec świata, albo i dalej. Cały dzień próbuję unikać Leóna, nawet w gabinecie Pabla nie spoglądałam na niego. Jest mi bardo wstyd i tak strasznie głupio, co On sobie o mnie pomyśli? Kiedy myślę sobie w spokoju, do sali wkracza Fran. Chciała bym się dowiedzieć, co ona najlepszego wczoraj robiła z Damonem, ale to jest jej życie, wiem jedynie tyle, że jak ją skrzywdzi to mnie popamięta. Chodząc z klasy do klasy, uważnie się rozglądam wiem, że kiedyś musimy o tym porozmawiać, ale nie teraz. Zamknęłam się w sali od muzyki i usiadłam do klawiszy, pobrzdąkałam na gitarze, i nawet zaczęłam komponować jakąś piosenkę. Mimo tych zajęć moja głowa myśli tylko o jednym, wiec znowu wracam myślami do wczorajszego dnia i mimowolnie na mojej twarzy pojawia się delikatny uśmiech.. Kiedy się spostrzegam, w klasie znajduje się......

(León) Nie wiem, czy powinienem się śmiać czy płakać. Sytuacja w Studio była tak komiczna, a zarazem tak niebezpieczna, że nie wiem już co myśleć. A poza tą całą szkołą, jest Violetta. Cały dzień próbuję złapać
z nią jakikolwiek kontakt, niestety kiedy tylko mnie widzi, od razu ucieka. Nawet nie odbierze telefonu, nie spojrzy na mnie... mam przedziwne wrażenie, że zachowuje się tak przez wczoraj... źle się z tym czuję.
Mam szczęście, kiedy zauważam ją w sali od muzyki. Trochę mieszane uczucia nie pozwalają mi do niej tak zwyczajnie podejść i się przywitać. Przyglądam się jej, kiedy wydobywa z gitary dźwięki, które nie układają się w żadną znaną mi melodię. Wtedy właśnie decyduję się, żeby do niej podejść, ale już jest za późno.
- León! - podnosi głos, trochę wystraszona - długo tu stoisz?
- Wystarczająco, żeby przemyśleć pewne sprawy - wzdycham ciężko, nie umiejąc dobrać odpowiednich słów. - Violetta, ja... nie wiem, jak mam ci to wytłumaczyć. Chyba nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić tego, co do ciebie czuję i jak bardzo jesteś dla mnie ważna. Ale nie podoba mi się to, co teraz się dzieje. Masz jakiś problem? Coś się stało? Dlaczego nic mi nie mówisz? - staram się, żeby mój głos nie brzmiał oskarżycielsko, chociaż właściwie to tak powinien. Patrzę na nią prawie wyzywająco, czekając na jej reakcję...


(Violetta) Kiedy do sali wkroczył León, serce zaczęło mi szybciej bić, ale z niewiadomych powodów nie umiałam się do Niego odezwać. -Violetta, ja... nie wiem, jak mam ci to wytłumaczyć. Chyba nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić tego co do ciebie czuję i jak bardzo jesteś dla mnie ważna. Ale nie podoba i się to, co teraz się dzieje. Masz jakiś problem? Coś się stało? Dlaczego nic mi nie mówisz?- kiedy chłopak skończył mówię, ewidentnie czekał na moją reakcje. Niestety nie wiedziałam, co mu mam odpowiedzieć. -León.. t-to nie tak- próbowałam coś z siebie wykrztusić -Po prostu.. Przepraszam Cię..- poczułam fale gorąca. -Chodzi mi o.. wczoraj, no wiesz.. nie wiem jak mam się teraz zachować..- kiedy w końcu wykrztusiłam z siebie zdanie, chłopak wybuchł śmiechem. -Tak Cię to bawi?- rzuciłam surowo i chciałam wyjść z klasy.. -Violetta, zaczekaj- złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, nadal śmiejąc się pod nosem.
-To nie jest zabawne- chciałam powiedzieć jeszcze bardziej surowiej, ale sama zaczęłam się śmiać. Staliśmy tak przytuleni, aż przeszkodził nam Marotti prosząc Leóna na sekundkę. Kiedy chłopak wyszedł za prezenterem, na jego telefon przyszedł ciekawy SMS "Wiem, że wczoraj byłeś zajęty, ale dzisiejszy wieczór aktualny?" Jego autorką była LARA?! Świetnie, a ja już myślałam, że wszystko wróciło do porządku, a on za moimi plecami spotyka się z Larą? Sądziła, że między nią a mną też jest w porządku. Kiedy León wraca do sali, ja automatycznie wychodzę wręczając mu telefon do ręki, na początek jest zdziwiony, ale potem uświadamia sobie o co mi chodzi -Violetta to nie tak..- Za późno, wyszłam już ze Studia. Byłam taka zła, raz śpi ze mną, a potem umawia się z Larą......


(Lara) W ostatnich dniach planowałam z Aną jak zatrzymać Federico'a. Właściwie to po prostu obie
próbowałyśmy coś wymyślić. Naprawdę chcę, żeby został i on chyba też.... Już przynajmniej radzę sobie ze Studio'em i dobrze daję radę na torze. Nie mogę już zapomnieć o sprawdzeniu czy jakieś śrubki są przykręcone. Mam nawet czas na wyścigi z Leon'em. Wczoraj w ostatniej chwili napisał, że nie może, więc próbowałam go znaleźć w Studio'u, ale jak zwykle go tam nie widziałam, więc użyłam telefonu!
Jeżeli znowu powie, że nie może, uznam to za wygraną. Moją. Bo się boi ze mną ścigać.
Szłam do Studio'a, na zajęcia, pisząc jednocześnie SMS'a do Any. Musimy w końcu ustalić co do akcji "Błagam, Fede, nie wyjeżdżaj". Przynajmniej dla mnie...
- Nie wytrzymam tęsknoty - jęknęłam do telefonu stając na środku drogi, myśląc co będzie jak Fede wyjedzie. Kiedy chciałam iść dalej, zobaczyłam jak przede mną stoi Violetta. - O, cześć! - przywitałam się, ale dziewczyna tylko otworzyła buzię, szybko ją zamknęła i bez słowa poszła dalej. Okey....
Może powinnam pójść za nią i się zapytać o co chodzi, ale teraz wolałam porozmawiać z Aną...
Weszłam do Studio'a i kiedy zobaczyłam ją przy szafkach, podeszłam do niej...

(Ana) Przez kilka dni my się tu zastanawiamy z Larą jakby tu go zatrzymać w Buenos... I nic nam nie przychodzi ! Chyba problem tkwi w jego rodzinie... Pomyślałam że możemy porozmawiać z jego matką, gdyż bardzo nam zależy aby został... Genialnie Anka ! Jakże ty mądra... Mówiłam ironicznie w duchu. Chowałam strój do szafki gdy do mnie podeszła panna zakochana... Zachichotałam na jej widok.
- Hej ! Masz już jakiś pomysł ?
- Jasne chodź wytłumaczę ci po drodze. - Odparłam i razem wyszłyśmy ze Stud!a. Kierowałyśmy się do domu Federica. Tłumacząc jej moją propozycję o rozmowie, ona przystanęła. - Co jest ? - Spytałam zatrzymując się.
- A może on tego chce ? Może nie powinnyśmy tego robić... - Spojrzałam na nią przechylając głowę.
- Oj uważaj ! Już się tam rwie ! No chodź... - Pociągnęłam ją za rękę i dalej szliśmy, tym razem w milczeniu. Na miejscu wymiękłam, co było moją niecodziennością. Podeszłam do drzwi i zapukałam, naszym oczom ukazała się akurat jego matka, więc od razu przeszłyśmy do sedna. Na początku kobieta patrzała na nas jak na jakieś dziwaczki ale po chwili wpuściła mnie i Lare do środka.
- Rozumiem was dziewczyny ale zrozumcie, musimy wracać... Gdybym ktoś z naszej rodziny tu mieszkał to jeszcze...
- Przecież może u Violetty! I tak ostatnio robi tam jakiś przytułek... - Mówiłam przypominając sobie o tym nieznośnym kuzynku... Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę dopóki do pomieszczenia nie wszedł Federico...


(Lara) Poszłam razem z Aną do domu Federico'a. Zaczęłyśmy rozmawiać z jego matką. Z rozmowy wniknęło, że gdyby ktoś z rodziny Federico'a ktoś tum mieszkał mógłby zostać. Ana powiedziała, że może u Violetty. W sumie... Gdyby jej ojciec się zgodził to dla mnie okey!
Nagle do pokoju wszedł Federico i dziwnie się na nas spojrzał.
- Co wy tu robicie? - zapytał, a ja z Aną wymieniłyśmy ze sobą spojrzenia.
- Przyszłyśmy porozmawiać z twoją mamą i poprosić, żebyś został - powiedziała Ana.
- Dlaczego? - zapytał patrząc na nas.
- Federi... - zaczęła jego mama.
- Mogłabyś nas zostawić samych? - skierował do niej pytanie.
- Dobrze - odpowiedziała i wyszła z pokoju.
- Dlaczego robicie coś za moimi plecami?
- Bo mi na tobie zależy, Federico! - krzyknęłam, zrywając się na równe nogi. - Anie też, jesteście podobno przyjaciółmi. Chyba przekonałyśmy twoją mamę, ale decyzja należy do ciebie... Albo Włochy, albo Argentyna. - Patrzył na nas speszonym wzrokiem.
- Muszę to przemyśleć... - rzucił, wkładając ręce do kieszeni, a ja z Aną wyszłam z jego domu. Milczałyśmy chwilę, ale potem Ana przerwała ciszę...

(Ana) - Nie wyjedzie. - Rzuciłam. Spojrzała na mnie z pytającym wzrokiem. - Nie zrezygnował by z nas. - Uśmiechnęłam się do niej szeroko a potem nasze drogi się rozeszły. Ja powędrowałam do parku, a tam kupiłam jabłka w karmelu. Następnie ze smakołykiem ruszyłam do domu, w środku było dość cicho... - Jest tu ktoś ? - Spytałam. Nikt mi nie odpowiedział, zdziwiłam się ale co ja będę się przejmować. Poszłam do kuchni zrobić sobie herbatę, Olgi też najwidoczniej nie było... Eh, gdzie ich wywiało ?! Kilka minut minęło a ja z kubkiem kierowałam się do swojego pokoju, lecz gdy się odwróciłam zaszczycił mnie Damon.
- Aa ! - Krzyknęłam oblewając się gorącym napojem. - Musiałeś ?! - Powiedziałam wkurzona i poszłam do łazienki. - Super... - Szepnęłam do siebie widząc stan bluzki. - Dzięki Damon ! - Krzyknęłam do niego. "Nie ma za co" Usłyszałam odpowiedź... Eh, wkurzona poszłam do pokoju. Tam przesiedziałam resztę dni aż do zapadnięcia zmroku... Ciągle siedziałam nad kartką papieru nie wiedząc co z nią... W końcu odpłynęłam w błogi sen...


Koniec rozdziału!
Jeżeli pod tym postem pojawi się 5 komentarzy, jutro opublikujemy rozdział 40
layout by Sasame Ka