czwartek, 1 maja 2014

Part 18

9 komentarzy:
(Ludmila) U babci czuję się jak w prawdziwym domu i niczego nie muszę udawać. Ona wie o mnie
wszystko. Rzecz jasna nie pochwala tego, że jestem dwiema rożnymi osobami, ale jak wytlumaczylam jej wszystko to chyba zrozumiała. Jeżeli chodzi o sprawę mojej rodziny, ona twierdzi, że to da się wyjaśnić, ze powinnam z nimi porozmawiać, ale tak czy siak to oni mnie wychowali i to oni pozostają moja rodzina. Tylko to moe takie proste, żyć z taka świadomością, że jednak gdzieś tam są inni prawdziwi. Nie chciałam truć juz jej głowy. Zrobiła mi duuuuuże śniadanie i oznajmiła, ze jeżeli nie ziem wszystkiego to mnie nie wypuści. Zasmialam się pod nosem. Kocham ją, tak bardzo ją kocham, że nie wiem jak sobie poradzę gdy nadejdzie jej czas. Spakowałam rzeczy, ucałowałam babcię i opuściłam małą chatkę na przedmieściach. Stąd był spory kawał do Studio. Nie zachodzilam po drodze do domu. Wsiadlam w autobus, który podwiózł mnie na przystanek, gdzie do uczelni był rzut beretem. Autobus zatłoczony jak to zwykle rano bywa, full ludzi, ciasnota, wiec jak opuściłam pojazd komunikacji miejskiej odetchnęłam z ulgą, nie na dlugo, bo zaraz po chwili potknęłam się o kamień wystający z ziemi...


(Ana) Tralalalalla ... - Skakałam ciesząc się z weekendu! No helloł ! Odpoczynek na caaaaaały dzień. - W pidżamie ległam na łóżko. W ostatniej chwili przypomniałam sobie o bluzce. Pobiegłam do łazienki i wyjęłam ją z miski. - Oh My Good. - Skrzywiłam się widząc jedną wielką białą plamę na środku. YGH ? Zmarnowana rzuciłam ją do umywalki i przebierając się wyszłam zmęczona. Warto przewietrzyć dupsko. Eh ... Chodząc tak nudziłam się aż w końcu ujrzałam jak Ludmiła się wywaliła .... HAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAHHAHAAHAHAHAHAAHHAHAH .... Supernova poczuła ból betony ? Oj ? hiihih .... Zaczęłam się czerwienić ze śmiechu a po chwili poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Ledwo się odwróciłam i ujrzałam twarz ...
- Z czego się tak śmiejesz ? - Zapytał/a. Wskazałam na poległą Lu a On/a również zaczął/eła się chichrać z tego ...



(Pablo) Oj. Mała zachorowała i musiałem czuwać nad nią. Chciałem iść do sklepu po jakiś syrop, tabletki, ale nie chciała aby ją opuszczał. Lecz musiałem skądś wytrzasnąć antybiotyki. A serdeczna pani "Isabel" nie potrafiła kupić żadnych leków ! (...) Po dwu godzinnej walki z jej bezsennością udało mi się aby zasnęła. Wykorzystałem chwilę i wyszedłem do apteki. (...) Gdy kupiłem zalecane mi przez pielęgniarkę rzeczy wracałem i ujrzałem jak Naty i Ana śmieją się donośnie a niedaleko zobaczyłem jeszcze na bulwersowaną Ludmiłę. Nie miałem zamiaru się wtrącać w akcje z Ferro dlatego szedłem dalej trąc oczy od zmęczenia. Mimo urlopu od pracy chyba jestem bardziej zmęczony niż zwykle. Opiekowanie się dziećmi jest męczące, a ja po prostu sam nie daję rady i to czuję ... Ocierając te oczy usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła. Cholera ! Zrywka się zerwała i wszystko poszło się ... Jedynie tabletki na kaszel zostały nienaruszone ... Ale i tak pływały ją w morzu syropu ... Westchnąłem ciężko i złapałem się za głowę ... - Pablo ty sieroto ... - Mówiłem do siebie widząc na ziemi jak czyjś cień czerni chodnik. Odwróciłem się i ujrzałem ...


(Esme) Piękny poranek przeważnie jak zawsze w Buenos, chociaż ostatnio zdarzają się takie okropne dni, że człowiekowi nawet nie chce się z domu wychodzić. Wstalam dość wcześnie, musialam sprzatnąć dom, wyprowadzić psa, nie zapowiedziana wizytę złoża mi rodzice. To znaczy ma być nie zapowiedziana, ale siostra mnie uprzedzila wiec wszystko musi być na tip top. Z Pablo jest dobrze, chociaż ostatnio zbyt malo się widzimy, ale to dlatego, że on non stop zajmuje się Ambar, a ja szukam pracy. Jeszcze dziś zadxzwonili z jedną ofertą i umówili się ze mną na jutro na rozmowę kwalifikacyjna. Znając zycie moi rodzice zostaną na weekend. Czyli licząc od dziś, czwartek, piątek, sobota w niedziele juz sobie pojadą. Nie mogą się dowiedzieć o tym, że straciłam pracę, ojciec by mnie ... nawet nie chce myśleć co. Musiałam zrobić obiad i kolację, a w lodowce jak zawsze pusto. Zakupy, i to porządne, tak żeby nie wyglądało, że głoduję. Szłam sobie alejką, kiedy usłyszałam dźwięk tluczonego szkła, podeszlam bliżej i zauważyłam Pablo. Ciapa rozbił butelkę i jeszcze sam do siebie gadał.
- No hej - chyba trochę go zaskoczylam. - Co tam masz ? - spojrzalam do torebki.
- Ambar zachorowało i właśnie potłukłem leki. - oznajmił ze zbitym wyrazem twarzy.
- Ty gapo ! - zaczęłam się śmiać.
- Bardzo śmieszne, ciekawe co ja teraz podam dziecku. - powiedział dość poważnym tonem.
- Chodź kupimy maliny w sloiku zrobisz jej ciepłych malin z miodem i postawiła ją na nogi. - złapałam go pod rękę, i zaczęliśmy wędrówkę do sklepu. Automatyczne drzwi się otworzyły a my zobaczyliśmy ...


( Federico )
Zaniedbałem ją w tak ważnym dla niej okresie. Uciekłem po chwili, może nieświadomie, ale jednak. Zwyczajnie nie umiem się zaangażować, normalnie przebywać z ludźmi, bo obwiniam ich za to co mnie spotkało w dzieciństwie. Czas to zmienić. Dziś.
Wyszedłem z domu, trzaskając drzwiami. Nie miałem nawet czasu na to, by je zamknąć. Liczyło się dla mnie tylko to by znaleźć dziewczynę. Po drodze ominąłem Pablo i Esmeraldę, którzy akurat wybierali się do sklepu mijając się w przejściu z jaką starszą panią. Po chwili już o nich zapomniałem, bo miałem ważniejszą rzecz na głowie.
Jednak gdy zapukałem do domu blondynki, jej mama oznajmiła, że Ludmiła nie wróciła do domu na noc. Ten fakt zmroził mi krew w żyłach.
- Znajdę ją - zapewniłem kobietę, ale gdy zamknęły się za mną drzwi, nie byłem tego taki pewien. Przecież nie znam dziewczyny za dobrze, nie wiem co lubi, gdzie przesiaduje, kogo słucha, nawet jaki jest jej ulubiony kolor. Czułem się jak statek, który miał zaraz zatonąć.
Wędrując bezsensownie po mieście natrafiłem na ... , który/która chyba coś zgubiła ...

(Ludmila) Jestem okropmna. Wiem to nie trzeba mi na każdym kroku uświadamiać tego faktu. Zaszłam do Studio, ale wkurxyłam się na Gregorio, który miał jakiś beznadziejny humor, pomijając już to że ma nogę w gipsie to w ogóle stał się jakiś okropny. Zdenerwowałam się i posłałam mu wiązankę nieprzyjemnych słów. Powiedział, że zgłosi to do Pablo i że mnie zawiesi. Jak sobie chce, może mnie nawet powiesić, mam to gdzieś. Idąc sobie spokojnie uliczką, przypomnialam sobie, że nie wiem czy zabrałam ze sobą swój telefon. Stanęłam na chwilę, grzebałam w torbie, wywaliłam jej zawartość na ziemie.
- Co zgubiłaś. ? - uslyszalam znajomy glos, odwrocilam się i ujrzałam Federka.
- Już nic. - wskazałam na zaginiony telefon.
- Byłem u Ciebie Twoja mama powiedziała, że do domu nie wróciłas. - oznajmił mi. Cholera skąd on do jasnej ciasnej wie gdzie ja mieszkam.
- Jak to byłeś u mnie !? - zapytalam podniesionym głosem.
- No normalnie - odrzekł zwyczajnie.
- Byłam u babci. - dodałam i zaczełam pakować rzeczy do torebko. Chłopak schylil się i pomógł mi.
- Nie idziesz do Studio ? - spojrzał na mnie.
- Nie Gregorio mnie wywalił, poklociłam się z nim. - zachowałam powagę.
- Czemu Ty udajesz, Ludmila nie rozumiem tego, po co Co kłamać jaka naprawdę jesteś, wcale na tym dobrze nie wychodzisz. Zrozum to. - po co on mi to gada, myśli ze mi jest łatwo.
- Nie mam humoru na bezsensowne rozmowy. - oznajmiłam mu.
- Zaczekaj - złapał mnie za rękaw. Spojrzalam na niego, a nasze głowy zaczęły się zbliżać w swoim kierunku, ale ktoś jak zawsze musiał to przerwać..

(Pablo) Jakaś starsza kobieta zaczepiła mnie koło sklepu i jak zaczęła rozmawiać ze mną to nie było końca. Chciałem umknąć jej jakoś mówiąc że się spieszę ale Ona nie dawała mi dojść do słowa. W pewnym momencie chyba już zła Esmeralda poszła do środka apteki. Chciałem ją zatrzymać ale pani Brunhilda nie dawała mi spokoju. Złapałem się za czoło próbując wyłapać z szyby postać mojej partnerki lecz jej nie zauważyłem. Nawet nie wiem o czym ta kobieta mówiła ! Po 15 minutowym monologu siwowłosa sobie poszła a ze sklepu wyszła Esmeralda z lekami. - Dziękuję . - Uśmiechnąłem się lekko zmęczony i położyłem dłoń na jej policzku. Chciałem ją pocałować ale inaczej zareagowała na to niż zazwyczaj;
- Spokojnie, nie rozpędzaj się tak. Mam jeszcze kilka rzeczy do załatwienia a nie mam zamiaru tu stać i znów słuchać jakieś staruszki. - Zaśmiała się anielsko a ja spojrzałem na nią błagalnie.
- Noo proszę Cię, tak mało czasu mamy dla siebie ostatnio ...
- Nie ma mowy , wybacz. - Odchodziła powoli w stronę swojego domu a ja jej towarzyszyłem. Nagle jakiś pies popędził koło naszych nóg i biegnąc przed siebie przewrócił dwójkę ludzi. Którzy okazali się być moimi studentami. Roześmiani podnieśli się a ja nadal podążałem równym krokiem za brunetką. - A ty czasami nie masz iść w drugą stronę ? - Zapytała a ja ją zatrzymałem.
- Zawsze mogę Ci pomóc i otrzymać nagrodę w formie buziaka ...
- Eh ... - Westchnęła odwracając wzrok. - Wiesz co ? - Zaczęła swoją wypowiedź ...

(Esme) Szedł za mną prawie pod same drzwi. Co miałam mu powiedzieć ? Przepraszam, nie możesz dziś wejść do mnie do domu bo przyjeżdżają moi rodzice, że ojciec jest konserwatystą i nie zbyt ludzi obcych ludzi. Mogłam tez wymyślić jakaś bajkę, coś że pies jest chory, albo że mam balagan w domu. Nie chciałam budować związku na kłamstwie.
- Eh - westchnęłam i odwróciłam wzrok. - Wiesz co, jest taka sprawa, że dziś przyjeżdżają moi rodzice. - zaczełam.
- No to super, chętnie ich poznam - zawołał entuzjastycznie.
- Nie ! - powiedziałam stanowczo. - Nie możesz, to znaczy nie chcesz, w sensie ja nie chce, nie znasz ich oni są emmmm dziwni, w sensie nawet nie wiedziałam, ze maja przyjechać, siostra mnie ostrzegła. - mowilam dalej.
- Aha rozumiem. - zrobił minę zbitego psa.
- Nie nie rozumiesz, jeju ojciec nie toleruje facetów w moim życiu w sensie, jemu chodzi o to, że ja mam robić karierę i boli go to, że nie biorę od niego pieniędzy. Wtedy co pomogłam Studio, dzwoniłam do niego, to nie było łatwe, ale no co miałam jakoś wybór ? - popatrzyłam na niego z nadzieją. Kiedy tłumaczenie nie wystarczało podeszłam do niego bliżej i zatopiłam się w jego ustach...

(Pablo) - Możesz tak częściej mi tłumaczyć. - Uśmiechnąłem się gdy oderwaliśmy się od siebie.
- Paabloo ... - Westchnęła i otworzyła kluczami drzwi od domu.
- Eh, to wracam biedny ja do swojej nory zajmować się dzieckiem bez ciebie. Będę znów w samotności jadł obiad, kolację ... - Udawałem smutnego. Patrzyła na mnie z podniesioną brwią stojąc w framudze drzwi. W końcu parsknąłem śmiechem a Ona pokręciła głowę z dezaprobatą. - Oj już nie rób takiej miny. - Ucałowałem czule jej polik.
- Ekhem ! - Usłyszałem chrząknięcie, odwracając się ujrzałem dwójkę starszych ode mnie osób elegancko ubranych. Kobieta tak samo w sumie jak mężczyzna przeszywała mnie dziwnym spojrzeniem ... Czyżby byli to jej rodzice ? - A pan to kto ... ?

(Esme) Ja i moje szczęście powinniśmy wziąć udział w jakimś konkursie. Czy to jest normalne, że wszystko wychodzi na opak ? Oczywiście, że akurat kiedy Pablo mnie pocałował musieli się napatoczyć moi rodzice, bo niby dlaczego nie ?
- A pan to kto ? - od razu wyskoczył mój ojciec. Pablo chciał podać mu rękę, ale ten tylko popchnął mamę
do przodu i weszli do domu. Zrobiłam kwaśną minę i pisnęłam ciche "przepraszam" w stronę mężczyzny. Dałam mu znak, że zadzwonię i podążyłam za moimi rodzicami. Nawet nie wiedziałam od czego mam zacząć pogaduszki "cześć co słychać ?" to takie bezsensowne. Uśmiechnęłam się do nich.
- Jak minęła podroż ? - wzięła się i wysiliła mogłam zapytać o coś bardziej normalnego.
- Spokojnie, ale dość długo - odpowiedziała mi matka, która filowała wzrokiem całe moje mieszkanie. Udało mi się wszystko sprzątnąć na glanc, więc nie miała się do czego prxzyczepić.
- Jak w pracy ? - walnął z grubej rury ojciec. Co mu miałam powiedzieć " ojej jestem bezrobotna i nie mam pieniędzy" od razu by mnie przekonywał abym wróciła do Francji, a ja tego nie chcę.
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze - uśmiechnęłam się sztucznie. - Jakoś gorąco się zrobiło otworze balkon. Zapomniałam niestety, że na podwórku jest Stefek, a nie poinformowałam ich, że posiadam jakieś stworzenie. Otworzyłam drzwi, pies wbiegł do środka, usłyszałam krzyk matki, a po drugiej stronie ulicy zauwazylam ...

(Maxi) -I nawet mnie nie wysłuchała-Po co Ja mówiłem do mojego odbicia w lustrze ? Nie wiem w każdym razie o dziwo pomagało. Facet po drugiej stronie zwierciadła wyglądał na smutnego i jednocześnie złego ? Złego na los, na życie, na własną głupotę. To było jak "Po prostu mam zły dzień. Zły tydzień. Zły miesiąc. Zły Rok. Złe ŻYCIE." Nie wiem już nawet co mam zrobić. Kogo się poradzić. Zazwyczaj pomogła by mi Camilla ale... No wiadomo. Mam się jej pytać co powinienem jej powiedzieć ? Byłoby to co najmniej komiczne.
-Równy z Ciebie gość. Ale głupi to Ty jesteś jak but.-Kontynuowałem swój monolog w stronę lustra.
  Dobra. Rozważmy z kim mogę pogadać ? Cama-odpada. Francesca-ostatnio nie mogę jej złapać w żaden sposób mimo że mijaliśmy się na korytarzach czasami. Violetta-Jeszcze mnie tak nie pogrzało aby jej o to pytać. Ludmiła-No prędzej powie mi "Spierda***". Leon- Po tym pobiciu to nawet nie wiem czy udałoby nam się porozmawiać bez spięcia. Są jeszcze inni chłopacy ale jednak wszyscy mają jakieś zajęcia dodatkowe. To Angielski to nauka gry na gitarze czy gra w drużynie piłkarskiej.  No to cóż. Natalia. Idealna jest do tej roli. Można jest zaufać, lubi mnie i chyba ma czas. Cóż. Zawsze warto spróbować.

(Leon) Dopadła mnie grypa, dodatkowo nie ta zwykła tylko żołądkowa. Nie wychodzę z łazienki cały dzień. Doszła gorączka i dreszcze. Czuję się jak wrak człowieka. Wypłukałem chyba całą wodę z organizmu. Mama zostawiła mi jakieś lekarstwa i baniak 5 litrowej wody, ja nawet nie mam siły jej sobie nalać. Kiedy trochę mi się polepszyło wyszedłem do ogrodu, muszę się trochę przewietrzyć, a dobre powietrze dobrze mi zrobi. Siedziałem tak może z 4 minuty, kiedy usłyszałem czyjś glos przemawiający do mojej osoby. Już myślałem, że mam omamy, ale na całe szczęście to tylko Maxi.
- Spadaj nie mam nastroju do rozmów z Tobą - powiedziałem i zawróciłem się do domu.
- No weź zaczekaj. - próbował mnie zatrzymać.
- Idź znajdź sobie innych przyjaciół. Nara. - wszedłem do domu i zamknąłem balkon. W ogóle jak on ma czelność się do mnie odzywać. Wtedy na mnie napadł i w ogóle, a teraz co kumpla udaje. Niech spada na drzewo. Miałem już sobie iść na gore na małą drzemkę, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi...

(Violetta) Leona nie ma cały dzień, z Cami nie gadam po tym co widziałam ostatnio, Fran cały czas zabiegana i nie mam z kim nawet porozmawiać. Wydzwaniałam do Leona, bo przecież chyba zapomniał, ale dziś było zaliczenie u Beto i mamy duży przypał. Zdenerwowałam się i postanowiłam go odwiedzić w jego domu. Spory kawałek musiałam przejść od Studio. Kiedy otworzył mi drzwi to wyglądał jak żywy trup z filmu "Zombieland". Początkowo się wystraszylam.
- Violetta co Ty tu robisz ? - zapytał zdziwiony.
- Tak na progu mam odpowiadać na Twoje pytanie ? - spojrzalam na niego.
- Nie, nie, przepraszam wchodz - uchylił mi drzwi i wpuścił do środka. Mieszkanie jak każde inne. Na dole kuchnia i salon, a na gorze pokoje i łazienka.
- Mieliśmy dziś zaliczenie u Beto, bardzo się wkurxyl. - oznajmilam mu.
- Wiem Violetta, wiem, ale dopadła mnie wirusówka i ledwo co wstałem z łóżka. - zaczął się tłumaczyć.
- Dobra rozumiem, ale to Ty będziesz się mu tłumaczył. - uśmiechnęłam się delikatnie. (...) Spędziliśmy miłe popołudnie, obejrzeliśmy film, pogadaliśmy, pośmialiśmy, nawet wydaje mi się, że gdy wychodziłam wyglądał dużo lepiej. Kiedy już kierowałam się w stronę drzwi, pociągnęłam za klamkę, ale zdążyłam się jeszcze odwrócić w jego kierunku i dać mu buziaka w usta, po czym zniknęłam w szumie wielkiego miasta...

End

czwartek, 10 kwietnia 2014

Part 17

5 komentarzy:
(Esme) Zakochałam się, czy to normalne ? Ojej, ale ja jestem szczęśliwa, aż promienieję radością. Dobra Esme teraz się skup na szukaniu pracy, a nie na ciągłym myśleniu o Pablo. Przecież ja się dziś z nim spotykam. Teraz to w ogóle nie wiem w co mam się ubrać, kurde chyba muszę się wybrać na zakupy. O nieeeeeeee !!! Jak ja nie cierpię zakupów. Te łażenie po tych sklepach mnie dołuję. Ludzie chodzą i oglądają te całe ubrania, chociaż i tak ich nie kupią. Bezsensowne. Popatrzyłam na zaspane oczy mojego psa.
- No co ? - spojrzałam na niego, a on tylko ziewną i dalej poszedł spać. Ehh ten to ma dobrze wszystko podane pod nos, i o nic się nie musi martwić. Przeszłam do kuchni, ale ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałam przez wizjer, i zobaczyłam kuriera z przesyłką.
- Dzień Dobry. - uśmiechnął się młody chłopak.
- To dla mnie ? - zapytałam zdziwiona.
- Tak proszę tylko pokwitować - podsunął mi pod nos karteczkę. Podpisałam i zamknęłam drzwi. Od razu zaczęłam to rozpakowywać. O matko, a papierów od groma, zanim się do tego dobrałam minęło kilka minut. Ku mojemu zaskoczeniu odkryłam w środku czarną sukienkę z małą karteczką. "Na dzisiejszy wieczór. Kocham. P ". Rozłożyłam sukienkę, wooow była piękna, po prostu cudowna, ale nie mogłam jej przyjąć. Chciałam do niego zadzwonić, ale nie odbierałam. Dobra to oznacza, że jest w Studio. Ubrałam się i wyszłam z domu. Szłam spokojnym krokiem, nawet początkowo dobrze się czułam, dopiero potem zakręciło mi się w głowie, aż musiałam przytrzymać się przy drzewie...

(Francesca) Ym... Wywlokłam się zaspana z łóżka i ujrzałam równo 7.  Przeczesałam palcami włosy i poszłam się ogarniać w toalecie. (...) Opaska na głowę i gotowe ! Zeszłam na dół w dość dobrym humorze i zauważyłam że nikogo nie ma w domu. A jak zajrzałam do lodówki to był podobny stan ! Jedynie pomarańcza samotnie leżała na środku półki. Wzięłam ją w ręce i westchnęłam ciężko. Pakując ją do torebki wyszłam na głodniaka. Dzwoniłam po drodze do parku do rodziców ale nie odbierali. Nigdy jeszcze mi tak nie robili. Czuję się jak Bear Grylls, gdy musiał szukać pożywienia w puszczy. Hehe... Szłam w stronę Stud!a powolnym krokiem czekając na jakiś znak że moi pierworodni żyją... Zauważyłam jakąś babeczkę opierającą się o drzewo, a cholera go wie lepiej nie zaczepiać, może jakaś pijana... Nagle słyszę dźwięk mojej komórki ...


(Tomas) Tralalalalala - podśpiewywałem sobie rano wstając.
Na dworze widać, że słońce znów świeci. Powinno być chyba ciepło. - stwierdzając to sięgnąłem z szafy jakiś t-shirt i spodnie. Standardowo.

Ale ten dzień był jakoś wyjątkowo inny. Od rana nie było słychać ni jednego słowa rodziców.
No cóż... Schodząc na dół... A tak właściwie zjeżdżając po poręczy - co zawsze było moim marzeniem, tylko nie było kiedy go spełnić.
Od wczorajszego dnia trochę zgłodniałem, więc poszedłem do kuchni coś wszamać. Na lodówce wisiała jakaś karteczka


"Tomas skarbie, z tatą musieliśmy
wcześniej wyjść do pracy.
Będziemy wieczorem, na stole masz
śniadanie. Nie zapomnij kluczy
 Buziaczki 
                                                           Mama"

Po zobaczeniu mojego śniadania mało co nie pozbyłem się wczorajszej kolacji.
-*Ygh!* Co to ma być?! Znowu? Serio?! Nie, no to są chyba jakieś jaja. - eh.. tak. to znowu był talerz owsianki. Ale z pod niego wystawała kolejna karteczka.

"Nie truj się tym świństwem.
W lodówce masz dosyć
spory kawałek pizzy. Zjedz
sobie i leć do szkoły. Trzymaj się
                                                                       Tata"

-No i to ja rozumiem. -powiedziałem do siebie i otworzyłem lodówkę. Wyciągnąłem pizzę, odgrzałem i zjadłem. Następnie wyszedłem, zamknąłem dom i schowałem klucze w kieszeń spodni. Do szkoły nie mam tak daleko, ale nudziło mi się, bo dosyć wcześnie wyszedłem z domu więc postanowiłem zadzwonić do starej przyjaciółki.
-Cześć Fran.
-No hej Tomi. Co tam słychać?
-U mnie dobrze. A u Ciebie ?
-A też.
-Wiesz co... może wybralibyśmy się gdzieś? Masz wolne popołudnie?
-Oczywiście! - odpowiedziała włoszka i pożegnała się. 
Idąc potknąłem się i upadłem. Natrafiłem na...  


(Pablo) Sukienka wysłana, garnitur jest, wszystko w potrzebie również przygotowane i w końcu mogłem położyć się na kanapie w celu odpoczynku. Ym. Nagle poczułem jak coś mnie ciągnie za rękaw. A raczej ktoś!
- Wujku... Co dziś będziemy robić? - Zaczęła z uśmiechem a ja zakłopotany nie wiedziałem co odpowiedzieć.
- Poczekaj chwilę skarbie. - odparłem i wyciągnąłem numer do Angeles. - Heej. Co tam?
- Pablo mam zajęcia czego chcesz.
- Napisze ci wiadomość a ty po prostu odpowiedz, tak czy nie. - Rozłączając się wysłałem jej sms-a a po chwili uszykowałem śniadanie. Jedliśmy je ze smakiem a gdy mieliśmy właśnie wychodzić z mieszkania zawitała do nas przyjaciółka. - Jednak przyszłaś, dziękuję Ci z całego serca... - Wytłumaczyłem gdzie są podstawowe rzeczy a sam wyszedłem na spacer. Potrzebowałem trochę przestrzeni, swobody, a nie ciągłego ganiania. .. Ale cóż Pablito takie są dzieci! Przechodząc obok Stud!a od którego mam jeszcze wolne widzę Tomasa wywracającego się o krawężnik. Podszedłem i pomogłem mu wstać. Chłopak otrzepał się z kurzu i odszedł a ja wzdychając widzę kolejną znajomą mi twarz...


(Beto) Czuję się jakiś taki połamany, i zupełnie nic mi się nie chce, ale kiedy przypomnę sobie o Jackie o tych jej ślicznych, lśniących włosach, o pięknych i oczach i jakże cudnych ustach, które chciałbym całować, przez całe dnie, godziny, minuty, sekundy. Ahhhh ja i moje pogrążanie się w marzeniach, a może kiedyś stanął się one rzeczywistością. Bardzo, ale to bardzo bym tego chciał. To już cud, że ja z nią zagadałem, a co dopiero, że zdobyłem do niej numer. Ahhh jestem jak tygrys który poluje na takie małe kocice. Marauuuu !!! Pogrążony w marzeniach, zapomniałem zupełnie, że mam dziś do pracy, dopiero kiedy zauważyłem zegarek, olśniło mnie.
- Cholera, mam 20 minut. - złapałem się za głowę i zacząłem szukać ubrań. Już nawet nie zwracałem uwagi, czy są one dobrane kolorem czy rozmiarem. Wyleciałem z domu jak mała wyścigówka na baterie. Nawet nie wiedziałem, że ja tak szybko potrafię biegać. Punkt dla mnie. W pewnym momencie poczułem się jakbym był w jakimś filmie sensacyjnym. Przebiegłem obok Pablo. I cofnąłem się delikatnie, biegnąc w miejscu aby nie stracić rytmu biegu.
- Gdzie tak pędzisz Beto ? - spytał z uśmiechem mój przyjaciel
- Aaaa praca Pablo, praca Ty na urlopie, a ja muszę lecieć bo Antonio mnie ukatrupi jak znowu się spóźnię, bywaj. - pomachałem do niego, a on się zaśmiał pod nosem. Jak nie ma go w Studio, to jest totalna dezorganizacja, Angie chodzi wkurzona, Gregorio zresztą też z nikim nie można spokojnie porozmawiać. Yeaaaaa zdążyłem, udało mi się za dwie ósma wbiegłem do drzwi wejściowych. Od razu skierowałem się do pokoju nauczycielskiego, nikogo już tam nie było. Może to i dobrze, bo zaraz by na mnie nakablowali. Zostawiłem rzeczy, wziąłem swoje skrzypce stojące w rogu pod ścianą i wyszedłem z sali.
- Beto, dlaczego z Twoich spodni wystaje papier toaletowy. ? - usłyszałem pytanie, zaczerwieniłem się i odwróciłem w stronę tej osoby.

(Andres) Heu, heu. Zdałem (ale spokojnie nie test na poziom IQ) sobie sprawę że Anka jest nawet spoko. Tylko ostatnio kojarzy mi się z kartonami, choć nie wiem dlaczego . LoL. Idać w stronę pokoju nauczycielskiego pukam do drzwi ale mi nikt nie otwiera ! Eh ?! Co za kultura ? A mi mówią że jestem niewychowany. Wszedłem a tam nikogo nie ma ! Ygh . A potem mnie opierdzielają że jestem nieprzygotowany, pff... Idąc w stronę wyjścia widzę Beto. W sumie nic dziwnego ale z tyłu z jego spodni wystawał papier toaletowy. Hahahaha .... A On co ? Zrobił sobie podpaski z papieru ? (xD) - Beto dlaczego z Twoich spodni wystaje papier toaletowy ? - Zapytałem ze śmiechem a On odwracając się do mnie rzekł dość poważnie na niego;
- To mój drogi Andres'ie, jest ogon. Ogon ... Do ćwiczeń o ! Nie wiedziałeś o tym ? Że dzięki takiemu ustawieniu w twoich spodniach lepsza jest koncentracja ? - Trudno było go zrozumieć . Eh,... - I widzisz ?! Mówiłem to na poprzednich lekcjach ! Nigdy nie uważasz ! - Burknął i poszedł w swoją stronę. Ja rozśmieszony wyszedłem z budynku i spotkałem osobę z którą chciałem spędzić dzisiejszy dzień !

(Ana) Eh ? Zejdź głupia plamo ! Ygh ! Wczoraj gdy mnie Andres oblał tym koktajlem doprać się nie chcę ! A to moja ulubiona koszulka ! Zabiję go chyba ! Wkurzona wsypałam pół proszku do prania na koszulkę i wrzuciłam do miski z wodą. - Wyczyść się ! - Powiedziałem i opuściłam mieszkanie wychodząc. Poczułam orzeźwienie na twarzy i sztachnęłam się tym niebywałym tlenem. W końcu napotkałam się na Andresa. - Cholero jedna ! Przez ciebie straciłam być może najlepszą koszulkę ! - Walnęłam go lekko w ramię i usiadłam na ławce.
- Pff, co narzekasz ? Nie wiem co wy macie w tej głowie. Ja biorę pierwsze lepsze ubranie i tak wspaniale wyglądam widzisz ? - Rozłożył ręce i usiadł obok.
- Wspaniale, bardzo wiesz ? Ale ja nie jestem tobą ! - Udawałam oburzoną. On przybliżył się i pogłaskał mnie po głowie. - Co ty robisz ?
- Uspokój się, spokooojnie ... - Zaczął jak jakiś psycholog ... Psychiatra .... Nie ! Debil. Tak .
- Zaraz Cię walnę to będziesz miał spokojnie ! - Warknęłam i zaczęłam go gilgotać. Jego dziwny chichot sprawił że sama się śmiałam.
- Dooobra sorryyyy .... - Zaczął piszczeć a ja mu odpuściłam. - Uff ... Dobra, więc jak już mnie nie torturujesz to czas na zmianę planów ... - Spojrzał się w moją stronę podejrzanie i zaczął wbijać swoje palce w moje żebra. AHAHHAHAHHA ? Wywinęłam mu się sprytnie i biegłam przed siebie dopóki ...

(Violetta) Jakoś, sama nie wiem jak ogarnęłam się z tego widoku. Mimo że nie byłam już z Maxim to bardzo zabolał mnie widok ich razem. Czuję pewną urazę do Camili choć nie powinnam, przecież nie mogę być na nią zła ... Nie! Żaden chłopak nie może zniszczyć to co nas łączy. Przyjaźń ponad wszystko. Zeszłam na dół do kuchni i wzięłam jabłko do ręki, sok i tosta. Owoc i napój do torebki na dzisiejsze zajęcia. Chciałam już wychodzić ale drogę za taranował mi mój kochany ojciec. - Proszę zejdź mi z drogi, zaraz mam zajęcia. Nie chcę się spóźnić. - Zaczęłam spokojnie.
- Violetto, dawno już powinniśmy porozmawiać. Ciągle unikasz tej rozmowy, wymigujesz się i ignorujesz moje słowa. Tak nie może być ! - Widać że był wkurzony. Ale cóż ja poradzę ? Po prostu nie toleruję tego. Westchnęłam i po prostu wyszłam wyjściem z kuchni. Słyszałam jego głos wołający mnie, ale nie miałam zamiaru się wracać. Mam ważniejsze sprawy od jego ciągłego marudzenia że jestem tak i owaka. Powinien też mnie zrozumieć jak się z tym czuję ... Eh. Szłam równym krokiem do Stud!a czując jak łagodny wietrzyk orzeźwia mnie. Było dość spokojnie póki nie przeleciała mi przed oczami nowa uczennica, uciekająca przed Andresem. Oh ? Nowa para ? Hah, nie powinnam zapeszać. 
Wymazałam tę ściągającą się dwójkę z pamięci. Usiadłam na ławce i wpatrzyłam się w szary beton. Momentalnie czyjeś buty sprawiły że ziemia stała się bardziej kolorowa. Uniosłam wzrok i ujrzałam ...








(Camilla) Usiadłam na łóżku i podciągnęłam nogi pod brodę. Czemu wszystko na tym świecie jest takie powalone ? Jakby świat nie mógł być prosty pozbawiony stresu. O tak chciałabym aby nie było stresujących sytuacji na świecie.
 Po co on mnie całował ? Teraz nie musiałabym tutaj siedzieć i zastanawiać się nad tym co powiedzieć Violettcie. Jest moją przyjaciółką a ja ją zdradziłam. Oczywiście to Maxi mnie pocałował i mogę powiedzieć że to jego wina. Ale mi się spodobało. To jest najgorsze. Powinnam go odepchnąć, dać mu z liścia lub zwyzywać. Cokolwiek. Ale nie. Ja musiałam jak idiotka oddać ten pocałunek. Ktoś powinien przemówić mi do rozumu. Albo podoba mi się mój przyjaciel i nie zdawałam sobie z tego sprawy (albo to maskowałam przed samą sobą- co brzmi logicznie i nielogicznie zarazem) albo po prostu jestem desperatką.  Zważywszy na moją głupotę wrodzoną obie wersje są możliwe.
 Zwlekłam się z łóżka w tempie ślimaka, zjadłam śniadania, ubrałam się i wyszłam z domu. Dokładnie wiem co muszę zrobić. Nawet przygotowałam plan wypowiedzi. Przystanęłam przed przyjaciółką która siedziała na ławce i patrzyła się na chodnik. Zauważyła moje buty i podniosła niemrawo wzrok. Choć udawała że nic się nie stało gdzieś głęboko w jej oczach było widać żal i smutek. Wiem że to przeze mnie. Wszystko co chciałam powiedzieć nagle w jednej chwili wyparowało mi z głowy tworząc totalną pustkę. Jedyne myśli jakie krążyły mi po głowie to "uciekaj" ale nie posłuchałam Ich. Zamiast tego stałam tam i patrzyłam tępo na nią. Ona zresztą też patrzyła mi w oczy. Mam nadzieję że wyczytał z nich to że chcę ją przeprosić. Stałybyśmy tam pewnie pół dnia gdyby nie to że w końcu z amoku wyrwał mnie głos...



(Maxi) Narobiłem problemów. I sobie. I Cami. Nie chcę aby Camilla miała przeze mnie kłopoty. Jest moją przyjaciółką (choć w czasie pocałunku poczułem coś więcej) i nie chcę aby była smutna czy zła. Uwielbiam widzieć jak się uśmiecha a widok jej łez sprawia mi ból wewnętrzny. Nie chciałem iść na dzisiejsze zajęcia ale nie mógłbym tak zostawić osoby z którą jestem tak zżyty. Powinienem być teraz przy niej i ją pocieszyć a nie siedzieć bezczynnie w domu i obwiniać się. Jestem mężczyzną. Muszę walczyć a nie kryć się w domu. Wyskoczyłem z łóżka i wszedłem pod prysznic. Zimna woda zmywała ze mnie bród choć nie zmyła poczucia winy. Wyszedłem z mieszkania i włożyłem do uszu słuchawki. Od razu do moich uszu doleciała muzyka.

Look at all the hate they keep on showin
I don’t wanna see that
Look at all the stones they keep on throwin
I don’t wanna feel that

Like sun that will keep on burning
And I used to be so discerning oh

In my recovery
I’m a soldier at war
I have broken down walls
I defined, I designed
My recovery
In the salt of the sea
In the oceans of me
I defined, I designed
My recovery


Szedłem ciągle wpadając na ludzi. Tak to już jest gdy zamiast uważać na otoczenie wczuwasz się w muzykę, jej rytm i tekst. Nie słyszałem nawet jakie wyzwiska lecą w moją stronę tak byłem zasłuchany w piosenkę. Właściwie jakoś wcześniej za nią nie przepadałem. Miałem ją na telefonie ze względu na Cami. Często bawiła się moim telefonem i kiedyś zgrała swoją play-listę. Wiele rzeczy właściwie było wspólnych. Co moje to jej co jej to moje. Kiedyś nawet powiedziała że jeśli znów się pokłócę z rodzicami mogę spokojnie u niej zamieszkać na jakiś czas. Oczywiście nigdy nie skorzystałem z oferty ale jej słowa upewniły mnie w przekonaniu że posiadanie najlepszego przyjaciela takiego na całe życie to prawdziwy skarb.  W końcu gdy piosenka skończyła się dostrzegłem Violettę siedzącą na ławce a na przeciwko niej Camillę. Żadna z nich się nie odzywała obie tylko patrzyły się na siebie z lekkim przerażenie. Po chwili niepewności w końcu podszedłem bliżej. Nie wiedziałem jak zacząć na szczęście żadna z nich nie zauważyła mnie za szybko.

-Emm-Początek zawsze jest najgorszy. Później idzie jak z płatka. Początek to męczarnie. Zacznij opowiadanie. Zawsze masz takie "Ale co ja mam tu napisać ?!" A później już kilka godzin i masz napisane dobre kilka rozdziałów. -Camilla. Beto nas wołał. -Tak skłamałem. Nie to że miałem coś do Violetty. Po prostu trudne rozmowy są łatwiejsze bez byłej obok. A moja ex dodatkowo wydawała się jak rozjuszony byk. Wściekła. Pociągnęłam przyjaciółkę za rękę udając przed moją byłą dziewczyną że mówiłem prawdę i Roberto na prawdę nas wołał...

(Leon) Umówiłem się dziś na indywidualną lekcję z Gregorio. Obiecał mi, że porada z nauczycieli i załatwi mi zwolnienie. Mam nadzieje, ze nie będzie problemów. Pozytywem dzisiejszego dnia jest to, że się wyspałem, w końcu mogłem byczyć się w swoim łóżku. Mama mnie obudziła stukanie garnków. Zjadłem śniadanie - obiad i wyszedłem z domu. Coś ostatnio nie mogę dogadać się z Violetta no niby jest okej, niby jesteśmy przyjaciółki, ale chyba przestało mi to starczać. On jest jak kokaina uzależnia od siebie. I choć jest taką mała ciapą i kłębkiem nerwów, to uwielbiam z nią przebywać. Szedłem sobie spokojnie chodnikiem kiedy ujrzałem dobrze znane mi twarze Cami i Maxi. Tego drugiego nie znosiłem, powinien płacić hajs za twarzowe. Spojrzałem na niego, ściąłem wzrokiem i ominąłem tą dwójkę. Oj niech tylko Ludmiła się dowie co Cami robi zamiast ćwiczyć nową piosenkę. W Studio już pewnie nikogo nie będzie, potem po zajęciach z Gregorio skoczę sobie do Resto na jakiś koktajl, albo coś takie. Wchodząc do uczelni po drodze mijam...

(Ludmiła) Ostatnio dużo się u mnie dzieje. Powinnam być zadowolona bo to ja jestem w centrum uwagi, ale zupełnie mnie to nie cieszy. Chciałabym pobyć sama pomyśleć zdecydować co robić, jak dalej żyć. Nie mogę ani w domu ani w szkole. Non stop ktoś pieprzu jakieś absurdalne rzeczy i mam ochotę ich za to zatłuc. W domu próbują udawać, że wszystko jest okej, w szkole natomiast nikt o tym nie wiem, tak samo jak nie wiedzą jaka jest naprawdę. To szaleństwo nie da się cale życie udawać, nie da się kłamać, ja nawet tego nie chcę, ale muszę. Sama sobie taką opinie zrobiłam i muszę nosić ją z dumą. Zajęcia się skończyły ja jeszcze trochę zostałam poćwiczyć mój kawałek. Kiedy pakowałam swoje rzeczy, zauważyłam pod fortepianem jakiś fioletowy badziew. Dopiero kiedy go podniosłam ogarnęłam, że to pamiętnik Violki. Jak mnie korciło by tam zajrzeć, ale nie zrobię tego, schowałam go do torby i już wychodziłam ze szkoły, gdy minęłam ma schodach Leona.
- Dobrze, że Cię widzę, oddaje to Fioletowej. - powiedziałam wyjmując w tym samym czasie pamiętnik.
- OOo skąd to masz ? - zapytał z głupia miną.
- Znalazłam. - odpowiedziałam krótko.
- Mam nadzieję, że tam nieee.... - przerwał widząc mój wyraz twarzy.
- Spadaj. - odburknęłam i poszłam.  Kierowałam się w stronę domu, jednak stopy zaprowadziły mnie w inna ulice. Szlam i szlam i ta szarość dalej się ciągnęła. Aż nareszcie zobaczyłam ten mały domek, stal sobie na środku polany. Zapukałam trzy razy do drzwi. Otworzyła mi starsza kobieta.
- Ludmiła, wejdź wejdź - uśmiechnęła się staruszka.
- Dziękuje babciu. - pocałowałam ją w policzek. Z babcia można gadać o wszystkim i o niczym w jej towarzystwie nawet wspaniale się myśli. Spędziłyśmy razem wspólne popołudnie i wieczór, a ze było już późno zadzwoniłam do "rodziców" i poinformował am ich ze zostaje na noc...

End
layout by Sasame Ka